– przyniosłam to pani do przeczytania.
Kirsty wyciągnęła dziennik. Był to duży zeszyt. Każdą stronę stanowił jeden dzień.
– Proszę przeczytać pod datą trzeci grudnia.
Kirsty odnalazła stronę i zaczęła czytać. Rzeczywiście, Peter miał poetyckie zacięcie, a Kirsty widział niczym średniowieczny rycerz swoją ukochaną. „Od dwóch lat uwielbiam w skrytości moją panią…"
– Dwa lata? Miał wtedy szesnaście lat. Nic nie wiedziałam.
– Nikt nie wiedział. Był bardzo skryty. Proszę czytać dalej.
Czytała. „Choć jest moją Panią Piękną to także Okrutną
– pisał w swoim dzienniku Peter – mimo to jestem szczęśliwy. Czy jednak człowiek długo potrafi żyć tylko marzeniami? Nie. Nadszedł czas, żeby Ona mnie zauważyła. Wrócę więc na święta do domu i poproszę Ją, żeby dała mi pracę.
Będę blisko Niej, będziemy rozmawiać i może wtedy odważę się wyznać Jej miłość."
Kirsty niespiesznie przewracała kartki, odnajdując na nich wszystkie incydenty, które pamiętała, przedstawione jednak w świetle chłopięcej wyobraźni Petera.
„Rozmawiamy o sztuce i poezji. Nikt z Nią nigdy o tym nie rozmawiał. Jest dla mnie miła, ale nic poza tym. Nade wszystko jest wierna swojemu mężowi, on jednak jest dla Niej niedobry. To czyni Ją jeszcze bardziej doskonałą, świętą." I dalej: „Jestem pewien, że musiała zauważyć, jak na Nią patrzę, wyczytać miłość i pragnienie w moich błędnych oczach. Ale nie zmieniła się wobec mnie. Jest chyba z lodu, piękna i zimna jak lodowa rzeźba. Jej obojętność rozognia mnie tylko i pobudza do czynu. Tak, Ona jest damą, a ja wiernym Jej rycerzem. Muszę dokonać czegoś bohaterskiego, dowieść męstwa i odwagi. Gdybym tylko mógł uczynić coś takiego dla Niej."
Kirsty znów opuściła większy fragment i kilka stron dalej czytała:, Jack wyrzucił mnie dzisiaj z pracy. Zabronił zbliżać się do Niej", a potem, na następnej stronie: „Trzy dni upłynęły, od Niej ani słowa. Nie mogę tego znieść. Muszę Jej powiedzieć, co czuję…"
Wreszcie, pod tą samą datą, Kirsty odnalazła słowa, które do głębi nią wstrząsnęły: „Czekałem na Nią w stodole i próbowałem Ją pocałować. Ale była zła. Odepchnęła mnie i powiedziała, że nikogo nie kocha. Powiedziała to jakoś tak, jakby była nieszczęśliwa. Wtedy wszedł Jack i groził, że zrobi mi coś złego, ale co mi zależy? Wiem już, że Ona nigdy nie zwróci się do mnie. Będzie wierna temu brutalowi. O, Kirsty, moja Niezdobyta Miłości, moja Pani, piękna i dumna! Z rozkoszą umarłbym dla ciebie…"
– Biedny chłopiec – szepnęła Kirsty – biedny, niewinny głuptas.
– Pani też była niewinna – powiedziała pani Mullery smutno. – To naprawdę nie pani wina.
– Naprawdę tak pani myśli? Przecież mogłam…
– Naprawdę- nie pozwoliła jej skończyć matka Petera. – Kiedy pierwszy raz przeczytałam ten dziennik, nie mogłam pogodzić się z tym, że to nie pani ponosi odpowiedzialność za tę śmierć. Nie powiedziałam zresztą o tym nikomu. Ale w głębi duszy wiem, że to prawda. Powinnam była powiedzieć Davidowi, zanim zrobił tę straszną rzecz.
Kirsty podsunęła jej filiżankę mocnej herbaty i wzięła Roba na ręce.
– Pani też nie powinna się obwiniać – powiedziała wolno. – Nawet gdyby pani mu powiedziała, niewiele by to zmieniło. Ma szesnaście lat, kieruje się uczuciami, nie rozumem.
– Jest pani dla mnie bardziej łaskawa, niż ja byłam dla pani. Zawsze myślałam, że jest pani inna, niż sobie wyobrażałam. Ale od śmierci Petera… – urwała, jej oczy zaszły łzami.
– Wiem – powiedziała łagodnie Kirsty. Pani Mullery wzięła do ręki dziennik syna.
– Powiem wszystkim – obiecała – teraz wszyscy się dowiedzą, że nie można pani winić. – Wstała i ze spuszczoną głową pożegnała się z Kirsty. Wyszła.
Do kuchni wszedł Mike.
– Słyszałeś? – spytała.
– Tak, bezczelnie podsłuchiwałem. Cieszę się, że już po wszystkim.
