Выбрать главу

Wstrzymała oddech.

– A więc wiesz.

– Nie robił z tego tajemnicy, ponieważ zdawał sobie sprawę, że wcześniej czy później i tak się o tym dowiem. Sam tak to określił, gdy mi o tym mówił. Długo rozmawialiśmy o tobie i kocham go za to. Wyrażał się o tobie z ogromnym uczuciem, zapewniał, że jesteś światłem jego życia. Tymczasem ani słowem nie wspomniał o Elizabeth, nie wyjaśnił, dlaczego wciąż jest z tobą, jedynie powiedział, że nie mógłby bez ciebie żyć.

– Ani ja bez niego. Zakładam, że nie masz nic przeciwko temu.

– Oczywiście, że nie, mamo. – Uśmiechnął się na widok zbliżającego się miasta. – To sprawa twoja i jego, nie moja, i nie ma wpływu na ciebie i mnie, prawda? Z drugiej strony z ogromną radością myślę o tym, że moja matka i wybrany przeze mnie ojciec się kochają.

– Tak, moje nefrytowe kociątko – zapewniła zachrypniętym głosem, ściskając mu dłoń. – Pod wieloma względami bardzo przypominasz wybranego przez siebie ojca: obaj macie niezwykle praktyczne podejście do życia, a to umożliwia wam zdobycie się na dystans i zaakceptowanie rzeczy, których nie da się zmienić.

– Takich jak ty i Alexander.

– Takich jak ja i Alexander.

Wysiedli z kolejki, minęli olbrzymie baraki, a potem wyszli na ulice Kinross:

– Byłeś po południu w fabryce, gazowni, przy retortach i całej reszcie? – spytała, gdy przechodzili przez trawnik na Kinross Square.

– Nie, wybrałem się do buszu, mamo. W Europie jest mnóstwo fabryk, ale brakuje buszu. Tego właśnie było mi potrzeba na sam początek: widoku tutejszych zwierząt w ich naturalnym środowisku, zapachu eukaliptusa, tęczowych ptaków. Europejskie ptactwo wygląda raczej dość ponuro, chociaż słowik pięknie śpiewa.

– Nie spotkałeś Elizabeth?

– Nie, a miałem?

– Chyba nie, tyle że dzisiaj przypadał jej dzień przeznaczony na konną przejażdżkę, a Elizabeth zawsze jeździ w busz.

– Dzień przeznaczony na konną przejażdżkę?

– W niektóre dni tygodnia Jade zastępuje ją przy Annie. Zakładam, że wiesz o Annie.

– Tak.

Weszli do foyer hotelu.

– Wieczorem poznasz Nell. Elizabeth pozwala jej nieco później kłaść się do łóżka, żeby mogła spotykać się z gośćmi, którzy przychodzą na kolację – wyjaśniła Ruby z lekką drwiną. – Chyba w ten sposób próbuje pokazać, że jedno z jej dzieci jest bardzo mądre, chociaż drugie jest upośledzone.

– Biedna Elizabeth – westchnął. – Oficjalny strój wieczorowy, mamo?

– Oczywiście.

– Czy będzie Sung? Mam pewne wyrzuty sumienia, że pojechałem w busz zamiast przywitać się z nim w tym zdumiewającym chińskim mieście z pagodą na szczycie wzniesienia.

– Możesz to zrobić jutro, Lee. Jego chińskie miasto jest piękne, prawda? Niestety, Sunga nie będzie dziś wieczorem w Kinross; jest bezbożnym żółtkiem, tymczasem wszyscy goście mają coś wspólnego z Kościołem anglikańskim. – Zachichotała. – Z wyjątkiem Costevanów! Nie jesteśmy Chińczykami, ale zdecydowanie bezbożnikami.

– Jesteśmy bogatymi bezbożnikami! – zawołał, idąc korytarzem w stronę swojego pokoju.

Nic się nie zmieniłeś, Lee, chociaż przez tyle lat byłeś z dala od domu – pomyślała Ruby, wciąż wyczuwając w powietrzu jego zapach. Musiała przyznać, że ją zaskoczył. Nie wiedziała, że jest tak wspaniały i że stanowi tak dziwną mieszaninę jej i Sunga. Lee, mój Lee!

