Выбрать главу

– Caleb – wysapała – ma Roba… Przyszedł tu… czekał na mnie. Musimy go złapać.

Pomógł jej się zebrać i wejść do samochodu. Zaczął myśleć gorączkowo o tym, jak działać najskuteczniej.

– Gdzie on może być?

– Nie wiem. Nie jestem pewna, czy jest sam, czy wrócili wszyscy. Mogę pokazać drogę do ich obozu – powiedziała i Mike natychmiast uruchomił silnik.

Gdy jechali, zaryzykował – zdjął rękę z kierownicy i uścisnął jej dłoń. Kirsty odpowiedziała tym samym. A więc zgoda. Nieważne co było, teraz liczył się tylko ich wspólny syn – owoc ich miłości.

– Co on ci zrobił? – odważył się zapytać.

– Nie dał rady. Próbował, ale stawiałam opór. Wyjął nóż i obciął nim włosy, potem zemdlałam. Widocznie musiał się czegoś wystraszę, bo uciekł. Ale ma Roba…

Po chwili ujrzeli w oddali światła. Zbliżali się do obozu cygańskiego, oświetlonego wielkimi ogniskami. Grupa Cyganów stała nieruchomo i patrzyła, jak podjeżdżają, kiedy zaś samochód wreszcie się zatrzymał, Caleb łokciami przepchnął się przez tłum i wysunął naprzód.

– Czekałem na ciebie – oświadczył.

– Przyjechałem po swojego syna – powiedział stanowczo Mike.

– Chodzi ci o mojego syna – poprawił go Caleb. – Myślałeś, że uda ci się mi go wykraść, tak jak ukradłeś mi kobietę, ale ja po nich wróciłem.

Kirsty z lękiem rozglądała się po obozie. W pewnym momencie dostrzegła Jennę, stojącą nieopodal z Robem na rękach. Rzuciła się w tę stronę, lecz dwie rosłe kobiety zagrodziły jej drogę.

– Oddaj mi go – zażądała i odepchnęła je. Wydawało jej się, że Jenna posłucha, ale ona potrząsnęła głową i wymamrotała przestraszona:

– Nie odważę się. Zakazał mi.

– Przecież nie musisz robić wszystkiego, co ci każe.

– Muszę – oświadczyła Jenna – tylko wtedy ze mną zostanie.

– A ty chcesz być z kimś takim jak on? Kto cię obraża, wykorzystuje i nie dba o ciebie?

– Kocham go. Wiem, że to łajdak, ale nic nie poradzę. Przyjdzie dzień, że przestanie myśleć o tobie i pokocha mnie. – Zacisnęła ramiona na zawiniętym w koc dziecku.

Kirsty myślała, żeby wyrwać jej syna, ale bała się, że w szarpaninie stanie się mu coś złego. Spojrzała na Mike'a. Wyczytała z jego spojrzenia, że on też uważa to za zbyt ryzykowne. Tymczasem Caleba najwyraźniej podniecała cała ta sytuacja.

– Gdybyś był jednym z nas, moglibyśmy to jakoś załatwić – powiedział wyzywająco.

– Mianowicie?

– Na noże. Prawdziwy ojciec zwycięży – oznajmił Caleb, a przez tłum przeszedł pomruk uznania.

– Dobry pomysł – powiedział spokojnie Mike. – Zgadzam się. Jeśli zwyciężę, oddasz mi syna. Zgoda?

– Zgoda – odparł Caleb z uśmiechem – ale jeśli cię pokonam, zrzekniesz się go.

Ku przerażeniu Kirsty Mike skinął głową.

– W porządku.

– Mike – szepnęła, ale on już jej nie słyszał. Całkowicie skoncentrował się na czekającej go walce, nie spuszczając Caleba z oczu. Gdy zrzucał marynarkę, Kirsty zerknęła w stronę samochodu, gdzie był telefon, przez który można by wezwać policję. Okupowało go jednak już kilku mężczyzn i Kirsty wiedziała, że nie może liczyć na żadną pomoc.

Caleb wyciągnął nóż. Dwóch mężczyzn stanęło naprzeciw siebie, Caleb, niewielki i krępy, i Mike – cięższy, potężny. Kirsty wstrzymała oddech.

Caleb poruszył się pierwszy. Doskoczył do Mike'a z doskonale wymierzonym ciosem, lecz ten odparował go i pchnął silnie przeciwnika w bok. Caleb upadł na ziemię, zdążył jednak jeszcze pociągnąć Mike'a za nogę i powalić go na ziemię.

Złapali się jak zapaśnicy i każdy z nich próbował teraz znaleźć się na rywalu. Wreszcie Caleb wydostał się na wierzch, lecz już po chwili Mike przerzucił go przez głowę. Caleb wpił się zębami w jego nadgarstek. Twarz Mike wykrzywił ból, próbował się uwolnić, lecz teraz palce Caleba zacisnęły się mocno na jego ręce i, ku przerażeniu Kirsty, nóż wypadł mu z dłoni. Jeszcze chwila i Caleb trzymał oba noże przy gardle przeciwnika.

