Выбрать главу

– Mogłeś napisać.

– Powiedziałaś mi bez ogródek, bym tego nie robił.

– A ty nie wyglądałeś na człowieka, który by się tym specjalnie przejął – odparła.

Nie podjął kolejnej zaczepki. Nagle z jego twarzy wyparował gniew i uśmiechnął się do Kirsty w taki sposób, że aż podskoczyło w niej serce.

– Skąd my to znamy, co? – powiedział. – Zawsze skakaliśmy sobie do oczu. I to akurat wtedy, gdy najmniej tego chcieliśmy.

Jej twarz rozjaśniła się powściągliwym uśmiechem.

– Mów za siebie. Ja chcę.

– No dobrze – odpowiedział, biorąc ją w ramiona. -Posprzeczamy się, ale później.

Jego pocałunek był jak błogosławieństwo, które rozpędza wszelkie frasunki. Dobrze było wreszcie poczuć przy sobie jego potężne, silne ciało. Wszystkie sprzeczne myśli, które tłukły się dotąd po jej głowie, zniknęły bez śladu. Cokolwiek zaszło między nimi, to jedno się nie zmieniło – Mike zawsze wiedział, jak wzbudzić w niej pożądanie.

– Mike – szepnęła – zabierz mnie prędko na górę.

– Czy to na pewno dla ciebie bezpieczne?

– Na pewno. Jeszcze za wcześnie, by się tym przejmować.

Wziął ją za rękę i pobiegli na górę, instynktownie zmierzając do pokoju, który niedawno zajmował. Rozbierał Kirsty z gorączkowym pośpiechem, nie przestając jej całować. Pieszczoty Mike'a rozpaliły jej ciało, które znów przypomniało sobie, w jakim celu je stworzono. Pierwszy raz, gdy się kochali, był dla niej odkryciem, lecz trzeba było trochę czasu, by pobudzić jej uśpione zmysły. Teraz wystarczyła chwila i namiętność ogarnęła ją z szybkością błyskawicy.

Gdy oboje byli już nadzy, padli na łóżko. Kirsty wyczuła, że ze względu na nią Mike stara się panować nad swą żądzą. Obejmował ją mocno ramionami, ale ruchy jego pośladków były powolne i kontrolowane.

– Och, Mike, tak mi ciebie brakowało…

– Zawsze tu byłem – szepnął. – I ty zawsze byłaś ze mną. Wiedziałaś przecież, że przyjechałbym, gdybym tylko mógł.

Próbowała odpowiedzieć, ale doznania, które ją ogarniały, były tak intensywne, że wypierały wszelkie spójne myśli. W jej kurczowym uścisku, którym przyciskała go do siebie, jakby był najcenniejszym skarbem, była samotność i gorycz wszystkich bezsennych nocy spędzonych bez niego. Tak, Mike zmienił się nie do poznania, ale w tym jednym pozostał taki sam – w jego ramionach zawsze zapominała o całym świecie i mogła sycić się miłością, bliskością i czułością, których tak bardzo łaknęła.

W tej chwili myślała tylko o tym, że znów należy do niej. Świadczyły o tym delikatne pieszczoty Mike'a i wyraz jego oczu w chwili, gdy stapiali się w jedno. Gdy jej podniecenie osiągnęło szczyt, zaczęła napierać na niego całym ciałem, popędzając go, pobudzając do maksymalnego wysiłku. Zareagował od razu, dopasowując się do jej rytmu. Znali się tak krótko, ale rozumieli wspaniale.

Otworzyła szeroko oczy i zatopiła swoje spojrzenie w bezmiarze źrenic Mike'a. Rozkosz, która ich połączyła, starła urazy i gniew, unieważniła miesiące rozłąki. Pomyślała, że być może na tę właśnie chwilę czekała całe swoje życie i że warto było czekać.

Później, gdy ochłonęli nieco po miłosnej gorączce, Mike przeciągnął dłonią po jej lekko nabrzmiałym brzuchu i spojrzał na nią z takim pełnym niedowierzania zdumieniem, że aż łzy stanęły jej w oczach. Po chwili zasnęła w jego ramionach z ufnością małego dziecka.

Gdy obudziła się, siedział na łóżku i delikatnie potrząsał jej ramieniem.

– Przyniosłem pani filiżankę herbaty – powiedział, całując Kirsty leciutko.

– Mmm, wspaniale. – Zobaczyła przez okno, że świeci słońce. – Która godzina?

– Prawie dziewiąta.

– Co? Od paru godzin powinnam być na nogach.

