Выбрать главу

– Kupiłem je od Antoine-Marie, gdy tylko powiedział mi, że zapowiada się nadzwyczajnie – odparł z rozbawieniem.

Odwróciłam butelkę i spojrzałam na kartkę. Chateau Yquem. Nawet ja słyszałam o takim zamku.

– I przechowywałeś je od tamtej pory – powiedziałam. Ten wampir w roku 1615 pił czekoladę w Paryżu i w 1536 otrzymał od Henryka VIII zezwolenie na budowę, więc w 1811 mógł oczywiście kupić wino. I nosił na piersi starą ampułkę, której rzemyk widać było na jego szyi. – Matthew – powiedziałam powoli, wypatrując na jego twarzy pierwszych śladów poirytowania. – Ile ty masz lat?

Zacisnął usta, ale jego głos zachował niefrasobliwość.

– Jestem starszy, niż można by pomyśleć, sądząc z mojego wyglądu.

– Wiem o tym – przyznałam, nie mogąc pohamować niecierpliwości.

– Dlaczego przywiązujesz taką wagę do mojego wieku?

– Jestem historyczką. Jeśli ktoś mi mówi, że pamięta wprowadzenie czekolady do Francji albo przelot komety w roku 1811, trudno mi nie okazać ciekawości, jakie inne wydarzenia mógł przeżyć. Żyłeś w roku 1536, a ja byłam w domu, który wtedy wybudowałeś. Znałeś Machiavellego? Przeżyłeś czarną zarazę? Uczęszczałeś na Uniwersytet Paryski, kiedy nauczał tam Abelard?

Matthew nie odpowiedział. Zaczęły mnie szczypać włosy na karku.

– Ta ampułka mówi, że byłeś kiedyś w Ziemi Świętej. Brałeś może udział w wyprawie krzyżowej? Widziałeś kometę Halleya, jak przelatywała nad Normandią w roku 1066?

Ciągle nic.

– Oglądałeś koronację Karola Wielkiego? Przeżyłeś upadek Kartaginy? Przeszkodziłeś Attyli w dotarciu do Rzymu?

Matthew uniósł wskazujący palec prawej dłoni.

– Który upadek Kartaginy?

– Sam mi powiedz!

– Do diabła z tobą, Hamishu Osborne – mruknął, zaciskając dłoń na obrusie.

Po raz drugi w ciągu dwóch dni Matthew zmagał się z problemem, co ma powiedzieć. Wlepił wzrok w świecę i powoli przeciągnął palec przez jej płomień. Wyskoczyły na nim jaskrawe czerwone bąble, które po chwili znikły bez śladu, ustępując miejsca białej chłodnej skórze. Na jego twarzy ani na chwilę nie pojawił się cień bólu.

– Przypuszczam, że moje ciało ma prawie trzydzieści siedem lat. Ale urodziłem się mniej więcej w czasie, gdy Chlodwig przeszedł na wiarę chrześcijańską. Zapamiętali to moi rodzice, bo inaczej nie miałbym o tym pojęcia. Nie zapisywało się wtedy w rejestrach dat urodzenia. Najlepiej przyjąć rok pięćsetny i przestać się tym kłopotać. – Rzucił mi krótkie spojrzenie i znowu skupił uwagę na świecach. – Jako wampir odrodziłem się w roku 537 i z wyjątkiem Attyli, który żył przede mną, dotknęłaś większości mniej lub bardziej istotnych wydarzeń, jakie miały miejsce w tysiącleciu między tamtą datą a rokiem, w którym wmurowałem zwornik w sklepienie mojego domu w Woodstock. Ponieważ jesteś historyczką, czuję się zobowiązany powiedzieć ci, że Machiavelli ani w części nie był tak imponującą postacią, jak wy wszyscy zdajecie się sądzić. Był to po prostu florencki polityk, do tego wcale nie taki znowu wybitny. – Do jego głosu zakradły się oznaki znużenia.

Matthew Clairmont miał przeszło tysiąc pięćset lat…

– Nie powinnam wściubiać nosa do twojego życia – powiedziałam na swoje usprawiedliwienie. Nie wiedziałam, co zrobić z oczami zagubiona w przypuszczeniach, że znajomość historycznych wydarzeń, jakie przeżył ten wampir, pomoże mi lepiej go zrozumieć. Przypomniała mi się linijka z Bena Johnsona. Zdawała się mówić o Matthew więcej niż jego udział w koronacji Karola Wielkiego. – „Nie należał do jednego wieku, ale do wszystkich czasów!” – mruknęłam.

– „Zapominam o czasie, rozmawiając z tobą” – odparł linijką z Miltona, cofając się jeszcze głębiej w literaturę XVII wieku.

