Выбрать главу

– Lee przyjechał do domu! – krzyknęła z rozanieloną twarzą. – Och Elizabeth! Lee jest w domu. Nie spodziewałam się, nie miałam pojęcia.

– To cudowne – powiedziała Elizabeth jak automat, z trudem formułując słowa. – Proszę podać herbatę, pani Surtees.

Wepchnęła rozgorączkowaną, sypiącą pochwałami Ruby do palmiarni, kazała jej usiąść na krześle na odrobinę dłużej niż na sekundę i dopiero wtedy w końcu zdołała się uśmiechnąć.

– Ruby, kochanie, uspokój się. Chcę jak najszybciej dowiedzieć się wszystkiego na ten temat, ale jesteś w takim stanie, że mówisz bez ładu i składu.

– Ni z tego, ni z owego przyjechał wczoraj wieczorem pociągiem z Lithgow. Zastanawiałam się, dlaczego pociąg się spóźnił, ale – jak się okazało – czekał na Lee, żeby mógł się przesiąść z pociągu z Sydney. Byłam w hallu, z anglikańskim biskupem i jego żoną… Biskup odwiedza podległe parafie – trajkotała Ruby.

– Wiem. Dziś wieczorem ma być u mnie na kolacji, zapomniałaś? A teraz możesz wrócić do Lee.

– Nagle w drzwiach pojawił się Lee. Och Elizabeth, moje nefrytowe kociątko jest już mężczyzną! Jakim przystojnym! Powinnaś usłyszeć, jak się wyraża. Jak rodowity Anglik! – Otarła łzy i uśmiechnęła się radośnie. – Biskup Kestwick był zachwycony, gdy tylko Lee otworzył usta, a kiedy zorientował się, że to mój syn… och, byłam taka dumna, słysząc jego opinię.

– Nie wiedziałam, że tak ci zależy na jego zdaniu – powiedziała Elizabeth, mając nadzieję, że serce w końcu przestanie walić jej jak oszalałe.

– Nie, nie zależy. Staruszek jest bardzo zażenowany moją pozycją w Kinross, ale wie, że skoro zasiadam w zarządzie Apokalipsy i jestem potencjalną donatorką, lepiej nie traktować mnie jak kobiety lekkich obyczajów. Tak czy inaczej, gdy tylko zobaczył Lee, uznał, że ludzie bardzo błędnie mnie oceniają; w końcu mój syn uczęszczał do tak wspaniałej szkoły jak Proctor's. Och Elizabeth, jestem taka szczęśliwa!

– Ślepy by to zauważył, kochana Ruby! – Elizabeth oblizała wargi. – Czy to oznacza, że Alexander również wraca do domu? Czyżby został w Sydney i miał przyjechać za kilka dni?

Ożywienie Ruby na chwilę przygasło, gdy zobaczyła oczy Elizabeth, gdy dostrzegła, że twarz przyjaciółki zamienia się w dawną maskę.

– Nie, kochanie, Alexander został w Anglii. Wysłał Lee do domu na angielskie lato. Cały Alexander. Napisał, że nie wyobraża sobie, bym przeżyła następne trzy lata z okładem, nie zobaczywszy swojego nefrytowego kociątka. Lee zostanie w domu do końca lipca, a potem z powrotem popłynie do Anglii.

Pani Surtees przyniosła herbatę, Elizabeth rozlała ją do filiżanek.

– W takim razie co tu robisz, Ruby? Dlaczego nie spędzasz każdej chwili z Lee?

– Och, Lee lada chwila do nas dołączy – wyjaśniła Ruby, która tak promieniała młodością, że wyglądała, jakby miała zaledwie dwadzieścia pięć lat. – Chyba nie sądzisz, iż będę czekać aż do kolacji, żeby przedstawić ci mojego syna, prawda? Wyjechał, żeby obejrzeć Kinross, ale obiecał, że pojawi się tu na podwieczorek. – Zmarszczyła czoło. – Cholera. Spóźnia się.

– Jak przyjedzie, każemy dorobić herbatę.

Pojawił się pół godziny później. Do tego czasu Elizabeth zdążyła się opanować. Gdy Ruby mówiła, że Alexander nie wraca do domu, w jej głosie słychać było tylko odrobinę żalu, czemu Elizabeth nie mogła się nadziwić; Nell dałaby wszystko, żeby zobaczyć ojca. Z drugiej strony łatwo zrozumieć, dlaczego Ruby się tym nie przejęła; czułaby się niezręcznie między synem a kochankiem, zwłaszcza że obaj byli bardzo dobrymi przyjaciółmi. Musiałaby ukrywać przed Lee, kim jest dla niej Alexander.