– Nie martw się. W domu wszystko zrobione. Pomyślałem, że dam ci pospać.

– Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak długo spałam. -Mrugnęła do niego figlarnie. – Czy śniadanie też już gotowe?

– To za chwilę. Musiałem wykonać parę telefonów.

– Ale przecież telefon… No tak, zapomniałam, że masz komórkowy.

– Całe szczęście. Jak widzę, nadal nie stać cię na podłączenie aparatu. Doznałem szoku, gdy odkryłem, jak źle stoisz finansowo, ale nie martw się. Teraz ja jestem z tobą i wszystko będzie dobrze. Kirsty zmarszczyła brwi.

– Co to znaczy: odkryłem, jak źle stoisz finansowo?

– Twoje księgi rachunkowe to nieprzyjemna lektura.

– Zaglądałeś do moich ksiąg?

– Zostawiłaś jedną otwartą na stole. Zajrzałem do pozostałych, by upewnić się, czy rzeczy wiście jest tak źle.

Kirsty natychmiast opuścił miły nastrój.

– Tych pozostałych nie zostawiłam otwartych na stole.

– Nie, ale wiem, gdzie je trzymasz. Nie trzeba się w nie wczytywać, by stwierdzić, że jesteś w tarapatach. Gdy otrzymujesz z banku listy pisane takim tonem, to wiadomo że staczasz się po równi pochyłej.

– Czytałeś moją prywatną korespondencję? – zapytała zdumiona.

– List z banku, zalecający natychmiastowe uregulowanie należności, trudno nazwać prywatnym. Tak czy inaczej, powiedziałem mu, że lepiej zrobi, dając ci na jakiś czas spokój.

– Powiedziałeś mu? Komu?

– Znalazłem nazwisko w nagłówku listu. Zadzwoniłem do biura numerów, a potem do niego do domu i wyjaśniłem sytuację.

– Jak to? – zapytała Kirsty, wyraźnie już poirytowana.

– Wyjaśniłem człowiekowi, że teraz ja się zajmuję tymi sprawami i że natychmiast dostanie czek na pokrycie debetu. Wyrwało mu się parę zdań, z których wywnioskowałem, że jest w zmowie z kimś z miejscowych, kto chce wykupić farmę. Stąd te naciski na pośpiech w spłacaniu zaległości. Oczywiście to tylko moje domysły, ale w sprawach pieniężnych okazywałem zwykle właściwy instynkt. Nie był uszczęśliwiony, gdy powiedziałem mu, że spłacam wszystko, a ty poczekasz, aż pojawi się jeszcze wyższa oferta.

Kirsty podniosła się gwałtownie.

– Czy naprawdę zdobyłeś się na szczyt bezczelności – mówiła z trudem – i powiedziałeś, że zamierzam sprzedać Everdene?

– Tylko wtedy, gdy dostaniesz ekstra cenę.

– Jak śmiesz wtrącać się w moje sprawy?

– To teraz także moje sprawy.

– Dopiero wtedy, gdy się na to zgodzę. A na pewno nie stanie się to szybko przy takim zachowaniu z twej strony. Na mój dom nie ma ceny.

– Wszystko wskazuje na to, że gdy się pobierzemy, ten dom nie wystarczy…

– A kto mówi, że się w ogóle pobierzemy? – wybuchła. Zacisnął usta.

– Nie wiem, dlaczego zachowujesz się tak nieracjonalnie. Chociaż właściwie to wiem. Zgoda, mogę być czasami nieco apodyktyczny… może nawet bardzo…

– Raczej gruboskórny jak słoń – rzuciła twardo Kirsty.

– Rozumiem, że jesteś przywiązana do tej farmy, ale wiedz, że ma ona niewielką wartość rynkową.

– Nie traktowałeś tego miejsca z takim lekceważeniem, gdy dawało ci schronienie – odparła Kirsty, mocno dotknięta.

– Kirsty, proszę, wierz mi, że jestem nieskończenie wdzięczny tobie i Everdene za to, że zostałem uratowany. Jestem tu właśnie po to, by okazać moją wdzięczność. Ale jestem przywiązany do ciebie, nie do miejsca.

– Gdybyś mnie choć trochę rozumiał, nie czyniłbyś tego rozróżnienia. Everdene, ja i Dartmoor, to jedno.

– Kierujesz się sentymentami.

– Dziękuj niebiosom, że urodziłeś się pod szczęśliwą gwiazdą i trafiłeś na sentymentalną kobietę, która nie odesłała cię prosto do więzienia! – zawołała z pasją.