Выбрать главу

John przypomniał sobie dyskusję z ubiegłego wieczoru i złapał się na tym, że widok ten nieco go niepokoi. Kręcił się więc tak długo wśród zebranych, póki nie znalazł Mary. Przez łomot erupcji i stale obecne wycie burzy Mary krzyknęła mu w ucho:

— Oczyść teren, a ja wysadzę w powietrze ładunek obok szybu i spróbuję zasypać ten wypływ!

Pobiegła gdzieś w białej nocnej koszuli, a John zebrał gapiów i kazał im wracać tunelami na dół, do osiedla.

Mary dołączyła do nich w komorze powietrznej, ciężko sapiąc. Chwilę manipulowała przy komputerze na nadgarstku, a potem nastąpił cichy huk od strony odwiertu.

— Chodź, zobaczymy efekt — rzuciła do Johna. Przeszli przez śluzę, a następnie popędzili tunelami do miejsca, w którym znajdowało się wychodzące na szyb okno. Dostrzegli przez nie nieruchomo leżące na boku wiertło w bezładzie białych lodowych kuł. — Taak! Jest nakryty! — krzyczała Mary.

Otaczający ich tłumek słabo wiwatował. Niektórzy spośród zgromadzonych ruszyli do strefy odwiertu. Chcieli sprawdzić, czy trzeba jeszcze coś zrobić, aby sytuacja stała się zupełnie bezpieczna.

— Dobra robota! — powiedział John do Mary.

— Wiele czytałam na temat nadkładu szybu od tamtego pierwszego wypadku — odparła Mary, nadal z trudem łapiąc oddech po szaleńczym biegu. — Przygotowaliśmy się na to już wcześniej, ale dotąd wszystko działało świetnie, więc nigdy nie wypróbowaliśmy tej metody i nie mogliśmy mieć pewności, czy zadziała.

Po chwili zamyślenia John spytał:

— Czy wasze komory powietrzne są wyposażone w systemy rejestrujące?

— Tak.

— To bardzo dobrze.

Poszedł przejrzeć nagrania. Podłączył Pauline do sieci stacji, po czym zadawał pytania i odczytywał odpowiedzi pojawiające się na ekranie komputera. Okazało się, że tej nocy od szczeliny czasowej nikt nie używał śluz. Potem John wywołał satelitę meteorologicznego, który znajdował się nad nimi, podłączył się do radaru i systemów rejestracji informacji — kody do nich otrzymał od Saxa — i obejrzał teren wokół Bakhuysena. W pobliżu nie było śladu jakichkolwiek maszyn czy pojazdów, z wyjątkiem niektórych starych wiatraków grzewczych Russella. Również transpondery nie zanotowały żadnego ruchu. Z pewnością od przyjazdu Boone’a nikt nie przebywał na żadnej z dróg w obrębie strefy.

John usiadł ciężko przed Pauline. Czuł się ospały, w głowie miał zupełną pustkę. Nie pozostało już nic więcej do skontrolowania, a przynajmniej nic mu nie przychodziło do głowy. Z informacji, które posiadał, wynikało, że tej nocy na zewnątrz nie było nikogo, nikt więc nie mógł spowodować tej awarii. Jednak wybuch można było przecież przygotować na wiele dni przed wczorajszym wieczorem, chociaż niezwykle trudno byłoby ukryć taki mechanizm, jako że we wszystkich szybach codziennie pracowali ludzie.

Podniósł się powoli i ruszył na poszukiwania Mary, a potem wraz z nią rozmawiał z osobami, które jako ostatnie pracowały przy tym odwiercie poprzedniego dnia. Powiedzieli mu, że aż do dwudziestej nie zauważyli nic podejrzanego i według nich na pewno nikt nie manipulował przy szybie. Po tej godzinie cała stacja była na przyjęciu wydanym na cześć Johna i w ogóle nie używano komór powietrznych. Boone uświadomił sobie, że się tu nic nie dowie.

Wrócił do łóżka i bardzo długo zastanawiał się nad całą sprawą.

— Aha, tak przy okazji, Pauline — odezwał się w pewnym momencie — proszę cię, sprawdź akta Saxa i podaj mi listę wszystkich ekspedycji poszukujących wody w ubiegłym roku.

