Выбрать главу

Alexander miał korytarz numer jeden tylko i wyłącznie dla siebie. Szychta zmieniała się dopiero o północy, a górnicy w tunelach numer pięć i siedem wiedzieli, że właściciel kopalni pracuje w tunelu numer jeden. Dopóki kogoś nie wezwie, będzie sam.

Kompresor to cudowne urządzenie – mimo dużej odległości dostarczał sprężone powietrze do świdra. Alexander był zadowolony z tego konkretnego egzemplarza, ponieważ był nowy i bardzo sprawnie działał.

Miał zamiar wywiercić otwory głębokie na trzy i pół metra i rozmieścić je tak, jak zaplanował kilka dni temu – dlatego nie przyjął pomocy Lee. Lee zacząłby zadawać pytania; zbyt dużo wiedział na ten temat. Tak czy inaczej Alexander nie potrzebował pomocy, wiedział dokładnie, co robi, i mógł to zrobić dobrze i szybko. W pierwszym otworze świder na głębokości trzech metrów natrafił na próżnię – Alexander miał rację, był tam uskok! Nadal jednak wiercił otwory, za każdym razem mniej więcej na tej samej głębokości trafiając na pustkę. Wiercąc, przez cały czas myślał.

Miałem naprawdę wspaniałe życie! Udało mi się zrehabilitować! Prawdziwa recepta na sukces to ciężka praca, inteligencja i ambicja. W żadnym ze swoich przedsięwzięć, od złota po gumę, nie popełniłem błędu. Jeśli koniecznie gdzieś musiał spotkać mnie zawód, mogło to być tylko życie prywatne. Sir Alexander Kinross, kawaler Ostu – czyż nie wyglądałem elegancko w swoim stroju? A jak się cieszyłem! Triumfy, podróże, szalone przygody, rosnąca kupka złota w Banku Anglii, budowa modelowego miasta, które o kilka generacji wyprzedza bieg historii, świadomość, że wszyscy urzędnicy i politycy mają swoją cenę, i przyjemność kupowania owych chciwych głupków. Co są warte pieniądze, jeśli biorąc je, człowiek zaprzedaje się innemu człowiekowi? Tak, w ciągu pięćdziesięciu pięciu lat przeżyłem dużo wspaniałych chwil.

Przerwał, żeby zawiązać na czole bandanę, potem dalej pracował, wykonując pewne, płynne ruchy.

Chociaż małżeństwo bardzo unieszczęśliwiło Elizabeth, obdarzyła go cudowną córką, która daleko zajdzie w wybranym przez siebie zawodzie – pod warunkiem, że nie stanie się bojowniczką. Nell, jak zauważył, była altruistką, co odziedziczyła po matce. Jedynym celem, którego Alexandrowi nie udało się osiągnąć, był syn i dziedzic z jego własnej krwi i kości. Nie powinien pisać listu do Szkocji z prośbą o żonę, należało poślubić Ruby – żonę, którą wybrało jego serce, ponieważ ukradła mu je, a wraz z nim wszystkie myśli, posługując się swoim zmysłowym, ponętnym ciałem. Chociaż liczyło się nie tylko jej zmysłowe, ponętne ciało. Ważne także było rubaszne, błyskotliwe poczucie humoru, ogromna mądrość, wesołość, niezwykłe umiłowanie życia. Jedna na wiele milionów – Ruby. Ją również zawiódł, tak samo jak Elizabeth. Obie kochał i obie bardzo zranił.

Miał jednak poważny dług wobec Elizabeth. Nadszedł czas, by go spłacić. Niewybaczalnym błędem było to, że chociaż ją kochał, nie zdołał dać jej szczęścia. Ruby przynajmniej była szczęśliwa. Lee będzie idealny dla Elizabeth, tylko czy poradzi sobie z jej skrytością? Jest zakochany w niej po uszy, tylko że jest to owa dworska, średniowieczna miłość – beznadziejna, czysta tęsknota z daleka. Czy uda mu się przejść od braku nadziei do spełnienia? Czy Elizabeth, o której marzył przez siedemnaście lat, jest tą samą Elizabeth, z którą będzie musiał żyć? Tego Alexander nie mógł i nie chciał wiedzieć.

Pomyślał o Sungu. Kochany, stary Sung! Nikt nigdy nie miał lepszego wspólnika, z którym mógłby rozpocząć tak ogromne przedsięwzięcie. Oczywiście, to po nim Lee jest taki honorowy. Z drugiej strony należy to uznać za dziwne, ponieważ ojciec nie wychowywał osobiście swojego syna – mieszańca – prawdę mówiąc, nie bardzo się nim interesował. Chińscy synowie Sunga byli mniej przystosowani do australijskich warunków niż Lee; zostali zupełnie inaczej wychowani. Alexander często uważał, że najlepszym elementem umowy był Lee. Po połączeniu kolonii sytuacja Chińczyków się pogorszy, ale Alexander był pewien, że ci, którzy już byli w Australii, tu zostaną. Jakie to głupie, że ignoruje się umysły i talenty przedstawicieli innych ras!

