Tego wieczoru nawet nie zapukał, nie zapytał Jade o zgodę – po prostu wszedł. Jade siedziała z Anną na kolanach, jedną ręką podtrzymując główkę dziecka, a drugą karmiąc je łyżeczką. Zaskoczona, uniosła głowę i drgnęła.
– Panie Kinross! – powiedziała zadyszana. – Panie Kinross, nie może się pan teraz przywitać z Anną. Właśnie ją karmię!
Alexander nie odpowiedział. Podszedł do drewnianego krzesła kuchennego, przyniósł je bliżej, ustawił przed Anną i jej nianią, po czym usiadł z kamienną twarzą.
– Daj mi dziecko, Jade.
– Nie mogę, panie Kinross! Ma brudną pieluszkę, będzie pan śmierdział!
– Śmierdziałem wcześniej, będę śmierdział jeszcze nieraz. Daj mi ją, Jade. Natychmiast.
Trudno było przekazać Anne ojcu; dziewczynka była bezwładna jak szmaciana lalka, nie umiała utrzymać główki, ale w końcu jakoś się udało. Jade stała roztrzęsiona, z pustymi rękami i przerażeniem na pięknej twarzy.
Alexander po raz pierwszy dokładnie przyjrzał się swojej drugiej córeczce. Od razu zauważył, że Nell miała rację, chociaż dziesięciomiesięczna Anna była niemowlęciem ładniejszym od starszej córki, pucołowatym i zadbanym. Miała czarne włoski, czarne brwi i rzęsy, szarobłękitne oczy, których nie potrafiła skupić na jednym punkcie. Widać było, że jej mózg pracuje, ponieważ szybko zorientowała się, że znajduje się w obcych rękach, że kolana, na których siedzi, nie należą do Jade. Najpierw zaczęła się wiercić, a potem wybuchnęła płaczem.
– Dziękuję, Jade, możesz ją wziąć – powiedział Alexander, ciekaw, jak szybko Anna się uspokoi.
Gdy tylko mała znalazła się na rękach Jade, przestała płakać i otworzyła usteczka po dalszą część papki.
– Teraz chcę poznać prawdę, Jade – powiedział cicho. – Od jak dawna wiesz, że Anna jest ograniczona umysłowo?
Po policzkach Jade płynęły łzy; nie mogła ich zetrzeć, ponieważ obiema rękami trzymała dziecko.
– Niemal od początku, panie Kinross – płakała. – Biddy Kelly też to wiedziała. Pani Summers również. Och, jak bardzo śmiały się z tego powodu w kuchni! Wyjęłam więc swój sztylet i powiedziałam, że poderżnę im gardła, jeśli choćby słówkiem pisną w Kinross coś o Annie.
– Uwierzyły ci?
– O tak. Wiedziały, że nie żartuję. W końcu jestem bezbożną Chinką.
– A co możesz mi powiedzieć o Annie?
– Robi postępy, panie Kinross, naprawdę! Tyle że wszystko zajmuje jej o wiele, wiele więcej czasu. Teraz umie już jeść łyżeczką. Widzi pan? To nie było wcale takie łatwe, ale się nauczyła. Rozmawiałam z Hungiem Chee z chińskiej apteki, podpowiedział mi, jak pomóc Annie. Jak ćwiczyć szyję, żeby pewnego dnia mogła utrzymać główkę. – Jade oparła twarz o czarne loczki. – Uwielbiam zajmować się Anną, sir, słowo daję! Anna jest moją dziecinką, nie należy do Pearl, Butterfly Wing ani nikogo innego oprócz mnie. Och, proszę, proszę mi jej nie odbierać! – Ponownie wybuchnęła płaczem.
Alexander wstał jak starzec i na chwilę położył dłoń na głowie Jade.
– Nie martw się o to, moja droga. Nie odbiorę ci Anny. Cóż by to było za podziękowanie za tyle poświęcenia? Masz rację, Anna jest twoją dziecinką.
Potem poszedł do pokojów Elizabeth. Nie był tu, odkąd wstała z łóżka. Zauważył, że jego żona sporo zmieniła. Alexander umeblował jej apartament, wzorując się na hotelu w Sydney, teraz Elizabeth urządziła te wnętrza według swojego gustu – było mniej złoceń, mniej luster, perkal zamiast brokatu, błękit, błękit i jeszcze raz błękit. Kolor, który Ruby uważała za smutny.
Jak to się stało, że od urodzenia się Anny nastąpiło tu tak dużo zmian, a ja, pan tego domu, o tym nie wiedziałem? Owszem, często mnie nie ma – w końcu ktoś musi pilnować budowy drogi do Lithgow, ale nikt mnie nie spytał, nikt mi nie powiedział – oprócz dwuletniej córeczki. Jestem obcym człowiekiem w domu pełnym kobiet. Maggie Summers… Tłusty pająk w mojej sieci. Mogłem to przewidzieć. Elizabeth nigdy jej nie lubiła, teraz rozumiem, dlaczego. No cóż, ona i Summers mogą się wyprowadzić i poszukać sobie jakiegoś domu w Kinross. Niech Maggie zajmie się mężem. Poszukam nowej gospodyni. Będę zatrudniał je i zwalniał tak długo, aż znajdę taką, która będzie odpowiadała nam wszystkim – która nie będzie klęła na Chińczyków i nie będzie miała koleżanek w rodzaju Biddy Kelly. Biddy co niedziela chodzi do kościoła, żeby rozpuszczać plotki.
