Pewnego wieczoru wróciła do domu, jak zwykle zmęczona po całym dniu pracy, i ku swemu zdumieniu zastała na podwórku błyszczącego rang rovera. Był całkiem nowy, wyglądał tak, jakby wczoraj zszedł z taśmy produkcyjnej. Taki samochód świetnie nadawał się do jazdy w terenie. Ktoś, kto nim przyjechał, musiał myśleć o pozostaniu tu na dłużej.
Nie chciał wracać, pomyślała Kirsty, a jednak wrócił. Dlaczego?
Przejechała dłonią po gładkiej karoserii. Gdy usłyszała za sobą ciche kroki, odwróciła się. Przed nią stał Mike, w dłoni trzymał list od niej.
– Jak śmiesz pisać do mnie w ten sposób? – zapytał.
– A co w tym złego? – odparła. – Czy byłam nieuprzejma?
– Do diabła z uprzejmością! Czy kiedykolwiek byliśmy wobec siebie uprzejmi?
– Dlaczego wróciłeś, Mike?
– Bo dostaję szału. Bo nie mogę trzymać się z dala od ciebie. Sam już nie wiem, dlaczego. – W jego głosie pojawiła się desperacja. – Kirsty, czy mogłabyś nie marnować więcej czasu i pocałować mnie? Mogłabyś? Powiedz, tak czy nie?
– Tak – odpowiedziała, wyciągając ku niemu ramiona. Pocałowali się i mocno przylgnęli do siebie, ale w ich uścisku było więcej ulgi niż namiętności. Tym razem Mike nie ciągnął Kirsty do łóżka. Pomógł jej zdjąć robocze ubranie i usadził przy piecu, w którym zdążył już napalić.
– Na rozmowę przyjdzie czas później – stwierdził. Kiwnęła głową, wyciągnęła nogi na ławie i pozwoliła mu zatroszczyć się o nią. Jak cudownie było wracać do domu, który nie jest pusty i zimny!
– Chyba nie powiesz, że przygotowałeś kolację? – zapytała, starając się wprowadzić lżejszy ton. – Tarn będzie uszczęśliwiony.
– Raczej rozczarowany, chyba że lubi hinduskie jedzenie na wynos.
– On wszystko lubi. Ale nigdy nie próbował kuchni hinduskiej. Ja zresztą też nie.
– Kupiłem po drodze. Przepadam za tym. To najlepsze smaki świata. Mam nadzieję, że tobie również przypadnie do gustu.
Wyjął butelkę wina, podał kurczaka z ryżem w sosie curry i przyglądał się jej twarzy, gdy jadła.
– Dobre – powiedziała, nie umiejąc ukryć zdziwienia.
– Czasami i mnie coś wychodzi – zauważył. Zapadła cisza. Kirsty domyśliła się, że Mike czuje się równie niezręcznie jak ona. Choć tyle ich łączyło, czuli się teraz ze sobą dziwnie obco. Widocznie ostatnia kłótnia sprawiła, że byli przesadnie ostrożni i uważali na każdym kroku, by nie zranić się niepotrzebnym słowem lub gestem.
– Dlaczego nie powiadomiłeś mnie, że przyjeżdżasz? – zapytała ostrożnie.
– Obawiałem się, że nie wpuścisz mnie.
– A jak się dostałeś do wewnątrz? Byłam pewna, że zamknęłam drzwi.
– Zamknęłaś, ale ja w więzieniu nauczyłem się otwierać zamki bez klucza. Rozgościłem się na tyle, żeby mieć pewność, że łatwo mnie nie wykurzysz. To znaczy… – zawahał się.
– Czy zrobiłeś coś takiego, co może mi się nie spodobać?
– Nic… właściwie prawie nic. Wiem, że nie używasz tego pokoju od tylu, a ponieważ potrzebuję biura na czas pobytu tutaj…
– …to wprowadziłeś się tam – dokończyła za niego. Zwróciła uwagę na wiele mówiące wyrażenie „na czas pobytu tutaj", ale to spostrzeżenie zachowała dla siebie. -W porządku. Rzeczywiście nie korzystałam z niego. Ale jak poradzi sobie bez ciebie twoja firma?
– Mam świetnego zastępcę, który upora się ze wszystkim, o ile będzie ze mną w stałym kontakcie. Twój telefon musi… – ugryzł się w język. – Chciałem powiedzieć, że byłoby dla mnie nieocenioną pomocą, gdyby…
Z uśmiechem przyjęła jego nieudolne wysiłki, by zachowywać się taktownie.
– Podłączę telefon – obiecała. – Znając twój tupet, dziwię się zresztą, że sam jeszcze tego nie załatwiłeś.
