Выбрать главу

Elizabeth siedziała po przeciwnej stronie okrągłego stołu, dlatego nie mogła na niego nie patrzeć. Z prawdziwą przyjemnością obserwowała, jak syn Ruby je, jak poruszają się jego usta, przesuwają mięśnie twarzy. Żadnych zbędnych ruchów. Lee uniósł głowę i spojrzał Elizabeth w oczy. Nagle nabrała przekonania, że młodzieniec czyta w jej myślach; nie zarumieniła się, ale przez chwilę wyglądała jak płochliwe zwierzątko zaskoczone nad strumieniem. Potem odgrodziła się od niego powiekami i z udaną przyjemnością jadła omlet. Co tak naprawdę dzieje się za twoją fasadą obojętności, Elizabeth? Co myślałaś, gdy tak bacznie mi się przyglądałaś? Odkryj przede mną swoje tajemnicze wnętrze!

– Ponieważ przebywałeś w szkole, w Anglii, Lee – powiedziała Ruby – nie masz w Kinross przyjaciół w swoim wieku, obawiam się więc, że swoje osiemnaste urodziny spędzisz w towarzystwie nudnych starych kobiet w rodzaju Elizabeth i mnie. Oczywiście, możemy zaprosić anglikańskiego pastora, przyjdzie burmistrz… jest nim Sung.

– Naprawdę nie chcę przyjęcia urodzinowego, mamo.

– Nikt nie chce przyjęcia urodzinowego, ale i tak ci je zorganizujemy. – Ruby uśmiechnęła się łobuzersko. – Szkoda, że nie przywiozłeś ze sobą swojego rajskiego ptaka.

Elizabeth wyglądała na zaskoczoną.

– Rajskiego ptaka?

– Nell, widzę, że już zjadłaś. Wyjdź na zewnątrz.

Nell wyszła, z ogromnym wyrzutem zerkając na Ruby.

– Rajski ptak – wyjaśnił Lee, gdy Nell zniknęła – to dama bardziej ponętna niż cnotliwa. Mam w Anglii kogoś takiego.

– No proszę! Widzę, że Costevanowie wcześnie zaczynają – powiedziała Elizabeth.

– Przynajmniej nie są jałowi! – warknął Lee. Elizabeth wstała z kamienną twarzą.

– Muszę już iść do domu. Wyszła, wołając Jade.

Lee uniósł jedną brew i spojrzał na matkę.

– W końcu udało mi się skłonić madame Lodowiec do jakiejś reakcji – powiedział, wciąż nieco rozdrażniony.

– To moja wina, nie powinnam poruszać tego tematu. Och Lee, nie jestem stworzona do zadawania się z pewnymi ludźmi! – zawołała Ruby. – Próbuję jedynie ożywić potwornie monotonne życie biednej, spiętej dziewczyny! Zazwyczaj z rozbawieniem reaguje na moją wulgarność, nawet gdy ją szokuję. Wyraźnie nie dzisiaj.

– Mam na ten temat inne zdanie, mamo. Elizabeth z jakiegoś powodu mnie nie lubi. – Przygarbił się. – Mimo to nie mogłem pozwolić, żeby obelga pod twoim adresem uszła jej na sucho. Widocznie nikt jej nie nauczył, że jeśli zadaje się razy, należy się liczyć z tym, że samemu również się je otrzyma.

– Och Lee, miałam taką nadzieję, że przypadniecie sobie do gustu! – Ruby zacisnęła ręce na ramionach. – Myślę, że powinniśmy ją przeprosić.

W oczach Lee pojawił się przerażający chłód.

– Prędzej umrę! – powiedział ostro i wyszedł.

Ruby siedziała wśród resztek pierwszego dania, położyła łokcie na stole, oparła brodę na dłoniach i wbiła wzrok w talerz. Z pewnością nie będzie przyjęcia urodzinowego.

Lee przebrał się w ogrodniczki i starą koszulę, po czym poszedł do pustej w niedzielę lokomotywowni. Okazało się, że jeden z parowozów jest częściowo rozebrany. Chłopiec szybko zorientował się, w czym problem, i poprawił sobie zły nastrój, naprawiając maszynę. Kilka godzin później zdał sobie sprawę, że nie zdetonował swojego dynamitu. Jak teraz spełni prośbę Alexandra, skoro Elizabeth zerwała wszelkie, nawet dyplomatyczne stosunki z okropnymi Costevanami?

Trudno byłoby powiedzieć, kto jest bardziej zły i urażony: Elizabeth czy Nell. Cała grupka wróciła do Kinross House w grobowym milczeniu, które przerywała jedynie Anna, bez przerwy powtarzając imię aroganckiego młokosa: „Lee! Lee!”, póki Nell, która miała mniej zahamowań niż matka, nie kazała siostrze po prostu się zamknąć. Dzięki emocjonalnemu ładunkowi wypowiedzi dziewczyneczka zrozumiała to zdanie i zaczęła cicho popłakiwać.

