– Kochanie, co się stało? Co cię tu sprowadza? Dlaczego nie zadzwoniłaś?
– Nie wiedziałam, że cię tu zastanę. Przyszłam do Colleya. Nie miałam pojęcia, że to ty.
– Sam o tym nie wiedziałem. New World Properties wchłonęło ich, kiedy byłem w więzieniu. Rada przegłosowała decyzję…
– A więc to tak – powiedziała wyzywająco. – Rozpoznałeś tę nazwę od razu, kiedy ci o niej wspomniałam, ale siedziałeś cicho. Wtedy o tym nie myślałam, ale teraz rozumiem, dlaczego.
– Rzeczywiście, rozpoznałem nazwę – zgodził się. -Zanim poszedłem do więzienia, mówiło się, żeby ich wykupić, ale po moim powrocie trzeba było dopilnować tylu bieżących spraw, że na później odłożyłem to, w jakie nowe przedsięwzięcia weszliśmy. Potem pokazałaś mi ten list, nie wiedziałem jeszcze wtedy, czy ich mamy, czy nie. Sprawdziłem to i kazałem im zostawić cię w spokoju.
– Tak się jednak dziwnie złożyło, że cię nie posłuchali, swojego nowego szefa – powiedziała złośliwie. – Masz mnie za idiotkę?
– Kirsty, przysięgam, mówię prawdę. Myślałem, że sprawa jest załatwiona, dopóki wtedy się nie pojawili. Powiedziałem, kim jestem, i dałem im do zrozumienia, żeby się wynieśli.
– Naprawdę? Czy to właśnie zrobiłeś?
– Myślisz, że kłamię? – Mike pobladł.
– Nie wiem, co myśleć. Wiem tylko, że bardzo przekonująco wyperswadowałeś mi zostanie w domu, tak że nawet nie słyszałam, co mówiłeś tamtym facetom.
– Nie chciałem jedynie, żebyś wiedziała, że mamy jakieś powiązania z tą firmą. To przyznaję. Widziałabyś mnie wtedy w gorszym świetle. Ale jakie to ma znaczenie? Pozbyłem się ich w końcu.
– Niestety, nie pozbyłeś się. Colley przysłał wczoraj dwóch ludzi, którzy robią pomiary na mojej ziemi. Dlatego tu jestem. Przyszłam do dyrektora tej firmy. Nie wiedziałam tylko, że to ty nim byłeś przez cały czas. – Przy ostatnich słowach jej głos załamał się, nagle zrozumiała w pełni, że oto pryskają wszystkie jej iluzje; że wali się wszystko, co było dla niej cenne. Mike zbliżył się do niej, ale cofnęła się. – Nie dotykaj mnie. Raz w życiu porozmawiajmy zupełnie szczerze.
– Kirsty, przysięgam, że nic nie wiedziałem o tych pomiarach.
– Oczywiście, że nie wiedziałeś. I oczywiście przypadkowo napomknąłeś, żebym nie przebudowywała stodoły. Ty i Colley macie jakieś plany co do tego miejsca, co?
– Rzeczywiście, mamy, ale nie takie, jak myślisz. Kirsty, musisz mi uwierzyć.
– Wcale nie muszę, Mike. Nie muszę ci wierzyć, ufać, nie muszę cię kochać. Kiedyś kochałam, ale to już przeszłość. Zwodziłeś mnie przez tyle miesięcy, już nawet nie chodzi o to wszystko, ale Lois…
– To było tylko pożegnanie… Zaśmiała się okrutnie.
– Tylko pożegnanie!
– Niestety – Mike zaczerwienił się – Lois trudno jest wytłumaczyć cokolwiek. Nie wierzy, że nigdy do niej nie wrócę.
– Nie musisz mi tego mówić, nie interesuje mnie to.
Powinnam była jej posłuchać, kiedy przyjechała do Everdene, ale byłam tak naiwna, że posłuchałam ciebie.
– Naprawdę więc myślisz, że byłem wciąż z Lois, kiedy zaproponowałem ci małżeństwo?
– Myślę, że zależało ci jedynie na dziecku. Jak długo potrwałoby nasze małżeństwo, co? Mały szybki rozwodzik, sędzia przyznający ci prawo do opieki, bo ty oczywiście byłbyś w stanie zapewnić potomkowi pieniądze, luksus i świeżo upieczoną mamusię – i Rob jest twój. No bo ja mogłam mu ofiarować tylko drzewa, chmury, horyzont, wiosenne świty i jesienne wieczory. Wychowywałby się wśród koni i świń. Prymityw, prawda? Ale to właśnie jest życie. Moje życie, Mike. Piękne życie, o którym ty nic nie wiesz.
– Wiem sporo – powiedział. – I tego też dla niego pragnę.