– Wygrałem! – krzyknął. – Dziecko jest moje. – Obrócił wilczą twarz ku Kirsty. – Zgodził się przy wszystkich. Teraz wezmę, co moje: dziecko i kobietę. – Wyciągnął ramiona, żeby chwycić Kirsty. Wyrywała się, ale przytrzymał ją mocno. – Moja – powtarzał. – Jeśli chcesz być z dzieckiem, musisz zostać ze mną.

– Nie! – przeraźliwy okrzyk zwrócił uwagę wszystkich na Jennę. – Nie będziesz jej mieć, nigdy ci na to nie pozwolę!

– Ty? – roześmiał się Caleb. – A kim ty jesteś, żeby mi mówić, co mogę, a czego nie?

– Mogę powiedzieć im wszystko, co mi zdradziłeś. Twarz Caleba zmieniła się, złośliwe rozbawienie zniknęło z niej w mgnieniu oka.

– Zamknij się, suko – syknął.

Kirsty skorzystała z okazji, wywinęła się i szybkim ruchem wyrwała Roba z objęć Jenny. Ta wciąż nie przestawała się odgrażać.

– Powiem im! Powiem, jak zginął Peter Mullery! Caleb usiłował to zbagatelizować.

– Zabił go Jack. Wszyscy o tym wiedzą.

– Nikt go nie zabił – ciągnęła z uporem Jenna. – To był wypadek. Wpadł do rzeki, bo osunął się pod nim kamień, a ty widziałeś to, ale nikomu nie powiedziałeś. Chciałeś, żeby Jack poszedł siedzieć. Chciałeś jej! – Wskazała palcem Kirsty. Teraz Jenna zwróciła się do zgromadzonego wokół niej tłumu: – Jednej nocy, gdy był tak zalany, że nie trzymał języka za zębami, powiedział mi, że pragnie tylko tej kobiety. I że chce się pozbyć Jacka, bo wtedy ona będzie jego. „Ta diablica jest lepsza od wszystkich", tak właśnie mówił. Mówił to mi, choć wiedział, że go kocham. Nigdy nie zwracał na mnie uwagi, więc odpłacę mu tym samym.

– Tylko spróbuj – głos Caleba był niepewny. – Nawet nie waż się powtarzać tej historii.

– Nie będzie musiała – odezwał się za nimi donośny głos. Caleb wydał gwałtowny okrzyk na widok dwóch policjantów, w jednej chwili porwał się z miejsca i pewnie udało by mu się uciec, gdyby nie grupa Cyganów, którzy zablokowali mu drogę.

– Puśćcie! – wycharczał. – Jestem jednym z was.

– Tak jak Jack Trennon – powiedział ktoś z tłumu. Zanim Caleb zdążył odpowiedzieć, policjanci ujęli go pod ręce i poprowadzili w stronę radiowozu. Mike poszedł za nimi.

– Do oskarżenia o fałszywe zeznania możecie dodać porwanie. Zabrał mojego syna – powiedział z grobową miną.

Jeden z policjantów skinął głową.

– Już nas o tym poinformowano. Dzwoniła opiekunka dziecka.

Wtedy dopiero Kirsty zauważyła Mabel.

– Jak mogłaś wyjść i zostawić go z Calebem? – dopytywała się.

– Skąd mogłam wiedzieć? Był twoim znajomym, zaprosiłaś go wtedy na przyjęcie…

– Nieważne – Kirsty przytuliła do siebie najdroższe maleństwo – najważniejsze, że zadzwoniłaś po policję. Dziękuję.

W samochodzie odezwała się tylko raz.

– Słyszeliście, co powiedziała? Śmierć Petera to był wypadek.

– Wiedział o tym cały czas i słówka nie pisnął – dodał Mike.

Kirsty nie wypuszczała Roba z objęć nawet w domu. Nie odstępowała go ani na krok, sama wykąpała, nakarmiła i ułożyła do snu, a następnie ponad godzinę śpiewała kołysanki, choć chłopiec zasnął już po pięciu minutach. Kiedy wreszcie wyszła na korytarz, zobaczyła, że Mike czeka na nią na podeście schodów. Pilnie obserwował jej twarz, kiedy tylko się pojawiła. Wiedział, że słowa, które za chwilę padną, będą miały wielkie znaczenie dla nich obojga.

Nie padły jednak żadne słowa. Kirsty pozostała w cieniu, wstydząc się swego oszpecenia, i stała tak w zupełnej ciszy. Serce Mike'a wypełnił ból, kiedy patrzył tak na nią, pozbawioną pięknych loków, które zawsze budziły w nim taki zachwyt. Rozłożył ramiona, a ona dała się zamknąć w jego objęciach i zbędne stały się wszelkie słowa. Pociągnął ją do sypialni, usiedli razem na łóżku. Gdy Kirsty ujrzała swoje odbicie w sypialnianym lustrze, szybko odwróciła wzrok.