Oglądanie wampira, który korzystał ze swoich zdolności zmysłowych, musiało być jednym z najniezwyklejszych doświadczeń, jakie mogą się przydarzyć. Nie chodziło tylko o to, że Matthew widział i słyszał rzeczy, które były poza zasięgiem moich zmysłów, ale również o to, że gdy już coś wyczuł, jego postrzeganie było tak ostre i dokładne. To nie były pierwsze lepsze jeżyny – były to konkretne jeżyny, zebrane w określonym miejscu i czasie.
Matthew nadal popijał wino, a ja kończyłam porcję gulaszu. Z rozkosznym westchnieniem sięgnęłam po kielich i zaczęłam kręcić delikatnie jego nóżką, w której migotały płomienie świec.
– A jak myślisz, jak ja mogłabym smakować? – zamyśliłam się głośno, wypowiadając te słowa figlarnym tonem.
Matthew zerwał się na równe nogi z wyrazem wściekłości na pobielałej twarzy. Nie zauważył nawet, że zrzucił na podłogę swoją serwetkę. Na ułamek sekundy na jego czole pokazała się nabrzmiała żyła.
Najwyraźniej palnęłam coś niestosownego.
Nie zdążyłam nawet mrugnąć, gdy znalazł się koło mnie i pociągnął mnie z krzesła. Jego palce wpijały sie w moje łokcie.
– Jest pewna legenda o wampirach, o której jeszcze nie wspomnieliśmy. – Jego oczy rzucały dziwne blaski, wyraz twarzy budził grozę. Próbowałam się uchylić, ale jego palce wpiły się głębiej. – Legenda o wampirze, którego pewna kobieta oczarowała tak, że nie mógł się wyzwolić spod jej uroku.
Zaczęłam analizować to, co się wydarzyło. Spytał mnie, jaki smak odkryłam w winie. Smakowało mi jak on sam. Odpowiedział mi na to, jakie smaki sam w nim odnalazł, a ja powiedziałam…
– Och, Matthew – szepnęłam.
– Zastanawiasz się, jak mogłabyś mi smakować? – Jego szept przeszedł w głębsze i groźniejsze pomruki. Przez chwilę wydawało mi się, że krew odpływa z mojego ciała.
Puścił moje ręce, zanim wrażenie to zdążyło się pogłębić. Nie było czasu na żaden odruch ani usunięcie się w bok. Matthew wsunął palce w moje włosy, uciskając kciukami dół mojej głowy za uszami. Zostałam znowu unieruchomiona i poczułam, że ten bezruch rozchodzi się po całym moim ciele pod zimnym dotknięciem jego dłoni. Czyżbym się upiła dwoma kieliszkami wina? Odurzyła jakimś narkotykiem? Czy było jakieś inne wytłumaczenie wrażenia, że nie jestem w stanie się uwolnić?
– Podoba mi się nie tylko twój zapach. Słyszę twoją krew czarownicy, jak płynie twoimi żyłami. – Jego chłodne wargi dotykały mojego ucha, a jego oddech był słodki. – Wiedziałaś o tym, że krew czarownicy wydaje odgłosy, które brzmią jak muzyka? Niczym śpiew syreny, która zwodzi żeglarza i zachęca go, żeby skierował swój statek na skały, ten kuszący głos twojej krwi mógłby przynieść zgubę mnie… i tobie. – Jego słowa były tak spokojne i bezpośrednie, że zdawały się przemawiać wprost do mojej świadomości.
Wargi wampira zaczęły przesuwać się po mojej brodzie. Czułam, że każde miejsce, którego dotykają, najpierw zamarza, a zaraz potem zaczyna piec, w miarę jak krew wracała pod powierzchnię skóry.
– Matthew – westchnęłam przez zaciśnięte gardło. Zamknęłam oczy, oczekując, że poczuję jego zęby na mojej szyi, ale nie byłam zdolna, nie chciałam się poruszyć.
Ale zamiast tego musnęły moje wargi jego zgłodniałe usta. Zamknął mnie w objęciu swoich ramion, dotykając koniuszkami palców mojej głowy. Rozchyliłam wargi pod dotknięciem jego ust, opierając dłonie na jego piersi. Pod ich dotykiem jego serce zabiło jeden jedyny raz.
Wraz z tym uderzeniem jego pocałunek się zmienił. Matthew nie był już zaborczy, a głód w dotknięciu jego ust zamienił się w coś słodkiego i zarazem gorzkiego. Cofnął łagodnie obie dłonie, ujmując nimi moją twarz, i odsunął się z ociąganiem. Po raz pierwszy z jego piersi dobiegł moich uszu cichy, chrapliwy odgłos. Nie przypominał ludzkiego oddychania. Był to odgłos wydawany przez drobne ilości tlenu, które przeciskały się przez potężne płuca wampira.
