Выбрать главу

Był u ciebie znowu ten sympatyczny ksiądz. Od wczoraj starał się znaleźć polskiego księdza w Aachen. Bez skutku. Dzisiaj sam udzielił ci po niemiecku ostatniego namaszczenia. Płakaliśmy bardzo z moją mamą. Księdzu też było trudno.

Wychodząc powiedział: „Dobrze, że na tym oddziale rzadko mamy takich młodych pacjentów”. Po prostu człowiek, na pewno byś go polubiła.

Jest wieczór. Siedzę z moimi rodzicami przy tobie. Twoja ręka w mojej. Na szczęście oddychasz spokojnie. Tętno już nie bije jak szalone. Twarz masz odprężoną, pogodzoną. Zapytałem siostrę nocną, co o tym sądzić. Stabilizacja czy następny etap? Odpowiedziała, że trudno przewidzieć, ale chyba nie umrzesz tak szybko.

Choć nie możemy rozmawiać, mam z tobą stały kontakt. Przemawiam do ciebie, szepczę, śpiewam nasze piosenki, uspokajam cię, całuję cię i głaskam. Przez cały czas trzymam twoją rękę.

Trudno mi było wczoraj czytać twój pamiętnik. Ale dobrze, że go przeczytałem w twojej obecności, że mogę ci jeszcze coś odpowiedzieć. Jestem szczęśliwy, że się spotkaliśmy. Dziękuję za każdą chwilę spędzoną razem. Jesteś wspaniała. Już niedługo będziesz uwolniona od tej choroby. Nie bój się. Wszystko będzie dobrze.

Nasza miłość jest wielka, razem ją budowaliśmy. Połączyliśmy się: bliskość, zrozumienie, zaufanie.

Miłość szczęśliwa. Tylko dlaczego tak krótko? Dlaczego nie dano nam więcej czasu? Ty taka młoda, pełna planów. Macki w okularach. Wszystko miało być pięknie, wszystko miało być inaczej. Nasi przyjaciele po kolei rodzą dzieci. Gdyby ktoś obcy przyszedł do tego pokoju i zobaczył twój spuchnięty brzuch, mógłby pomyśleć, że ty także wkrótce urodzisz.

Jesteś moim słońcem. Moją drugą połową. Staliśmy się dwiema połówkami jednej całości. Obiecałem ci, że nie opuszczę cię aż do śmierci. Czuję, że nie opuszczę cię i po twojej śmierci. Zawsze będziesz ze mną, zawsze będę cię nosić w sercu.

Moja najukochańsza Tamarko, piszesz, że nie boisz się samej śmierci, tylko bólu i cierpienia. Dużo musiałaś cierpieć. W tym momencie jednak wyglądasz tak, jakbyś już nie cierpiała i nie czuła bólu.

Czy mieliśmy prawdziwą szansę w tej walce? Nie wiem. Nie powinno tak być, ale jest.

Je faime beaucoup.

Kocham cię bardzo.

Ich liebe Dich gam doli.

2 grudnia 2000

Tamara nie żyje.

Spryciarka moja. Spokojnie zasnęłaś i odeszłaś, kiedy ja spałem obok ciebie, trzymając cię za rękę. Moi rodzice też trochę drzemali. O północy wszystko wskazywało przecież, że twój stan jest stabilny. Po półgodzinie nagle obudził mnie jakiś ruch mojej mamy. Od razu poczułem, że coś się zmieniło. Panowała cisza. Patrzyłem na ciebie, już nie oddychałaś. Wykorzystałaś moment, kiedy przestałem z tobą rozmawiać i w pokoju zrobiło się cicho.

A śnić będziesz,

że wcale nie trzeba oddychać,

że cisza bez oddechu

to niezła muzyka,

jesteś mały jak iskra

i garniesz do taktu.

Pielęgniarki przyniosły nam świecę i krzyż. Światło świecy dobrze się komponuje z panującą tu harmonią. Tak, harmonia, godność i spokój. Czujemy niezwykłość momentu. Nie ma smutku, nie ma wśród nas rozpaczy.

Cieszę się, że jesteś uwolniona z choroby i bólu. Dziękuję za twój testament. Będziesz ze mną, czuję to, Kocham cię.

Poranek. Czekamy na twoją rodzinę. Przed pierwszą wydychałaś swoje życie. Z godziny na godzinę ciepło zniknęło z twojego ciała. Na początku, kiedy pocałowałem cię w twarz, wciąż czułem ciepło. Teraz twoje usta są zimne. Wyglądasz bardzo spokojnie i wydajesz się zadowolona. Jak we śnie. Zawsze uwielbiałem patrzeć na ciebie, kiedy śpisz. Taki spokój. Nie wiem, czy anioły śpią. Jeżeli tak, to muszą wyglądać jak ty we śnie.