No cóż, sama jestem sobie winna – strofowała się Elizabeth – po co pchałam się do hotelu Kinross? Wystarczy mi towarzystwo samej Ruby, nie potrzebuję następnego sprośnego klauna w postaci jej syna. Takie wspaniałe wykształcenie, wysokie aspiracje, tymczasem potrafi jedynie znieważać! Prawdopodobnie jest świadom, że Alexander i ja nie sypiamy ze sobą, ale jak śmiał sugerować, że jestem jałowa? Bezużyteczna, odsunięta na bok, już nie żona… On i ten jego rajski ptak!

Wciąż kipiała ze złości, kiedy Nell spytała cichutko:

– Jestem zarozumiała, mamusiu?

– Tak! Potwornie! Jesteś jeszcze większym bufonem niż twój ojciec, a Bóg mi świadkiem, że jego zarozumiałością można by obdzielić setkę ludzi!

Nell wybuchnęła płaczem, wpadła jak burza na schody, a potem do swojego pokoju i trzasnęła drzwiami tuż przed nosem Butterfly Wing. Dzięki temu Elizabeth, uwolniwszy się od Jade i Anny, mogła pójść do swoich pokojów, żeby się wypłakać. Gdy zabrakło jej łez, przypomniała sobie, jak wyglądał Lee na skale nad sadzawką. Zbrukał to miejsce – pomyślała z żalem. Nigdy więcej tam nie pojadę.

Tej nocy płonęły dwa światełka: jedno w hotelu, w sypialni Ruby, drugie w Kinross House, w sypialni Elizabeth. Obie panie krążyły niespokojnie tam i z powrotem, nie mogąc zasnąć. Lee, zmęczony pracą, spał jak kamień, nie dręczyły go żadne sny o Elizabeth. Już podjął decyzję: od tej chwili aż do powrotu do Anglii będzie obchodził żonę Alexandra z daleka.

Na tym nie koniec. Rano pocałował matkę na pożegnanie, wsiadł na konia i wybrał się do Dunleigh, do Dewych, którzy bardzo chcieli go zobaczyć. Ruby postanowiła pojechać za nim powozem. Zorganizujemy mu urodziny w Dunleigh. Henrietta jest tylko odrobinę starsza od Lee i dotychczas nie spotkała nikogo, kto wpadłby jej w oko. Kto wie? – zastanawiała się Ruby. Może przypadną sobie do gustu. Nie sądzę, by Charles i Constance mieli coś przeciwko temu.

Niestety, powtórzyła się sytuacja Alexandra i Sophii. Lee bardzo spodobał się Henrietcie, ale w ogóle nie zwracał na nią uwagi.

– Och, co dolega naszym dzieciom? – zastanawiała się Ruby Costevan.

– Mówiąc krótko, Ruby, nie są nami. Wiem jednak, że powodem twoich zmartwień wcale nie są Lee i Henrietta. O co chodzi?

– Lee i Elizabeth nie przypadli sobie do gustu.

– Hmmm – skomentowała Constance tę wiadomość.

W niezwykle subtelny sposób spróbowała wypytać Lee, a na podstawie jego wymijających odpowiedzi doszła do wniosku, że Elizabeth wpadła mu w oko, może nawet aż za bardzo. W związku z tym możliwe – dedukowała Constance – że Lee również aż za bardzo spodobał się Elizabeth. Ponieważ oboje byli ludźmi honoru, podświadomie – tego Constance była pewna – wywołali kłótnię, żeby móc trzymać się od siebie z daleka. Jesteś większym szczęściarzem, niż sądzisz, Alexandrze – pomyślała.

Tak więc Lee przez dwa i pół miesiąca przebywał wszędzie, tylko nie w Kinross. Razem z rozentuzjazmowaną Ruby kursował między Dunleigh a Sydney: przyjęcia, spektakle teatralne, opery, bale, młode kobiety marzące o tym, żeby został w Sydney, albo zapraszające go do ziemskiej posiadłości tatusia. Z matką w roli przyzwoitki rzucił się w wir zabaw i przyjemności, zapominając o całym świecie. Co najmniej kilka dziewcząt próbowało zwrócić na siebie uwagę Lee, ale on był zbyt mądry, by dać się złapać w pułapkę. Przez jakiś czas nie cieszył się zbytnią popularnością wśród młodych mężczyzn. Wszystko się zmieniło, gdy jeden z nich, w nieco gorszym nastroju po drinku, zaprosił go na zewnątrz, by spuścić mu lanie. Lee wyszedł i udowodnił, że nawet jeśli Proctor's jest szkołą dla zarozumiałych ważniaków, jego uczniowie potrafią się bronić za pomocą pięści. Zresztą Lee wcale nie ograniczył się do użycia pięści. Gdy jego przeciwnik zaczął stosować nieczyste zagrania, Lee wykorzystał kilka sztuczek, których nauczył się od Chińczyków. Po tej przygodzie uznano go za klawego faceta, zaakceptowano warkoczyk i całą resztę. Poza tym wieść gminna niosła, że jest głównym spadkobiercą Alexandra Kinrossa, który nie miał synów.