Выбрать главу

Z lustra spojrzała na mnie twarz mojej matki. Przypomniałam sobie, jak pięknie wyglądała, siadając do kolacji, Zaczęłam się zastanawiać, co robiła, żeby uwydatnić swoje jasne brwi i rzęsy, i dlaczego jej szerokie usta wyglądały zupełnie inaczej, gdy uśmiechała się do mnie lub do ojca. Rzut okiem na zegar oddalił wszelką myśl o dokonaniu podobnej transformacji za pomocą zabiegów kosmetycznych. Zostały mi tylko trzy minuty na znalezienie bluzki. Groziło mi, że przywitam Matthew Clairmonta, wybitnego profesora biochemii i neurologii, w bieliźnie.

Szafa z ubraniami otworzyła przede mną dwie możliwości, jedną czarną i jedną ciemnogranatową. Granatowa miała tę zaletę, że była czysta, co było głównym argumentem przemawiającym na jej korzyść. Miała też śmieszny kołnierzyk, który sterczał do góry z tyłu i po bokach, aby utworzyć dekolt w kształcie litery V Rękawy były względnie obcisłe i kończyły się długimi sztywnymi mankietami, które rozszerzały się lekko i kończyły poniżej nadgarstka. Wkładałam właśnie parę srebrnych kolczyków, gdy rozległo się pukanie do drzwi.

Poczułam kołatanie w piersi, jakbym miała przed sobą randkę. Natychmiast odsunęłam tę myśl.

Otworzyłam drzwi. Stał za nimi Matthew, wysoki i wyprostowany, niczym książę z bajki. Na przekór swym przyzwyczajeniom ubrał się całkowicie na czarno, dzięki czemu robił jeszcze większe wrażenie. I wyglądał jeszcze bardziej jak wampir.

Czekał cierpliwie na podeście schodów, przyglądając mi się.

– Jak ja się zachowuję? Proszę, wejdź do środka. Czy to wystarczy, żebyś się poczuł formalnie zaproszony i wszedł do mojego mieszkania? – Widziałam to w telewizji albo czytałam w książce.

Matthew się uśmiechnął.

– Diano, zapomnij o tym, co twoim zdaniem wiesz o wampirach. To po prostu zwykła grzeczność. Nie powstrzymuje mnie symboliczna bariera między mną a piękną dziewicą. – Wchodząc w drzwi, Matthew musiał lekko się pochylić. Miał w rękach butelkę wina i bukiet białych róż.

– Proszę, to dla ciebie – powiedział, przyglądając mi się z uznaniem, i wręczył mi kwiaty. – Gdzie mogę je postawić, żeby poczekało do deseru? – dodał, spoglądając na butelkę.

– Dziękuję, uwielbiam róże. Może na parapecie? – zaproponowałam, a potem skierowałam się do kuchni, żeby poszukać wazonika. Coś, co uważałam do tej pory za wazon, okazało się karafką, zdaniem intendenta profesorskiego klubu, który kilka godzin wcześniej przyszedł do mojego mieszkania i zapewnił mnie o tym, gdy wyraziłam wątpliwości, czy mam takie naczynie.

– Doskonale – odparł Matthew.

Gdy wróciłam z kwiatami, Matthew chodził po pokoju, oglądając sztychy.

– Wiesz, one wyglądają naprawdę nieźle – ocenił, gdy stawiałam kwiaty na porysowanym blacie komody z epoki napoleońskiej.

– Obawiam się, że to przeważnie sceny myśliwskie.

– Nie umknęło to mojej uwadze – odparł Matthew, uśmiechając się w rozbawieniu. Spłoniłam się z zakłopotaniem.

– Jesteś głodny? – Zapomniałam na śmierć o obowiązkowych przekąskach i drinkach, jakie należało podać przed kolacją.

– Z przyjemnością coś zjem – powiedział z uśmiechem wampir.

Schroniwszy się do kuchni, wyjęłam z lodówki dwa talerze. Na pierwsze danie miałam wędzonego łososia posypanego świeżym koprem. Z boku ułożyłam artystycznie trochę kaparów i korniszonów, które mogły pełnić rolę przybrania, gdyby okazało się, że wampiry nie jadają zieleniny.

