Выбрать главу

Co teraz powinnam zrobić? Jak zareagować na taką przepowiednię?

Ruby prychnęła i lekko poklepała Elizabeth po dłoni.

– Co za nonsens! Jak powiedziałby Alexander, chyba postradałaś rozum. – Na szczęście za drzwiami rozległ się hałas. Ruby wykorzystała sytuację, odwróciła się i uśmiechnęła. – Lunch, Elizabeth! Słowo daję, mogłabym zjeść konia z kopytami, a ty wyglądasz jak pędząca na koniu klęska głodu, więc jedz.

– Och, teraz rozumiem! Udawałaś, Ruby. Wiesz o czterech jeźdźcach Apokalipsy.

Ruby nie wiedziała, dlaczego Elizabeth nagle zaczęła przemawiać tonem proroka, ale może jednak coś w niej drgnęło, ponieważ zjadła porządny lunch, nie zwróciła go, a potem leżała w łóżku obok Nell i przez pół godziny rozmawiała z córeczką. Mała nie protestowało przeciwko niewygodnej pozycji, nie wykazywała zaniepokojenia; po prostu leżała, spoglądając na twarz matki. Zdaniem Ruby, gdyby dziewczynka była nieco starsza, wyraz jej twarzy można by uznać za ogromnie współczujący. Może niektórzy Szkoci są jasnowidzami – pomyślała. Elizabeth i jej córka mają w sobie coś nieziemskiego. Jak człowiek o ścisłym, naukowym umyśle, jak Alexander Kinross, ma sobie z tym poradzić?

Sir Edward Wyler pojawił się w prima aprilis, żeby zbadać Elizabeth. Wyglądał na zakłopotanego. Przywiózł ze sobą lady Wyler.

– Właśnie… miałem… niewielką lukę w swojej księdze wizyt – kłamał – a wiedziałem, że dzisiaj jest pociąg do Kinross, więc postanowiłem wstąpić i zobaczyć, jak sobie pani radzi, pani Kinross.

– Elizabeth – zaproponowała, życzliwie się do niego uśmiechając. – Proszę zwracać się do mnie w taki sposób przez cały czas, a nie tylko wtedy, gdy jestem w okropnym stanie. Jak miło panią widzieć, lady Wyler. Proszę powiedzieć, czy luka w księdze wizyt jest wystarczająco długa, żebyście mogli zostać na kilka dni?

– No cóż, prawdę mówiąc, lady Wyler w tym roku wyjątkowo źle zniosła lato w Sydney. Jest bardzo wyczerpana. Jeśli więc nie masz nic przeciwko temu, Elizabeth, chętnie zostałaby tutaj na kilka dni. Ja, niestety, nie mam aż tak dużo wolnego czasu, więc sprawdzę, jak się sprawy mają, i wrócę jeszcze dzisiejszym pociągiem.

Rozsądnie, choć może niezbyt przekonująco uzasadniwszy swoje stanowisko i pobrawszy krew, sir Edward wyjechał.

– Teraz, kiedy go już nie ma – powiedziała lady Wyler konspiracyjnym szeptem – możesz mówić do mnie Margaret. Edward to bardzo kochany człowiek, ale odkąd otrzymał tytuł szlachecki, chodzi z głową w chmurach i upiera się, żeby inni zwracali się do mnie per „lady Wyler”. Chyba bardzo lubi sam tak mówić. Wiesz, kiedyś był biednym chłopcem, ale jego rodzice bardzo oszczędzali, żeby móc posłać go na medycynę: ojciec pracował w trzech miejscach, a matka prała i prasowała.

– Czy ukończył uniwersytet w Sydney? – spytała Elizabeth.

– Ależ skąd! Tam nie ma medycyny. Prawdę mówiąc, gdy Edward miał osiemnaście lat, w Sydney w ogóle nie było jeszcze uniwersytetu. Musiał więc jechać do St. Bartholomew w Londynie – o ile dobrze wiem, szpital ten powstał jako drugi na świecie, ma ponad jedenaście wieków. A może tyle lat ma najstarsza lecznica, Hotel Dieu w Paryżu? Nieważne, Bart's jest bardzo stary. Położnictwo i ginekologia były wówczas nowymi specjalizacjami, a we wszystkich szpitalach szalała gorączka połogowa. Większość pacjentek Edwarda rodziła dzieci w domu, więc przeważnie biegał ze swoją czarną torbą z ulicy na ulicę – było to przerażające, ale bardzo cenne doświadczenie. Kiedy wrócił do domu – urodził się w Sydney w tysiąc osiemset siedemnastym roku – początkowo było mu trudno. Oboje jesteśmy Żydami, a ludzie nienawidzą Żydów.

– Tak samo jak bezbożnych żółtków – szepnęła Elizabeth.

– Tak. Wszystkich niechrześcijan.

