Выбрать главу

Pobyt Lee w Kinross szybko dobiegł końca. Dni wypełnione wydarzeniami towarzyskimi minęły jak jedna chwila, nadeszła pora wsiadać na statek. Wcześniej jednak trzeba było wrócić na chwilę do Kinross – choćby tylko po to, żeby zdetonować ładunek dynamitu. W końcu Lee zdecydował się na dwa mniejsze wybuchy: najpierw postanowił powiedzieć o wszystkim matce, a potem poszukać okazji do spotkania z Elizabeth i poinformować ją osobno.

– Mamusiu, Alexander prosił, żeby przekazać ci od niego wiadomość – powiedział Lee, wciągając powietrze w płuca. – W lutym razem z Elizabeth, Nell i Anną masz popłynąć do Anglii.

– Lee!

– Wiem, że to szok, ale jeśli nie zdecydujesz się na tę wyprawę, Alexander będzie zły. Chce przed powrotem do domu pokazać wam Wielką Brytanię i Europę.

– Och, to cudowne! – Po chwili radość zniknęła z jej twarzy. – Ale co powie Elizabeth? Nasza przyjaźń legła w gruzach, Lee.

– Bzdura! To ja jestem solą w oku Elizabeth, nie ty, a mnie tam nie będzie. Będę w Cambridge, zbyt zajęty, by zabawiać całą menażerię Alexandra. Jeśli znajdziesz czas, będziesz mogła mnie odwiedzać.

– Czy Elizabeth już wie?

– Nie, właśnie jadę jej powiedzieć – oznajmił z lekką drwiną. – I jeśli zdołam – naprawić swoje błędy. Gdy zniknę jej z oczu, z pewnością będzie zachwycona tym pomysłem.

Poszedł na spotkanie w stroju roboczym, stanął w drzwiach ze zniszczonym kapeluszem w ręku i spytał panią Surtees, czy pani Kinross może porozmawiać z nim w ogrodzie. Gospodyni dziwnie mu się przyjrzała, ale kiwnęła głową i odeszła. Podszedł do rabatek z różami; każdy krzaczek był starannie przycięty.

– Róże w tym miejscu dobrze rosną… mają nieco chłodu – powiedział, gdy pojawiła się Elizabeth.

Miała nieufną minę.

– Tak. Wkrótce zakwitną. W Australii wiosna wcześnie się zaczyna.

– A zima jest bardzo krótka w porównaniu ze szkockim Kinross.

– Powiedziałabym raczej, że w ogóle nie ma tu zimy. Błąd – pomyślał zrozpaczony. Nie możemy tracić czasu na rozmowę o porach roku. Uśmiechnął się do niej, doskonale zdając sobie sprawę z efektu, jaki wywiera jego uśmiech na kobietach w każdym wieku. Tymczasem Elizabeth stała się jeszcze bardziej wyniosła. Boże, jak do niej dotrzeć?

– Jak się miewasz? – spytał.

– Bardzo dobrze. Ostatnio rzadko widywałam ciebie i Ruby.

– Przepraszam, że postąpiłem jak egoista i ukradłem ci matkę, ale potrzebowała pewnej odmiany.

– Śmiem twierdzić, że wszyscy potrzebujemy pewnej odmiany.

– Łącznie z tobą?

– Chyba tak.

Skoczył na głęboką wodę.

– W takim razie przynoszę dobre wieści. Prawdę mówiąc, mam wiadomość od Alexandra. Twój mąż chce, żebyś w lutym razem z Nell, Anną i moją matką przypłynęła do Anglii. Myślę, że to miła odmiana.

Tym razem płochliwe zwierzątko widoczne w jej oczach ogarnęła tak wielka panika, że Lee niemal widział, jak odbija się od jednej ściany klatki, potem od drugiej, uderza o nie, nie zwracając uwagi, jak bardzo się rani. Kiedy jednak zrobił krok do przodu, żeby podtrzymać chwiejącą się Elizabeth, cofnęła się, jakby chciał wyrządzić jej krzywdę.

– Nie, nie, nie, nie! – wołała cicho.

Zażenowany i zdezorientowany, patrzył na nią jak na kogoś obcego.

– Chodzi o mnie? – spytał. – Czy to ja tak cię przerażam, Elizabeth? Jeśli tak, nie masz się czego bać. Nie będzie mnie tam. Będę w Cambridge ze swoim… ze swoim rajskim ptakiem. Nigdy więcej cię nie zobaczę, przyrzekam! – wyłkał ze złamanym sercem.