Gdy wróciłam z jedzeniem, Matthew czekał koło krzesła, które znajdowało się najdalej od kuchni. Wino czekało na srebrnej tacy z wysokimi bokami, w której trzymałam drobne pieniądze, a która, zdaniem tego samego pracownika profesorskiego klubu, była w rzeczywistości przeznaczona do podawania wina. Matthew usiadł, a ja wyciągnęłam korek z butelki niemieckiego rieslinga. Nalałam dwa kieliszki, nie rozlewając ani kropli, i również usiadłam.

Mój kolacyjny gość uniósł kieliszek do swego długiego orlego nosa i pogrążył się w skupieniu. Czekałam cierpliwie, aż skończy, zastanawiając się, ile zmysłowych receptorów wampiry mają w swoich nosach w odróżnieniu od psów.

Tak naprawdę nie miałam nawet podstawowej wiedzy o wampirach.

– Bardzo przyjemne – powiedział w końcu, otwierając oczy i uśmiechając się do mnie.

– Nie odpowiadam za wino – rzuciłam prędko, rozkładając serwetkę na kolanach. – Polecił mi je sprzedawca, więc jeśli okaże się niedobre, to nie moja wina.

– Bardzo przyjemne – powtórzył – a łosoś wygląda cudownie.

Matthew sięgnął po nóż i widelec i nadział kawałek ryby. Przyglądając mu się spod przymkniętych rzęs, żeby zobaczyć, czy rzeczywiście to przełknie, wzięłam na widelec kapara i po kawałku pikli i łososia.

– Nie zabierasz się do jedzenia jak Amerykanka – zauważył, przełknąwszy łyk wina.

– Nie – odparłam, wpatrując się w widelec w lewej i nóż w prawej ręce. – Zdaje się, że spędziłam za dużo czasu w Anglii. Da się to zjeść? – rąbnęłam, nie mogąc wytrzymać dłużej.

Matthew się roześmiał.

– Tak się składa, że lubię wędzonego łososia.

– Ale nie jesz wszystkiego – zauważyłam, skupiając uwagę na moim talerzu.

– Nie – przyznał Matthew – ale jestem w stanie przełknąć parę kęsów większości potraw. Przeważnie jednak nie smakują mi zbytnio, chyba że są surowe.

– To dziwne, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że wampiry mają tak wyostrzone zmysły. Myślałam, że wszystkie potrawy powinny wam cudownie smakować. – Mój łosoś smakował całkiem jak świeża, zimna woda.

Matthew uniósł swój kieliszek i przyjrzał się blademu złotemu płynowi.

– Wino smakuje cudownie. Potrawy nie smakują wampirom, jeżeli są przegotowane.

Przebiegłam w myśli mój jadłospis i poczułam ogromną ulgę.

– Jeżeli nie smakuje ci jedzenie, to dlaczego zapraszasz mnie ciągle, żeby coś zjeść na mieście? – spytałam.

Wzrok Matthew przemknął po moich policzkach, po oczach i zatrzymał się na moich ustach.

– Łatwiej mi przebywać w twoim towarzystwie, kiedy coś jesz. Zapach gotowanego jedzenia przyprawia mnie o mdłości.

Zmrużyłam oczy ciągle zakłopotana.

– Dopóki zbiera mi się na wymioty, nie odczuwam głodu – powiedział Matthew poirytowanym tonem.

– Och! – Fragmenty układanki się ułożyły. Wiedziałam już, że lubi mój zapach. Najwyraźniej zaostrzał mu apetyt.

Zaczerwieniłam się.

– Myślałem, że tego rodzaju wiedza o wampirach nie jest ci obca – wyznał łagodniejszym tonem – i dlatego zaprosiłaś mnie na kolację.

Pokręciłam głową, okręcając na widelcu następną porcję łososia.

– Prawdopodobnie wiem o wampirach mniej niż większość ludzi. A tę odrobinę informacji, jaką przekazała mi ciocia Sarah, powinnam traktować bardzo podejrzliwie, biorąc pod uwagę jej uprzedzenia. Miała na przykład bardzo jasne wyobrażenia na temat waszej diety. Mówiła, że wampiry piją wyłącznie krew, bo tylko ona jest wam potrzebna do przeżycia. Ale to chyba nieprawda?

Oczy Matthew zwęziły się, a ton jego głosu zrobił się nagle lodowaty.

– Nie. Do przeżycia potrzebna jest woda. Czy wy sami nie pijecie nic innego?

– Może nie powinnam o tym mówić? – Moje pytania złościły go. W nerwowym odruchu owinęłam nogi wokół nóg krzesła i zdałam sobie sprawę, że nie włożyłam butów. Przyjmowałam go na bosaka!