Przeciętny wampir mógł najwyraźniej pozostawać w tej pozycji całymi dniami, nie odczuwając niewygody. Jednak zwykła czarownica nie czuła się w niej dobrze. Gdy poruszyłam się lekko, popatrzył na mnie z zakłopotaniem. Jednak po chwili zrozumiał i jego twarz się rozjaśniła.
– Zapomniałem – powiedział, podnosząc się z właściwą sobie zręcznością, i odstąpił do tyłu. Poruszyłam najpierw jedną nogą, potem drugą, przywracając krążenie w stopach.
Matthew podał mi mój kielich i wrócił na swoje krzesło. Gdy usiadł, przyszło mi do głowy, że powinnam zająć jego myśli czym innym niż to, jak mogłabym mu smakować.
– Jak brzmiało piąte pytanie, na które musiałeś odpowiedzieć, żeby zostać członkiem towarzystwa All Souls? – Kandydata zapraszano na egzamin, podczas którego musiał on odpowiedzieć na cztery pytania, które wystawiały jego umysł na ciężką próbę, ponieważ łączyły szeroki zakres i głębię z iście diabelską złożonością. Jeśli poradził sobie z nimi, padało słynne „piąte pytanie”. Nie było to zresztą pytanie, ale pojedyncze słowo, na przykład „woda” albo „nieobecność”. Od kandydata zależało, jak odpowie, i tylko naprawdę błyskotliwa odpowiedź dawała mu miejsce w All Souls.
Matthew sięgnął przez stół, unikając podłożenia ognia pod swoje rękawy, i napełnił na nowo mój kieliszek.
– Pożądanie – odparł, starannie unikając mojego wzroku.
Oto, jak powiódł się mój plan odwrócenia jego uwagi ku innym sprawom.
– Pożądanie? I co napisałeś?
– O ile mi wiadomo, są tylko dwie emocje, które rok po roku podtrzymują obroty tego świata. – Zawahał się, a potem dodał: – Jednym jest strach. Drugim pożądanie. O tym właśnie napisałem.
Zauważyłam, że w jego odpowiedzi nie było miejsca na miłość. Był za to brutalny obraz, przeciąganie liny między dwoma równorzędnymi, ale przeciwnymi impulsami. Można było dostrzec w tym wiele prawdy, więcej niż w gładkim powiedzonku, że „motorem, dzięki któremu świat się kręci, jest miłość”. Matthew dawał do zrozumienia, że to jego pożądanie – głównie krwi – jest tak silne, że odsuwa wszystko inne na bok.
Jednak wampiry nie były jedynymi stworzeniami, które musiały panować nad tak silnymi impulsami. Wiele z tego, co można było podciągnąć pod magię, było pożądaniem wprowadzonym w czyn. Czarnoksięstwo było czym innym – rzucaniem uroków i przestrzeganiem rytuałów. Ale magia? Jeśli w umyśle czarownicy zagościło jakieś życzenie, potrzeba czy głód zbyt silny, żeby go opanować, mogły one przybrać postać konkretnych działań.
Jeśli Matthew miał odkryć przede mną swoje sekrety, wydawało mi się, że ja także nie powinnam skrywać tak mocno moich.
– Magia jest urzeczywistnianiem pożądania. Na tym polegało ściągnięcie przeze mnie z półki Studiów i szkiców w wieczór, w którym się poznaliśmy – powiedziałam powoli. – Gdy czarownica skupia się na czymś, czego pragnie, a potem wyobraża sobie, jak mogłaby to osiągnąć, może sprawić, że się to wydarzy. Dlatego muszę być tak ostrożna w mojej pracy. – Wypiłam łyk wina, trzymając kieliszek drżącą ręką.
– W takim razie przez większość czasu starasz się nie pragnąć różnych rzeczy, zupełnie tak jak ja. I robisz to z podobnych powodów. – Śnieżne płatki jego spojrzeń błądziły po moich policzkach.
– Jeśli masz na myśli obawę, że gdybym zaczęła, nie mogłabym się już zatrzymać, to tak. Wolę nie spoglądać na moje przeszłe dokonania jak na coś, co raczej brałam, niż osiągałam dzięki pracy.
– Zatem zdobywasz wszystko dwa razy. Najpierw zwyczajnie z tego rezygnując, a potem osiągając to znowu poprzez pracę i wysiłek. – Matthew roześmiał się gorzko. – Korzyści z tego, że się jest istotą obdarzoną nadprzyrodzonymi talentami, nie są zbyt wielkie, nieprawda?
