Выбрать главу

Nie uwierzycie, ale mam w domu Internę! i mogę do woli wysyłać wiadomości. Ale co najfajniejsze, to mogę siedzieć w Internecie 24 na dobę, słuchać polskiego radia, oglądać wiadomości, czytać gazety i w ogóle… Mamy stałe łącze i wszystko działa zadziwiająco szybko, bo przez kablówkę. Cudny jest ten świat.

Ciągle jest u mnie moja siostra, f a czuję się tak sobie. Boli mnie tu i ówdzie. Boli to chyba słabe słowo, czasami myślę, że zwariuję. Podobno guz naciska na nerwy. Znowu podobno…

Dzisiaj przyjechały stare Macki, więc jesteśmy w piątkę. futro może zrobimy mały wypad nad morze albo do Brugii. Jeśli pan Ból pozwoli oczywiście.

Pogoda w Brukselce jak w Brukselce – pada. Ale do wczoraj było naprawdę fajnie. W połowie listopada pojawi się na trzy dni moja przyjaciółka Kasia Paciorek, sprawa postanowiona, bo zakupiła bilety lotnicze. Dominik-mąż zezwolił, będzie mógł w spokoju pojechać na ryby, bo to jego nowe hobby. Kacha jest w ciąży.

Czy wy jedziecie na tę pielgrzymkę autokarem? Mam nadzieję, ze nie, bo to lekki koszmar dla dziecka. Ale i tak fajnie, la bella Italia, pewnie jest tam jeszcze całkiem ciepło. Jaki jest program, zwiedzicie cosik? Czekam na emalie nowointernetowe. Oczywiście teraz będę pisała częściej. Tak że będziecie mieli już dość moich emalii.

Całuję mocno! – Tam

28 października 2000

Cześć!

Co tam słychać w wielkim świecie? W domu wszystko OK! W Zielonej zima już przyszła i jest strasznie zimno. Chyba nawet kupię sobie ciepła kurtkę. Wczoraj miałem disco w budzie ale nie poszedłem bo moja klasa narozrabiała i dyr niepozwolił nam wejść. Kończę bo idę zjeść śniadanie!

ps. sorka za ortografię. Napiszcie!

28 października 2000

Ale czadowe kolory i w ogóle. Podobają mi się cze i nara. Wszyscy się śmiali przy śniadaniu. Co tam jecie w Zielonej? My croissants i tosty. Pogoda jest pod psem i pada. Mieliśmy dzisiaj jechać do Brugii i dupa z tego. Chyba że stwierdzimy, że nie jesteśmy z cukru. Anka chce pisać. – Tam

Maleńki, nie martw się tym, ze pogoda jest straszna. Musimy się do tego już przyzwyczaić. Zobaczymy się na weekend. Będę wracała pociągiem do Berlina.

Do zobaczyska. Nar – An

Sven

28 października 2000

Dzisiaj pojechaliśmy wszyscy na wycieczkę do Brugii. Tamara bardzo się cieszyła, że wreszcie widziała coś innego niż nasze mieszkanie, szpital i Brukselę. Na szczęście o tej porze nie ma tabunów turystów. Podziwialiśmy po raz kolejny architekturę, kanały i atmosferę Brugii, miasta, które jest muzeum swojej dawnej świetności. Ku naszemu zdziwieniu Tamara wytrzymała trzy godziny. Na nasze pytania słyszeliśmy zawsze tę samą odpowiedź: „Jeszcze wytrzymam. Możemy iść dalej. Odpoczywać mogę przecież później w domu. Trzeba korzystać”. Cała Tamara. Jeśli czegoś chce, nie ma przeszkód. Ale kiedy usiedliśmy w kawiarni, szybko oczy jej się zamknęły ze zmęczenia. Bardzo udany wypad i nawet nie było deszczu.

29 października 2000

Wreszcie będzie mniej ciszy w eterze (I hope).

U nas ciągle złota jesień całkiem czasami letnia, kolejny weekend ze słońcem, cudnymi kolorami i do tego bardzo ciepły, nie chcę wcale zimy. Ale jest to nieuniknione (jej nadejście, znaczy się).

Pierwszy miesiąc w pracy już prawie mija, ale za bardzo to ja się nie napracowałam. Za tydzień jedziemy na pielgrzymkę do Rzymu z Baśką. Najpierw się cieszyłam, że jedziemy całą rodziną, a teraz się zastanawiam, jak to będzie. Co prawda to tylko cztery dni, ale program napięty… A dziś po jednej mszy już miałam dosyć. Ciągle trzeba za nią chodzić, bo drepta co prawda dopiero od dwóch tygodni, ale już wszędzie wlezie, i to potrafi naprawdę szybko zasuwać. A poza tym bardzo głośno się domaga tego, czego właśnie chce, oraz jeszcze głośniej wyraża swoje niezadowolenie. Uparta bestia… Ale bardzo słodka.

Teraz jest dziesiąta, ale tak naprawdę to jedenasta, i troszkę bierze mnie na spanie (zmiana czasu).

Dobra, spadam – i czekam na szybką odpowiedz – tylko się nie uzależnij od tego Internetu, dziecko drogie. Całuję – Asia

31 października 2000

Cześć, Jagód!

W końcu cud się stał i mam Internet w domu. Przyszedł jakiś cudotwórca i zainstalował nam te wszystkie dobra. Siedzimy teraz z Franią-Anią non stop w Internecie, bo łącze mamy stale i płacimy miesięczny abonament. Czytam sobie „Politykę”, słucham Trójki, naprawdę można się uzależnić, bo po dwóch godzinach myślę, że minęło pół godziny.

W Brukseli dzisiaj pogoda jest do bani, bździna i pada na przemian, a do tego wieje koszmarny wiatr, futro Wszystkich Świętych, a Macek pracuje. Jego umowa o pracę jest podpisana w Bremie, która leży w landzie protestanckim i dlatego nie ma takiego święta. Trochę kiepsko, dobrze chociaż, że świętują Boże Narodzenie. My z Anią wybieramy się na cmentarz zobaczyć rzeźby Rodina i poszukać nastroju z Polski. Chociaż nie sądzę, że tutaj to takie ważne święto. Ludzie są przede wszystkim egoistami.

Ja czuję się tak sobie, w przyszłym tygodniu znowu cztery dni chemioterapii. Muszę dojeżdżać codziennie do Aachen, ale na szczęście przyjeżdża Liesel, moja teściowa, i będzie mnie wozić jako ten szofer samochodem (ostatnim razem też przyjechała). Takich mam teściów! Nie wiem, co byśmy bez nich zrobili. Są cudowni, wyrozumiali, pełni poświęcenia, przyjeżdżają na każde zawołanie. Moja rodzina też staje na wysokości zadania.

Tak naprawdę to chciałabym, żeby mnie wszyscy zostawili w spokoju. Mam dość tych chemioterapii!

Ania wyjeżdża w sobotę. W połowie listopada wpadnie do mnie moja przyjaciółka z Warszawy. A tak poza tym nie wiem, co będę robiła. Beznadzieja jedna, tam staż, a ja w domu.

A co u ciebie, jak Przemyk – tak Svenek gdzieś napisał, bo „przecież Przemysław”.

Całuję mocno. Lecę do supermarketu po zakupy, bo jutro dzień wolny i pojutrze chyba też – Tam

l listopada 2000

Paciorki kochane!

Jest l listopada, Święto Zmarłych. Siedzimy z Frania w domu, bo Mac w pracy, a pogoda taka, że lepiej nie mówić – leje jak z cebra. Od kilku dni mam w domu Internet, a więc serfuję sobie bez ograniczeń.

Frania w sobotę jedzie do Polski i będzie mi smutno, bo naprawdę bardzo mi tu pomagała. W przyszłym tygodniu mama Svena znowu będzie mnie codziennie woziła do Aachen na chemioterapię. Trochę mam już tego wszystkiego dosyć. Jakoś brakuje mi wiary, że będzie lepiej. Guz naciska na jakieś sploty nerwowe i dlatego bardzo mnie boli, czasami godzinami wiję się z bólu i nie pomaga żadna tabletka.

Cieszę się już na przyjazd Kaśki, mam nadzieję tylko, że będę w formie i nie przestraszę jej swoim ogólnym stanem. Spróbuję wziąć się jakoś w garść. Sven będzie na lotnisku,

Całuję was mocno i czekam na wiadomości – Tam

l listopada 2000

Witaj, Sven!

Piszę do ciebie, bo chciałabym się dowiedzieć, co z Tamarką. Zamartwiam się, ale nie umiem zadzwonić do jej mamy. Wolałabym się dowiedzieć od ciebie. Napisz mi, czy mogę do niej pisać, czy może listy ją denerwują i nie chce ich dostawać, a może jest zupełnie odwrotnie i właśnie powinnam pisać. Sama nie wiem. Pomóż mi, jeśli możesz. W niedzielę wyjeżdżam na dziesięć dni do Francji, postaraj się do tego czasu mi odpisać. Wyślij również wasz adres brukselski, bo mi się zapodział. Czekam z niecierpliwością na twój e-mail.

Jestem z tobą. Ściskam – Dag

2 listopada 2000

Dago kochana!

– Dostaliśmy od ciebie emalię. Dlaczego miałabym być niezadowolona z tego, że piszesz? Przepraszam, że długo się nie odzywałam, ale byłam w szpitalu, potem przyjechała do mnie Ania na trzy tygodnie i tak czas jakoś zleciał.