Выбрать главу

– Nie chcę na ten temat dyskutować. Lubię wszystko załatwiać porządnie, taki już jestem. Nie możesz urodzić dziecka w tej dziurze zabitej dechami, skąd trudno byłoby zdążyć na czas do szpitala, gdyby wystąpiły jakiekolwiek komplikacje.

– Skoro kobiety z mojej rodziny mogły rodzić tu przez całe wieki, to mogę i ja.

– Nie, nie zgadzam się na to. Chcę, by moje dziecko przyszło na świat w przyzwoitych warunkach. Przepraszam, jeśli się niewłaściwie wyraziłem, ale jeśli się nad tym zastanowisz, dojdziesz do wniosku, że mam rację.

W głowie Kirsty kłębiło się tyle gniewnych myśli, że nie zdołała wypowiedzieć żadnej z nich. Nadal próbowała dojść do jakiejś konkluzji, gdy usłyszała ujadanie Tarna. Ktoś pukał do frontowych drzwi. Mike wyjrzał przez okno.

– Przyszli obejrzeć mój samochód – powiedział. – Porozmawiamy później. – Poklepał Kirsty po ramieniu i wyszedł, zostawiając ją w rozterce.

W ciągu ostatnich kilku minut przeżyła prawdziwy szok, mogąc wreszcie ujrzeć Mike'a w prawdziwym świetle. Tygodnie ukrywania się, kiedy zależał we wszystkim od niej, wypaczyły jego obraz i kazały w nim widzieć człowieka łagodnego i tolerancyjnego. Teraz, gdy odzyskał władzę i pieniądze, powrócił do swego właściwego wcielenia. Kirsty nie była nim szczególnie zachwycona.

Zwłaszcza jedno z powiedzeń Mike'a – „Nie będę na ten temat dyskutować" – wywołało u niej nieprzyjemne skojarzenia z okresem, gdy Jack oświadczał: „Nie będę sobie strzępić języka". Oznaczało to, że i tak postawi na swoim, nawet jeśli nie ma racji i dobrze o tym wie. Z Jackiem toczyła zajadłe boje. Zwalczenie ślepego uporu Mike'a byłoby tysiąckroć trudniejsze, gdyż pomimo wszystko kochała go.

Z czasem jej niepewność ustąpiła miejsca mocnemu postanowieniu. Wiedziała, że ojciec, który tyle razy powstrzymywał ją przed impulsywnymi zachowaniami, przekonywałby ją i teraz, by nie robiła tego, co snuło jej się po głowie. Namawiałby, żeby się jeszcze raz zastanowiła. Gorące usposobienie Kirsty nie przeszkadzało jej jednak trzeźwo rozumować. Podjęła już decyzję, którą najlepiej było od razu wcielić w życie.

Mike zapłacił właśnie mechanikowi, a gdy się odwrócił w stronę domu, jego oczom ukazał się niesamowity widok: Kirsty niosła do samochodu jego walizkę. Patrzył osłupiały, jak otwiera bagażnik i wkłada ją do środka.

– Słuchaj, ja jeszcze nie wyjeżdżam – zaprotestował.

– Wyjeżdżasz, Mike – powiedziała uprzejmie. – To miło, że przyjechałeś, ale nie pasujesz do tego miejsca, tak jak ja nie pasuję do żadnego innego.

– Posłuchaj, chcę tylko dobra twojego i dziecka. Może nie okazałem dość taktu, ale z pewnością racja jest po mojej stronie.

Spojrzała mu w oczy, w jego twarzy nie dostrzegła niczego znajomego. Jak mogła w ogóle pomyśleć, że kiedykolwiek się pobiorą?

– Co do pieniędzy zapewne się nie mylisz, Mike. W tej kwestii masz dużą wiedzę. Nie wiesz jednak nic o pozostałych sprawach, włączając w to mnie. Sprzedać Everdene? Mógłbyś mnie do tego namawiać tysiąc lat i tak by ci się nie udało. Ale ty nawet nie próbowałeś mnie namawiać. Po prostu zjawiłeś się tu z założeniem, że wszystko wiesz najlepiej i dobiłeś targu.

– Już przepraszałem za swój brak taktu.

– Nie przeszkadza mi twój brak taktu. Przeraża mnie to, że się tak bardzo mylisz. Mylisz się we wszystkich istotnych sprawach, mylisz się co do mnie i co do rzeczy, które kocham.

– Wstawanie o świcie, by nakarmić zwierzęta – odparował z ponurą ironią – zimno, zmęczenie, bieda… To są rzeczy, które kochasz?

– Oglądanie wschodu słońca w najpiękniejszym zakątku świata, moi czworonożni przyjaciele trącający mnie pyskiem na powitanie, ziemia rozkwitająca dzięki pracy mych rąk – to są rzeczy, które kocham. I nauczę moje dziecko, by również je kochało.

