Выбрать главу

Svenek przeżywa to wszystko bardzo. Siedzi w pracy, a myśli o mnie, co robię, czy mnie boli, czy wymiotuję. Też jest mu ciężko. Ciągle powtarza, że to wszystko przeżyjemy i będzie dobrze. Dobrze, że go mam.

Całuję mocno – Tam

20 września 2000

Cześć, kochanie!

Tak mi strasznie smutno, jest wieczór, właśnie sprawdziłam pocztę i dostałam twój list. Jestem rozbita, ale czuję, że muszę ci szybko odpisać. To jest jednak bardzo trudne. Taką miałam wielką nadzieję, że już wszystko będzie dobrze. Martwiłam się, gdy mówiłaś ostatnio, że tak cię bardzo boli.

Nie mogę jeszcze uwierzyć w to, że ta pieprzona choroba nie chce ci dać spokoju. Chcę, żebyś wiedziała, że myślę o tobie bardzo mocno i wierzę z całej siły w to, że przyjdzie czas, gdy będziemy wymieniać emalie z opisami pogody i beztroskimi, nieważnymi plotkami.

Bardzo się cieszę, ze w tych najtrudniejszych chwilach Svenek tak bardzo staje na wysokości zadania i nie zawodzi. Bardzo go pozdrawiam.

Tamarko, trzymaj się, jak potrafisz najdzielniej. Jestem z tobą cały czas. Jeśli masz siłę i ochotę, to pisz do mnie, jeśli nie, odezwij się co jakiś czas.

Całuję bardzo mocno – Dagmara

20 września 2000

Dzień dobry wam,

Właśnie wróciłam z Turcji i żałowałam, że wasz adres został gdzieś w komputerze, a nie u mnie w notesie. Myślałam o tobie, ze jeśli wyjedziesz i zajmiesz się angielskim i nowymi ludźmi, to będzie dużo, a tu takie informacje. Fatalnie.

Tam, jak trafiliście na to, że niemiecka klinika jest lepsza? Czy nie lepiej zostać w kręgu lekarzy, którzy już znają cię od środka? Zresztą sama nie wiem, co można stracić, a w kim jest jeszcze nadzieja.

Tam, jak długo trwa chemioterapia, czy na święta już będzie po wszystkim? Staram się wyobrazić sobie, jak ciężko jest walczyć z własną bezsilnością fizyczną, ale chyba powinnaś mieć wiarę i moc, bo to chyba cos innego niż siła – przede wszystkim dla Svena, rodziny, starych znajomych.

A może zdarzy się cud. Przecież nie można w to nie wierzyć. Nie, nie pisz mi o pogodzie. To chyba ostatnia rzecz, która mogłaby mnie zainteresować. Pisz tak, jak chcesz. Też się cieszę, że Sven jest przy tobie. Wcale nie jest fajnie, że jesteście tak daleko, tym bardziej że nie możesz skorzystać ze wszystkiego, co dalby ci ten pobyt tam.

Będę się modliła o lepsze jutro.

Pozdrawiam mocno – Kasia

Tamara

21 września 2000

Dzisiaj wizyta u doktora Bondue. Mówiliśmy mu już, że przenosimy się do Niemiec, i przyjął to całkiem spokojnie. Nie wiem, czy dobrze robimy, ale na pewno finansowo będzie nam łatwiej, zwłaszcza że mamy już niemieckie ubezpieczenie – pokazujesz kartę i cyk. Doktor Bondue będzie się dalej opiekować mną w Brukseli.

Dzisiaj znowu wymiotowałam. Dziwne to jest. Co jakiś czas wymioty wracają. Może mój żołądek ma dość chemii i różnych tam specyfików? Oby tak było, a nie był to na przykład rak.

Teraz myślę o śmierci więcej niż kiedykolwiek. Czuję, że jest blisko mnie, ale jeszcze nie atakuje. Najgorsza jest niepewność: co ze mną będzie. Ale może lepiej niepewność niż wyrok: niestety nic już dla pani zrobić nie możemy.

A za oknem cudowna pogoda, świeci słońce, na niebie żadnej chmurki. Jak w lecie, a przecież jest wrzesień. W Irlandii też musiało być cudownie. Miałam tam jeździć na rowerze z fruwającym szalikiem wokół szyi…

Boże, zmiłuj się nade mną.

Dla Svenka!