– Nie będzie po wszystkim, dopóki nie dowiem się, jak umarł Peter. Ale i tak czuję się, jakby zdjęto ze mnie wielki ciężar. – Westchnęła i znów ułożyła Roba w łóżeczku, po czym oparła się o Mike'a i zanurzyła w jego otwartych ramionach. – Tak tu przyjemnie i spokojnie – powiedział-
Parę dni później Mike oznajmił:
– Jadę do Londynu i może mnie nie być przez kilka tygodni.
Jej serce zamarło na myśl o tym, że zostanie sama, ale powiedziała pogodnie:
– No tak, New World Properties musiało się ostatni0 Hugo obywać bez ciebie. Zaczynało mnie to już dziwić- Uśmiechnęła się do niego, ale nie odpowiedział na jej uśmiech. Miała wrażenie, że chce jej coś powiedzieć najwyraźniej jednak zmienił zamiar. – Będę miała co robić – ciągnęła więc – niedługo zaroi się tu od agentów ubezpieczeniowych, trzeba uprzątnąć pogorzelisko, przebudować chlew i stodołę.
Spojrzał na nią przelotnie.
– Chyba nie ma takiego pośpiechu? Świnie mają schronienie.
– Tak, ale nie chcę, żeby te zgliszcza tak stały. Poza tym to niebezpieczne.
– No dobrze, rozbierz to, ale wstrzymaj się z przebudową do mojego powrotu.
– Po co? – zapytała zbita z tropu.
– Żebyśmy mogli ją omówić.
– Omówić? Negocjacje na szczeblu ministerialnym? Czy powinnam zaprosić do udziału Ettę?
– Lepiej Corę – zauważył z uśmieszkiem -jest mi winna przysługę za tego prosiaka. – A propos, jak to możliwe, że wtedy go nie zauważyłaś?
– Jak to możliwe, że ty go zauważyłeś?
Mimo żartobliwego tonu Mike myślami wyraźnie był gdzieś daleko, może w Londynie? Było oczywiste, że wzywa go jego dawne życie, a on odpowiada na ten zew przeszłości. Niesprecyzowana data jego powrotu wydała się Kirsty złowieszczą oznaką. Usiłowała nie dopuszczać do siebie złych myśli, ale same cisnęły się do głowy, gdy Mike się pakował. Nie umknęło jej uwadze, że zabiera ze sobą więcej rzeczy niż zazwyczaj.
Pocałował ją serdecznie i obiecał zadzwonić zaraz po przyjeździe, a Kirsty pogrążyła się w pracy, usiłując o niczym nie myśleć. Na próżno. Zdawało się jej, że oto zbliżają się do rozstajnych dróg i że niedługo coś się stanie – coś musi się stać, żeby nadać inny kierunek biegowi rzeczy.
Wiedziała już, ile zajmuje jazda do Londynu i kiedy może oczekiwać dzwonka telefonu. Czas jednak mijał, a Mike nie dawał znaku życia. Po kolejnej godzinie ciszy nie wytrzymała i wykręciła numer jego apartamentu. Długo nie podnosił słuchawki, a kiedy to zrobił, wydawał się poirytowany.
– Martwiłam się o ciebie – powiedziała. – Myślałam, że coś mogło się stać.
– Nie, nic – powiedział pospiesznie. – Przepraszam, wiem, że powinienem zadzwonić, ale jestem zawalony robotą i będę musiał posiedzieć w nocy.
– W takim razie nie przeszkadzam – powiedziała cicho.
– Dobranoc, Mike.
Odłożyła słuchawkę i wpatrzyła się w telefon. W jego apartamencie rozbrzmiewał jakiś głos, słyszała go wyraźnie i nie mogła nie rozpoznać w nim głosu Lois. Tego samego, który słyszała w koszmarnych snach.
Po paru dniach zauważyła w swym życiu pewną odmianę – ludzie, którzy mijali ją dotąd w milczeniu, teraz uśmiechali się do niej. A więc pani Mullery dotrzymała słowa, pomyślała Kirsty z radością. Mimo to za owymi uśmiechami wciąż wyczuwało się nieznaczną rezerwę. Faktem było, że Peter nie żyje, a Jacka nadal obwiniano o jego śmierć.
Mike przez ten czas dzwonił dwa razy, ale ich rozmowy były konkretne i niemal pozbawione emocji. Kirsty nie mogła zapomnieć głosu Lois, słyszanego u niego późną nocą, poza tym zawsze odnosiła wrażenie, że Mike gdzieś się spieszy. Zniechęcało ją to do tych rozmów.
Któregoś popołudnia, szukając pocieszenia w bliskości natury, wybrała się na spacer. Towarzyszył jej tylko z Tarn. Jakieś pięć kilometrów od domu natknęła się na dwóch nieznajomych mężczyzn. Byli tak pochłonięci tym, co robią, że nie zwrócili na nią uwagi, miała więc czas, żeby im się przyjrzeć. Jeden miał przyrząd podobny do statywu, z tym że nie było na nim kamery. Drugi sporządzał jakieś notatki. Zbliżyła się do nich.