Выбрать главу

— Tak.

— Teoria genu samolubnego. Inteligencja jest tylko narzędziem, które wspomaga udaną reprodukcję.

— Możliwe.

— Chociaż, w zasadzie, ta podróż naraża udaną reprodukcję na szwank — mruknął Frank. — Tutaj raczej nie jest bezpiecznie.

— Ale na Ziemi również nie. Zanieczyszczenie, promieniowanie, inni ludzie…

Frank potrząsnął głową.

— Nie. Nie uważam, aby egoizm tkwił w genach. Zdaje mi się, że znajduje się gdzie indziej. — Wyciągnął rękę i palcem wskazującym szturchnął ją między piersi tak silnie, że sam Frank aż wzniósł się nad podłogę. Przez długą chwilę wpatrywał się w nią, po czym uderzył się w to samo miejsce i powiedział: — Dobranoc, Maju.

Tydzień czy dwa później Maja była akurat na farmie i ścinając kapustę, chodziła przejściem między długimi rzędami korytek. W pomieszczeniu nie było nikogo więcej. Kapuściane główki wyglądały jak rzędy ludzkich głów, medytujących w jaskrawym popołudniowym świetle.

Nagle dostrzegła jakiś ruch i szybko spojrzała w bok. Po przeciwnej stronie sali, poprzez słój z glonami zobaczyła jakąś twarz. Szkło zniekształciło rysy, ale bez wątpienia była to twarz mężczyzny o ciemnobrązowej cerze. Mężczyzna spoglądał gdzieś w bok i nie widział jej. Najwyraźniej przemawiał do kogoś ukrytego przed jej wzrokiem. Potem się poruszył i na moment za powiększającym szkłem butli jego twarz stała się wyraźniejsza. I wtedy Maja zrozumiała, dlaczego obserwuje go z taką uwagą, dlaczego żołądek podchodzi jej do gardła: nigdy przedtem go nie widziała!

Mężczyzna obrócił się i popatrzył w jej kierunku. Ich oczy spotkały się przez dwie wypukłości szkła. To był ktoś zupełnie obcy, mężczyzna o szczupłej twarzy i wielkich oczach!

Po chwili rozmył się w brązową plamę. Przez sekundę Maja wahała się, czy go gonić, ale jakoś przełamała strach i zmusiła się do biegu; szybko przemierzyła całą długość pomieszczenia i ruszyła w górę, pokonując dwa łuki złączy, do następnego cylindra. Był pusty. Przebiegła jeszcze trzy zbiorniki, zanim się zatrzymała. Stanęła, popatrując na pnącza pomidorów. Ciężko dyszała i pociła się, mimo że jednocześnie poczuła zimno. Obcy!? Przecież to niemożliwe. Ale naprawdę go widziała! Skoncentrowała się na tym wspomnieniu, próbowała zobaczyć tę twarz jeszcze raz. Może to był… nie. Na pewno to nie był nikt z ich setki, każdego z nich natychmiast by rozpoznała. Miała świetną pamięć do twarzy, potrafiła po długim czasie odtworzyć twarz przypadkowo widzianego człowieka ze zdumiewającą dokładnością. I teraz była święcie przekonana, że tego mężczyzny nie widziała nigdy przedtem.

Pasażer na gapę? Ale to również niemożliwe! Gdzie by się ukrywał przez cały czas? Jak ocalał podczas burzy słonecznej?

Czyżby zaczynała mieć halucynacje? Więc jest już z nią aż tak źle?

Powlokła się do swojego pokoju. Czuła napływające falami mdłości. Korytarze Torusa D, mimo jaskrawego oświetlenia, wydały jej się przeraźliwie mroczne. Ścierpł jej kark. Wreszcie wbiegła do pokoju. Tu będzie bezpieczna! Ale jej pokój składał się tylko z łóżka, narożnego stoliczka, krzesła, szafy i kilku półek z książkami. Przesiedziała tam godzinę, potem drugą. Był przejmująco pusty; miotała się od ściany do ściany, nie znajdując w nim nic, co by ją uspokoiło: żadnej pracy, żadnych rozrywek, żadnych odpowiedzi. Żadnej ucieczki przed szaleństwem.

Maja nie miała odwagi wspomnieć komukolwiek o tym, co zobaczyła i fakt ten wydał jej się bardziej przerażający niż całe zdarzenie. Skoro sama nie była do końca przekonana o jego realności, gdyby komuś o nim opowiedziała, ten mógłby po prostu pomyśleć, że zwariowała. Jaki inny wniosek można było wysnuć? Czym by się żywił tamten człowiek, gdzie by się ukrywał? Nie. Zbyt wiele osób musiałoby o nim wiedzieć, to było absolutnie niemożliwe. Ale ta twarz, ta twarz!

Pewnej nocy zobaczyła ją we śnie i obudziła się cała zlana potem. Doskonale wiedziała, że halucynacje są jednym z pierwszych symptomów kosmicznego załamania nerwowego. Podczas długich pobytów na orbicie okołoziemskiej zdarzało się to dość często, zanotowano kilkadziesiąt takich przypadków. Zwykle zaczynało się od tego, że ludzie słyszeli głosy we wszechobecnym szumie wentylacji i maszyn albo, równie często, widywali któregoś ze współtowarzyszy lotu w jakimś miejscu, w którym wcale go nie było, czy jeszcze gorzej — własnego sobowtóra, jak gdyby pusta przestrzeń zaczynała się wypełniać lustrami. Przypuszczano, że halucynacje te może powodować niedobór bodźców sensorycznych, więc choć załoga Aresa była starannie wyselekcjonowana również pod kątem aktywności psychicznej (niektórzy mogliby powiedzieć, że była nawet przesadnie aktywna), ze względu na długość lotu i pozbawienie znajomego widoku Ziemi, uznano ją za wyjątkowo podatną na to zagrożenie. Właśnie z tego powodu wystrój pomieszczeń był tak urozmaicony i zmieniał się wraz z upływem dnia i pory roku. A jednak pomimo tych wszystkich środków zaradczych Maja zobaczyła coś, czego z całą pewnością na statku być nie mogło.

Kiedy jakiś czas później przechadzała się po statku, odniosła wrażenie, że załoga podzieliła się na małe, zamknięte grupki, które rzadko się ze sobą nawzajem kontaktują. Ekipa Hiroko niemal przez całą dobę przebywała na farmach, nawet posiłki jedząc wspólnie na podłodze i śpiąc (również razem, jak głosiła plotka) wśród roślinnych grządek. Zespół medyczny miał swoje kwatery, biura i laboratoria w Torusie B i tam spędzał cały czas, zajęty eksperymentami, obserwacjami i konsultacjami z Ziemią. Astronawigatorzy przygotowywali się do wejścia na orbitę Marsa, trawiąc dni na nie kończących się symulacjach. A reszta była… hmm… rozproszona i trudna do znalezienia. Korytarze w torusach opustoszały, zdaniem Mai bardziej niż kiedykolwiek. Jadalnia w Torusie D nigdy nie bywała teraz pełna, a przy obiedzie siadywali znowu w oddzielnych grupkach, wśród których niezwykle często wybuchały kłótnie, uciszane zastanawiające szybko. Prywatne sprzeczki? Ale o co?

Sama Maja przy stoliku odzywała się rzadko, a częściej się przysłuchiwała. Zadziwiające, jak wiele można powiedzieć o danej społeczności tylko na podstawie tematów rozmów. W tym towarzystwie dyskusje prawie zawsze obracały się wokół nauki: biologia, technika, geologia, medycyna i tak dalej. O sprawach zawodowych potrafili gadać bez końca.

Jednakże kiedy rozmawiały ze sobą mniej niż cztery osoby, temat przeważnie szybko się zmieniał. Do problemów zawodowych dołączały, a po chwili całkowicie je zastępowały, plotki; nieodmiennie dotyczyły tych dwóch wielkich bodźców społecznego rozwoju, jakimi są seks i polityka. Głosy zniżały się do szeptów, głowy pochylały ku sobie, wieści przechodziły z ust do ust. Plotki na temat kontaktów seksualnych między podróżnikami stawały się coraz pospolitsze, a jednocześnie coraz cichsze, coraz bardziej złośliwe i coraz bardziej zawiłe. W kilku wypadkach, jak choćby nieszczęsnego trójkąta: Janet Blyleven, Mary Dunkel i Aleksa Żalina, sprawę nagłaśniano i przez jakiś czas stawała się głównym tematem na statku; inne pary ukrywały się, więc mówiono o nich szeptem, któremu towarzyszyły niedwuznaczne, wścibskie spojrzenia. Gdy Janet Blyleven weszła kiedyś do jadalni z Rogerem Calkinsem, Frank powiedział do Johna półgłosem: “Janet się zdaje, że jesteśmy panmiksją”. Maja zlekceważyła to stwierdzenie, jak zawsze, kiedy Frank mówił tym swoim drwiącym tonem, ale później jej się przypomniało, sprawdziła słowo w leksykonie socjobiologicznym i dowiedziała się, że panmiksją oznacza grupę, w której każdy mężczyzna łączy się z każdą kobietą.

Następnego dnia przyjrzała się z ciekawością Janet; wcześniej nawet nie przyszło jej coś takiego do głowy. Janet była bardzo towarzyska, zawsze pochylała się ku rozmówcy i słuchała go z prawdziwą uwagą. I miała taki bystry uśmieszek. Ale… no cóż, statek tak zaprojektowano, aby zapewniał załodze sporo prywatności; Maja była przekonana, że wokół niej dzieje się dużo więcej interesujących rzeczy niż się na pozór wydaje.