Выбрать главу

– To proste – szepnął, a ona zdumiała się. Czyżby jednak ją słyszał i rozumiał? – Z powrotem… do chlewu. Powiesz… znalazłaś mnie tam.

– W piżamie mego męża? – zapytała zgryźliwie.

– Uniform… zmień…

– Zniszczyłam już ten uniform. Jeśli teraz umrzesz, naprawdę będę w opałach.

Po długim milczeniu wymruczał niewyraźnie:

– Wpsządku… aniołku…

Perswazja chyba podziałała, bo uspokoił się i leżał bez ruchu, choć oddychał z wysiłkiem. Kirsty wymknęła się do swego pokoju, narzuciła tylko piżamę i szlafrok i już była z powrotem. Usiadła na krześle przy łóżku z zamiarem czuwania przez całą noc. Zmęczenie było jednak silniejsze. Zasnęła.

Obudziła się po jakimś czasie i dopiero po chwili uświadomiła sobie, że zmorzył ją sen na niewygodnym krześle. Zmieniła pozycję, ale twarde drewno wrzynało się w ciało. Puste miejsce u boku Mike'a wyglądało kusząco, a ponieważ nadal robił wrażenie uspokojonego, wdrapała się na łóżko i położyła obok niego.

Od razu wyczuła jego drżenie. Nachyliła się i dotknęła go delikatnie.

– Mike?

Trząsł się z zimna, miał nieprzytomne spojrzenie.

– Zimno – mamrotał – zimno…

Skórę miał gorącą, ale chyba nie czuł tego. Przedtem próbował zrzucić z siebie pościel, natomiast teraz szczelnie się nią okrywał, szczękając zębami.

Kirsty okryła go dodatkowymi kocami i wsunęła się do środka, by móc go objąć. Instynkt kazał jej nie zdejmować szlafroka, ale po kilku chwilach pod kołdrą było tak ciepło, że zmuszona była się rozebrać. Początkowa nieśmiałość szybko zniknęła, gdy dotarło do niej, że Mike nie jest niczego świadom. Leżała więc nieruchomo, wpatrując się w ciemność i rozmyślając, co ma robić. Rozum ostrzegał ją, by szukać pomocy, zanim będzie za późno, ale serce rozumiało udrękę, która sprawiła, że wolał śmierć od więzienia. Po jakimś czasie zmógł ją sen.

Nawet jednak we śnie nie znalazła wytchnienia. Miała jeden z tych dziwnych snów, podczas których człowiek wie, że śni. Cztery kawałki zdjęcia składały się w całość i zjawiała się Lois, której chłodne piękno uderzało wyrafinowaniem w zestawieniu z kobietą z farmy. Dłonie Lois były gładkie, drobne i wytworne, podczas gdy jej ręce, stwardniałe od pracy, urastały do monstrualnych rozmiarów. Słyszała, że Mike woła Lois; radość bijąca z jego głosu sprawiła, że zebrała wszystkie siły, by się przebudzić i już go nie słyszeć. W końcu udało się i zobaczyła, że wspiera głowę na jej ramieniu, mrucząc coś głosem pełnym tęsknoty.

– Mike – odezwała się niecierpliwie i potrząsnęła nim.

– Lois… – szepnął. W jego głosie był ton, który przeszywał ją na wylot. Nigdy nie słyszała, by mężczyzna wymawiał imię kobiety w taki sposób. Znów zaczęła go tarmosić, ale przestała, gdy wyczuła, że jego ciało jest już chłodne. Najgorsze miał za sobą. Teraz nade wszystko potrzebny był mu sen.

Zaczęła powoli wycofywać się z łóżka, ale Mike przytrzymał ją.

– Nie odchodź – wyszeptał. – Zostań ze mną. Pragnę cię.

Pragniesz Lois, pomyślała, odchodzę więc. Raz jeszcze usiłowała się poruszyć, jednak tym razem ramię Mike'a zacisnęło się wokół niej z zadziwiającą jak na przebytą chorobę siłą. Chciała go odepchnąć, gdy nagle poczuła, że jego dłoń dotyka jej nagiego ciała, wprowadzając je w dziwne drżenie. Osłupiała z wrażenia.

Tymczasem dłoń Mike'a, która spoczywała na jej talii, powędrowała po chwili w górę, ku odsłoniętym piersiom. Wstrząsnął nią dreszcz niespodziewanej rozkoszy, z trudem złapała oddech. Te doznania były dla niej tak nowe, tak gwałtowne i wszechogarniające, że poczuła się naraz jakby inną osobą. W dotyku ręki Mike'a była siła, a jednocześnie słodycz, obietnica nieustannej radości i zaproszenie do jakiegoś nie znanego jej dotąd świata.