Po wizycie w pokoiku dziecinnym Elizabeth poszła do swojego apartamentu, usiadła i zaczęła wyglądać przez okno. Nie dostrzegała jednak buszu ani gór, pogrążyła się w myślach, widziała Lee Costevana przy sadzawce: obraz piękna, męskości i całkowitej wolności. Odwiedzałam sadzawkę od lat – pomyślała – mimo to ani razu nie przyszło mi do głowy, żeby się rozebrać i pobaraszkować wśród ryb, jakbym była jedną z nich. Tylko środkowa część jeziorka jest głęboka, trzymałabym się płytszego brzegu. Mogłabym zaznać tego, co dzisiaj stało się jego udziałem. Och Elizabeth, bądź szczera wobec siebie! Nie zrobiłaś tego, ponieważ nie mogłaś. Nie jesteś tak swobodna, wolna, by baraszkować – nawet w te dni, kiedy jeździsz na Crystal. Masz męża, którego nie potrafisz pokochać, i dwie córeczki, które kochasz, ale nie potrafisz ich polubić, a to ciąży ci jak sztaba ołowiu. Wędruj więc dalej przez życie, a ty, Lee Costevanie, wyjedź stąd jak najszybciej!

Mimo to szczególnie starannie wybrała tego wieczoru suknię. Zdecydowała się na jasnogranatową taftę z turniurą wykończoną szyfonowymi falbankami, które zdobiły również dekolt i tworzyły maleńkie rękawki tuż poniżej białych ramion. Ostatnio zaczęła golić się pod pachami. Nauczyła się tego od Ruby, która ubolewała, że niektóre kobiety „unoszą ręce w śmiałych sukniach i ukazują gęstą kępkę, która całkowicie niweczy ich atrakcyjność. Pearl potrafi posługiwać się brzytwą, pozwól, niech ogoli ci włoski pod pachami, Elizabeth. Dzięki temu pot łatwiej wydostanie się na zewnątrz, a ty będziesz słodziej pachniała”.

– A co z dolną partią? – spytała Elizabeth ze złośliwym uśmieszkiem.

– Nie golę jej, ponieważ odrastające włoski powodują potworne swędzenie, ale przycinam je nożyczkami – powiedziała Ruby, nie dając się zbić z tropu. – Kto chciałby mieć tam brodę? – Zachichotała. – Chyba że jest to męska broda.

– Ruby!

Dzięki Ruby jestem przynajmniej wyedukowana – pomyślała Elizabeth. Tak, do tej sukni pasuje garnitur z szafirów i brylantów: diadem, kolczyki, naszyjnik i dwie szerokie bransoletki. Nie ułożyła włosów tak jak zazwyczaj w loki i fale, ale sczesała je do tyłu, splotła w warkocz i owinęła wokół głowy. Nie ma powodu wstydzić się swoich uszu czy szyi, więc dlaczego przytłaczać twarz ogromną fryzurą? Po pokropieniu się odrobiną perfum jaśminowych była gotowa stawić czoło Kościołowi anglikańskiemu.

Ten zaś, oczywiście, czuł się przyćmiony przez dwie najważniejsze kobiety w tym dystrykcie, o ile nie w całej Nowej Południowej Walii.

– Musi jego ekscelencja wybaczyć brak gospodarza – powiedziała Elizabeth do biskupa – ale uznałam, że pierwsza wizyta w naszym niewielkim mieście powinna obejmować również kolację w Kinross House.

– Oczywiście, oczywiście – wymamrotał biskup, jąkając się z powodu takiego ogromu piękna w tak wyrafinowanej i eleganckiej oprawie.

– Serdecznie cię witam, Lee – powiedziała potem do syna Ruby.

Lee wyglądał, jakby nie wiedział, co to ogrodniczki i luźna bawełniana koszula. Wieczorowy strój szyty na miarę w Savile Row dopełniał krawat z jedwabnego brokatu, dokładnie taki jak w najnowszych magazynach mody. Elizabeth uznała, że Lee jest wyniosły. Mimo to emanował urokiem podobnym do uroku Ruby i wkrótce owinął sobie biskupa wokół małego palca. Costevanowie potrafią być bezwstydni.

Elizabeth usiadła między biskupem Kestwickiem a pastorem Peterem Wilkinsem. Pozostali goście zajęli miejsca nieco dalej przy długim stole rozciągniętym tak, by mógł pomieścić jedenaście nakryć. Miejsce Alexandra na drugim końcu stołu było puste. Przez chwilę Elizabeth zastanawiała się, czy nie posadzić tam Lee, potem zrezygnowała z tego pomysłu – w końcu nie miał jeszcze osiemnastu lat. Biskup również to zauważył.

– Czy nie jest pan za młody, by pić wino, sir?

Lee zamrugał powiekami i słodko się uśmiechnął do duchownego.

– Jezus – powiedział – był Żydem i żył w takim kraju i w takich czasach, że częściej pijał wino niż wodę, ponieważ tak było zdrowiej. Sądzę, że zaczął pić wino zaraz po swojej barmicwie, kiedy to został oficjalnie uznany za mężczyznę, to znaczy, gdy miał mniej więcej dwanaście lat. Aż do ukończenia przez Niego szesnastego roku życia rozcieńczano Mu wino wodą Wino jest darem bożym, ekscelencjo. Oczywiście, w umiarkowanych ilościach. Obiecuję, że się nie upiję.