– Kim jest – spytała Ruby, widząc szansę wyjaśnienia tej sprawy – Honoria Brown?
Spojrzał tępo, potem wybuchnął śmiechem.
– To moja pierwsza kobieta. Miała stuakrową farmę w Indianie i udzieliła mi schronienia na noc. Jej mąż zginął w wojnie secesyjnej. Chętnie oddałaby mi nie tylko swoje ciało, ale i wszystko, co miała, gdybym został, ożenił się z nią i jej farmą. Wziąłem to, co chciałem – jej ciało – resztę odrzuciłem. – Westchnął i zamknął oczy. – Nie zmieniłem się, Ruby. Wątpię, żebym mógł się zmienić. Powiedziałem jej, że moim przeznaczeniem nie jest farma w Indianie. Odjechałem rankiem z dwudziestoma kilogramami złota.
W zielonych oczach pojawiły się łzy.
– Alexandrze, Alexandrze, przysparzasz sobie samemu tylu cierpień! – zawołała. – Tylu cierpień przysparzasz swoim kobietom! Co się z nią stało?
– Nie mam pojęcia. – Odstawił pusty kieliszek. – Czy mogę zobaczyć żonę i córeczkę?
– Oczywiście – zapewniła Ruby, ze znużeniem podnosząc się z krzesła. – Muszę cię jednak ostrzec, że ani jedna, ani druga nie będą nawet wiedziały o twojej obecności. Dziecko po urodzeniu było potwornie sine. Dopiero po pięciu minutach zdołałyśmy we dwie z Margaret Wyler zmusić twoją córeczkę, żeby wzięła pierwszy oddech. Urodziła się o miesiąc za wcześnie, więc jest maleńka i bardzo słaba.
– Umrze?
– Nie sądzę, ale to nie będzie Nell.
– I to już koniec obowiązków małżeńskich Elizabeth?
– Tak twierdzi lady Wyler. Ryzyko jest zbyt duże.
– Tak, o wiele za duże. Muszę się zadowolić dwiema córkami – westchnął Alexander.
– Nell jest bardzo utalentowana, dobrze o tym wiesz.
– Oczywiście, ale interesuje ją tylko to, co żyje. Ruby powoli pokonywała schody.
– Ma piętnaście miesięcy, Alexandrze. To dziwne, że wykazuje jakieś konkretne zainteresowania. Chociaż przypominam sobie, że Lee był podobny. Śmiem twierdzić, że Nell tak jak mój syn jest ponad wiek rozwinięta. Na razie trudno powiedzieć, co będzie ją interesowało trochę później. Dzieci zmieniają zainteresowania.
– Mam zamiar wydać ją za Lee – oznajmił.
Ruby oparła się o drzwi sypialni Elizabeth i z potwornym oburzeniem chwyciła w obie dłonie włosy Alexandra. Zrobiła to tak mocno, że aż się skrzywił.
– Posłuchaj mnie, Alexandrze Kinrossie! – syknęła. – Nie chcę więcej słyszeć takich bzdur. Skończ z tym raz na zawsze! Nie możesz planować życia innych ludzi, tak jak planujesz rozwój kopalni czy budowę torów kolejowych. Pozwól, by twoja córka i mój syn sami znaleźli sobie partnerów!
Nie odpowiedział; otworzył drzwi i wszedł do środka. Elizabeth odzyskała przytomność, odwróciła do nich głowę i uśmiechnęła się.
– Znów mi się udało – powiedziała. – Myślałam, że to koniec, ale okazało się, że nie. Margaret mówi, że mamy drugą córeczkę, Alexandrze.
Pochylił się i czule pocałował ją w czoło, potem ujął jej dłoń.
– Tak, moja droga. Ruby już mi o wszystkim powiedziała. To cudowne. Czy czujesz się na siłach, żeby wymyślić dla niej imię?
Elizabeth lekko zmarszczyła czoło i delikatnie poruszyła wargami.
– Imię? – powtórzyła zdziwiona. – Imię… nic mi nie przychodzi do głowy.
– W takim razie zostawmy to na później.
– Nie, powinna mieć imię. Podpowiedz mi coś.
– Co byś powiedziała na Catherine? A może Janet? Czy Elizabeth po tobie? Anna? Albo Mary lub Flora?
– Anna – powiedziała z zadowoleniem. – Tak, podoba mi się Anna. – Uniosła dłoń do policzka. – Obawiam się, że będziemy musieli znaleźć następną mamkę. Znów nie mam pokarmu.