Ukryła twarz w dłoniach, zza jej palców dobiegł głos:

– To nie ma nic wspólnego z tobą. Nic a nic! Powstrzymując łzy, zrobił krok w jej stronę i zatrzymał się.

– Jeśli nie chodzi o mnie, to co się dzieje, Elizabeth!?

– Nic się nie dzieje.

– Bzdura, musi być jakiś powód twojego zachowania! Powiedz mi, proszę.

– Jesteś chłopcem. Nie zrozumiesz! – Opuściła dłonie i spojrzała na niego pustymi oczami. – Nie jesteś w stanie zrozumieć. Powiedz po prostu Alexandrowi, że nie mogę przyjechać. Nigdzie nie pojadę!

– Usiądź, nim upadniesz.

Zdobył się na odwagę, o którą nawet siebie nie podejrzewał, ujął Elizabeth za ramiona i zmusił ją, by usiadła na trawie – och, wydawała się taka szczupła, taka krucha! Co ciekawe, wcale nie próbowała wyrwać się z jego uścisku, wręcz oparła się na nim. Dzięki temu poczuł jej delikatny zapach – jaśminu i gardenii. Opuścił ręce, kucnął, skrzyżował nogi i usiadł obok niej, ale nie za blisko.

– Wiem, że jestem tylko chłopcem. Wiem, że nic dla ciebie nie znaczę, ale jestem wystarczająco dorosły, by żywić męskie uczucia. Musisz mi powiedzieć, o co chodzi – jeśli mi powiesz, może zdołam pomóc tobie i sobie. Czy chodzi o dzieci? Trudy związane z zabraniem ich do Anglii, z przewiezieniem Anny? – Kiedy nie odpowiedziała, szybko ciągnął: – Obiecuję, że nie będziesz miała z tym żadnych problemów. Alexander chce, żeby razem z wami pojechało pięć sióstr Wong i Butterfly Wing. Zarezerwował dla was cały pokład na parowcu; będziecie podróżować w luksusowych warunkach. Kiedy dopłyniecie do Londynu, dostaniecie do dyspozycji wynajęty dom przy Park Lane, naprzeciwko bramy do parku. Są tam stajnie, padok, powozy i konie oraz służba od kamerdynera po pomoce kuchenne. Wspaniałe warunki!

Nadal się nie odzywała, jedynie patrzyła na niego jak na kogoś obcego, kto wcale nie jest obcy – jak to możliwe?

– W takim razie chodzi o moją matkę, tak? Chodzi o Ruby? Słowo daję, Alexander nie chce wprawiać cię w zażenowanie. Moja mama dla każdego, kogo spotkacie, będzie twoją najlepszą przyjaciółką, która podróżuje z tobą, żeby pomóc ci przy dzieciach. Alexander obiecał, że będzie chodzącą dyskrecją. Jeśli więc chodzi o moją matkę, nie masz się o co martwić.

Twarz Elizabeth się nie zmieniła, chociaż Lee jeszcze bardziej się nachylił, rozpaczliwie szukając sposobu, by namówić ją na wyjazd.

– Nie chcę jechać! – powiedziała w końcu przez zaciśnięte zęby, jakby czytała w jego myślach.

– To głupota. Wakacje dobrze ci zrobią, Elizabeth. Wyobraź sobie, ilu ludzi spotkasz! Królowa jest stara i zmęczona, ale książę Walii obraca się w kręgach towarzyskich, a Alexander dość dobrze go zna.

Elizabeth milczała.

– Odwiedzisz Lake District – kontynuował – Kornwalię i Dorset, a jeśli będziesz chciała, to nawet Szkocję i Kinross. Zobaczysz Paryż i Rzym, Sienę, Wenecję, Florencję, zamki w Hiszpanii i saraceńskie fortece na Bałkanach. Opłyniesz wyspy greckie, odwiedzisz Capri i Sorrento. Maltę. Egipt.

Wciąż siedziała bez słowa, przyglądając mu się w dziwny sposób.

– Jeśli nie chcesz tego zrobić dla Alexandra – powiedział Lee – w takim razie zrób to dla mojej matki. Proszę, Elizabeth, proszę!

– Och – westchnęła ze znużeniem w głosie. – Wiem, że muszę jechać. Po prostu jestem zaszokowana, to wszystko. Gdybym nie pojechała, jedynie pogorszyłabym sprawę. W końcu nie mogę uciec. Mam dwie córeczki. Jedna z nich poradziłaby sobie beze mnie, ale druga nie. Muszę spełnić prośbę Alexandra.

Czyżby między nią a Alexandrem było aż tak źle? Oczywiście, Alexander ma moją matkę, tymczasem Elizabeth nie ma nikogo – oprócz dzieci.