Выбрать главу

Mimo tych wysiłków czułam, że mój niepokój rośnie, gdy pchnęłam szklane drzwi biblioteki. Strażnik zmrużył oczy na widok mojego nazbyt ciepłego uśmiechu, a potem poświęcił przesadną ilość czasu na porównanie mojego oblicza ze zdjęciem na mojej karcie czytelnika. W końcu mnie wpuścił i mogłam popędzić po schodach do czytelni księcia Humfreya.

Nie upłynęła nawet godzina od rozstania z Matthew, ale z przyjemnością stwierdziłam, że zasiadł na jednym z czyśćcowych krzeseł przy elżbietańskim stole w pierwszej wnęce średniowiecznego skrzydła. Podniósł oczy, gdy mój laptop wylądował na porysowanym drewnianym blacie.

– Czy on tu jest? – szepnęłam, nie kwapiąc się z wymienianiem nazwiska Knoxa.

Matthew kiwnął głową z ponurą miną.

– W Selden End.

– No cóż, może tam na mnie czekać nawet przez cały dzień – szepnęłam, sięgając po czysty rewers do płytkiej prostokątnej tacy na stole. Wypełniłam go, wpisując Ashmole 782, moje nazwisko i numer karty czytelnika.

Przy kontuarze był Sean.

– Mam odłożone dwie pozycje – zwróciłam się do niego z uśmiechem. Zniknął na chwilę we wnęce i wrócił z moimi manuskryptami, a potem wyciągnął rękę po moje nowe zamówienie. Włożył rewers do zniszczonej koperty z szarego kartonu, żeby go posłać do magazynu.

– Mogę zamienić z tobą parę słów? – zapytał.

– Jasne. – Kiwnęłam wampirowi ręką, żeby dać mu do zrozumienia, że może zostać na miejscu, i poszłam za Seanem przez wahadłową bramkę do działu sztuki, który biegł pod kątem prostym do osi starej biblioteki. Stanęliśmy pod witrażowymi oknami, przez które sączyło się słabe poranne światło.

– Czy on ci nie przeszkadza?

– Profesor Clairmont? Nie.

– Nie powinienem się wtrącać, ale nie lubię tego gościa. – Sean wyjrzał zaniepokojony do środkowego przejścia, tak jakby się obawiał, że Matthew wyskoczy nagle i spojrzy nań wilkiem. – Mniej więcej od tygodnia cała biblioteka pełna jest dziwnych typków.

Nie mogąc otwarcie zaprzeczyć, zdobyłam się tylko na stłumione, porozumiewawcze pochrząkiwania.

– Dasz mi znać, gdyby coś było nie tak, prawda?

– Oczywiście, Sean. Ale profesor Clairmont jest w porządku. Nie musisz się nim martwić.

Mój dawny kolega nie wydawał się przekonany.

– Być może Sean wie, że jestem inna… ale wydaje się, że nie tak bardzo inna jak ty – zdałam relację wampirowi, wróciwszy na miejsce.

– Niewielu mi w tym dorównuje – odparł z mroczną miną Matthew, wracając do swojej lektury.

Włączyłam komputer i próbowałam skupić się na pracy. Manuskrypt mógł się zjawić dopiero po kilku godzinach. Ale rozmyślanie o alchemii szło mi dziś wyjątkowo źle, ponieważ dzieliłam moją uwagę między wampira a kontuar wypożyczalni. Spoglądałam w tamtym kierunku za każdym razem, gdy z magazynu wyłaniały sie nowe książki.

Po kilku fałszywych alarmach od strony Selden End dobiegły mnie zbliżające się ciche kroki. Matthew naprężył się na swoim krześle.

Peter Knox podszedł i się zatrzymał.

– Doktor Bishop – powiedział chłodno.

– Słucham, panie Knox. – Mój głos był równie lodowaty jak jego. Pochyliłam się znowu nad otwartą księgą, która leżała przede mną. Knox zrobił krok w moją stronę.

Matthew mówił spokojnie, nie odrywając oczu od papierów Needhama.

– Na pana miejscu zatrzymałbym się tam, gdzie pan stoi, chyba że doktor Bishop zechce z panem porozmawiać.

– Jestem bardzo zajęta. – Poczułam ucisk wokół czoła, a jednocześnie jakiś głos zaczął szeptać w mojej głowie. Ze wszystkich sił starałam się powstrzymać czarodzieja od wdarcia się do moich myśli. – Powiedziałam, że jestem zajęta – powtórzyłam z kamiennym spokojem.

Matthew odłożył długopis i odsunął się od stołu.

– Matthew, pan Knox właśnie zamierza odejść. – Odwróciwszy się do mojego notebooka, wpisałam kilka zdań pozbawionych jakiegokolwiek sensu.

