Ten rodzaj egzystencji – rozważał Lee – był całkiem obcy Elizabeth. Podpowiadał mu to nie tylko instynkt; pewnego razu Alexander wygłosił ostrą diatrybę przeciwko szkockiemu Kinross, jego prezbiteriańskiemu pastorowi i klanowi Drummondów, do którego należała Elizabeth. Jeżeli Alexander mówił prawdę, dziewczęta były tam trzymane niemal w całkowitym odosobnieniu. Zazwyczaj wydawano je za mąż za mężczyznę znacznie starszego od nich; Alexander w kwietniu ukończył trzydzieści dziewięć lat. Elizabeth traktowała swoją urodę jak część garderoby, którą wkładała, by powiedzieć światu, za kogo uważają Alexander.
Dlaczego mnie nie lubi? Dlatego, że jestem mieszańcem? Nie, nie mogę uwierzyć, by moja matka tak bardzo kochała Elizabeth, gdyby wykazywała choć odrobinę ksenofobii. Chociaż to dziwna przyjaźń! Elizabeth musi wiedzieć, co łączy moją matkę z Alexandrem.
– Czy Elizabeth wie o tobie i Alexandrze? – spytał.
– Tak. Próbował trzymać nas z dala od siebie, ale mu się nie udało. Od pierwszego spotkania stałyśmy się dobrymi przyjaciółkami – powiedziała Ruby.
Następne wątpliwości rozwiane, mimo to tajemnica była coraz trudniejsza do przeniknięcia, cierpienia bardziej bolesne. Co obie panie powiedzą, gdy jutro podczas lunchu Lee zdetonuje swój ładunek dynamitu? Nie mógł się doczekać.
Zapadając w sen, zobaczył jeszcze usta Elizabeth i pomyślał, jak by się czuł, gdyby mógł ją pocałować.
– Dziwne, że Nell nie było wczoraj na kolacji – powiedziała Ruby, ściskając Lee na powitanie. – Jak miewa się Sung?
Lee odwzajemnił uścisk i skubnął swój sztywny kołnierzyk.
– Czy muszę zostać w tym na lunch?
– Tak, musisz. Elizabeth przychodzi na mszę do kościoła anglikańskiego, więc będzie w porządnej sukni i kapeluszu na głowie. Nie powiedziałeś, jak miewa się Sung.
– Jak zwykle jest w świetnej formie. Podejrzewam, że lepiej służy mu plutokracja niż odgrywanie roli pekińskiego księcia. Jest ze mnie bardzo zadowolony! Myślę, że żałuje dnia, kiedy się mnie wyrzekł.
– Gdy byłeś maleńkim, rozkosznym tłuścioszkiem, nie mógł wiedzieć, co przyniesie przyszłość – powiedziała Ruby z uśmiechem. – Jego strata, mój zysk.
– Mamo, wczoraj wieczorem mówiłaś, że Nell będzie na kolacji. Czy to nie dziwne, że się nie pojawiła?
– Tak, zdecydowanie. Może była w darwinowskim nastroju i miała zamiar obalić tezę Kościoła anglikańskiego dotyczącą stworzenia świata.
– W wieku sześciu lat? Daj spokój, mamo!
– To naprawdę cudowne dziecko, synu. Interesują ją przede wszystkim nauki ścisłe, ale również wyjątkowo dobrze rysuje, maluje, rzeźbi, gra na fortepianie i harfie. Gdy obejmie palcami oktawę, będę miała konkurencję. Lubię ją, ale wielu ludzi jej nie cierpi. – Uśmiechnęła się. – Jej największym grzechem jest skłonność do szokowania. Czy to nie brzmi znajomo? Teraz, gdy się nad tym zastanawiam, dochodzę do wniosku, że może dlatego właśnie Elizabeth zamknęła ją wczoraj wieczorem na klucz. Nell w ciągu minuty przejrzałaby biskupa, a potem wygłosiła dysertację na temat penisa w stanie spoczynku i erekcji. Uwielbia anatomię, co więcej, dość szybko zdała sobie sprawę, że pewne jej aspekty przy odpowiedniej publiczności stanowią towarzyski dynamit. Lee wybuchnął śmiechem.
– A to psotnica! Ja też ją polubię.
– Wiem, że Elizabeth ma ciężkie życie – wyznała Ruby – ale obawiam się, że życie Nell będzie jeszcze trudniejsze.
– Zapominasz chyba o fakcie, że jest panną Kinross, mamo! Australijską szlachcianką!