Anna była dla niego karą niebios do spółki z Jade, Samem O'Donnellem i Theodora Jenkins. Ta ostatnia stanowi dobitny przykład, jak miłość może zrujnować życie! Głupia kobieta – opuściła Kinross i teraz żyje w skrajnej nędzy w Bathurst, zajmując się cerowaniem i nauką gry na fortepianie. Wszystko dlatego, że nie chciała uwierzyć, jaki naprawdę był jej czarujący pomocnik. Drobniutka, ubrana na czarno Jade obracała się delikatnie na końcu sznura, a obecnie jej popioły przenikają do taniej trumny Sama O'Donnella. Trzeba przyznać Sungowi, że wykazał się ogromną pomysłowością. Po ostatnich deszczach rozpadające się kości O'Donnella zostały na zawsze uwięzione w delikatnych objęciach jego morderczyni.

Czy to ma jakieś znaczenie dla Anny? Biednej, niewinnej, małej kruszynki. Była to tragedia tak nieuchronna jak czoło lodowca, które rzeźbi dolinę. Choćby tylko z tego powodu Alexander miał ogromny dług wobec Elizabeth, która najbardziej to odczuła. No cóż, musi dać jej szansę i modlić się, żeby nie było za późno. Lee będzie należał do niej aż do śmierci, tylko czy Elizabeth go zechce, gdy już nic nie będzie stało na przeszkodzie? Czy również i on zacznie ją odpychać? Nie zacznie – pomyślał Alexander – jeśli urodzi mu dzieci. To będą dzieci miłości. Ciekawe, czy któreś będzie podobne do Ruby? Podobałoby mi się to!

Otwory były zrobione. Alexander poszedł korytarzem do miejsca, gdzie Summers przyciągnął właśnie czterokołowy wózek ze skrzynką dynamitu, lontem, drutem i detonatorami. Jak czas szybko ucieka! – pomyślał Alexander, zerkając na zegarek. Było wpół do siódmej. Wiercenie otworów zajęło mu dziewięć godzin. Nieźle, jak na starego człowieka.

– Prosił pan o pełną skrzynkę, sir Alexandrze. Czy to nie za dużo?

– O wiele za dużo, Summers, ale nie odpowiadał mi dynamit z otwartej skrzyni. Temu muszę się dopiero przyjrzeć.

Uniósł drewniane wieko skrzyni i spojrzał na równe rządki brązowych lasek. Wziął do ręki jedną z nich, powąchał i kiwnął głową.

– Będzie dobry. Zostaw mi cały wózek.

– Szkoda, że jestem takim beztalenciem, jeśli chodzi o materiały wybuchowe – wyznał Summers z prawdziwym żalem, i zaczął pchać wózek w stronę korytarza numer jeden.

Alexander powstrzymał go.

– Dziękuję, Summers, poradzę sobie.

– A co ze świdrem? Może przynajmniej odłączę go od kompresora?

– Już to zrobiłem.

– Nie powinien pan, sir Alexandrze, tak się forsować, naprawdę.

– Chodzi ci o mój wiek? – spytał Alexander z uśmiechem i pchnął wózek.

Summers przez chwilę stał i obserwował Alexandra, którego postać widniała w jasnym świetle, aż w końcu zniknęła za zakrętem.

Wróciwszy na przodek, Alexander wziął łaskę najsilniejszego materiału wybuchowego i z jednej strony naciął opakowanie ostrym nożem. Bez trudu wcisnął dynamit do otworu, po czym za pomocą bardzo długiego pręta wepchnął laskę w pustą przestrzeń. Potem tak samo postąpił z następnymi ładunkami, pracując tak szybko, jak potrafił, i napełniając dziurę, póki nie zostało w niej miejsce tylko na jedną laskę. Przymocował do niej detonator, zapalnik i dwa druty, połączone włóknem platynowym na bawełnie strzelniczej. Potem przeszedł do następnego otworu.

Pot spływał po nim strumieniami, mięśnie bolały z wysiłku, mimo to Alexander zdołał rozmieścić ładunki zgodnie z planem i do każdego otworu doprowadzić długi drut. Dzięki temu w ścianie znalazło się sto pięćdziesiąt sześć lasek, z których każda zawierała sześćdziesiąt procent nitrogliceryny. Potem z każdego drutu zdjął dwadzieścia centymetrów izolacji i splótł je razem, pragnąc mieć jedną wiązkę. Zdjął również kawałek plastikowej osłonki na końcu drutu, który potem rozwijał, wracając do galerii, żeby tam podpiąć go do rozdzielni elektrycznej i w ten sposób spowodować wybuch. Zrobione! Z zadowoleniem przyjrzał się własnej robocie i przytaknął.