Выбрать главу

Wiwaty.

— Dochodzimy w tym momencie do problemu demokracji i kapitalizmu, drodzy przyjaciele, dwóch przeciwstawnych sobie pojęć. Uważam, że my, którzy znajdujemy się na tym najdalej wysuniętym przyczółku ludzkiego świata, tkwimy w miejscu najlepszym, aby dostrzec kontrastowość tych pojęć. Powinniśmy wziąć udział w tej globalnej walce… Mamy tutaj pusty ląd, na którym znajdują się rzadkie, niemożliwe do odnowienia złoża bogactw naturalnych… Musimy o nie walczyć, nie możemy po prostu odwrócić się od faktów i udawać, że nie jesteśmy częścią tego świata. … Stanowimy jeden z ich łupów i nasz los rozstrzyga się w świecie Ziemian. Chodzi o to, abyśmy potrafili się zrzeszyć i razem walczyć o powszechne dobro, o dobro Marsa, o dobro nas samych, wszystkich ludzi na świecie i tych siedmiu pokoleń… To będzie bardzo trudne, zajmie nam całe lata, ale im będziemy silniejsi, tym większe staną się nasze szansę, i dlatego właśnie jestem taki szczęśliwy, gdy widzę, jak płonący meteoryt na niebie zasila matrycę życia naszej planety… I dlatego jestem taki szczęśliwy, widząc, jak wszyscy tutaj świętujecie razem to wydarzenie… Stanowicie zgromadzenie wszystkich ludzi, których kocham na tym świecie. … Ale, ale, słuchajcie… zdaje mi się, że zespół perkusyjny jest już gotowy do gry, prawda? — Zewsząd rozległy się potakujące krzyki. — Więc, moi drodzy, zacznijmy się bawić. Będziemy tańczyć do samego świtu, a jutro rozproszymy się po całej planecie, zjedziemy z tych stoków w różne strony i polecimy w rozmaitych kierunkach. Dzięki temu wszędzie poniesiemy ze sobą ten dar, który nam ofiarowano.

Zerwały się szalone owacje. Zespół perkusyjny poderwał ich falą dźwięków. Rozległy się uderzenia talerzy i bębnów i tłum zaczął się znowu poruszać w ich rytm.

Bawili się przez całą noc. John w tym czasie chodził od namiotu do namiotu, ściskał ludziom dłonie i obejmował ich serdecznie.

— Dziękuję, dziękuję. Nie wiem, nie pamiętam, co mówiłem. Ale o tym właśnie myślałem przez cały czas, właśnie o tym.

Jego starzy przyjaciele śmiali się do niego, a Sax, który wyglądał na doskonale zrelaksowanego, mruknął, popijając kawę:

— Synkreryzm, co? Bardzo interesujące, bardzo dobrze wyłożone… — Jego słowom towarzyszył charakterystyczny uśmieszek.

Maja serdecznie ucałowała Johna, całowali go również Wład, Ursula i Nadia, Arkady natomiast podniósł go do góry i porykując, zakręcił nim młynka w powietrzu, co jakiś czas wyciskając mu kosmatego całusa na policzku. Krzyczał przy tym radośnie:

— Hej, John, czy mógłbyś to powtórzyć? — Przy każdym słowie posapywał. — Zaskakujesz mnie, John, zawsze mnie zaskakujesz!

Hiroko uśmiechała się jak zwykle tajemniczo, a stojący za nią Michel i Iwao śmiali się głośno…

W pewnej chwili Michel powiedział:

— Sądzę, że właśnie to Maslow określił terminem: szczytowe przeżycie.

Na te słowa Iwao jęknął i szturchnął psychologa łokciem, a Hiroko dotknęła ramienia Boone’a palcem wskazującym, jak gdyby chciała mu przekazać coś niezwykłego, jakąś nadnaturalną siłę czy tajemny dar.

Następnego dnia posortowali i popakowali resztki pozostałe po przyjęciu i zanieśli do dolnych namiotów, zostawiając za sobą kamienne tarasy, jak nitki kolorowego naszyjnika ułożone na stoku starego czarnego wulkanu. Pożegnali się z załogami sterowców i maszyny podryfowały wzdłuż zbocza jak balony, które wyślizgnęły się z dziecięcej piąstki. Statki należące do ukrytej kolonii ze względu na piaskowy kolor bardzo szybko stały się ledwie widoczne.

Po pożegnaniach John wsiadł do swojego rovera wraz z Mają i pojechali dokoła stożka Olympus Mons. Tworzyli część maleńkiej karawany — wraz z ich pojazdem podążały dwa łaziki. W jednym znajdowali się Arkady i Nadia, w drugim — Ann i Simon wraz z synem Peterem. W pewnym momencie John oznajmił:

— Musimy porozmawiać z Helmutem i skłonić ONZ, aby nas zaakceptowała jako pełnoprawnych uczestników negocjacji i pozwoliła przemówić w imieniu miejscowej ludności. Powinniśmy zaprezentować Organizacji szkic zrewidowanego traktatu. Około Ls 90 zamierzam pojechać na uroczyste otwarcie nowego namiotowego miasta na wschodnim Tharsis. Ma tam być Helmut, może więc uda nam się z nim spotkać?

Tylko kilka osób mogło wziąć udział w obradach, ale ponieważ byliby mianowanymi oficjalnie delegatami pozostałych, wszyscy chętnie przystali na plan Johna. Potem rozmawiali o tym, co powinien zawierać projekt traktatu, dzwoniąc do wszystkich roverów i sterowców. Następnego dnia zjechali pochyłą drogą z północnego stoku i u jego stóp rozjechali się każde w innym kierunku.

— To był wspaniały festyn! — powiedział John przez radio do wszystkich po kolei. — Do zobaczenia na następnym!

Sufici zatrzymali się na chwilę i pomachali Johnowi z okien roverów, żegnając się przez radio. Boone wśród wielu głosów rozpoznał nagle głos starej kobiety, która pomogła mu dojść do toalety, gdy źle się poczuł po tańcu w czasie burzy. Kiedy machał karawanie, powiedziała z powagą przez radio:

— Czy to będzie z tego, czy z tamtego świata, twoja miłość zaprowadzi nas tam w końcu.

CZĘŚĆ 6 — Załadowane strzelby

W dniu, kiedy został zamordowany John Boone, przebywaliśmy wysoko na wschodnim Elysium. O poranku spadł na nas deszcz meteorytów; musiało ich być ze trzydzieści i były zupełnie czarne; nie wiem, z czego się składały, ale płonęły absolutną czernią, a nie bielą. Jak dym z rozbitych samolotów, tyle że meteoryty leciały prosto w dół i z szybkością błyskawicy. Widok był naprawdę niezwykły, toteż wszyscy byliśmy zdumieni. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy o śmierci Johna, ale potem obliczyliśmy, że zginął dokładnie w tym samym czasie.