Po drodze do Hellas John odwiedził Nadię, która nadzorowała budowę nowego typu kopuły nad Kraterem Rabe’a. Była to największa budowana do tej pory kopuła; przy jej konstruowaniu uwzględniono gęstość atmosfery i lekkość materiałów budowlanych, dzięki czemu grawitacja powinna się równoważyć z ciśnieniem. W efekcie napełniona sprężonym powietrzem kopuła miała być prawie nieważka. Jej szkielet wykonano ze wzmocnionych belek areożelowych, najnowszego odkrycia “alchemików”. Areożel był lekki i solidny, Nadia zachwycała się nim bez końca, opisując Boone’owi możliwości jego zastosowania. Według niej kopuły kraterowe były już technologią przestarzałą, lecz areożel stwarzał zupełnie nowe możliwości. Uważała ten nowy rodzaj kopuł za niezwykle prosty do wykonania. Trzeba było po prostu zamontować dokoła obwodu miasta (omijając skalne bariery) filary areożelowe i umieścić wszystkie zabudowania wewnątrz powstałego nad nimi dużego przezroczystego namiotu.

Opowiadała o tym wszystkim Johnowi, oprowadzając go po wnętrzu krateru, które na razie było tylko wielkim terenem budowy. Cały stożek miał być podziurawiony jak sito oświetlanymi przez małe okienka sufitowe pomieszczeniami. Pod kopułą zamierzano również umieścić farmę, która wyżywiłaby trzydzieści tysięcy osób. Automatyczne maszyny do prac ziemnych wielkości sporych budynków warkotały w ciemnym pyle, niewidoczne nawet z odległości pięćdziesięciu metrów. Te ogromne roboty pracowały same albo za pomocą teleoperacji, ale ich operatorzy prawdopodobnie widzieli ze swych stanowisk za mało, aby uczynić pobliski ruch pieszy całkowicie bezpiecznym. Świadomość zagrożenia sprawiła, że John szedł nerwowo za Nadią, która kręciła się po budowie dość beztrosko. Przypomniał sobie, jak bojaźliwie zachowywali się górnicy w Bradbury Point, a przecież doskonale widzieli cały teren! Niefrasobliwość Rosjanki rozbawiła go. Tylko raz po raz, kiedy ziemia drżała pod ich stopami, John i Nadia zatrzymywali się i rozglądali dokoła, gotowi odskoczyć przed jakimiś zbliżającymi się ogromnymi pojazdami. To była prawdziwa wyprawa w nieznane.

Nadia skarżyła się właśnie Boone’owi, że pył niszczy sporo ich sprzętu. Wielka Burza trwała już cztery miesiące, była najdłuższa od lat i nic nie zapowiadało jej końca. Temperatura spadała, ludzie musieli jeść konserwy albo suszone zapasy i tylko czasem mogli sobie pozwolić na sałatkę albo jarzyny wyhodowane pod sztucznym światłem. A pył dostawał się wszędzie. Kiedy tak rozmawiali, John czuł, jak z każdą chwilą przybywa mu go w ustach, a oczy miał suche. Bóle głowy stawały się obecnie czymś całkowicie normalnym, podobnie jak kłopoty z zatokami, gardłem, bronchit, astma i wszelkie inne choroby płuc. Równie często notowano przypadki odmrożeń. Nie można też już było całkowicie polegać na komputerach — drobiny miału uszkadzały bowiem sporo urządzeń, toteż AI działały niepewnie lub z opóźnieniem. Jak powiedziała Johnowi Nadia, w południe wnętrze Rabe’a przypominało jej życie w wielkiej cegle, a zachody słońca wyglądały tu jak pożary kopalni węgla. Nienawidziła tego widoku.

Nagle Boone zmienił temat.

— Co sądzisz o tej kosmicznej windzie?

— Duża.

— Chodzi mi o efekt końcowy…

— Czyja wiem? Któż to może wiedzieć, póki jej nie zbudują?

— Winda, jak mówi Phyllis, stanie się punktem strategicznym. Tak samo jak stacja na Fobosie. Pamiętasz nasze dyskusje, kto mają zbudować? Teraz Phyllis będzie miała własny taki punkt… To da jej sporo władzy.

— To samo mówi Arkady, ale zupełnie nie rozumiem, dlaczego winda miałaby się stać czymś więcej, niż tylko swego rodzaju… kolejnym wspólnym bogactwem naturalnym Marsa, jego charakterystyczną cechą…

— Jesteś optymistką, Nadiu.

— Arkady też tak twierdzi. — Wzruszyła ramionami. — Ja tylko próbuję być rozsądna.