– Jesteś dobrym inżynierem, Lee, ale żaden z ciebie biznesmen – obwieścił Alexander.
– Czuję się tak, jakby poturbował mnie tygrys, mamo – powiedział Lee do Ruby, gdy spotkali się tego wieczoru na drinku.
– Jest aż tak źle, moje nefrytowe kociątko?
– Aż tak. – Lee zamiast sherry nalał sobie szkocką whisky i nie rozcieńczył jej. – Wiem, że nie jestem tak doświadczony jak on, ale nie zgadzam się z Alexandrem, który uważa, że niepotrzebnie wydaję pieniądze. Nagle przestał zwracać uwagę na bezpieczeństwo. Mógłbym się z tym zgodzić, gdyby nie oznaczało to śmiertelnego zagrożenia dla przynajmniej kilku pracowników, ale naprawdę oznacza, mamo!
– Niestety, to on jest głównym akcjonariuszem – przypomniała Ruby. – Cholera!
– Właśnie! – Lee wybuchnął śmiechem i nalał sobie drugą whisky. – Równie gównianie wygląda sprawa samego gówna!
Oczyszczalnia ścieków na gwałt wymaga remontu, który zatwierdziłem, tymczasem właśnie usłyszałem, że to zbędne. Znam Alexandra od bardzo dawna i nigdy nie uważałem go za skąpego Szkota, ale teraz właśnie się nim stał.
– Dlatego, że za oceanem słuchał złych doradców. Ludzi, którzy gotowi byliby ogolić szylinga, gdyby to oznaczało, że na każdych stu funtach oszczędzą ćwierć pensa. Niech to diabli – powiedziała Ruby, podrywając się na równe nogi. – Osiągamy tak ogromne zyski, Lee! Nasze koszty stałe są zupełnie nieistotne w porównaniu z tym, ile zarabiamy. Poza tym nie mamy udziałowców, których trzeba by było zadowolić; wciąż jest jedynie czwórka wspólników – założycieli firmy. Nikt z nas się nie skarży. Jak moglibyśmy, na litość boską? – Ona również sięgnęła po whisky. – No cóż, na następnym posiedzeniu zarządu możemy go poinformować, że nie aprobujemy takiego postępowania.
– Zignoruje nasz protest – stwierdził Lee.
– Nie mam ochoty wybierać się dziś do Kinross House na kolację.
– Ja też, ale musimy pojechać, choćby tylko ze względu na Elizabeth.
– Powiedziała mi – zmieniła temat Ruby, owijając pierzaste boa wokół szyi – że byłeś dla niej bardzo miły.
– Musiałbym mieć serce z kamienia, żeby nie być wobec niej miłym. – Z rozbawieniem zerknął na boa. – Skąd to wytrzasnęłaś?
– Kupiłam w Paryżu. Problem w tym – wyjaśniła, kopiąc tren, żeby obrócił się wraz z nią – że to cudo linieje jak stara kotka. – Zachichotała. – Tymczasem to ja jestem starą kotką.
– Dla mnie zawsze będziesz młodym kociaczkiem, mamo.
Kolacja zaczęła się dobrze, zważywszy, że zasiedli do niej tylko we czwórkę. Alexander znów przez chwilę zachowywał się tak jak dawniej, więc Elizabeth starała się prowadzić beztroską rozmowę.
– Rozbawi cię pewnie, Alexandrze, wiadomość, że tocząca się w kolonii wojna między różnymi wyznaniami jeszcze bardziej przybrała na sile, ponieważ pojawiły się trzy nowe odłamy: adwentyści dnia siódmego, metodyści i Armia Zbawienia.
– Jest również grupa, która wywodzi się ze wszystkich religii. – Lee gorączkowo podchwycił temat. – Jej wyznawcy nazywają się sabatarianami i uważają, że w niedzielę nie wolno robić niczego, nawet odwiedzać muzeów ani grać w krykieta.
– Phi! – prychnął Alexander. – Nikt z nich nie jest tu mile widziany.
– Niemniej w Kinross jest sporo katolików, którzy nie są zbyt zadowoleni, że sir Henry Parkes wstrzymał pomoc stanową dla ich szkół – ciągnęła Elizabeth, podając sałatkę. – Oczywiście, on sam myślał, że w ten sposób zmusi dzieci katolików do tego, by chodziły do szkół stanowych, ale to mu się nie udało. Trwa ciągła walka.
– Wiem o tym! – warknął Alexander. – Wiem również, że Wielki Polityk jest protestanckim bigotem, który gardzi Irlandczykami, więc może zmienilibyśmy temat?
Elizabeth oblała się pąsem, spuściła głowę i jadła sałatkę, jakby sos zrobiony był z cykuty. Wściekły na Alexandra Lee marzył tylko o tym, by uścisnąć dłoń Elizabeth i pocieszyć ją. Nie mógł jednak tego zrobić, w związku z tym zmienił temat.