– Mimo to odniósł sukces.

– O tak. Był bardzo dobry, Elizabeth! O niebo lepszy od… konowałów, którzy nazywali się akuszerami. Pewnego razu uratował życie kobiety z towarzystwa i jej dziecka. Wówczas skończyły się kłopoty. Klientki przychodziły stadami, nie zwracając uwagi, czy jest Żydem, czy nie. Był pożyteczny – powiedziała Margaret oschle.

– A ty, Margaret? Urodziłaś się w Sydney? Nie masz tutejszego akcentu.

– Nie, pracowałam jako akuszerka w Bart's i tam spotkałam Edwarda. Po ślubie przyjechałam z nim do Australii. – Jej twarz się rozjaśniła. – Ile on czyta, Elizabeth! Od razu wprowadza w życie każdą nowość. Na przykład ostatnio przeczytał o kobiecie, która przeżyła cesarskie cięcie. Stało się to w ubiegłym roku we Włoszech. W związku z tym we wrześniu pojechaliśmy do Włoch, żeby porozmawiać z chirurgiem… Jeszcze jeden Edward, chociaż, oczywiście, doktor Porro mówi o sobie „Eduardo”. Edward byłby najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, gdyby mógł ratować kobiety i ich dzieci poprzez cesarskie cięcie.

– Co się stało z jego rodzicami?

– Żyli wystarczająco długo, by móc się nacieszyć sukcesem Edwarda. Bóg był dla nich bardzo łaskawy.

– Ile lat mają wasze dzieci? – spytała Elizabeth.

– Ruth ma prawie trzydzieści, wyszła za mąż za następnego lekarza Żyda, a Simon jest w Londynie w Bart's. Kiedy skończy studia, rozpocznie praktykę u boku ojca.

– Bardzo się cieszę, że tu jesteś, Margaret.

– Ja też. Jeśli ze mną wytrzymasz, chętnie zostanę do twojego porodu i wrócę do Sydney z Edwardem.

Na ustach Elizabeth pojawił się uśmiech.

– Myślę, że Alexander i ja bez problemu zniesiemy twoje towarzystwo, Margaret.

Dwa dni później stan Elizabeth gwałtownie się pogorszył. Zaczęła się rzucawka i wszystko wskazywało na przedwczesny poród. Alexander wysłał do sir Edwarda do Sydney pilny telegram, ale wiedział, że położnik nie zdoła przyjechać wcześniej niż za dwadzieścia cztery godziny. Ratowaniem Elizabeth i dziecka musiała się zająć lady Wyler, która na swoją asystentkę wybrała Ruby. Ten sam impuls, pod którego wpływem sir Edward przyjechał niespodziewanie do Kinross, kazał mu również zapakować wszystko, czego mogła potrzebować Margaret na wypadek, gdyby nie było go na miejscu. Tak więc miejsce Edwarda Wylera zajęła jego żona – to ona podała Elizabeth siarczan magnezu i radziła sobie z atakami, podczas gdy Ruby pilnowała porodu. W związku z tym co chwila wykrzykiwała pytania do oficjalnej akuszerki i wykonywała otrzymane polecenia.

Tym razem ataków było więcej i zdarzały się znacznie częściej. Męczyły Elizabeth nawet wtedy, gdy urodziła już dziecko: maleńką, bardzo maleńką istotkę, tak siną i podduszoną, że Margaret Wyler musiała zostawić Elizabeth pod opieką Jade i pomóc Ruby w reanimacji drugiej dziewczynki. Przez pięć minut uderzały w maleńką klatkę piersiową i masowały ją, nim w końcu niemowlę sapnęło, drgnęło i zaczęło cichutko kwilić. Wtedy lady Wyler wróciła do Elizabeth, zostawiając Ruby z dzieckiem. Po dwóch godzinach ataki nadal się pojawiały i mijały. Na szczęście Elizabeth wciąż żyła i nie zapadała w śpiączkę.

W pewnym momencie obie panie zrobiły sobie krótką przerwę, żeby wypić herbatę, którą przyniosła Silken Flower. Po jej twarzy płynęły łzy.

– Przeżyje? – spytała Ruby, tak wyczerpana, że opadła na krzesło i opuściła głowę między kolana.

– Myślę, że tak – powiedziała Margaret Wyler, spoglądając z góry na swoje dłonie. – Nie mogę powstrzymać drgawek – wyznała ze zdumieniem w głosie. – To okropne! Nie chciałabym już nigdy w życiu przeżyć czegoś podobnego. – Uśmiechnęła się do Jade, która zajmowała się Elizabeth. – Byłaś cudowna, Jade. Nie poradziłabym sobie bez ciebie.

Młoda Chinka z promiennym uśmiechem zacisnęła palce na nadgarstku Elizabeth, próbując wyczuć puls.