Przyglądaliśmy się sobie długo, dopóki byliśmy w stanie znieść rosnące napięcie, przedzierając się przez kolejne kruche zaklęcie między nami. Złamałam je.

– Co robiłeś jesienią 1859 roku?

Jego twarz pociemniała.

– Czego ci naopowiadał Peter Knox?

– Że odmówisz podzielenia się swoimi sekretami z czarownicą – powiedziałam spokojnym tonem, który nie oddawał stanu moich uczuć.

– Tak powiedział? – spytał cicho Matthew, nie dając poznać po sobie poirytowania. Dostrzegałam je w jego minie i ułożeniu ramion. – We wrześniu 1859 roku przeglądałem manuskrypty w Ashmolean Museum.

– W jakim celu? – Powiedz mi to, proszę, poprosiłam milcząco, krzyżując palce na udach. Sprowokowałam go do wyjawienia pierwszej części jego tajemnicy, ale pragnęłam, żeby z własnej woli wyjawił mi resztę. Żadnych gier, żadnych zagadek. Po prostu mi powiedz.

– Trochę wcześniej zakończyłem lekturę rękopisu pewnej książki, która miała niebawem iść do druku. Napisał ją pewien przyrodnik z Cambridge. – Matthew odstawił swój kieliszek.

Odruchowo uniosłam rękę do ust, uświadamiając sobie znaczenie tej daty. O pochodzeniu. Podobnie jak w przypadku Pryncypiów, wielkiego dzieła Newtona poświęconego fizyce, była to książka, która nie wymagała cytowania pełnego tytułu. Każdy, kto uczył się w liceum biologii, znał pracę Darwina O pochodzeniu gatunków.

– W opublikowanym tamtego lata artykule Darwin przedstawił swoją teorię naturalnego doboru, ale książka znacznie się od niego różniła. W cudowny sposób ustalił on, jak przebiegają łatwo zauważalne zmiany w przyrodzie, i krok po kroku popychał czytelnika w kierunku przyjęcia tak rewolucyjnego podejścia.

– Ale alchemia nie ma nic wspólnego z ewolucją. – Sięgnęłam po butelkę i dolałam sobie cennego wina mniej przejęta tym, że mogłoby zniknąć, niż tym, że mogłabym nie zrozumieć sprawy do końca.

– Lamarck uważał, że każdy gatunek pochodzi od innych przodków i rozwija się niezależnie w kierunku wyższych form istnienia. Podejście to bardzo przypominało pogląd alchemików: że kamień filozoficzny jest nieuchwytnym końcowym produktem naturalnego przekształcenia się podstawowych metali w ich wyższe formy, takie jak miedź, srebro i złoto. – Matthew sięgnął po wino. Popchnęłam butelkę w jego kierunku.

– Ale Darwin nie zgadzał się z Lamarckiem, chociaż w początkowych opisach teorii ewolucji używał tego samego terminu „transmutacja”.

– Nie zgadzał się z transmutacją linearną, to prawda. Ale teorię naturalnego doboru Darwina można ciągle interpretować jako szereg połączonych ze sobą transmutacji.

Być może Matthew miał słuszność i magia jest rzeczywiście we wszystkim. Była w teorii powszechnego ciążenia Newtona i mogła też być obecna w teorii ewolucji Darwina.

– Alchemiczne manuskrypty rozsiane są po całym świecie. – Starałam się nie tracić z pola widzenia szczegółów, a zarazem próbowałam zmierzyć się z szerszym obrazem całości. – Dlaczego skupiłeś się na manuskryptach Ashmole'a?

– Czytając Darwina, zauważyłem, że zdaje się on wykorzystywać alchemiczną teorię transmutacji w biologii, i przypomniałem sobie opowieści o tajemniczej księdze, która miała wyjaśniać pochodzenie naszych trzech gatunków: demonów, czarodziejów i wampirów. Odrzucałem je zawsze jako fantastyczne rojenia – wyznał, pociągając łyk wina. – Większość z nich sugerowała, że tekst ten został ukryty przed oczami ludzi w alchemicznej księdze. Publikacja O pochodzeniu popchnęła mnie do rozejrzenia się za nią, a jeśli taka księga rzeczywiście istniała, Elias Ashmole z pewnością by ją zakupił. Miał on niezrównaną smykałkę do wynajdywania dziwacznych manuskryptów.

– Szukałeś jej tu, w Oksfordzie, sto pięćdziesiąt lat temu?

– Tak – odparł Matthew. – I sto pięćdziesiąt lat przed dniem, w którym Ashmole 782 znalazł się w twoich rękach, powiedziano mi, że manuskrypt zaginął.