Znajdziesz mnie w szeptach traw kochany

Usłyszysz w locie ćmy

Będę gdzie piach i pył

Będę gdziekolwiek byś był

Będę w spojrzeniu kocich oczu

Będę w milczeniu drzew

Jestem w mijaniu dni

Jestem twym cieniem gdy śpisz

Tak jakbym wciąż żyła

A ty jakbyś mógł jeszcze raz dotknąć moich ust

Księżyc to niemy mój posłaniec

Noc to cień moich rąk

Wiatr niespokojny duch

Pamięta dziś każde z mych słów…

Tak jakbym wciąż żyła

A ty jakbyś mógł jeszcze raz dotknąć moich ust

Sven

24 września 2000

Wczoraj moi rodzice przywieźli perukę, którą Tamara wybrała sobie tydzień temu z katalogu. Jest bardzo zadowolona. Na pewno nikt poza naszymi znajomymi nie zauważy, że to peruka. Nawet ma balejaż. Tamara bardzo dobrze w niej wygląda. Od razu chciała wyjść tak na ulicę. W mieście kupiliśmy telewizor z magnetowidem. Dzisiaj pojechaliśmy na spacer do lasu. Ładna pogoda, Tamara w dobrej formie. Wieczorem oglądaliśmy film z naszego ślubu.

25 września 2000

Hej, Svenki,

Za oknem już jesień, ale na razie nie jest taka zła – śliczne kolory drzew, dużo słońca i kasztanów. Wczoraj mieliśmy niedzielę wycieczkową, bo pojechaliśmy sobie cala rodziną do Lasu Kabackiego na rowerach (Baśka to uwielbia, siedzi sobie w foteliku, śpiewa i podziwia świat, a jak się zmęczy, to wali głową w tyłek ojca albo patrzy w dół, jak kręci się koło) i trochę się też pobyczyliśmy na łączce. Trzeba było się mocno starać, żeby w pogodną niedzielę znaleźć ścieżkę bez tabunów szalonych rowerowiczów albo snujących się smętnie zakochanych – ale jakoś się to nam udało.

Wszędzie dookoła rosną nowe osiedla i domki jak grzyby po deszczu – niedługo zrobi się tu bardzo tłoczno. Wtedy kupimy sobie jakiś domek w lesie. Za tydzień do pracy, najpierw się cieszyłam, ale teraz trochę mi się nie chce (rozleniwiłam się) i żal mi też Baśki. Ona teraz jest coraz fajniejsza, już taki z nią jest kontakt super. Ale potrafi też wystawiać pazury i kły – dosłownie i w przenośni – bo nie tylko chce udowodnić, że ona w tym domu rządzi, ale często używa do tego metod takich jak drapanie i gryzienie. Znaleźliśmy też opiekunkę. Nie jest to mój ideał, ale myślę, że z nią Bacha będzie bezpieczna. Zobaczymy w trakcie, czy będzie z niej dobra niania.

Tamarko, ty też do pracy od października? Chyba lepie] mieć takie zajęcie niż siedzieć samej w domu. Dobrze jest zająć głowę innymi myślami. Czarne myśli należy wygonić i póki siedzisz w domu, to czytaj wesołe książki (Agatha Christie in English), a w pracy to już nie będziesz musiała się specjalnie starać, żeby myśleć o czymś innym. Jesteś bardzo dzielna i na pewno ukręcisz tej podłej chorobie łeb. Szkoda, że jesteście tak daleko.

Całuję was mocno od nas trojga i czekam na odpowiedz – Asia

Tamara

26 września 2000, Eschweiler

Jestem w klinice w Eschweiler koło Aachen. Teraz to będzie mój drugi dom. Zbadali mnie trochę, teraz mają się naradzić, co ze mną dalej robić, jaką chemioterapię zastosować. Potem wydadzą wyrok. Jestem bardzo słaba, prawdopodobnie to z powodu anemii. Jestem chuda jak szczypior, 49 kilo. Czuję się fatalnie, zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Psychika: mam wrażenie, że oszaleję, że nie mam wpływu na to, co się ze mną dzieje. Boże, czy będę żyła? Czy będę żyła? Czy będę żyła?

Wszystko wskazuje na to, że nie. Jeśli tak szybko były przerzuty, to znaczy, że rak bimba sobie na wszelkie chemie i radioterapie. Albo może złą chemioterapię zastosowano? Może ta teraz będzie bardziej efektywna?

Svenek był tu ze mną rano. Przyjechaliśmy wczoraj wieczorem i nocowaliśmy u Markusa i Beatę. Teraz Mac musi wracać do Brukseli, głosowanie, posłanka czeka na niego. Zostaję sama, otoczona Niemcami. Mam nadzieję, że wszystko zrozumiem i że wszystko będzie dobrze.

Mam ciągle niedobre myśli i czuję się naprawdę fatalnie. Różne bóle, nerki, nogi. Co jeszcze, co jeszcze? Boję się tej chemioterapii. Jeśli teraz już tak się źle czuję? Co będzie ze mną, Boże?