– Wykorzystałem twoje przerażenie. Nie powinienem był tego robić – szepnął.
Miałam zamknięte oczy i ciągle czułam się odurzona, zapach cynamonu i goździków usuwał zapach fiołków z wina. Poruszyłam się niecierpliwie w jego uścisku.
– Nie ruszaj się – powiedział chrapliwym tonem. – Gdybyś odstąpiła na krok, mógłbym nie zapanować nad sobą.
Podczas wizyty w laboratorium zwrócił moją uwagę na relacje między drapieżcą a ofiarą. Teraz próbował zachęcić mnie, żebym udawała nieżywą po to, by kryjący się w nim drapieżnik przestał się mną interesować.
Ale ja nie byłam nieżywa.
Otworzyłam oczy. Na jego twarzy rysowała się nieomylnie wyostrzona czujność. Żarłoczność, głód. Matthew znalazł się na łasce i niełasce swoich instynktów. Ale ja też nie byłam ich pozbawiona.
– Czuję się bezpieczna przy tobie. – Wypowiedziałam te słowa wargami, które zarazem były zmrożone i piekły, nienawykłe do pocałunków wampira.
– Czarownica… bezpieczna w towarzystwie wampira? Nie bądź taka pewna. To by zajęło jedną chwilę. Gdybym cię zaatakował, nie byłabyś w stanie się obronić, a ja nie mógłbym się powstrzymać. – Nasze spojrzenia spotkały się i znieruchomiały bez jednego mrugnięcia. Matthew burknął coś w odruchu zdumienia.
– Jesteś bardzo odważna.
– Nigdy nie byłam.
– Gotowość oddania krwi w laboratorium, sposób, w jaki spoglądasz wampirowi w oczy, stanowczość, z jaką przepędziłaś te wszystkie stworzenia z biblioteki, już nawet sam fakt, że chodzisz tam dzień po dniu, nie godząc się na to, żeby inni odciągali cię od tego, co chcesz robić, wszystko to świadczy o twojej odwadze.
– To jest upór. – Już dawno temu Sarah wyjaśniła mi różnicę między tymi pojęciami.
– Widywałem już przedtem tego rodzaju odwagę, przeważnie u kobiet. – Matthew ciągnął swoją myśl, tak jakbym się nie odezwała. – Mężczyźni jej nie mają. Nasza śmiałość bierze się ze strachu. To jest jedynie ryzykanctwo na pokaz.
Jego spojrzenie okrywało mnie płatkami śniegu, które topiły się i muskały mnie chłodem w chwili, w której mnie dotykały. Matthew sięgnął zimnym palcem do moich rzęs i przechwycił łzę, która na nich zawisła. Ze smutną miną posadził mnie łagodnie i przykucnął obok mnie, kładąc opiekuńczym gestem jedną rękę na moim kolanie, a drugą na ramieniu fotela z plecionym siedzeniem.
– Obiecaj mi, że nigdy nie będziesz pozwalać sobie w towarzystwie żadnego wampira, nawet moim, na żarty na temat krwi lub jak mogłabyś smakować.
– Przepraszam – szepnęłam, zmuszając się, żeby nie spojrzeć w bok.
Matthew pokręcił głową.
– Powiedziałaś mi wcześniej, że masz niewielką wiedzę o wampirach. Musisz zrozumieć, że żaden wampir nie jest odporny na tę pokusę. Wampiry obdarzone poczuciem odpowiedzialności starają się przez większość czasu nie wyobrażać sobie, jak mogliby smakować ludzie. Gdybyś spotkała jakiegoś wampira bez sumienia, a jest ich mnóstwo, to niech Bóg ma cię w swojej opiece.
– Zrobiłam to bezmyślnie. – I ciągle nie mogłam myśleć. Kręciło mi się w głowie na wspomnienie jego pocałunku, jego gwałtowności i namacalnego głodu.
Matthew pochylił głowę, opierając czoło na moim ramieniu. Ampułka z Betanii wysunęła się z wycięcia jego swetra i kołysała jak wahadło, migocząc w świetle świec.
Zaczął mówić tak cicho, że musiałam wytężyć słuch, żeby usłyszeć jego słowa.
– Czarownice i wampiry nie są stworzone do przeżywania tego rodzaju uczuć. Doświadczam emocji, jakich nigdy… – urwał.
– Wiem. – Oparłam ostrożnie policzek na jego włosach. Były miękkie jak aksamit, tak jak wyglądały. – Ja też je odczuwam.
Jego ręce nadał pozostawały w tym samym miejscu, jedna ręka na moim kolanie, a druga na oparciu fotela. W reakcji na moje słowa przeniósł je powoli i objął mnie w pasie. Chłód jego ciała przebił się przez moje ubrania, ale nie przeszedł mnie dreszcz. Przysunęłam się bliżej niego, żeby oprzeć ręce na jego ramionach.