Kirsty podziękowała mu i powstrzymała się od wyrażenia swej opinii, że o tej porze roku nie warto zatrudniać nikogo, kto szuka pracy. Spotkała ją jednak przyjemna niespodzianka, gdy nazajutrz przed domem zobaczyła Freda i Franka, dwóch dobrze zbudowanych braci. Przyjechali konno z drugiego końca Dartmoor. Kiedyś utracili farmę, bo nie stać ich było na jej utrzymanie, byli więc jej, jak wszyscy pokrzywdzeni ludzie, w szczególny sposób bliscy.
Najważniejsze jednak, że nie mieli nic przeciwko temu, by pracować dla kobiety cieszącej się w okolicy jak najgorszą sławą. Dla nich liczyła się tylko ziemia i szansa pozostania w Dartmoor. Gdy Kirsty poruszyła temat zapłaty, powiadomili ją, że wszystko ustalili już z panem Stallardem. Kirsty podejrzewała, że Mike przepłacił im, ale nie robiła z tego problemu.
Fred i Frank od razu zabrali się do roboty. Pracowali solidnie i uczciwie i już pod koniec pierwszego dnia Kirsty wiedziała, że może oddać farmę w ich ręce, a sama pomyśleć o dziecku. Po tygodniu traktowała ich jak dobrych wujaszków, choć nadal nie mogła rozróżnić, który jest Frank, a który Fred.
Mike upierał się, że to on zapłaci za podłączenie telefonu. Kirsty przystała na to, pewna, że i tak na jej rachunek pójdzie sporo rozmów służbowych Mike'a.
– Od czasu do czasu będę musiał przejechać się do Londynu – wyjaśnił. – Pozostaniemy wtedy w kontakcie.
– Mike, nie rozumiem. Jak długo masz zamiar tu zostać?
Zrobił kwaśną minę.
– To nie zależy ode mnie. Czy jesteś gotowa wyjść za mnie za mąż i zamieszkać w moim domu? – Pokręciła przecząco głową. – A czy w ogóle jesteś gotowa wyjść za mnie za mąż?
– Nie wiem – odparła powoli. – Czy możemy odłożyć to na jakiś czas?
– Chyba musimy. Zobaczymy, jak się ułożą sprawy. Kirsty wiedziała, że nie jest to zbyt odpowiedzialne posunięcie, a tylko odwlekanie decyzji, którą i tak trzeba będzie kiedyś podjąć. W chwili obecnej była jednak tak zadowolona z życia, że wprost obawiała się podejmowania jakichkolwiek decyzji, bojąc się, że opuści ją szczęśliwy traf.
Po paru dniach Mike wyjechał do Londynu. Wkrótce powrócił z komputerem i faksem. Potrzeba było kolejnych linii telefonicznych, lecz na ich rychłe podłączenie Kirsty nie mogła liczyć. Mike niezwłocznie zadzwonił więc do jakiegoś wpływowego człowieka o imieniu Harry i linie podłączono nazajutrz.
– Jak ty to robisz, że wszyscy tak koło ciebie skaczą? f – zapytała Kirsty podczas popołudniowego spaceru, na który wybrali się razem z Tamem.
– To proste, jeśli znasz właściwych ludzi. – Mike wzruszył ramionami. – Ponadto posiadam sporo udziałów w telekomunikacji, to znaczy posiada je New World Properties.
– New World Properties – powtórzyła Kirsty.
– Ładnie brzmi, prawda? Szukałem nazwy, która pasowałaby do gigantycznej skali mych przedsięwzięć.
– A czym właściwie zajmuje się ta twoja firma? Tylko buduje?
– Tylko! – powtórzył zbulwersowany. – A czegóż byś chciała więcej? Stawianie nowych budynków to najbardziej twórcze zajęcie na świecie.
– To zależy od tego, jakie ma się poglądy na współczesną architekturę – zauważyła chłodno Kirsty. – Ja na przykład obeszłabym się bez większości jej osiągnięć.
– Ciekaw jestem, co konkretnie widziałaś.
– Razem z tatą byliśmy raz w Londynie – powiedziała. – Obojgu nam się nie podobało. Nie było czym oddychać, ludzie mieli spięte, nieprzyjazne twarze i unikali nawzajem swych spojrzeń. Czuliśmy się tam jak istoty z kosmosu. No i ten niesamowity hałas.
– Przywyka się do niego – zauważył Mike. – Potem cisza staje się tak samo nie do zniesienia. Tu w nocy obudziło mnie tłuczenie gałązki o okno. Właściwie dźwięk był bardzo cichy, ale doprowadzał mnie do szału. Musiałem wstać i odciąć tę gałązkę.
Wspięli się na wzgórze, które wznosiło się za domem. Wiosna zagościła już na dobre w przyrodzie, a jej subtelny urok sprawiał, że zapominało się o niedawnej, ponurej zimie. Kirsty nie odzywała się, mając nadzieję, że Mike'a też poruszy wszechobecne piękno. Z zadowoleniem stwierdziła, że rozgląda się uważnie wokół.