– Och, przestań, Mike. Bądź chociaż wierny swoim przekonaniom. Już widzę, jak byś wychował naszego syna. Na pierwsze urodziny dostałby od ciebie komputer, żeby mógł wykreślić jakiś projekt i policzyć, ile zarobi na nim pieniędzy. Dzięki Bogu, że dowiedziałam się o wszystkim, póki jeszcze nie jest za późno.
– Kirsty…
– Nie musisz już wracać do tego błota. Przyślę tu twoje rzeczy. Nie chcę cię więcej widzieć w Everdene. To nie twoje miejsce.
– To moje jedyne miejsce – powiedział cicho – to mój dom.
Zbił ją z tropu tym spokojnym wyznaniem. Speszyła się nieco, nie przerwała jednak swej przemowy.
– Mike, ty nie wiesz, co to dom. Jedyne, co cię obchodzi, to własność. Rob i ja urządzimy sobie życie bez ciebie.
Zauważyła wyraz jego twarzy i przez moment zrobiło jej się go żal. Potem jednak przypomniała sobie, jak długo i systematycznie ją oszukiwał, i jej serce na powrót stwardniało.
– To wszystko – podsumowała już nieco ciszej. – Nie mamy sobie nic więcej do powiedzenia. Żegnaj, Mike.
Odwróciła się i wybiegła z biura, obawiając się, że mógłby ją zatrzymać. Od razu wchłonął ją chaos wielkiego miasta, znacznie gorszy teraz, gdy chodniki zapełniły się ludźmi. Przywołała taksówkę, chcąc uniknąć metra. Wszystko w niej skupiło się wokół jednej myśli – powrotu do Dartmoor, z jego czystym powietrzem i spokojem. Nienawidziła Mike'a za to, że naruszył ten spokój swoją gładką elokwencją, swoją zaborczością, nade wszystko jednak nie mogła mu darować jego zdrady.
Przez całą drogę powrotną była spięta i sztywna. Bała się, że jej serce tego nie wytrzyma i da upust swojemu nieszczęściu przy obcych. Zanim pociąg dojechał do Plymouth, cała była jednym wielkim bólem. Długo czekała na taksówkę, a droga do domu dłużyła się w nieskończoność. Ukoił ją nieco dopiero widok wrzosowisk. Tu może będzie miała odwagę pozbierać rozsypane kawałki swego życia.
Jakiś kilometr przed domem kazała się zatrzymać, zapłaciła i wysiadła. Resztę drogi przeszła pieszo, oddychając świeżym powietrzem i wystawiając twarz do słońca, które nieco ją pocieszyło.
Marzyła o przytuleniu Roba, osoby ważnej dla niej bez względu na to, że było dzieckiem mężczyzny, którego pragnęła zapomnieć. Zaczęła biec. Kiedy dobiegła do podwórka, zobaczyła, że samochód Mabel nie stoi, jak zwykle, na podwórzu. Jej serce zabiło gwałtownie. Drżącą ręką uchwyciła klamkę. Dom wydawał się złowieszczo cichy. Zawołała:
– Mabel, jesteś tam?
Odwróciła się szybko na dźwięk zamykanych drzwi. Wstrzymała oddech. Przed nią stał Caleb. Wyglądał inaczej niż zwykle. Maska uprzejmości opadła z niego i w tej chwili widać było, jak zimne są jego oczy.
– Cześć, kochanie – jego wargi rozciągnęły się w grymasie, który tylko przypominał uśmiech. – Coś mi się zdaje, że chyba nie mnie się spodziewałaś.
– Gdzie Mabel?
– Poszła na zakupy.
– Wzięła Roba?
– Nie, powiedziałem jej, że ze mną będzie bezpieczny.
– Gdzie on jest? Gdzie jest mój syn? – wykrzyknęła z desperacją w głosie.
– Wszystko w swoim czasie. Najpierw pogadamy.
– Oddaj mi dziecko i wynoś się stąd! Zaśmiał się, ale nie był to przyjemny śmiech.
– Za to cię właśnie uwielbiam, kochanie. Za twoją werwę. Taka właśnie będziesz w łóżku, ogień i walka. Długo na to czekałem. Wiesz, że jestem cierpliwy. Rzecz długo odkładana zawsze dużo bardziej cieszy, gdy wreszcie się spełnia. 1 oto cierpliwości nadszedł kres.
Poczuła do niego odrazę, znalazła jeszcze jednak na tyle siły, żeby powiedzieć:
– Prędzej prześpię się z diabłem.
Caleb rzucił się na nią znienacka, złapał ja za włosy i przyciągnął mocno do siebie. Jego usta odcisnęły się na jej wargach w twardym pocałunku. Usiłowała się odwrócić, ale trzymał ją mocno za głowę, tak że nie mogła się ruszyć. Całował ją ze śmiechem, a w niej wzrastało poczucie nienawiści i strachu wobec jego nieposkromionej siły.