– Miałem zamiar do ciebie napisać. – Nieporadnie wzruszył ramionami. – Ale nic sensownego nie przychodziło mi do głowy.
Poza tym byłeś zbyt zajęty, dodała w myślach.
– Czy już wiesz o wszystkim? – zapytał.
– Tak, czytałam w gazecie. Bardzo się cieszę.
– Przyjechałbym wcześniej, tylko…
– Nie musisz się tłumaczyć – odparła uprzejmie. -Z pewnością miałeś mnóstwo spraw na głowie.
Chciał powiedzieć, że myślał o niej cały czas, ale zmroziło go jej powściągliwe zachowanie. Zmieniła się, pomyślał. Niby te same rysy twarzy, ale jakby w innym świetle. Zdawało mu się też, że Kirsty trzyma się inaczej, choć trudno było cokolwiek o tym sądzić, jako że miała na sobie ciężki płaszcz przeciwdeszczowy, który zasłaniał jej kształty. Przypomniały mu się ostanie chwile przed rozstaniem, jej błaganie, by odszedł na zawsze i nigdy nie wracał.
– Widzisz? Samochód utknął mi w błocie – powiedział, z trudem znajdując właściwe słowa. – Chciałem znaleźć kogoś, kto mógłby wziąć mnie na hol, ale te wrzosowiska są jak pustynia, więc wróciłem.
Kirsty wskazała ręką traktor.
– Ja mogę wziąć cię na hol..
Szybko wydostał linkę z bagażnika, a ona pomogła mu ją przymocować. W dziesięć minut wyciągnęli auto z rowu i mogli ocenić uszkodzenia przedniego koła.
– Trzeba oddać go do warsztatu – zawyrokował Mike.
– Jest tu jakiś porządny w pobliżu?
– Tak, zawiozę cię tam.
– Nie trzeba. Zadzwonię po nich.
Sięgnął do wnętrza samochodu i wyciągnął ze środka telefon komórkowy. Zadzwonił do informacji po numer warsztatu i po paru chwilach już rozmawiał z mechanikiem. W jego głosie pobrzmiewała stanowczość i pewność siebie. Tak, ten ton bardziej niż pieniądze wskazywał na zmiany, jakie dokonały się w Mike'u.
– Rozumiem, że jest pan zajęty, ale zależy mi na czasie
– mówił zniecierpliwiony. – Oczywiście, zapłacę za ekspres. W takim razie czekam jutro rano. Proszę być na farmie Everdene równo o dziewiątej.
– Co powiedziałeś? – zapytała sucho Kirsty, gdy Mike się rozłączył.
– Nie masz chyba nic przeciwko?
– Trzeba było zapytać o to wcześniej.
– Przecież to jedyne rozsądne wyjście. Nie rozumiem, dlaczego miałabyś robić jakieś trudności?
– Myślę po prostu, że to bardzo niegrzeczne najpierw umawiać się z nimi na moim podwórzu, a później pytać mnie o zgodę.
– A cóż to ma za znaczenie? – zapytał lekko podniesionym głosem.
– Myślę, że dobre maniery zawsze mają znaczenie -odparła, podnosząc głos jeszcze bardziej.
– Kirsty – wzniósł oczy do nieba – przejechałem dziś czterysta mil. Jestem zmęczony, zgubiłem drogę, samochód nieomal przewrócił się w rowie i naprawdę nie mam teraz ochoty słuchać wykładu o dobrych manierach.
– Nic na to nie poradzę. Nie podoba mi się sposób, w jaki wprowadzasz się do mnie. Zachowujesz się, jakbym była twoją własnością, jakby Everdene było twoją własnością… – przerwała, szukając jakiegoś zarzutu, który mogłaby jeszcze przeciw niemu skierować.
Zdawała sobie sprawę, że zdecydowanie przesadza, ale rozczarowanie, jakiego doznała na jego widok, pozbawiło ją wyczucia właściwych proporcji. Ich ponowne spotkanie miało być wspaniałym przeżyciem, a nie przeradzać się w irytującą sprzeczkę.
Zanim któreś z nich zdążyło coś powiedzieć, ciszę przerwało donośne ujadanie. To Tarn wrócił, znudzony zającami. Natychmiast rozpoznał swego dobroczyńcę, który niegdyś przyrządzał mu różne smakowitości, i rzucił się na niego z radością. Mike poczuł wielką ulgę. Ktoś nareszcie okazał radość i zgotował mu serdeczne powitanie. Był taki szczęśliwy z tego powodu, że nie zwrócił nawet uwagi, co się stało z jego eleganckim garniturem.
– Przepraszam cię za niego – powiedziała lodowato Kirsty, szacując wzrokiem zniszczenia.