– Co o tym myślisz? – zapytała z uśmiechem i zatoczyła krąg ręką, pokazując na okolicę.
– Myślałem, jak wiele domów można by postawić na tym terenie – odpowiedział, a jej dobry nastrój zniknął bez śladu.
– Tylko że nigdy ci się to nie uda – zauważyła. – Dart-moor to park narodowy, jest pod ścisłą ochroną.
– Chcesz powiedzieć, że chroni się go przede mną? – zapytał ironicznie.
– Przed ludźmi takimi jak ty. Westchnął z niecierpliwością.
– No tak, inwestor budowlany równa się – potwór. Mam już dość traktowania mnie jakbym był skrzyżowaniem Drakuli z Atyllą. Wielu z nas robi masę wspaniałych rzeczy, ale o tym nigdy się nie mówi. Wystarczy jeden krzykacz, który uczepi się kurczowo jakiejś rozwalającej się szopy, i wszyscy zapominają o tym, ile miejsc pracy dają inwestycje budowlane. Bohaterem jest zawsze jakiś niezguła, nigdy przedsiębiorca.
– Świetnie – podchwyciła Kirsty. -I o to chodzi. Precz z postępem. Niech żyje każdy niezguła!
– Dziękuję – powiedział gorzko.
– A dlaczego to inwestor ma być bohaterem? Zbiera i tak kupę forsy.
– Zbiera o wiele, wiele mniej, gdy przez miesiące wstrzymuje się prace i trzeba płacić dziesiątkom prawników, by przepchnąć plany i ruszyć wreszcie z robotą. Wszystkie te zbędne protesty, skargi, procesy…
– A skąd wiadomo, że zbędne? Ludzie, którzy tracą domy przez takiego inwestora, też mają coś do powiedzenia.
– Zbędne, ponieważ i tak zawsze w końcu wygrywam – wyjaśnił Mike z bezwzględną szczerością. – A jeśli ja jestem tym inwestorem, to wszyscy ci ludzie i tak dostają inne domy, nowe, a przynajmniej o takim samym standardzie. Chyba więc niczego nie tracą, mam rację?
– Niczego oprócz przyjaciół i sąsiadów – powiedziała cicho Kirsty.
– Cóż, jak wiesz, przyjaciele i sąsiedzi to wątpliwe błogosławieństwo. Przepraszam – dodał pośpiesznie, obejmując jej ramiona – nie chciałem robić ci przykrości, ale przynajmniej ty nie powinnaś powodować się sentymentami w tej kwestii. Ja każdego dnia walczę z sentymentami.
– Nie ma na nie czasu, prawda?
– Nie za wiele. Wyrządzają wiele szkody, żaden z nich pożytek. Oczywiście, ludzkie uczucia liczą się, ale…
– Jedynie wtedy, gdy nie hamują marszu postępu? Mike nie podjął tej zaczepki.
– Właśnie tak – zgodził się.
– Przypuszczam, że masz swoje sposoby, by przekonać takiego niezgułę, że jego dom nie przedstawia aż tak dużej wartości, by odbierać ludziom pracę?
– Nie jego. Trzeba przekonać lokalne władze, żeby obłożyły nieruchomość nakazem przymusowego wykupu -stwierdził sucho, nie kontrolując emocji w głosie. – Każdy sprzeciw można złamać.
– Stosując wymyślne tortury, tak? Kropla drąży skałę?
– zauważyła gorzko Kirsty.
– O co ci chodzi? – Mike dostrzegł już, że jej ton nie jest obojętny.
Kirsty wyciągnęła z kieszeni list, który przyszedł rano. Nadawcą była agencja „Colley & Son". Ostatnią ofertę firmy odrzuciła stanowczo, ale ci nadal ją nękali, najwyraźniej licząc na to, że w końcu zmięknie.
– To są ludzie twego pokroju – powiedziała z odrazą.
– Nie dawali mi spokoju przez cały ubiegły rok. Latem Dartmoor roi się od turystów. Większość z nich czytała „Psa Baskerville'ów", chcą zobaczyć, gdzie to się „naprawdę działo". Wiem, bo dorabiam czasem, podając turystom herbatę w ogrodzie. W zeszłym roku obsługiwałam grupę mężczyzn, którzy zainteresowali się moim domem. „Co za wspaniałe miejsce na hotel" – zaczęli mówić i z miejsca zaproponowali, że go odkupią. A że w związku z ograniczeniami budowlanymi praktycznie jedynym sposobem otworzenia hotelu w Dartmoor jest zaadoptowanie istniejącego już budynku, to chcieli przekształcić oborę w restaurację, ustawiając w niej plastikowe krowy i mleczarki z wosku, by „oddać ducha starego Dartmoor", jak to ujął jeden z nich. Roześmiałam im się w twarz, ale od tamtej chwili nie dawali mi spokoju. Mike? – Dotknęła jego ręki, widząc, że zapatrzył się przed siebie. – Mike, słyszałeś…?