– Właściwie… jadąc tu, zadzwoniłem już do przedsiębiorstwa telekomunikacyjnego – powiedział, spoglądając na nią tak niepewnie, że wybuchnęła śmiechem. – Będą tu jutro – dokończył. – Nie mam już nic więcej do wyznania.
Usiedli przy ogniu.
– Jesteś na mnie zła? Potrząsnęła głową.
– Cieszę się, że cię widzę. Myślałam, że nigdy nie wrócisz. Tak powiedziałeś.
– Często mówię pochopnie rzeczy – westchnął ciężko
– których później żałuję. Dlaczego pozwoliłaś mi odjechać, skoro myślałaś, że mówię serio?
– Nie miałam wyjścia, Mike. Jestem jaka jestem, ty też, żadne z nas nie zmieni się nigdy, więc…
Pośpiesznie zakrył dłonią jej usta, zanim zdążyła wypowiedzieć złowieszcze słowa. Wcześniej skłamał, twierdząc, że pochopnie zapowiadał, iż wyjeżdża na zawsze. Naprawdę nie miał zamiaru tu wracać. Niech dusi się we własnym sosie, myślał o Kirsty, gdy opuszczał jej farmę. Najlepiej będzie trzymać się od niej z daleka.
Zrozumiał jednak, że nie potrafi żyć z dala od niej. Nawiedzała z uporem jego myśli, aż w końcu ugiął się i wrócił. Oczywiście, tłumaczył sobie, że wraca tylko na krótko, dopóki ona nie zmieni zdania. A jednak na razie to on ustąpił. Dla człowieka takiego jak Mike, który z dumą twierdził, że nikt z nim nigdy nie wygra – ani protestujący, ani wydziały planowania, ani kobiety – było to trudnym wyzwaniem.
Odsunął teraz tę myśl na bok, wolał skupić się na przyjemniejszych sprawach. Delikatnie dotknął dłonią jej brzucha.
– Wszystko w porządku?
– Tak, wszystko dobrze.
– Ale nie będziesz już więcej pracować?
– A co, ty będziesz karmił świnie? – zapytała z filuternym błyskiem w oku.
– Chciałabyś to zobaczyć, prawda?
– Świetny pomysł!
Po chwili wahania oboje wybuchnęli śmiechem.
– Przykro mi rozczarować cię, Kirsty, ale moim zdaniem od tego są świniopasy, tak jak od orania są oracze, od siania siewcy…
– Oranie i sianie ma się już ku końcowi.
– Dobrze, ja nie mam pojęcia o uprawie roli, ale zatrudnię ludzi, którzy się na tym znają.
– Sama się znam.
– Ale ty jesteś w ciąży – przypominał jej cierpliwie.
– Wiesz, że ciąża nie jest kalectwem, zwłaszcza dla ludzi wychowanych na wsi. Krowy się cielą, świnie mają prosięta, a kobiety dzieci. To normalne. W dniu, kiedy przyszłam na świat, moja matka jeździła traktorem.
– Przed czy po? – zapytał z ironią w głosie.
– Bardzo śmieszne. Wiesz przecież, o co mi chodzi.
Patrzyła na niego z taką figlarną wesołością, że zapragnął nagle ją ucałować. Pomyślał, że nie widział jej jeszcze w równie pogodnym nastroju. Gdyby tylko zdołał wyrwać ją stąd, gdyby przenieśli się do przyzwoitych warunków, skończyłyby się pewnie wszystkie problemy. Wtem przyszła mu do głowy myśl, która sprawiła, że poczuł ukłucie w sercu.
– Co się stało? – Kirsty zauważyła nagłą zmianę jego usposobienia.
– Nic – odparł pośpiesznie. – To znaczy… nagle pomyślałem o matce.
– Jakieś nieszczęście?
– Nie, żyje i ma się dobrze. Nic ważnego, po prostu to, co mówiłaś, przypomniało mi, że mama dorabiała praniem i według ojca jeszcze na chwilę przed porodem upierała się, że musi skończyć to, co zaczęła.
– Wypisz wymaluj ja.
– Nie, nie jesteście wcale podobne – odparł spokojnie.
– Mimo to z przyjemnością bym ją poznała.
– Może później. Na razie musimy podjąć ważne decyzje.
Kirsty była zaskoczona i trochę dotknięta tym, że Mike najwyraźniej nie chce umożliwić jej spotkania z rodziną. Cieszyła się z jego powrotu, ale nie mogła udawać, że wszystko jest w porządku. Wciąż rozumowali zupełnie inaczej, może tylko namiętność była w stanie ich połączyć.
– Jakież to ważne decyzje?
– Potrzebujesz rąk do pracy. Umówiłem się na jutro z dwójką robotników, przyjdą z tobą porozmawiać. Jeśli nie będziesz do nich przekonana, po prostu odeślij ich, a ja znajdę następnych. Decyzja należy do ciebie.