Lee wszedł do palmiarni z włosami splecionymi w warkoczyk. Miał na sobie stare, ale czyste ogrodniczki oraz białą bawełnianą koszulę z rozpiętym kołnierzykiem i podwiniętymi rękawami. Nie zdając sobie sprawy, że jej twarz skamieniała i przyjęła wyraz chłodnej obojętności, Elizabeth wstała, po czym z powściągliwym uśmiechem na ustach, ale bez uśmiechu w oczach wyciągnęła rękę do młodego mężczyzny. Ruby miała rację – był przystojny, zaskakująco przystojny. Przypominał Sunga i jednocześnie matkę – Sunga w ostro zarysowanych rysach twarzy i patrycjuszowskim sposobie bycia, Ruby w gracji ruchów i nieodpartym uroku. Jednak oczy były tylko jego: miał jasnozielone tęczówki otoczone ciemniejszymi zielonymi pierścieniami, które dodawały jego spojrzeniu przenikliwości. Tak, jasne oczy otoczone ciemnymi rzęsami i brązową skórą były niepokojące, fascynująco osobliwe.

– Jak się masz, Lee? – spytała Elizabeth obojętnie.

Jego radosny nastrój prysnął; delikatnie przekrzywił głowę na bok i spojrzał na Elizabeth z lekką konsternacją.

– Bardzo dobrze, pani Kinross – powiedział, potrząsając bezwładną ręką Elizabeth. – A pani?

– Również, dziękuję. Mów mi: Elizabeth. Proszę, usiądź. Za chwilę pani Surtees przyniesie świeżą herbatę.

Usiadł w miejscu, z którego mógł widzieć obie panie, i pozwolił matce mówić. A więc to tak wygląda żona Alexandra – żona, o której Alexander prawie w ogóle nie mówił. Nic dziwnego – uznał Lee. Nie była ani ciepła, ani kobieca, zdecydowanie wiało od niej arktycznym chłodem. Prawdę mówiąc, nie widział w życiu piękniejszej kobiety: miała mlecznobiałą skórę, czarne włosy, ciemnoniebieskie oczy, wydatne usta zaciśnięte wbrew ich naturalnej miękkości, długą, pełną gracji szyję i piękne ręce, do których nie pasowały ogromne pierścionki. Elizabeth Kinross nie jest osobą, która chce zwracać na siebie uwagę, ale, oczywiście, Alexander obsypał ją biżuterią, ponieważ on sam zdecydowanie lubi, gdy inni na niego patrzą. Szkoda, że nie ma go tu ze mną – pomyślał Lee. Tęsknię za nim i podejrzewam, że pod jego nieobecność w Kinross czegoś brakuje. Jego żona wcale mnie tu nie chce.

– Jak się miewa Alexander? – spytała, gdy mogła coś z siebie wydusić.

– Wspaniale – odparł Lee z uśmiechem, ukazując dołeczki Ruby. – Na lato wyjechał z braćmi Siemensami do Niemiec.

– Oglądać silniki i urządzenia.

– Tak.

– Wiesz może, czy był w Kinross, w Szkocji?

Lee sprawiał wrażenie zaskoczonego. Otworzył usta, by powiedzieć, że z całą pewnością Alexander pisze o takich rzeczach, ale zmienił zamiar. W związku z tym odpowiedział bardzo krótko:

– Nie, Elizabeth, nie był.

– Tak myślałam. Spędziłeś z nim dużo czasu?

– Każdą chwilę, jaką dano mi w Proctor's.

– To znaczy, że go lubisz.

– Jest dla mnie ojcem bardziej niż Sung, chociaż nie mówię tego z goryczą ani krytycyzmem. Kocham i szanuję mojego prawdziwego ojca, ale nie jestem Chińczykiem – oznajmił Lee sztywno.

Ruby z konsternacją patrzyła to na jedno, to na drugie – nie tak sobie wyobrażała spotkanie ukochanego syna z najcudowniejszą przyjaciółką! Nie przypadli sobie do gustu… Co gorsza, Elizabeth okazywała niechęć. Wrócił lód i niemy upór. Elizabeth, nie rób mi tego! Nie odrzucaj mojego nefrytowego kociątka! Ruby podskoczyła i włożyła kapelusz.

– O rany, jak późno! Pospiesz się, Lee, wciąż jeszcze masz kanapkę na talerzu. Biskup Kestwick przychodzi tu dziś wieczorem na kolację, a my o wpół do ósmej wracamy do Kinross House z szacowną parą.

– Nie mogę się tego doczekać – powiedziała Elizabeth beznamiętnie.

– Co sądzisz o żonie Alexandra? – spytała Ruby, gdy zjeżdżała z synem do Kinross kolejką.

Lee przez chwilę nie odpowiadał, potem odwrócił głowę, by spojrzeć matce w oczy.

– Alexander nigdy mi nic o niej nie mówił, mamusiu, ale po spotkaniu z nią zrozumiałem, dlaczego wciąż jesteś jego kochanką.