Te pieszczoty nie są przeznaczone dla mnie, przypomniała sobie z rozdrażnieniem. Ukradła je Lois i teraz musi zwrócić cudzą własność. Próbowała walczyć, ale już po chwili miała nad sobą twarz Mike'a, już czuła jego usta na swoich, już pogrążała się, rozpływała w rozkoszy. Serce waliło jej z całych sił. W zaskakujący sposób po raz pierwszy w życiu doświadczyła prawdziwej namiętności i wszystko, co przed chwilą miało zasadnicze znaczenie, teraz zdawało się jedynie błahostką.

Sama nie wiedząc, co robi, zaczęła odwzajemniać jego pospieszne pocałunki. Jej wargi były miękkie i niecierpliwe. Całowała go lubieżnie, tak jak kobieta, która chce sprowokować swego partnera. Kirsty, w której żaden mężczyzna nie wzbudził dotąd pożądania, instynktownie wyczuła właściwy moment, by rozchylić usta i poddać się naporowi języka Mike'a. Kolejne dreszcze rozkoszy przebiegły po jej ciele i wzbudziły jakieś tęskne oczekiwanie. Przywarła do niego z całych sił.

Zaraz jednak było po wszystkim. Koniec był równie nagły, jak początek. Ręce Mike'a opadły w jednej chwili i przetoczył się na bok. Ani razu nie otworzył oczu.

Dopiero po pięciu minutach zupełnego obezwładnienia Kirsty odzyskała panowanie nad swym ciałem. Muszę wydostać się z tego pokoju, zanim Mike obudzi się, zobaczy i być może uświadomi sobie, co zaszło, pomyślała ze wstydem. Odrzuciła kołdrę, zerwała się na nogi i nie zatrzymała się, dopóki nie znalazła się w swoim pokoju.

Tam opadła na łóżko, oszołomiona i rozdarta między dwoma przeciwstawnymi uczuciami. Jej ciało wciąż pamiętało dotyk jego ust, rąk i jego ciała. Płonęła obcymi jej doznaniami. Było to tak, jakby drzwi uchyliły się i przez szparę dojrzała po raz pierwszy błysk piękna, do którego nigdy nie miała dostępu. Wyciągnęła ręce, by otworzyć drzwi na oścież, a wtedy one ponownie się zatrzasnęły.

Z drugiej jednak strony Mike nie należał do niej. Oszukiwała siebie i jego. W pewnej chwili uwolnił się z gorączkowych majaków, dostrzegł, że go zwodzi, i z odrazą odwrócił się od niej. Była złodziejką, oszustką, rozpustnicą. Sąsiedzi dobrze o tym wiedzieli, odkryli w niej skazy, na które ona sama była ślepa. Teraz jednak oczy jej się otworzyły i wstrząsnęła nią własna szpetota. Mówili – czarownica. Mieli rację.

Po dłuższym czasie wstała i zaczęła wkładać robocze ubranie. Poruszała się powoli, jak otępiała. Wreszcie zawiązała włosy w węzeł i mocno nacisnęła na głowę wełniany kapelusz, tak by nie wydostawał się spod niego nawet jeden kosmyk. Następnie nakazała sobie zejść na dół i rozpocząć kolejny dzień pracy.

3

Mosiężne pręty łóżka były pierwszą rzeczą, na którą padł wzrok Mike'a. Przez chwilę sądził nawet, że jest w domu. Dziwne, że nadal myślał o domu swych rodziców jak o swoim domu, choć nie było go w nim już od ponad dziesięciu lat. Nie uważał go też za dom wtedy, gdy w nim mieszkał. Był obcym, czarną owcą w przytulnym gniazdku, gdzie wszystko toczyło się niezmiennym trybem i nikt nie zadawał zbędnych pytań.

On jednak zadawał je. Złamał wszystkie możliwe tabu, co zaszokowało rodziców. Miał teraz przed oczyma ojca, który patrząc na syna śniącego sny o potędze, bezradnie kręcił głową.

– Źle skończysz synu, jeśli będziesz myślał tylko o pieniądzach. Pieniądze nie są najważniejszą rzeczą na świecie.

– Są, jeśli się ich nie ma – słyszał swą zjadliwą ripostę.