– O ile tu zostaniesz. Beze mnie nie masz na to wielkich szans.

– Z tobą najwyraźniej miałabym jeszcze mniejsze. Poradzę sobie, Mike. Już nie raz nad Everdene wisiały czarne chmury. Ale teraz ty jesteś głównym zagrożeniem. Właśnie dlatego wyjeżdżasz.

Z zakłopotaniem przeczesał dłonią włosy.

– Nie mogę pojąć twego sposobu myślenia.

– Wiem. I nigdy go nie pojmiesz. Dlatego proszę: odejdź, zanim wyrządzisz mi krzywdę nie do naprawienia.

– A nasze dziecko? – Mike wyraźnie pobladł. – Może ja też mógłbym go nauczyć paru rzeczy?

– Może ja nie chcę, by się ich od ciebie uczyło.

– Kirsty, jeśli teraz mnie wyrzucisz, nie wrócę już -ostrzegł.

Zdawało mu się, że drgnęła, zawahała się przez moment, ale nie był tego pewien. W jej oczach nie było natomiast śladu ustępliwości.

– Do widzenia, Mike. Twarz mu stężała.

– Dobrze – powiedział szorstko. – Skoro tego chcesz. – Otworzył drzwi samochodu i zamknął je z trzaskiem. -Do widzenia, Kirsty. – Uruchomił silnik i odjechał, nie oglądając się za siebie.

7

Wraz z odjazdem Mike'a samotność dokuczała Kirsty bardziej niż kiedykolwiek. Mówiła sobie, że ból nie jest natury sercowej, że wynika z rozczarowania tym, jakim Mike okazał się człowiekiem. Nigdy nie bylibyśmy ze sobą szczęśliwi, powtarzała sobie, lepiej było od razu się rozstać. Ból jednak nie ustępował.

W ciągu paru następnych dni Kirsty miała wiele powodów, by żałować swych porywczych reakcji. Po tym, co powiedział Mike, stało się oczywiste, że bank sprzedał jej zobowiązania kredytowe miejscowemu farmerowi, który nastawał na to, by sprzedała Everdene i wykorzystywał jej zadłużenie jako środek nacisku. Kirsty nie wykryła powiązania między tymi faktami, natomiast Mike dostrzegł je od razu. Jego zmysł do interesów mógłby uratować Everdene, gdyby go nie wypędziła. Potem przypomniała sobie jednak, że Mike wcale nie chciał ratować farmy. Powiedział z pogardą, że obciążone długami Everdene „nie przedstawia większej wartości rynkowej". To ostudziło jej emocje.

Gdy po kilku dniach nadszedł list z banku, Kirsty przygotowała się na złe nowiny. W kopercie znalazła jednak potwierdzenie wpłaty na jej konto, która likwidowała dług, a nawet zostawiała tysiąc funtów nadwyżki. Nie było wzmianki o tym, kto przelał pieniądze. Kirsty nie miała jednak żadnych wątpliwości, kto to mógł zrobić.

Nie mogła sobie pozwolić na zwrot pieniędzy w patetycznym geście odmowy. Poza tym, była to w końcu zwykła transakcja. W końcu uratowała mu życie. Mike spłacił swe długi i teraz o niej zapomni. Kirsty zaczęła nawet pisać oficjalny list z podziękowaniem, podarła go jednak szybko. Zaczęła pisać następny, już w cieplejszym tonie, ale i ten podarła, rezygnując ostatecznie z dalszych prób. Teraz lepiej rozumiała Mike'a -nie istniały słowa, za pomocą których mogliby się porozumieć.

Po nietypowym dla siebie tygodniowym wahaniu Kirsty przełamała się jednak i napisała sztywny, zupełnie wyprany z uczuć list, a następnie wysłała go do banku z adnotacją, by został przekazany do banku Mike'a.

Ulga, jaką przyniosło jej załatwienie tej sprawy, nie trwała długo. Pewnego ranka ani Caleb, ani Jenna nie stawili się do pracy. Prywatne dochodzenie wykazało, że oboje opuścili okolicę poprzedniego wieczora. Kirsty od dawna wiedziała, że na Calebie nie zawsze można polegać, zdumiało ją jednak, że w krytycznej chwili porzucił ją bez słowa. Mogła się jedynie domyślać, że znów nabawił się jakichś kłopotów i musiał przeczekać w ukryciu, aż burza ucichnie. A może była to po prostu sprawka Jenny, która chciała pozbyć się rywalki.

Powróciło złe samopoczucie. Wciąż nowe zmartwienia wypełniały jej głowę, a wyczerpanie przychodziło coraz szybciej. Była przecież w ciąży. Czy miała jednak jakieś inne wyjście, jak tylko wziąć się w garść i nie poddawać kłopotom?