– Elizabeth! – zawołał, nie wchodząc w głąb jej buduaru. Od razu się pojawiła. Miała jeszcze na sobie strój dojazdy konnej w kolorze czerwonego wina. Jej oczy zaokrągliły się ze zdziwienia.
– To głupi kolor stroju do jazdy konnej, jeśli dosiada się białego konia – zauważył, kłaniając się żonie. – Widać na nim białą sierść.
Przestała się uśmiechać i uniosła głowę.
– Zdecydowanie masz rację, Alexandrze. Następny będzie w kolorze kości słoniowej.
– Codziennie robisz sobie konne przejażdżki? – spytał, podchodząc do okna. – Lubię lato, dni są takie długie.
– Ja też je lubię – wyznała. – Owszem, jeżdżę niemal codziennie. Chyba że mam ochotę na wyprawę do Kinross.
Zapadła cisza; Alexander przez cały czas wyglądał przez okno.
– O co chodzi, Alexandrze? Dlaczego tu przyszedłeś?
– Jak często widujesz Anne? Czy poświęcasz jej tak dużo czasu jak swojemu koniowi?
Wstrzymała oddech i zaczęła się trząść.
– Nie, chyba nie – przyznała ponuro. – Przy Jade zawsze czuję się tak, jakbym była w pokoju dziecinnym niemile widziana.
– I to mówi matka, Elizabeth! Tak się głupio tłumaczy! Z pewnością doskonale zdajesz sobie sprawę, że Jade jest twoją służącą i musi słuchać twoich rozkazów. Próbowałaś – tak naprawdę?
Na pobladłe policzki Elizabeth wystąpiły ciemne rumieńce; skuliła się, obróciła, jakby ktoś przyszpilił jej do podłogi jedną stopę, i zacisnęła dłonie.
– Nie, nie próbowałam – szepnęła.
– Ile masz lat?
– We wrześniu skończę dwadzieścia.
– Jak czas szybko płynie! Mając dziewiętnaście lat, jesteś matką dwójki dzieci i dwukrotnie otarłaś się o śmierć, co więcej, jesteś na zawsze wolna. Nie! – warknął. – Nie płacz, Elizabeth! Nie czas na łzy! Najpierw mnie wysłuchaj, a potem będziesz mogła płakać.
Elizabeth ze swojego miejsca widziała tylko plecy Alexandra. O co chodzi? Dlaczego on tak cierpi? Czuła, że maż bardzo cierpi. Patrzyła, jak Alexander powoli odzyskuje panowanie nad sobą i prostuje plecy. Potem odezwał się znacznie delikatniej:
– Elizabeth, nawet w najmniejszym stopniu nie mam do ciebie pretensji o to, że przekazałaś swoje dzieci innym kobietom – tak oddanym jak prostoduszne Butterfly Wing i Jade, zwłaszcza że sama nigdy nie miałaś dzieciństwa. Myślę, że codzienne wypady konne, przejażdżki do Kinross, prawdziwa, nagła swoboda uderzyły ci do głowy jak szampan. Dlaczego miałoby być inaczej? Spełniłaś swój obowiązek i nawet stary Murray nie mógłby prosić o więcej, teraz jesteś wolna. Gdybym był na twoim miejscu, też zacząłbym szaleć. – Westchnął. – Pragnę ci jednak uzmysłowić, że chociaż twoje obowiązki wobec mnie należą już do przeszłości, nie możesz zapominać o dzieciach. Nie zabraniam ci konnej jazdy, wypraw powozikiem, spacerów ani niczego innego, na co masz ochotę, ponieważ wiem, że twoje przyjemności są niewinne. Musisz jednak zacząć dbać o nasze córki. Za dwa, może trzy lata Nell będzie wystarczająco duża, żebym przejął opiekę nad nią, obawiam się jednak, że Anna to nie Nell.
Ciemne rumieńce zniknęły; Elizabeth ciężko opadła na krzesło i chwyciła się za głowę.
– Ty też to zauważyłeś?
– A więc nie jesteś całkiem ślepa?
– Nie, chociaż Jade zawsze mówi, że Anna ma zły dzień, jest przeziębiona albo właśnie uderzyła się w plecki. Zastanawiałam się nad tym, ale nigdy nie próbowałam sprawdzić swoich podejrzeń. Jesteś zbyt łagodny. Zasługuję na twoje wyrzuty i ostrą krytykę. Jak doszedłeś do tego, że Anna jest nieco opóźniona w rozwoju?