– Mam nadzieję, że rozumie pani, co pani robi – wycedził Knox.

Matthew burknął coś pod nosem. Dotknęłam lekko ręką jego ramienia. Wzrok Knoxa spoczął w miejscu, w którym dłoń czarownicy zetknęła się z ciałem wampira.

Aż do tej chwili Knox podejrzewał jedynie, że Matthew i ja nawiązaliśmy zbyt bliskie relacje, jak na standardy przestrzegane przez czarownice. Teraz był tego pewien.

Powiedziałaś mu, co wiesz o naszej księdze. Złośliwy głos Knoxa rozbrzmiewał w mojej głowie i choć próbowałam przeciwstawić się jego natręctwu, czarodziej był na to zbyt silny. Zatkało mnie ze zdumienia, gdy oparł się moim usiłowaniom.

Zaniepokojony Sean spojrzał znad swojego biurka w naszą stronę. Poczułam, że ramię wampira drży pod dotknięciem mojej dłoni. Z jego gardła zaczęły się dobywać groźniejsze pomruki.

– I kto ściągnął w tej chwili na nas uwagę ludzi? – syknęłam do czarodzieja, ściskając ramię wampira, żeby dać mu do zrozumienia, że nie potrzebuję jego pomocy.

Knox uśmiechnął się niemile.

– Dziś rano ściągnęła pani uwagę nie tylko ludzi, doktor Bishop. Przed zmrokiem wszystkie czarownice w Oksfordzie będą wiedziały, że jest pani zdrajczynią.

Mięśnie wampira się napięły. Matthew sięgnął do ampułki zwisającej z jego szyi.

O Boże, pomyślałam, on zaraz zabije tego czarodzieja. Przesunęłam się tak, żeby znaleźć się między nimi.

– Dość tego – powiedziałam spokojnie do Knoxa. – Jeśli natychmiast pan nie odejdzie, powiem Seanowi, że mi pan przeszkadza, i poproszę go, żeby wezwał straż.

– W Selden End jest dziś doskonałe oświetlenie – stwierdził w końcu Knox, łagodząc ton swego głosu. – Myślę, że przejdę do tej części biblioteki. – Po czym oddalił się.

Matthew usunął moją dłoń ze swego ramienia i zaczął zbierać swoje rzeczy.

– Wychodzimy.

– Nie, zostajemy. Nie wyjdziemy stąd, dopóki nie przyniosą tego manuskryptu.

– Nie słyszałaś? – spytał z przejęciem Matthew. – On ci groził! Nie potrzebuję tego manuskryptu, chciałbym za to… – urwał nagle.

Popchnęłam go na jego miejsce. Sean ciągle patrzył w naszą stronę, unosząc rękę nad telefonem. Uśmiechnęłam się do niego i kiwnęłam mu głową, a potem odwróciłam się znowu do wampira.

– To moja wina. Nie powinnam była cię dotykać, kiedy on tu stał – mruknęłam, spoglądając na jego ramię, na którym spoczywała ciągle moja dłoń.

Matthew uniósł mój podbródek swoimi palcami.

– Żałujesz samego dotknięcia czy tego, że zobaczył to ten czarodziej?

– Ani jednego, ani drugiego – szepnęłam. W jednej chwili smutek w jego szarych oczach ustąpił zdumieniu. – Ale przestrzegłeś mnie, żebym nie była lekkomyślna.

Knox zbliżył się znowu i Matthew zacisnął mocniej palce na mojej brodzie, skupiając całą swoją uwagę na czarodzieju. Gdy Knox zatrzymał się kilka stołów dalej, wampir odwrócił się znowu do mnie.

– Jedno jego słowo i wychodzimy… bez względu na to, czy dostaniemy ten manuskrypt, czy nie. Mówię poważnie, Diano.

Nie byłam w stanie rozmyślać po tym wszystkim o alchemicznych ilustracjach. W mojej głowie rozlegało się ciągle ostrzeżenie Gillian o tym, co spotyka czarownice, które mają sekrety przed innymi czarownicami. I stanowcze oświadczenie Knoxa, że jestem zdrajczynią. Gdy Matthew próbował mnie namówić, żebym zrobiła przerwę na lunch, odmówiłam. Manuskryptu ciągle nie było, a nie mogłam dopuścić, żeby się zjawił w chwili, gdy będziemy u Blackwella. Zwłaszcza w sytuacji, gdy Knox był tak blisko.

– Nie widziałeś, co zjadłam na śniadanie? – spytałam, gdy Matthew zaczął nalegać. – Nie jestem głodna.

Krótko potem przeszedł koło nas rozmiłowany w kawie demon, kołysząc kablem ze słuchawkami.