Выбрать главу

– Ja też chciałem cię ostrzec. Odsuń się od samochodu i zejdź mi z drogi – powiedział Mike spokojnym tonem, w którym pobrzmiewał jednak gniew.

– Ładny wozik – zauważył Abe, nie ruszając się z miejsca. – Byłoby szkoda, gdyby coś się z nim stało… albo z tobą.

– Mnie nic nie będzie – odparł twardo Mike. – Ale jeśli ty się nie odsuniesz, to naprawdę będziesz żałować…

– Ja będę żałować? – Abe roześmiał się. – Co mi zrobisz tymi wypieszczonymi rączkami? Gadać to może potrafisz, ale nie więcej. No, co mi zrobisz?

– To! – powiedział Mike i starannie wymierzył cios. W chwilę później Abe siedział na ziemi i wypluwał wybity ząb. – Widzisz? Nie kieruj się pozorami – poradził Mike. – Spędziłem wiele lat na budowach, rok w więzieniu był też niezłą szkołą. Nie próbuj mnie jeszcze kiedyś denerwować, bo nie starczy ci zębów. A ty, młodzieńcze – zwrócił się do Davida – nie słuchaj tych bzdur, które mówią. Żyj własnym życiem.

Z twardego, nieustępliwego spojrzenia Davida wywnioskował jednak, że jego rady nie trafiają do chłopca. David pomógł bratu podnieść się i powtórzył dobitnie:

– Kiedyś palono czarownice. Ale nie teraz.

Mike odwrócił się ze zgrozą, uruchomił silnik i odjechał. Jadąc do domu, rozważał groźby Abe'a, jego namowy, by zostawił Kirsty. Nie, to nie ma sensu. Prędzej czy później ta dziewczyna musi zmądrzeć i zamieszkać z nim w Londynie. To tylko kwestia czasu.

Poprawił mu się humor. Poczuł się, jakby coś zostało postanowione, jakby nabrał praw do Kirsty przez sam fakt obrony jej przed zarzutami.

Dostrzegłszy go z oddali, Kirsty czekała już na podwórku. Po pierwszym uścisku wykrzyknęła:

– Masz porwaną koszulę! Co się z tobą działo?

Spojrzał na miejsce, gdzie naderwał się rękaw.

– Cóż… Ta koszula nie została uszyta po to, by się w niej bić – stwierdził żartobliwie.

– Bić się?

W swej euforii nie zwrócił uwagi na jej niepokój.

– Właściwie to była tylko mała utarczka. Uderzyłem go, ale mam nadzieję, że następnym razem zastanowi się, zanim zacznie mnie zaczepiać.

– Mike, kto to był?

– Abe Mullery. Razem z małym Davidem, który wygadywał, że jesteś czarownicą i takie tam bzdury… Abe'owi nie podobało się, że tu przyjeżdżam, by być z tobą. i cię chronić, więc dałem mu nauczkę. – Objął Kirsty ramieniem. – Jesteś teraz moja, kobieto – naśladował głos nieokrzesanego prostaka. – To stare prawo. Mężczyzna; który walczy o kobietę i który wygra, ma do niej prawo. – Pocałował ją śpiesznie. – Wiesz co? Oni mają jednak rację. Naprawdę jesteś czarownicą. Rzuciłaś na mnie taki urok, że gotów jestem na wszystko, byle cię mieć.

Wzmocnił uścisk, chcąc pocałować ją namiętniej, ale ona nagle zesztywniała w jego objęciach. Cofnął się, spojrzał na nią i ze zdumieniem zauważył, że Kirsty ma w oczach lęk. Przeklął swój brak taktu, ale było już za późno.

– Jak to, gotów na wszystko? – szepnęła.

– Kirsty, przepraszam, ja żartowałem. Nie miałem zamiaru… do diabła, właściwie sam nie wiem, jakie miałem zamiary.

– Ale podobało ci się to, że się o mnie biłeś.

– Zawsze lubiłem się bić. – Podszedł do niej i znów ją objął.

– Nie, Mike, pozwól mi odejść – powiedziała, zaczynając szarpać się w jego ramionach.

– Wolałbym, żebyś została. Nie możemy pocałować się i pogodzić?

– Nie musimy się godzić. O nic się nie pokłóciliśmy. Ja po prostu… chcę być przez chwilę sama.

– Żeby rozpamiętywać moje niezręczne słowa i swoją nieszczęsną przeszłość? Zrozum wreszcie… Ich śmierci nie mają nic wspólnego z tobą.