Matthew zaproponował, żebyśmy usiedli przy jego nieczynnym kominku. Rozsiadłam się wygodnie na kanapie. Postawił na stoliku przede mną orzechowe biszkopty, a potem znowu zniknął w kuchni. Gdy wrócił, miał w ręku małą tacę ze starą, już odkorkowaną butelką i dwoma kieliszkami płynu w bursztynowym kolorze. Podał mi jeden z nich.
– Zamknij oczy i powiedz mi, co to za zapach – polecił mi tonem oksfordzkiego wykładowcy. Posłusznie opuściłam powieki. Wino wydawało się zarazem stare i pełne życia. Pachniało kwiatami, orzechami, kandyzowanymi cytrynami i jakimś dawno zapomnianym światem, który aż dotąd mogłam poznawać jedynie z książek i wyobrażać go sobie.
– Pachnie jak przeszłość. Ale nie przeszłość umarła. Jego zapach jest taki żywy.
– Otwórz oczy i wypij łyk.
Przełknęłam trochę słodkiego, jasnego płynu i poczułam, że do mojego krwiobiegu wpływa coś starożytnego i potężnego. Tak musi smakować wampirowi krew. Ale zachowałam tę myśl dla siebie.
– Powiesz mi, co to jest? – spytałam, delektując się bukietem smaków i zapachów.
– Małmazja – odpowiedział z uśmiechem. – Stara, bardzo stara małmazja.
– Ile ma lat? – spytałam podejrzliwym tonem. – Tyle co ty? Roześmiał się.
– Nie. Na pewno nie chciałabyś się napić czegoś, co by miało tyle lat co ja. Ona jest z roku 1795, z winogron zebranych na Maderze. Była dawniej bardzo popularna, ale dzisiaj nikt specjalnie nie docenia tego wina.
– To dobrze – powiedziałam z zachłannym zadowoleniem. – Zostanie więcej dla mnie. – Matthew roześmiał się znowu i usiadł swobodnie w jednym z foteli Morrisa.
Rozmawialiśmy o jego pracy w All Souls, o Hamishu – który, jak się okazało, także zdobył członkostwo towarzystwa – i o ich wspólnych przygodach w Oksfordzie. Śmiałam się z jego opowiadań o posiłkach w stołówce i o tym, jak pędził po każdym z nich do Woodstock, żeby pozbyć się z ust smaku przesmażonej wołowiny.
– Wyglądasz na zmęczoną – powiedział w końcu, podnosząc się po następnym kieliszku małmazji i kolejnej godzinie rozmowy.
– Jestem zmęczona. – Pomimo zmęczenia było coś, co chciałam mu powiedzieć, zanim odprowadzi mnie do domu. Ostrożnie odstawiłam kieliszek. – Wiesz, Matthew, podjęłam decyzję. W poniedziałek zamówię znowu Ashmole'a 782.
Wampir usiadł nagle.
– Nie wiem, jak złamałam urok za pierwszym razem, ale spróbuję zrobić to znowu. Knox nie wierzy zbytnio, że mi się uda. – Zacisnęłam usta. – Ale co on może wiedzieć? Nie był w stanie zdjąć z niego uroku choćby tylko raz. A ty być może zdołasz odczytać słowa ukryte pod obrazkami w tym magicznym palimpsecie.
– Co masz na myśli, mówiąc, że nie wiesz, w jaki sposób złamałaś urok? – Matthew zmarszczył z zakłopotaniem czoło. – Jakich słów użyłaś? Jakie wezwałaś moce?
– Zdjęłam z niego urok, nie zdając sobie z tego sprawy – wyjaśniłam.
– Chryste Panie, Diano. – Matthew zerwał się znowu na równe nogi. – Czy Knox wie, że nie sięgnęłaś po magię?
– Jeśli wie, to w każdym razie nie ode mnie. – Wzruszyłam ramionami. – Poza tym czy to ma jakieś znaczenie?
– To jest ważne, ponieważ jeśli nie złamałaś uroku w sposób świadomy, oznacza to, że ty sama spełniłaś warunki jego złamania. Wszystkie istoty czekają, ponieważ chcą poznać zaklęcie, jakiego użyłaś, skopiować je, jeśli się im uda, i położyć rękę na Ashmole'u 782. Ale kiedy twoje koleżanki czarownice i koledzy czarodzieje odkryją, że urok otworzył się przed tobą samorzutnie, z własnej woli, nie będą już okazywać tyle cierpliwości i dobrego wychowania.