– Cóż, teraz przynajmniej musisz zaprosić mnie do domu. – Wziął torbę z bagażnika i zajął w kabinie traktora miejsce obok Kirsty. Tarn wcisnął się pomiędzy ich dwoje, zostawiając wszędzie ślady błota.
Pojechali do domu, ciągnąc za sobą samochód. Mike miał smutek w sercu. Oczekiwał na ten dzień, ale wszystko poszło nie tak, jak sobie wymarzył. Kirsty nie ucieszyła się na jego widok, a gdy jakiś czas potem prosiła go, żeby trzymał się od niej z dala, mówiła szczerze. Pomyślał o wszystkich podartych listach, których nie wysłał do niej, bo nie znajdował słów, którymi mógłby opisać swoje uczucia. Całymi miesiącami dręczyła go niepewność: co się dzieje z Kirsty, czy nadal o nim myśli? Wyobrażał sobie jej twarz w chwili spotkania.
I kiedy ta chwila wreszcie nadeszła, spojrzała na niego z dystansem, który zupełnie go zmroził.
Przekroczył próg tak dobrze znajomego domu, jego nozdrza wyczuły rozkoszny zapach.
– Gulasz – wyjaśniła lakonicznie, zrzuciła płaszcz i podeszła do pieca. – Stał na małym ogniu cały dzień, więc powinien być już gotowy. Zapewne chcesz się przebrać?
– Nie usłyszawszy żadnej odpowiedzi, odwróciła się i stwierdziła, że Mike stoi bez ruchu i wpatruje się w nią ze zdumieniem. Dopiero po chwili zrozumiała, że odsłonił się jej powiększony brzuch, przedtem schowany za połami płaszcza.
– Kirsty… – zaczął niepewnie – czy ja mam przywidzenia?
– Nie. – Starała się nie okazywać, jak bardzo jest spięta.
– Spodziewam się dziecka.
– Mojego dziecka. – To było stwierdzenie, nie pytanie.
– Mój Boże, ależ ze mnie głupiec. Nigdy nie przyszło mi to do głowy… Przez cały czas zastanwiałem się, czy nie wpędziłem cię w jakieś kłopoty, ale miałem na myśli wyłącznie kłopoty z prawem. O tym nawet nie śniłem. – Przetarł dłonią oczy. – Powinienem był zorientować się, że…
– To nie ma znaczenia. – Kirsty wzruszyła ramionami.
– Czy ktoś jeszcze o tym wie?
Zmierzyła go gniewnym spojrzeniem.
– Ja chcę tego dziecka, Mike. Nie pozbędę się go.
– Boże, a czy ja cię o to prosiłem?
– Do tego zmierzałeś. Jeśli nikt o tym nie wie, będzie łatwiej załatwić sprawę po cichu. Taki masz plan, prawda?
– Dlaczego musisz zawsze przypisywać mi najgorsze intencje? – zapytał ostro. – Owszem mam plan: ożenić się z tobą.
Kirsty znów poczuła wściekłość. Jeszcze raz to samo – oto obwieścił jej swą wolę, jakby jej zdanie nie miało żadnego znaczenia.
– Doprawdy? A jeśli ja mam inne plany?
– Na przykład?
– Na przykład takie, żeby nikt nie próbował mi pomagać i nie wtrącał się w moje sprawy.
– Jeśli chodzi o sąsiadów, to z pewnością nikt ci nie pomoże – zauważył chłodno Mike. – Zastanawiałem się po prostu, czy już wiedzą i czy nie próbowali utrudniać ci życia. Z twego rozdrażnienia wnioskuję, że próbowali.
– Poradzę sobie z tym, tak jak radziłam sobie do tej pory.
– Kirsty, proszę, dajmy temu spokój. Nie przyjechałem tu wykłócać się z tobą. Chciałem zobaczyć, jak ci się wiedzie.
– Miałeś na to dobrych parę tygodni – rzuciła mu wreszcie w twarz oskarżenie, które odsłaniało prawdziwy powód jej rozżalenia.
Ponownie zacisnął zęby.
– Czy naprawdę tak trudno było zrozumieć, dlaczego się nie odzywam? Przyjeżdżając tutaj, dałbym wszystkim oczywisty dowód, że to ty udzieliłaś mi pomocy. Nie odważyłem się na to, dopóki nie miałem oficjalnego potwierdzenia, że nie grozi mi żadna kara za ucieczkę z więzienia. To potwierdzenie otrzymałem wczoraj wieczorem. Dziś rano wsiadłem do samochodu i przyjechałem prosto tutaj. Serce zabiło w niej żywiej, mimo to z uporem stwierdziła: