Выбрать главу

Cieszę się, że Kaśka przyjechała. Tylko żadnych wielkich wyskoków. Patrzyłam, Tamarko, na twoją rozpiskę i zgadzam się na sobotę 2 grudnia. Mam nadzieję, ze nie będę przeszkadzać, że jeszcze nie macie mnie dosyć.

Trudno, jak już się raz zwaliłam i podobało mi się, to już pewnie tak zostanie.

Dziś rozmawiałam ze Svenkiem i mówił, ze miałaś transfuzję. Jeśli sobie dobrze przypominam, to ostatnio dość dobrze się czułaś. Nie pamiętam sobie jakichś strasznych ataków. Miejmy nadzieję, że tym razem też nie będzie źle,

Tamarko, bardzo się cieszę, że przyjadę, że będę mogła pomóc. Pozdrawiam serdecznie Svenka i Kasię. Rafałowi przekazałam, że jest świnia, i chyba sobie wziął to głęboko do serca.

Całuję was wszystkich – Ań

17 listopada 2000

Cześć,

Ponieważ nie odpisujecie na e-maile, to mam ochotę osobiście sprawdzić, co się z wami dzieje. Żartuję, nie będzie tak strasznie, ale trochę prawdy w tym jest. Chciałabym spędzić kilka dni w Brukseli. Nie moglibyście się rozejrzeć za jakimś hostelem w okresie sylwestrowym? Poproszę oczywiście o to info, jeśli dysponujecie chwilą ku temu. Dzięki z góry i z dołu.

Pozdrawiam gorąco – Kasia

18 listopada 2000

Cześć, Kasiu,

Naprawdę nie piszemy, bo nie możemy. Ja dowiedziałam się, że mam nowego guza, jeżdżę do Niemiec itd. Ogólnie nie jest cudownie. Na sylwestra możesz zatrzymać się u nas. My nie wiemy, co będzie, ale chata jest – Tam

18 listopada 2000

Jasne, to była najgorsza wersja, o której nie chciałam nawet pomyśleć. Zawsze czuję się taka bezradna, gdy coś nowego dochodzi. Już miałam nadzieję, że wrzesień wszystko załatwił. Ale jak słyszę, to nie. Czekam na jakieś info po weekendzie, ale tylko jeśli to nie będzie kłopot dla was. A z Brukselą to nie myślcie o tym, macie ważniejsze sprawy.

Pozdrawiam – Kasia

20 listopada 2000

Cześć, maleństwo!

Dobrze się bawimy, o ile to możliwe oczywiście. W sobotę czułam się bardzo dobrze, wczoraj okropnie, dzisiaj znowu jest dobrze. Chodzimy sobie z Kaśką to tu, to tam. Byliśmy w sobotę w tym sklepie z ozdobami choinkowymi i kupiłam różne takie owoce na nasze drzewko. Jak przyjedziesz, to kupimy choinkę i ubierzemy. Już nie mogę się doczekać.

Wczoraj prawie cały dzień spalam. Wieczorem chcieliśmy pojechać z Kaśką na stary rynek (Grandę Place). Pojechaliśmy, a potem był wielki odwrót, bo tak mi było słabo i w ogóle źle. Dzisiaj byłyśmy tam na górze koło nas, na tej fajnej uliczce ze sklepikami. Kaśka wraca tam po południu wydać pieniądze. Napaliła się na parę rzeczy. Ja w tym czasie trochę pośpię!!! Dla odmiany. Ciągle mam problemy z oczami.

Kocham cię bardzo, całuję całą rodzinkę – Tam

20 listopada 2000

Cześć, Misie!!!

Już jutro więc Kasia jedzie. Szkoda. Ale wkrótce moja kolej. Tamarko, tak sobie myślałam, że jak przyjadę 2 grudnia po chemii, to będzie w sam raz. Tylko teraz się zastanawiam, jak to zrobić, żeby mamy nie zostawiać samej z całym burdelem przedświątecznym. No ale o tym pogadamy później.

Już się cieszę na ubieranie nowej choinki. Może zakupię w Brukselce parę fajnych bombek na naszą. Tamarko, ja ciebie też bardzo kocham i masz mi wracać do zdrowia, bo będziemy miały do pogadania. Całuski i do zobaczenia wkrótce. Ale się cieszę! – Ań

21 listopada 2000

Siostrzyczko,

Kaśka pojechała. Mam nadzieję przynajmniej, bo nie mogłam jej odprowadzić na lotnisko ani nawet na dworzec. Czułam się rano fatalnie. Ale przez te kilka dni było fajnie, plotki, plotki, o wszystkim i niczym, wiesz przecież. W pierwszy dzień to mnie nawet trochę zmęczyła, ale jakoś się wykaraskałam, powiedziałam, że głowa mnie boli, i poszłam się położyć. Niestety cały czas chciało mi się spać, więc też nie mogłam do końca korzystać z tych plotek. Poza tym kupiła sobie kupę rożnistych rzeczy, bombki na choinkę (ja też nam kupiłam, wiesz!), buty, krawaty, i inne, których nie pamiętam.

