Выбрать главу

10

Następnego dnia Kirsty poszła do miejsca na wrzosowisku, gdzie koczowali Cyganie, ale już ich tam nie było. Musieli odejść o brzasku, ponieważ nie zostawili po sobie śladu. Wróciła do domu, czując chwilową ulgę. Przez moment rozważała, czy powiedzieć Mabel, żeby już nigdy nie wpuszczała Caleba do domu, ale ostatecznie zdecydowała się tego nie robić. Mimo wszystko Mabel była plotkarą, a Kirsty nie chciała, by rozpowiadano o tym, co zaszło między nimi. Caleb odszedł i niech tak pozostanie.

Zbliżało się Boże Narodzenie, a ona wracała myślą do dwóch poprzednich, zastanawiając się, jakie niespodzianki przyniesie to nadchodzące. Miała dziecko, swego mężczyznę i wszystko układało się niemal doskonale.

A jednak było coś, co stało na drodze do pełni szczęścia. Gdy któregoś dnia robiła zakupy, przypomniało jej o tym spotkanie z panią Mullery. Matka Petera spojrzała na nią bez dawnej nienawiści, raczej z melancholijnym znużeniem.

– Słyszałam, że masz dziecko – powiedziała.

– Tak, chłopczyka – odparła żywo Kirsty z nadzieją na ugodę.

Lecz pani Mullery tylko przyjrzała się jej przez dłuższą chwilę i powiedziała cicho:

– Teraz już wiesz… Teraz wiesz.

Nie mówiąc nic więcej, zostawiła bladą Kirsty przed sklepem i odeszła. Słowa te wniknęły głęboko w jej serce. To prawda. Rozumiała i czuła teraz więcej niż kiedyś. Za sprawą dziecka odkryła taką miłość, jakiej jeszcze nie znała. Jakakolwiek myśl, że coś mogłoby się stać Robowi, przeszywała ją bólem nie do zniesienia. A co czuła tamta matka, widząc swego martwego syna ostatni raz nad grobem?

Dotarła do domu i wyjęła Roba z łóżeczka. Zasypała dziecko pocałunkami, zanosząc gorące modlitwy o jego zdrowie i bezpieczeństwo. Instynkt podpowiadał jej, że musi się modlić, że tamta sprawa nie jest jeszcze zakończona i że prędzej czy później powróci. Opanował ją przemożny strach. Bała się, że cykl nieszczęść dopełni się i że teraz krzywda spotka jej syna.

Przygotowania do świąt ograniczyła do upieczenia ciasta według starego przepisu, którego nauczyła się jeszcze od babki. Zabierało to sporo czasu i wymagało długiego ucierania, lecz Kirsty umiała być cierpliwa. Ucierała ciasto, orzechy, owoce i mówiła do dziecka, leżącego w swoim łóżeczku w kuchni i obserwującego ją szeroko otwartymi oczami.

– Twoje pierwsze święta, synku, to ważne wydarzenie. Twoja pierwsza choinka, pierwsze prezenty… Niestety, nie spróbujesz ani tego ciasta, ani indyka. Byłyby dla ciebie za ciężkie, ale może za rok dostaniesz jakiś kąsek…

Ustała na chwilę w swojej pracy i pochyliwszy się nad nim, uśmiechnęła się, a on odpowiedział tym samym. Rozbawiona połaskotała go w brzuszek i po chwili śmiali się już oboje.

Nagle wyczuła w kuchni jeszcze czyjąś obecność. Podniosła wzrok i ujrzała w drzwiach młodą kobietę, która obserwowała ją zapewne od jakiegoś czasu. Kirsty uniosła się, lęk ogarnął jej serce, znała bowiem tę czarującą twarz, tę smukłą sylwetkę i fryzurę, która sprawiała, że kobieta ta wyglądała tak, jakby właśnie zeszła z okładki żurnala. Tak naprawdę zstąpiła jednak nie z żurnala, lecz z fotografii, którą miał przy sobie Mike. To jej imię wypowiedział przez sen.

Przyszła więc po niego. W głębi duszy Kirsty zawsze przeczuwała nieuchronność tego spotkania. I może właśnie dlatego odmawiała ślubu, bojąc się pewnego, jak jej się zdawało, rozstania.

Istota uśmiechnęła się do niej słabo.

– Przepraszam, że weszłam bez pukania. Nazywam się Lois Denver – głos miała zachrypnięty i drżący. Kirsty zauważyła, że ubrana jest nie w elegancki kostium, lecz w wytarte dżinsy i sweter.

– Myślałam, że nazywa się pani Severham. Lois uśmiechnęła się.