Masz taką szelmowską minę. Usta lekko otwarte, widać trochę zęby. Wygląda to tak, jakbyś się do nas uśmiechała. W nocy twoje lewe oko trochę się otworzyło. Jakbyś miała wszystko pod kontrolą i obserwowała, co się dzieje wokół.

Postanowiłem, że zostawię ci obrączkę. Symbol naszego związku. Powinna być z tobą. Ja będę nosić tę, którą dostałem od ciebie.

Czuję się samotny. Brak mi ciebie. Tęsknię za tobą. Zawsze będę cię kochać.

5 grudnia 2000

Moja najukochańsza Tamarko,

Nasz ulubiony Turnau śpiewa: Lecz pamiętaj, naprawdę nie staje się nic i nie dzieje się nic aż do końca. Brak mi ciebie bardzo, czuję się czasami bardzo samotny. Ale ogólnie się chyba trzymam. Jestem sam w Brukseli. Twoi bliscy wrócili do Polski. Przyjechali do Eschweiler przekonani, że zobaczą cię żywą. Przeżyli szok, gdy w szpitalu musiałem im powiedzieć, że umarłaś w nocy. Kiedy dotarliśmy do twojego pokoju, akurat był tam ksiądz z moimi rodzicami. Płacz. Rozpacz. Nasze rodziny połączone przy twoim łóżku. Zostaliśmy z tobą aż do popołudnia. W zakładzie pogrzebowym stałem przed półką i musiałem wybrać urnę na twoje prochy. Tym razem nie mogłem się ciebie poradzić. Twoja decyzja była jak zawsze stanowcza:

Chciałabym, by moje ciało zostało skremowane. Taka jest moja wola i nikomu nie wolno postanowić inaczej.

Zadzwonię do naszych przyjaciół w Polsce, w Niemczech, w innych krajach. Lista jest długa. Na szczęście nie ma pośpiechu. Pogrzeb odbędzie się dopiero przed świętami w Zielonej Górze. Przed kremacją w Aachen trzeba załatwić formalności i tłumaczenia w Polsce. Znamy to wszystko ze ślubu. Jutro ukaże się nekrolog w Zielonej. Sama go sformułowałaś w twoim pamiętniku pod datą 5 stycznia. Niesamowity. Według pamiętnika napisałaś testament 15 maja. Wtedy wszystko wyglądało jak najlepiej. Przeczucie? Intuicja?

Nie wiem, czy chciałabyś, żebym dzwonił do ludzi jako twój posłaniec. Czuję taką potrzebę. Chcę sam zawiadomić najbliższe nam osoby. Chcę im opowiedzieć o twoich ostatnich dniach, o twojej spokojnej śmierci. Chyba chcę sam siebie zapewnić, że miałaś najlepszą śmierć, jakiej można życzyć choremu na raka. Kiedy powtarzam historię tych ostatnich dni, twoje odejście staje się dla mnie coraz bardziej realne.

Rozmowy piękne i takie trudne. „Niestety muszę ci przekazać straszną wiadomość. Tamara nie żyje”. Po drugiej stronie zapada cisza. Niektórzy płaczą, inni nie mogą uwierzyć. Wtedy zaczynam opowiadać. Czuję, jak te rozmowy mnie uspokajają. Dlatego że inni są wstrząśnięci i smutni, ja muszę panować nad sobą.

Nasi przyjaciele są z nami. Myślą o tobie, o mnie. Najpiękniejszą rzecz powiedziała mi Kaśka Paciorek: „Wiesz, nie każdy poznaje w swoim życiu szczęście z ukochaną osobą. Ktoś może żyć siedemdziesiąt lat i nie mieć tego. Te szczęśliwe lata wam zostały dane i będą z wami na zawsze. Żyliście bardzo szczęśliwie i intensywnie”.

Może takie było nasze przeznaczenie. Historia miłości i absurdu. Krąg się zamknął. Dzisiaj nagle zdałem sobie sprawę, że motyw „łysa” pojawiał się już na samym początku. W Lilie graliśmy wtedy Madame et Monsieur Smithów. Sztuka teatru absurdu nazywała się Łysa śpiewaczka. Nie do wiary. Widzę obrazy Chagalla, które tu powiesiłaś. Ciągle powtarza się motyw fruwającej panny młodej.

Zastanawiam się, w jakim stopniu Szpital Dzieciątka Jezus ci pomógł. Czy kontakt z chorymi, jak mała Ania lub pan Stefan, nauczył cię, że należy godnie walczyć z chorobą? Czy tego można się nauczyć? Doświadczona pielęgniarka, z którą pracowałem jako wolontariusz, powiedziała mi kiedyś, że człowiek dopiero umierając pokazuje swój prawdziwy charakter. Twój pamiętnik, twoja walka z rakiem i godność umierania. Skąd brałaś tyle sił i taką wolę? Może praca przy serialu w pewnym sensie rzeczywiście przygotowała cię na to, co cię czekało.