Выбрать главу

Wszyscy pytają, jak się trzymam, oferują mi pomoc, zapraszają, chcą przyjechać. Jakoś jestem spokojny. Jeszcze w sobotę, kiedy Anka nagle spytała mnie wieczorem w hotelu, co zrobię i czy zostanę w naszym mieszkaniu, nie umiałem odpowiedzieć. Pustka, łzy. Teraz już wiem, że na pewno dalej będę tu mieszkać. Tu czuję twoją obecność, tu są nasze rzeczy i jest mi tutaj dobrze. Wszystko tu nasze, twoje, moje. Potrzebuję czasu. Na razie nie robię żadnych planów.

Panuje we mnie wielki spokój. Może to szok, może twoja śmierć jeszcze do mnie nie dotarła? A może skutek naszego pożegnania? Niesamowitego pożegnania. Nie zamieniliśmy ani słowa. Porozumiewaliśmy się inaczej. Wydaje mi się, że mnie pobłogosławiłaś. Że przekazałaś mi twoją siłę życia.

Jestem szczęśliwy, że mogłem przeczytać twój pamiętnik przy tobie, trzymać przez wieczność twoją rękę, dotknąć twoich ust, mówić do ciebie: że jest dobrze, że bardzo cię kocham, że dziękuję za każdą chwilę. Żebyś nie myślała: po co ten Svenek ma tyle cierpieć, nie mogę go opuścić. Tak spokojnie zasnęłaś. Wciąż nie wiem, czy wtedy obudziłaś mnie ty czy moja mama.

Wszystko stało się tak szybko. Chyba aż do przyjazdu do Eschweiler trzymałaś się siłą woli. Żyłaś nadzieją i wiarą w lekarzy. W szpitalu sama czułaś, że oni już nie mogą ci pomóc. Wróg był za silny. Wtedy zdecydowałaś, że wystarczy. Czekałaś jeszcze na mój przyjazd i powoli odchodziłaś. Przekazałaś mi, co miałaś do przekazania, dałaś mi ten czas spędzony z tobą, którego potrzebowałem. Do ostatniej nocy powiedziałem ci wszystko.

Ten pamiętnik zacząłem w pociągu między Berlinem a Rzepinem, kiedy jechałem pierwszy raz do ciebie, do Polski. Zaraz po Lilie. Już na pierwszych stronach napisałem, że znalazłem moją dziewczynę, moją kobietę, moją żonę. Dziś, siedem lat później, zostały mi dwie strony. Może gdybym jeszcze mniej pisał…

Zadzwoniłem wczoraj do doktora Thomalli, aby mu podziękować za opiekę. Przekazałem mu, jak bardzo go szanowałaś. Powiedział mi, że niestety jeszcze nie znaleziono leku na taki agresywny typ raka, jaki miałaś. Ale dzielnie walczyłaś. I dałaś nam ten rok. Niełatwy, bolesny, czasem smutny. Ten czas jeszcze bardziej nas połączył, jeśli to możliwe.

Moja najukochańsza Tamarko, będziemy razem, czuwaj nade mną. Może pojedziesz ze mną tam, gdzie chciałaś pojechać: Irlandia, Ukraina, Syberia, Peru. Naprawdę nie wiem, co będzie.

Dziękuję za ten czas, który mieliśmy, za twoją miłość.

Moja wola

Nie myślałam, że w wieku 31 lat będę pisała testament. Jest mi ciężko, tylko Bóg jeden wie, jak bardzo.

Jeśli czytasz to, Svenku, to znaczy, że nie żyję. Wiesz, że kocham Cię ponad życie i jesteś najlepszą częścią mojej krótkiej egzystencji. Myślałam, że dożyjemy razem sędziwych lat i jako dziadek i babcia będziemy chodzić na poranne seanse do kina. Kurczę, będzie mi tego brakowało, tam gdzie będę. A może kiedyś się jeszcze spotkamy, w niebie? w innym życiu? Chciałabym, żebyś założył nową rodzinę, miał dzieci. Będę się z tego cieszyła. Kocham Cię, mój żółwiku.

Chciałabym, by moje ciało zostało skremowane. Taka jest moja wola i nikomu nie wolno postanowić inaczej.

Wszystkie moje rzeczy należą do Svenka i może z nimi zrobić, co tylko będzie chciał.

ZWIERZOLE: Kocham was mocno. Trzymajcie się wszyscy razem i wspominajcie czasem łysą.

Liesel, Werner: danke schón fur alles. Ich liebe Euch beide. Denkt an Svenek, bitte!!!

Tak trudno mi rozstawać się z WAMI.

Płaczę.

WASZA TAM

***