– Kiedyś rzeczywiście tak się nazywałam. Czy pozwoli pani, że usiądę?

– Ach tak, proszę – Kirsty przypomniała sobie o dobrych manierach. – Ja jestem Kirsty Trennon – powiedziała, podsuwając jej krzesło i biorąc od niej płaszcz.

Lois spojrzała na nią błyszczącymi oczami.

– Wiem o tobie wszystko, wybawicielko Mike'a – powiedziała łagodnie. – Jestem bardzo szczęśliwa, że wreszcie cię poznałam i że mogę ci podziękować w imieniu jego przyjaciół. Przysięgam ci, w naszym gronie uchodzisz za bohaterkę.

Kirsty odwróciła się szybko, żeby powiesić płaszcz. Starała się ukryć niesmak i zażenowanie, jakie czuła, patrząc na kobietę, która najpierw zapomniała o Mike'u, a kiedy było jej to na rękę, nagle sobie o nim przypomniała.

– Nie musi pani dziękować. To, że sprawiedliwości stało się zadość, jak napisali w gazetach, to zasługa samego Mike'a – rzekła, uspokoiwszy się nieco.

– Nie wątpię – prychnęła Lois. – Mike jest człowiekiem, który ma silne poczucie obowiązku. Musiał tę sprawę doprowadzić do końca. To poczucie obowiązku jest chyba jednak czasem u niego zbyt silne. Daje się wtedyponieść.

– Czy człowiek może mieć zbyt silne poczucie obowiązku? – spytała chłodno Kirsty.

– Możliwe, że nie, ale sytuacja staje się niezręczna, jeśli ludzie zaczynają… no, powiedzmy – za dużo od siebie wymagać.

– Myślę, że nie powinna się pani tym przejmować – odparła Kirsty. – Wydaje mi się, że Mike daje dość jasno do zrozumienia, o co mu chodzi. Osobiście nie miałam żadnych problemów ze zrozumieniem go.

Lois uśmiechnęła się jak ugłaskana kotka.

– To dobrze. W takim razie wszystko jest w porządku. – Rozejrzała się. – Nie masz pojęcia, jak bardzo pragnęłam zobaczyć twój dom. Jest dokładnie taki, jak opisywał mi Mike. I to twoje śliczne dzieciątko. – Pochyliła się nad łóżeczkiem, gaworząc do Roba, a on bacznie się jej przyglądał bez drgnięcia powiek. – Jaki słodki chłopiec. Teraz wiem, czemu Mike nie mógł się od niego oderwać.

Kirsty zachowała zewnętrzny spokój, ale zdenerwowało ją to, że Mike, jak widać, rozmawiał z tą kobietą o niej, a nawet o dziecku. Właściwie nie było powodu, dla którego miałby tego nie robić, lecz Kirsty odczuła to jako swego rodzaju zdradę.

Irytowała się, miała mu za złe, nie przypuszczała jednak, że Lois może po prostu blefować. Kirsty dorastała wśród prostych ludzi, którzy zawsze mówili, co myśleli, wszelkie intrygi i podstępy były więc jej obce. Nie rozpoznała zatem, że ów gość z wielkiego świata początkowo zdumiał się, widząc to wszystko – dom, ją, ich wspólne z Mike'em dziecko – a potem cynicznie postanowił odegrać swą komedię, aby łatwiej było osiągnąć mu to, co sobie zamierzył.

– Przykro mi, ale minęłaś się z Mike'em – powiedziała Kirsty, nalewając herbatę. – Pojechał wczoraj do Londynu, żeby załatwić wszystko w firmie przed świętami. – Nagle dodała z odrobiną złośliwości. – Właściwie powinnaś chyba o tym wiedzieć.

– Wiedziałam – odparła Lois – ale nie przyjechałam tu specjalnie po to, żeby zobaczyć się z Mike'em. Postanowiłam… to znaczy, postanowiliśmy oboje, że lepiej będzie rozstać się na okres świąt. Nie wszystko jest jeszcze do końca ustalone.

– To znaczy, że wciąż jesteście małżeństwem?

– Teoretycznie tak, ale to już nie potrwa długo. On zamierzał nie zgodzić się na rozwód, ale zmienił zdanie i wkrótce powinno być po wszystkim. Jak na razie… -wzruszyła ramionami. – Oboje mamy teraz mnóstwo spraw do załatwienia. Spędzam święta z przyjaciółmi w Konwalii. Musiałam przejeżdżać przez Dartmoor, więc pomyślałam, że wpadnę i poznam kobietę, która ocaliła Mike'owi życie. Zastanawiałam się… – cień czegoś, co mogło zostać uznane za wstyd, przemknął przez oczy Lois