– Zakładam, że wiesz o federacji.
– Jeśli masz na myśli fakt, że kolonie postanowiły utworzyć Związek Australijski, to, oczywiście, wiem – przyznał Alexander.
Jego twarz się rozjaśniła; wyraźnie wolał rozmawiać z Lee niż z Elizabeth.
– Mówiło się o tym od lat.
– No cóż, na pewno w końcu do tego dojdzie. Trwa poważna debata, kiedy to nastąpi, ale według najświeższych wiadomości na początku nowego wieku.
Ruby wyglądała na zdezorientowaną.
– To znaczy w roku tysiąc dziewięćsetnym czy tysiąc dziewięćset pierwszym?
– Och, z tym zawsze jest wielki problem – przypomniał Lee, uśmiechając się. – Część ludzi uważa, że nowy wiek zaczyna się w roku tysiąc dziewięćsetnym, inni twierdzą, że dopiero w tysiąc dziewięćset pierwszym. Widzisz, wszystko zależy od tego, czy uzna się, że między pierwszym rokiem naszej ery i pierwszym rokiem przed naszą erą był tak zwany rok zerowy. Przedstawiciele Kościoła upierają się, że rok zerowy jest zbędny, tymczasem matematycy i ateiści mówią, że musiał być. Spotkałem się z argumentem, że gdyby nie było roku zerowego, wówczas Jezus obchodziłby swoje pierwsze urodziny dopiero dwudziestego piątego grudnia roku drugiego, a w chwili ukrzyżowania – osiem miesięcy przed swoimi trzydziestymi trzecimi urodzinami – miałby zaledwie trzydzieści jeden lat.
Ruby wybuchnęła śmiechem, Elizabeth zdobyła się na pół – uśmieszek, ale Alexander wyglądał na wściekłego.
– To wszystko bzdury! – warknął. – Kolonie zjednoczą się w roku tysiąc dziewięćset pierwszym, niezależnie od tego, kiedy urodził się Jezus.
Po tym stwierdzeniu rozmowa się urwała.
– On nienawidzi przebywać w domu – zdradziła Ruby, gdy jechała z Lee kolejką.
– Wiem, mimo to nie powinien wyładowywać się na Elizabeth, mamusiu. Ona po prostu zwija się w kłębek.
– Alexander jest znudzony, Lee, potwornie znudzony.
– Jest po prostu gburem!
– Spróbuj go tolerować, proszę! Uspokoi się – zapewniła Ruby.
Lee tolerował potworne znudzenie Alexandra najlepiej, jak umiał – zostawił mu wszystkie decyzje finansowe (zresztą Alexander i tak tego zażądał) i trzymał się z daleka, gdy tylko było to możliwe. Gdy Alexander był w kopalni, Lee odwiedzał oczyszczalnię; kiedy Alexander wybierał się do laboratorium, Lee zajmował się przebudową mostu. Tutaj udało mu się odnieść zwycięstwo; mimo wprowadzenia ostrego programu oszczędnościowego Alexander dostrzegł, że budowla jest zbyt słaba i wymaga remontu.
Elizabeth znajdowała się w znacznie trudniejszej sytuacji, ponieważ wieczorami nie miała dokąd uciec przed mężem. Pokłócił się z Ruby, która zrugała go za złe traktowanie Lee, więc usłyszała, żeby pilnowała własnego nosa, a dokładniej – hotelu Kinross. Zemściła się, wyrzucając go z łóżka. Sytuacja Elizabeth jeszcze bardziej utrudniała Nell, która nie posiadała się z radości z powodu powrotu tatusia i jeśli tylko nie miała lekcji, łaziła za nim wszędzie, jakby ją ktoś przykleił. Gdy Alexandra nie było, Nell i Elizabeth znacznie lepiej się dogadywały. Teraz wszystko się zmieniło – przede wszystkim dlatego, że Elizabeth bardzo głośno protestowała przeciwko decyzji Alexandra o wysłaniu córki w marcu przyszłego roku na uniwersytet, na wydział inżynierii. Przecież Nell będzie miała zaledwie piętnaście lat! Oczywiście, dziewczynka bardzo chciała studiować i zakochała się w ojcu po uszy, gdy powiedział, że popiera jej pomysł, po czym pochwaliła się tym matce.
– Trzeba być okrutnikiem, żeby wysyłać piętnastoletnią dziewczynkę w świat mężczyzn – powiedziała Elizabeth do Alexandra, gdy uznała, że mąż jest w dobrym humorze. – Wiem, że jest wystarczająco mądra, by zdać w tym roku egzaminy wstępne, ale zrobiłaby to o cztery lata wcześniej niż normalnie. Nie zaszkodziłoby jej, gdyby jeszcze przez rok została w domu.