Выбрать главу

Którejś nocy po sprzeczce na temat terraformowania Maja przyszła do niej z płaczem. Istniało w stałym osiedlu miejsce wydzielone na prywatne rozmowy i Nadia zabrała tam teraz Maję — do północno-wschodniego, nie wykończonego jeszcze narożnika podziemnych komór. Usiadły obok siebie i Nadia zdenerwowana słuchała wynurzeń Mai, od czasu do czasu obejmując ją serdecznie ramieniem.

— Posłuchaj — przerwała w pewnej chwili. — Dlaczego po prostu się nie zdecydujesz? Dlaczego nie przestaniesz ich przeciwko sobie podjudzać?

— Ależ ja się zdecydowałam. Kochani Johna, od samego początku tylko on był dla mnie ważny, tyle że zobaczył mnie niedawno z Frankiem i teraz John sądzi, że go zdradzam. To naprawdę małostkowe z jego strony! Oni są jak bracia, rywalizują ze sobą we wszystkim, ale tym razem naprawdę to tylko głupie nieporozumienie!

Nadia nie miała najmniejszej ochoty poznać szczegółów, nie chciała więcej o tym słyszeć, z jakiegoś powodu jednak siedziała nadal i mimo wszystko ich wysłuchała.

A potem nagle stanął przed nimi John. Nadia wstała chcąc odejść, ale mężczyzna zachowywał się tak, jakby w ogóle jej nie zauważył.

— Słuchaj — oświadczył Mai. — Przykro mi to mówić, ale nie mogę nic na to poradzić. Z nami koniec.

— Nie będzie żadnego końca — odrzekła Maja, nagle zupełnie opanowana. — Kocham cię.

John uśmiechnął się posępnie.

— Wierzę ci. Ja też cię kocham, ale jestem w stanie zaakceptować tylko proste sytuacje.

— Ta jest prosta!

— Nie. To znaczy, skoro jesteś zakochana jednocześnie w więcej niż jednej osobie… Cóż, zdarza się, tak to już w życiu jest. Jednak lojalnym jest się tylko wobec jednej osoby. I ja chcę być lojalny. Wobec kogoś, kto jest lojalny w stosunku do mnie. To jest proste, ale…

Potrząsnął z rezygnacją głową, najwyraźniej nie mogąc znaleźć odpowiednich słów. Po chwili ruszył z powrotem do wschodniego rzędu komór i zniknął w luku.

— Amerykanie — rzuciła zjadliwie Maja. — Pieprzeni gówniarze! — Wstała i poszła za Johnem.

Wkrótce wróciła. John przyłączył się do jakiejś grupki w jednej z sal i nie opuszczał jej ani na moment, nie mogła więc z nim porozmawiać.

— Jestem zmęczona — próbowała się wykręcić Nadia, ale Maja jej nie słuchała i stawała się coraz bardziej rozdrażniona. Przez ponad godzinę rozmawiały o Johnie i Franku, w kółko wałkując jeden i ten sam temat. Wreszcie Nadia zgodziła się pójść do Johna i poprosić go, aby przyszedł do Mai na rozmowę. Ruszyła ponuro przez komory, obojętnie popatrując na cegły i kolorowe nylonowe kotary. Pośredniczka, której nikt nie zauważa? Czy nie mogliby sobie zatrudnić robotów do załatwiania tych spraw? Znalazła Johna, który natychmiast przeprosił, że wcześniej ją zignorował.

— Byłem zdenerwowany, przepraszam. Pomyślałem, że pewnie i tak dowiesz się w końcu o wszystkim.

Nadia wzruszyła ramionami.

— Nic się nie stało. Słuchaj, musisz z nią koniecznie pogadać. Tak to już jest z Mają… Trzeba z nią nieustannie rozmawiać… Jeśli się decydujesz być w jakimś związku, musisz umieć w nim być, ale także się z niego wydobyć. Jeśli teraz nie pójdziesz i nie wyjaśnisz wszystkiego raz na zawsze, to później nie będzie ci to dawało spokoju, wierz mi.

To go przekonało. Z grobową miną odwrócił się i poszedł szukać Mai. Nadia nareszcie mogła pójść spać.

Nazajutrz bardzo późno skończyła pracę przy budowie rowu. To było trzecie zadanie wyznaczone na ten dzień i drugie, przy którym miała kłopoty. Wcześniej Sarnantha próbowała nałożyć ładunek na łyżkę koparki, wykonując jednocześnie obrót maszyną i urządzenie przewróciło się do przodu, co spowodowało pęknięcie wysięgników i oderwanie się łyżki. Na ziemię wylał się płyn hydrauliczny i zamarzł, zanim zdołali poruszyć maszynę. Teraz musieli odłączyć nasadę łyżki, a następnie umieścić wysięgniki pod ładownią traktora i przenieść na nie cały ciężar pojazdu, aby przywrócić mu równowagę. Każdy etap tej operacji był niezwykle trudny i wymagał niebywałej precyzji.

Potem, gdy tylko skończyła, Nadia została poproszona o pomoc przy maszynie wiertniczej marki Sandvik Tubex. której używali do drążenia otworów w olbrzymich głazach narzutowych, które napotykali podczas układania wodociągu od kwater alchemików do stałego osiedla. Zagłębiony w ziemię pneumatyczny młot najwyraźniej przymarzł, ponieważ tkwił wbity aż po uchwyt i nie sposób go było ruszyć. Nadia przez chwilę przyglądała mu się uważnie.

— Masz jakiś pomysł, jak go wyjąć, zęby się nie złamał? — spytał Spencer.

— Trzeba rozbić głaz — odparła ze znużeniem Nadia. Podeszła i wsiadła do ciągnika z przymocowaną koparką. Podjechała, opuściła czerpak na powierzchnię ogromnego kamienia, po czym wysiadła i zaczęła przytwierdzać do koparki mały wahadłowy młot hydrauliczny typu Allied. Właśnie umieściła go we właściwym położeniu na szczycie głazu, gdy wbity w zagłębienie młot nagle szarpnął do tyłu wiertłem, pociągnął za sobą kamień i zahaczył o wierzch lewej dłoni Nadii.

Instynktownie usiłowała się cofnąć i wtedy straszliwy ból przeszył jej ramię, błyskawicznie promieniując na klatkę piersiową. Poczuła się tak, jakby połowa jej ciała płonęła żywym ogniem i z trudem cokolwiek widziała. Po chwili dotarły do niej przerażone krzyki:

— Co się dzieje?! Co się stało?!

Chyba krzyczała.

— Pomóżcie mi! — wrzasnęła rozpaczliwie.

Przez chwilę siedziała nieruchomo. Rozharatana ręka nadal tkwiła zaklinowana między skałą i młotem. Potem Nadia zaparła się nogami o przednie koło ciągnika, odepchnęła się z całych sił i poczuła, jak młot miażdży kości dłoni o skałę, ale udało się. Upadła na plecy, ręka została uwolniona. Ból zupełnie ją zamroczył, poczuła mdłości i pomyślała, że chyba za chwilę zemdleje. Uklękła, podpierając się zdrową ręką; zauważyła, że roztrzaskana dłoń silnie krwawi, rękawiczka jest rozdarta, a małego palca najwyraźniej w ogóle nie ma. Jęknęła i skuliła się, przyciskając do piersi zranioną dłoń, a potem lekceważąc rwący ból dotknęła nią ziemi. Pomimo sporego krwawienia ręka powinna zamarznąć w ciągu… Ile czasu to może potrwać?

— Zamarzaj, do cholery, zamarzaj wreszcie! — krzyknęła Nadia. Energicznym ruchem głowy strząsnęła z oczu łzy i zmusiła się, by spojrzeć na dłoń. Wszędzie wokół była parująca krew. Z całych sił, aż do granic wytrzymałości, wduszała rękę w ziemię. Rwący ból zaczął słabnąć. Wkrótce dłoń zdrętwieje, musi jednak uważać, aby nie odmrozić całej ręki! Z przerażeniem próbowała wyczuć odpowiedni moment na wyszarpnięcie dłoni z ziemi, kiedy nagle otoczyli ją ludzie. Podnieśli ją delikatnie i wtedy zemdlała.

Tak właśnie została okaleczona. Dziewięciopalczasta Nadia, jak nazwał ją przez telefon Arkady. Wysłał jej też dwuwiersz Jewtuszenki, napisany dla upamiętnienia śmierci Louisa Armstronga:

Rób nadal to, co robiłeś dotąd

Wciąż tak wspaniale graj.

— Jak to znalazłeś? — spytała Nadia. — Jakoś nie mogę sobie ciebie wyobrazić, jak czytasz Jewtuszenkę.

— Oczywiście, że go czytam, jest lepszy niż McGonagall! No dobra, szczerze mówiąc, znalazłem ten fragment w książce o Armstrongu. Zainteresowało mnie to, co kiedyś powiedziałaś, i od jakiegoś czasu słucham jego standardów podczas pracy, a ostatnio wieczorami czytam też jego biografię.