– Może być panną Kinross, ale jest również kobietą, Lee. Tymczasem interesują ją tematy, które mężczyźni uważają za zastrzeżone dla siebie. Jest intelektualistką! Oczywiście, Alexander się z tego cieszy, ale nie zdoła przez cale życie chronić jej przed złym traktowaniem i przeciwnikami.
Tak więc gdy nadeszła grupka z kościoła, Lee z ogromnym zaciekawieniem zerknął na Nell. Ujrzał Alexandra. Gdyby obciąć jej włosy na krótko i włożyć krótkie spodenki, miałby przed sobą sześcioletniego Alexandra. To spowodowało u Lee przypływ miłości, ale Nell nie miała zamiaru w ciemno odwzajemniać jego uczuć, najpierw musiała poddać go próbie.
Wcześniej jednak przywitał się z Elizabeth i Anną. Co za śliczne dziecko! Cała Elizabeth z wyjątkiem oczu.
– Poznaj Lee, Anno – powiedziała Elizabeth, trzymając Anne na rękach. – Lee. Potrafisz powiedzieć „Lee”?
– Dolly – powtórzyła Anna, kołysząc się.
– Mogę ją wziąć na ręce? – spytał Lee.
– Będzie płakać, a ja na to nie pozwolę. Szorstka odmowa.
– Nie, nie będzie – zapewnił spokojnie, zabierając Anne z objęć matki. – Widzisz?
– Cześć, Anno – wanno. – Obcałował całą twarzyczkę, co zauroczyło dziecko. Czy nikt jej w ten sposób nie całuje? – Jestem Lee, Anno – wanno. Umiesz powiedzieć „Lee”? Lee, Lee, Lee.
Anna odwróciła się, żeby zarzucić mu rączki na szyję, i odkryła warkoczyk.
– Wąż! – zawołała, ciągnąc Lee za włosy. Elizabeth sapnęła.
– Jade, nie wiedziałam, że Anna umie powiedzieć „wąż”!
– Ja też, miss Lizzy – zapewniła Jade spokojnie.
– Nie wąż, tylko warkoczyk. Chrum, chram – zachrumkał Lee, bez zmrużenia oka znosząc mocne szarpnięcia za włosy. – Jestem Lee. Lee. Lee.
– Lee – powtórzyła Anna, ściskając go. – Lee. Lee. Wokół rozległy się okrzyki zadowolenia i zdumienia.
A także rozgoryczenia.
Co za odważna kruszynka! – pomyślał Lee, oddając Anne Jade, która poszła w stronę kuchni, by spędzić czas z Samem Wongiem.
Lee, Ruby, Elizabeth i Nell usiedli przy stole w prywatnej jadalni Ruby. Nell opadła na poduchę.
– Co robi mój tata, Lee?
– Wraz z Ernstem i Friedrichem Siemensami bada nowy system telegraficzny.
– Och, wiem, Siemens & Halkę – oznajmiła Nell, po czym zmarszczyła czoło. – Moim zdaniem najbardziej interesującym z braci Siemensów jest ten, który ma na imię Wilhelm.
– Całkowicie się z tobą zgadzam, Nell. Tyle że Wilhelm został Williamem i mieszka teraz w Anglii. Mają tam lepsze prawo patentowe niż w Niemczech.
– To państwo, które niedawno się zjednoczyło – oświadczyła Nell – co wszystko wyjaśnia.
– Daj, Nell, trochę czasu hrabiemu Bismarckowi.
– On ma na imię Otto.
– Jesteś zarozumiała – powiedział Lee spokojnie.
– Nie jestem zarozumiała!
– Jesteś. Ludzie, którzy mają prawdziwą wiedzę, nie zadręczają mniej wykształconych rozmówców zbędnymi faktami.
Wiesz, że Bismarck ma na imię Otto, przez przypadek ja też to wiem, ale nie mam zamiaru popisywać się swoją erudycją tylko po to, żeby wywrzeć wrażenie na słuchaczach.
Zarumieniła się i zamilkła – zamknęła się jak wrażliwa roślina pod dotykiem. Opuściła powieki i zacisnęła usta w prostą kreseczkę jak u Alexandra. Obie kobiety w milczeniu zastanawiały się, co powiedzieć, co zrobić. W końcu zignorowały policzek wymierzony w godność Nelclass="underline" Ruby, ponieważ uznała, że to wyjdzie Nell na dobre, a Elizabeth, ponieważ spodobało jej się, że ktoś zrobił to, z czym ona sama sobie nie radziła – dał jej nieznośnej córeczce po nosie. Lee spokojnie jadł swój chiński omlet, jakby nic się nie stało.