– O ile wiem, pani Summers już kogoś znalazła – zapewnił Alexander, delikatnie wysuwając swoją dłoń. – To Irlandka, Biddy Kelly. Jej dziecko przedwczoraj zmarło na krup. Wspomniała pani Summers, że chętnie zajmie się naszym dzieckiem, jeśli tylko będzie miała jeszcze pokarm. No cóż, Anna urodziła się bardzo wcześnie, więc Biddy pewnie nie straciła pokarmu. Zatrudnić ją, Elizabeth? Czy może poprosić Sunga, żeby poszukał jakiejś Chinki?
– Nie, może być Biddy Kelly.
Ruby zmarszczyła czoło; Maggie Summers znalazła sposób, by znów znaleźć się w samym centrum. Biddy Kelly to bez wątpienia jej dobra znajoma, katoliczka, i na pewno będzie roznosić po mieście plotki dotyczące Kinross House. Przynajmniej przez sześć miesięcy będzie wtykać nos w cudze sprawy. Wypije w kuchni wiele filiżanek herbaty, przekaże szeptem wiele tajemnic. Czego Kinross jeszcze nie wiedziało, wkrótce się dowie.
6. ODKRYCIE
Jade poprzednio na próżno błagała, żeby powierzono jej opiekę nad Nell, przyjście na świat Anny umożliwiło spełnienie gorących życzeń młodej Chinki. Biddy Kelly zrobiła, co do niej należało, i przez siedem miesięcy karmiła dziecko piersią, potem Anna bez problemów przeszła na mleko krowie. Prawdopodobnie pani Summers była zawiedziona, że traci koleżankę, ale po odejściu mamki Jade i Ruby odczuły ogromną ulgę. Ruby była zadowolona, że gospodyni została pozbawiona źródła informacji o tym, co dzieje się na pierwszym piętrze, ale na znacznie szczęśliwszą wyglądała Jade. Teraz Anna całkowicie należała do niej.
Elizabeth wracała do zdrowia powoli, ale bez chwilowych kryzysów. Gdy Anna miała sześć miesięcy, jej matka mogła już robić wszystko to, co każda inna młoda kobieta. Wróciła do nauki gry na fortepianie, często zjeżdżała do Kinross, a Alexander znalazł jej kogoś, kto nauczył ją jazdy konnej i powożenia dwukołowym wózkiem zaprzęgniętym w dwa kucyki. Dostała też od męża arabską klacz z rozwianą grzywą i ogonem. Elizabeth nazwała swojego konia Crystal i bardzo lubiła go szczotkować. Godzinami przebywała w stajni, całkiem zapominając o Annie. W znacznej mierze powodem tego była zaborczość Jade, ponieważ młoda Chinka wyraźnie traktowała matkę Anny jak rywalkę. Mimo to Elizabeth była wystarczająco uczciwa, by przyznać, że taki stan rzeczy jej odpowiada.
Alexander wytyczył drogę do Kinross i pokrył ją tłuczniem.
Wiła się tak bardzo, że trzeba było pokonać osiem kilometrów, nim zjechało się do miasta, mimo to dzięki temu traktowi Elizabeth nie musiała korzystać z kolejki. Dotychczas, chcąc zjechać, musiała poprosić Summersa albo któregoś z jego ponurych sługusów, żeby wciągnęli wagonik na górę. Teraz mogła dosiąść Crystal albo zabrać wózek ze stajni, do której Summers się nie wtrącał. Co za ulga! W rzeczywistości przed Elizabeth nagle otworzyło się nowe życie, zwłaszcza że dzięki własnemu ciału uwolniła się od obowiązków małżeńskich.
Kiedy dowiedziała się od Ruby, która została wyznaczona do przekazania tej wiadomości, że zdaniem sir Edwarda Wylera i jego żony nie powinna mieć stosunków z mężem, musiała ukryć radość i trzymać opuszczone powieki. Ruby powiedziała to tak, jakby oczekiwała, że Elizabeth będzie zrozpaczona, tymczasem w rzeczywistości nie odczuła ani cienia smutku.
Jazda konna stanowiła swego rodzaju ucieczkę, ponieważ gdy dosiadała klaczy, nie musiała trzymać się drogi, mogła wjeżdżać w busz, jeśli tylko pozwalał na to teren. Dzięki temu odkrywała różne zakamarki i dolinki, potem, urzeczona ich pięknem, godzinami siedziała na skalnej półce i obserwowała, jak obok niej pracują miliardy stworzeń, od lirogonów i gatunków małych kangurów po różnego rodzaju owady. Kiedy indziej zabierała ze sobą książkę i czytała bez obawy, że ktoś jej przeszkodzi; czasami przerywała, unosiła głowę i marzyła o prawdziwej wolności – o takim życiu, jakie prowadzą ptaki, zwierzęta i owady.