– Nic o tym nie wiesz. Ani ja. I nigdy się nie dowiem. Nigdy do końca nie dowiem się, czego jestem winna.

– Nie jesteś niczego winna. To nie grzech, że jesteś piękna i że budzisz pożądanie. To dar, kochanie…

– Nie – krzyknęła – to przekleństwo, które będę nosić przez całe życie. Mike, proszę, daj mi odejść.

– Kirsty…

– Proszę!

Zdumiony jej krzykiem, opuścił ręce i szybko się cofnął.

– Przepraszam.

– Ja też przepraszam. Chyba samym swoim istnieniem wyrządzam innym krzywdę. Mike, dlaczego nie uciekniesz ode mnie, póki jesteś jeszcze bezpieczny? – Nie czekając na odpowiedź, odwróciła się i pobiegła na górę.

– Dobry Boże -jęknął Mike i opuścił bezradnie ręce.

8

Eksplozja barw zwiastowała nadejście lata. Kirsty zlecała większość prac na roli Fredowi i Frankowi, a sama zajmowała się podawaniem herbaty turystom. Ciąża nie odebrała jej ruchliwości. Wiedziała, że dopóki z dzieckiem wszystko jest w porządku, nie ma się na co skarżyć.

Po spotkaniu z Abem i Davidem Mike nalegał, by Frank albo Fred spali w domu, gdyby on musiał wyjechać. Jego wyprawy do Londynu stały się jednak rzadsze. Tłumaczył sobie, że dzieje się tak dlatego, bo Kirsty go potrzebuje, ale w głębi duszy wiedział, że zaczyna go coraz bardziej przygnębiać zgiełk wielkiego miasta. Dni schodziły mu na targowaniu się z ludźmi, którzy nigdy nie mówili wprost tego, co myśleli, i wtedy z utęsknieniem wspominał bezpośredniość i prostolinijność Kirsty. Nawet garnitury systematycznie niszczone przez Tarna stanowiły cenę, jaką warto było zapłacić za radosne powitanie. Mike wyciągnął jednak wnioski i zaczął przebierać się w dżinsy przed ostatnim etapem podróży.

Pewnego popołudnia zastał Kirsty ze świniami. Nie karmiła ich, tylko z radością drapała za uszami Corę którą niedawno zaszczycił wizytą knur.

– Obie jesteśmy matkami – wyjaśniła Kirsty. – Mamy urodzić mniej więcej w tym samym czasie.

– Chyba nie będziesz miała siedmiorga? – zapytał niespokojnie, co zostało przyjęte wesołym chichotem.

– Dawniej nigdy byś tak nie zażartował – zauważyła.

– Dawniej nie miałem wielu tematów do żartów. Teraz mam wszystko i zawdzięczam to wyłącznie tobie. – Przyciągał ku sobie stojącą tyłem Kirsty, muskając ustami jej szyję. – Dwa miesiące – mruknął. – To cały wiek. Czy nie możesz urodzić jutro?

– Kto wie? – odparła pogodnie. – Ja byłam właśnie siedmiomiesięcznym dzieckiem.

– W takim razie musimy omówić pewną sprawę – powiedział stanowczo.

– Rozumiem. Ty i twoje wielkie plany umieszczeniem nie w komfortowej, prywatnej klinice! – Zrobiła kwaśną minę. – No dobrze, mów, jeśli ci to potrzebne do szczęścia.

– Mówisz serio? Chcesz mnie wysłuchać? To słuchaj, mogę cię zapisać do Kliniki Położniczej Bellingham…

– I tak wiem, przebrzydły oszuście, że już mnie tam zapisałeś. Napisali do mnie, nie mając pojęcia, że jeszcze o niczym nie wiem – roześmiała się. – O co chodzi, Mike? Wyglądasz, jakbyś czuł się winny.

– Nie jesteś na mnie wściekła?

– Wybaczam ci. – Pocałowała go.

– Właściwie jest jeszcze coś, o czym powinniśmy porozmawiać – podjął Mike.

Tak, trzeba wykorzystać chwilę, gdy jest łagodnie usposobiona, myślał, i ponownie poprosić ją o rękę. Właśnie starannie dobierał słowa, gdy usłyszeli czyjeś wołanie z zewnątrz. Mike westchnął i odłożył sprawę na później.

– Oho, znam ten głos – powiedziała i wyszła na podwórko. Po chwili Mike usłyszał jej okrzyk: – Ach, więc to znowu ty! – w głosie Kirsty pobrzmiewało zarówno rozbawienie, jak i gniew.

Męski głos odpowiedział: