Выбрать главу

– Ceclass="underline" czołg. Godzina: pierwsza. Pal! – Abrams odskoczył do tyłu. – Trafienie!

– Uwaga, uwaga! – zawołał dowódca piechoty. – Od północy nadlatują wrogie helikoptery.

Dziesięć Mi-24 hind przybyło późno, mimo tego w ciągu niepełnej minuty zniszczyło dwa czołgi. Zaraz pojawiły się niemieckie phantomy. Zasypały radzieckie maszyny rakietami powietrze-powietrze i pociskami z działek pokładowych. Potem zaczęły pojawiać się pociski klasy ziemia-powietrze. Niebo cięły smugi dymu… i nagle w polu widzenia nie było ani jednej maszyny.

– Grzęźniemy – oświadczył Aleksiejew.

Wyciągnął przed chwilą bardzo istotną naukę: helikoptery bojowe nigdy nie sprostają myśliwcom. Właśnie wtedy – pomyślał – gdy Mi-24 mogły odwrócić obraz bitwy, musiały umykać przed niemieckimi myśliwcami. Siła rosyjskiej artylerii słabła. Kanonierzy NATO trafiali celnie. Pomagały im myśliwce nurkujące. Należało zorganizować mocniejsze wsparcie powietrzne.

– Do diabła z tym! – odparł pułkownik i wydał przez radio kolejne rozkazy do batalionów na lewej flance.

– Na godzinie dziesiątej widać chyba wóz dowódcy. Stoi na szczycie wzgórza. Możemy go dosięgnąć?

– Daleki strzał. Ja…

Łup!

Pocisk trafił w sam przód wieżyczki.

– Czołg. Godzina trzecia, blisko…

Kanonier uruchomił urządzenia obracające wieżyczkę. Nie zadziałały Żołnierz sięgnął natychmiast do dźwigni ręcznego sterowania. Mackall rzucił się do karabinu maszynowego i posłał serię w stronę zbliżającego się T-80, który wynurzył się dosłownie znikąd. Kanonier gorączkowo kręcił dźwignią. Od pancerza abramsa odbił się drugi rosyjski pocisk. Pomagał kierowca; obaj żywili rozpaczliwą nadzieję, że zdołają przywrócić maszynie zdolność bojową. W wyniku pierwszego uderzenia uszkodzony został komputer. T-80 był już w odległości niecałego kilometra, kiedy kanonier uporał się wreszcie z usterką. Odpalił natychmiast HEAT-a, ale nie trafił. Ładowniczy umieścił w komorze kolejny pocisk. Kanonier błyskawicznie naprowadził działo na cel i strzelił. Trafienie.

– Zbliżają się następne – ostrzegł kanonier.

– Byk Sześć, tu Trzy-Jeden, oskrzydlają nas niedobrzy chłopcy. Potrzebujemy pomocy – zawołał do mikrofonu Mackall, a następnie zwrócił się do kierowcy:

– W lewo i do tyłu. Wiejmy!

Kierowca nie potrzebował zachęty. Pochylił się i, wyjrzawszy przez wąskie szczeliny obserwacyjne, szarpnął dźwignię przepustnicy. Czołg runął całą mocą do tyłu, po czym zaraz skręcił w lewo. Kanonier w tym czasie próbował trafić w kolejny cel, ale automatyczny stabilizator też nie funkcjonował. Żeby trafić, musieli na chwilę przystanąć – a to znaczyło śmierć.

Pojawił się lecący na małej wysokości kolejny thunderbolt i posłał w stronę Rosjan serię pocisków. Dwa następne radzieckie czołgi zostały unieruchomione, ale samolot musiał się wycofać, ciągnąc za sobą smugę dymu. Artyleria otworzyła ogień, próbując powstrzymać rosyjskie natarcie.

– Na rany Chrystusa, zatrzymaj na chwilę, a ubiję któregoś skurwiela! – wrzasnął kanonier.

Czołg stanął natychmiast. Kanonier dał ognia i trafił T- 72 w gąsienicę.

– Ładuj!

Po lewej stronie, w odległości stu metrów od Mackalla pojawił się drugi czołg. Był nietknięty. Wystrzelił trzy pociski, z których dwa utkwiły w celach. Potem nadleciał radziecki helikopter i roztrzaskał rakietą maszynę dowódcy piechoty. Po chwili zestrzelony został z ręcznej wyrzutni stingerów którą dysponowali niemieccy piechurzy. Mackall skulił się, kiedy z prawej i lewej strony wieżyczki jego czołgu przeleciały dwie „swoje" rakiety przeciwczołgowe HOT, aby trafić w nacierających Rosjan.

– Przed nami czołg z anteną.

– Widzę go. Pocisk podkalibrowy! – kanonier przekręcił korbą wieżyczki w prawo. Podniósł lufę i wystrzelił.

– Kapitanie Aleksandrow! – krzyknął w mikrofon dowódca dywizji. Słowa dowódcy batalionu nagle umilkły.

Pułkownik używał radia zbyt długo. Stacjonująca w odległości szesnastu kilometrów niemiecka bateria samobieżnych 155-milimetrowych dział namierzyła radiowy sygnał i wystrzeliła w tym kierunku dwadzieścia pocisków. Aleksiejew usłyszał ich wizgot i, ciągnąc za sobą Siergietowa, wskoczył w wykopaną przez Niemców transzeję. W pięć sekund później rozległ się potworny huk, a potem wszystko spowiły kłęby dymu. Kiedy generał wychylił głowę, ujrzał, iż pułkownik, ciągle w pozycji stojącej, wydaje przez radio komendy. Za nim płonął transporter dowódcy. We wnętrzu wozu została centrala radiowa. Pięciu żołnierzy zginęło, sześciu wyło z bólu. Aleksiejew z niepokojem spojrzał na krwawą bruzdę na ręku.

Mackall zniszczył wprawdzie jeszcze jeden czołg, ale w końcu to Niemcy za pomocą pocisków HOT powstrzymali rosyjski atak. Straciwszy połowę swych czołgów, radziecki dowódca załamał się nerwowo. Niedobitki radzieckiego wojska postawiły zasłonę dymną i wycofały się na południowy stok wzgórza. Poganiał je ogień artylerii sprzymierzonych. Bitwa lądowa chwilowo ucichła.

– Mackall, co się tam dzieje? – zapytał oficer piechoty.

– Gdzie jest Szóstka?

– Po twojej lewej – Mackall spojrzał w tamtą stronę i ujrzał płonącą maszynę dowódcy. A więc to tak…

– To my, sir. Ilu naszych zostało?

– Naliczyłem cztery maszyny.

Boże wielki – pomyślał sierżant.

– Dajcie mi pułk z dywizji czołgów, a wreszcie to skończę. Im już nic nie zostało – upierał się pułkownik. Na twarzy miał krew z powierzchownej rany.

– Załatwię to. Kiedy możecie rozpocząć atak? – spytał Aleksiejew.

– Za dwie godziny. Muszę tylko przegrupować siły.

– Doskonale. Wracam do kwatery głównej. Opór przeciwnika był silniejszy, niż przypuszczaliście, towarzyszu pułkowniku. Niemniej wasze wojsko walczyło mężnie. Każcie waszym służbom wywiadowczym lepiej pracować. Zgromadźcie jeńców i solidnie ich przesłuchajcie. – Aleksiejew oddalił się. Krok w krok podążał za nim Siergietow.

– Gorzej niż przewidywałem – zauważył kapitan po wejściu do transportera.

– Musieli przeciw nam wystawić co najmniej pułk – Aleksiejew wzruszył ramionami. – Przy takich omyłkach długo nie pociągniemy. W dwie godziny sforsowaliśmy cztery kilometry, ale za jaką cenę. I te skurwysyny od samolotów… Kiedy wrócimy, powiem to i owo generalicji z lotnictwa osłonowego!

– Jest pan prawdziwym żołnierzem – powiedział porucznik.

Okazało się, że pozostało jednak pięć czołgów; po prostu w jednym z nich popsuło się radio.

– Wspaniale pan walczył, naprawdę wspaniale.

– A jak Niemcy? – spytał Mackall nowego dowódcę.

– Pięćdziesiąt procent strat. Iwan odepchnął nas o cztery kilometry. Jeszcze jeden taki atak i po nas. W ciągu godziny mamy otrzymać posiłki. Przekonałem dowództwo pułku, że Iwanowi niebywale zależy na tej pozycji. Otrzymamy w związku z tym pomoc. Od Niemców. O zmierzchu przyślą tu batalion, a o świcie prawdopodobnie następny. Proszę uzupełnić paliwo i amunicję. Nasi drodzy przyjaciele niebawem znów się pojawią.