No i tyle. A więc czekam na twój przyjazd 2 grudnia, będę po chemii. Teraz jadę na taką stacjonarną wersję – kilka dni w szpitalu. Znowu będą patrzyli, czy inna chemia nie pomaga. Tylko ja nie wiem, jakie będą jej efekty.

No nic, Aniu, całuję mocno i do następnego – Tamtamek

21 listopada 2000

Cześć, Dagmarko!

Dziękuję za emalie. Ja czuję się ciągle tak sobie, więc nie mogę pisać zbyt długo. Właśnie wyjechała ode mnie przyjaciółka z Warszawy. Spędziła tu trzy dni i mam wrażenie, że przestraszyłam ją moim ogólnym stanem. Ciągle chemioterapie wykańczają mnie i nawet jeśli widziałaś mnie w maju, to teraz to koszmar. Ważę na przykład 46 kilo.

2 grudnia znowu przyjeżdża do mnie Ania i zostanie aż do świąt. Cieszę się, bo ona bardzo mi tu pomaga. A życie moje to głównie Internet, spanie, odpoczywanie między jedną a drugą chemią.

Całuję mocno – Tam

[Jest to ostatni e-mail Tamary].

Sven

22 listopada 2000

Dwa tygodnie temu lekarka w Niemczech mówiła nam, że guz chyba urósł. W samochodzie w drodze do Brukseli Tamara się żaliła: „Po co pytałeś? Co to nam daje? Pewność?” Chyba miała rację. Po tej wiadomości jestem mocno przygnębiony. Panuje we mnie smutek. Chodzę po ulicach i chce mi się krzyczeć. Szukam wentyla dla naszego cierpienia i dla mojej bezsilności. Wbrew wszystkim staram się być pozytywnie nastawiony. Ale Tamara i tak wszystko czuje i zauważa: „Svenku, kiedy patrzę w twoje oczy, widzę, że tobie też brakuje wiary. Przedtem zawsze widziałam tam ufność i nadzieję”.

Skąd brać ufność i wiarę? Strasznie wysoki wskaźnik, morfina, mocna anemia. Dzisiaj byliśmy u doktora Bondue. Kiedy Tamara się ubierała po badaniu w pokoju obok, dał mi do zrozumienia, że nie jest dobrze. W notatniku narysował ciało człowieka, jakąś strzałkę wskazującą brzuch, pulsujące punkty. Zrozumiałem. Guz urósł, można go nawet wyczuć dotykiem. Później powiedział nam, że podziela opinię doktora Thomalli; „Należy jeszcze raz zmienić chemioterapię”.

Nigdy nie wiadomo, jak Tamara przyjmie wieści od lekarzy. We wrześniu przed pierwszym pobytem w niemieckim szpitalu najbardziej bała się ewentualnej trzeciej operacji: „Już nie chcę żadnej operacji”. Kiedy teraz w rozmowie telefonicznej usłyszałem od doktora Thomalli, że wykluczają na razie ponowną operację i że trzeba znaleźć odpowiednią chemioterapię, pomyślałem, że to ucieszy Tamarę. Jednak tym razem się przestraszyła: „Jeszcze jedna droga zamknięta”.

Ta decyzja lekarzy wydaje mi się jak najbardziej logiczna. Z dzisiejszej perspektywy i po moich lekturach wątpię nawet, czy druga operacja miała sens. Zabrała Tamarze tyle sił i po niej już nie wróciła do formy. Natomiast w walce z rakiem nic nie dała. Już miesiąc później znowu mierzył cztery centymetry. Ratunek może przynieść tylko nowa chemia, która w końcu zabije komórki rakowe. Ale na razie guz wzrasta. Nie wiadomo, ile prób nam jeszcze zostało. Trzy kombinacje różnych substancji nie skutkowały. Najlepiej działała pierwsza kombinacja z taksolem, która zniszczyła większość komórek. Przez pół roku pozostałe komórki rakowe przytaiły się i przynajmniej nie atakowały. Ale te najbardziej agresywne przeżyły i stawały się coraz bardziej odporne. Po nawrocie lekarze sięgali po inne substancje. Tyle trudu i skutków ubocznych, aby po kilku tygodniach usłyszeć, że ta chemia również nie działa. Czytałem, że gdzieś naukowcy pracują nad wynalezieniem metod, które pozwoliłyby zaraz po operacji sprawdzić, jak pobrane komórki rakowe reagują na różne substancje. Zamiast próbować przez miesiące substancje na pacjencie, można by od razu wybrać najbardziej efektywną drogę.