Выбрать главу

– Jaka sytuacja?

– Na drodze na wschód od Sack kontratakuje batalion niemieckich czołgów. Myślę, że już je powstrzymano. W każdym razie wysłaliśmy za nimi na południowy zachód transportery opancerzone. Nasza piechota zmotoryzowana jest już w mieście. Donoszą tylko o niewielkim oporze. Pozostałe oddziały powinny tam być w ciągu godziny.

– A obrona przeciwlotnicza?

– Tuż za pierwszą grupą wojska posuwają się wyrzutnie SAM-ów i ruchome działa przeciwlotnicze. Mamy też obiecaną osłonę powietrzną. Dwa pułki migów-21 czekają na nasz znak. Nie przyznano nam tylko myśliwców nurkujących. Dziś rano poniosły zbyt duże straty. Ale przeciwnik też. Do południa zestrzeliliśmy dwanaście maszyn NATO.

Aleksiejew skinął głową i, jak już nauczyło go doświadczenie, podaną liczbę podzielił przez trzy.

– Wybaczcie, towarzyszu generale. Jestem pułkownik Popow, oficer polityczny waszej dywizji.

– Wspaniale, towarzyszu pułkowniku. Mam nadzieję, że przeżyję i wypełnię swoje obowiązki wobec Partii do końca. Jeśli macie coś istotnego do powiedzenia, mówcie szybko!

W tej chwili akurat ampolita Aleksiejew potrzebował najmniej.

– Po zdobyciu Alfeld…

– Jeśli Alfeld zdobędziemy, podaruję wam klucze do miasta. A na razie mam jeszcze inne sprawy na głowie. Odmeldujcie się.

Chciał pewnie prosić o zezwolenie na egzekucję ewentualnych faszystów – pomyślał Aleksiejew. Jako czterogwiazdkowy generał nie mógł lekceważyć oficerów politycznych, ale mógł ewentualnie ignorować wszystkich niższych rangą od generała.

Zbliżył się do stołu z mapami taktycznymi. Po jednej stronie porucznicy ciągle nanosili strzałkami znaczące postępy jego – jego – jednostek. Po drugiej oficerowie wywiadu naznaczali wszelkie zmiany zachodzące na pozycjach wroga. Położył dłoń na ramieniu oficera operacyjnego.

– Tuż za piechotą zmotoryzowaną puścicie prowadzący pułk. Jeśli potrzebna będzie jakaś pomoc, natychmiast jej udzielić. Chcę przełamać front i to chcę przełamać go dzisiaj. Co z artylerią?

– Dwa bataliony ciężkich dział w pełnej gotowości.

– Świetnie. Jak tylko piechota poda namiary, niech uderzają. Nie ma czasu na ceregiele. Pakt Atlantycki wie, że tu jesteśmy, więc głównym naszym wrogiem jest czas. Czas pracuje dla nich, nie dla nas.

Oficer operacyjny i dowódca artylerii wyszli ramię w ramię i dwie minuty później odezwały się stupięćdziesięciopięciomilimetrowe działa. Aleksiejew postanowił wystąpić o pośmiertne odznaczenie dowódcy 20. Dywizji Czołgów. Człowiek ten w pełni zasłużył na nagrodę za ład i dyscyplinę, jakie wprowadził w podległej sobie formacji.

– Atak nieprzyjacielskiego lotnictwa – odezwał się znad mapy oficer. – Z lasu na wschód od Sack wyjeżdżają nieprzyjacielskie czołgi w sile mniej więcej jednego batalionu. Mają silne wsparcie artyleryjskie.

Aleksiejew wiedział, że teraz już wszystko spoczywa w rękach jego pułkowników i musi im ufać. Czas, kiedy generał mógł ogarniać spojrzeniem całą bitwę i wszystko kontrolować, dawno minął. Oficerowie sztabowi nieustannie nanosili na mapę swe maleńkie znaczki. Niemcy powinni teraz zaczekać – pomyślał generał. Powinni przepuścić czołówki atakującej dywizji i zaatakować linie zaopatrzenia. To była głupota; Aleksiejew po raz pierwszy zetknął się z niemieckim dowódcą popełniającym błąd taktyczny. Był to zapewne młody oficer, który zajął miejsce zabitego lub rannego dowódcy. Albo po prostu miał w pobliżu rodzinny dom. Bez względu na przyczynę stanowiło to poważny błąd i Aleksiejew zamierzał bezlitośnie go wykorzystać. Dwa pierwsze pułki czołgów poniosły straty, ale w ciągu dziesięciu szaleńczych minut zmiotły ze swej drogi kontratakujących Niemców.

– Jeszcze dwa kilometry; pierwsze oddziały są już tylko dwa kilometry od Sack. Bije tylko artyleria nieprzyjacielska. Widzimy już kolejne nasze oddziały. Piechota z Sackinformuje o niewielkim oporze. Wysłany zwiad donosi, że droga do Alfeld stoi otworem.

– Ominąć Sack – rozkazał Aleksiejew. Naszym celem jest Alfeld nad Leiną.

Alfeld, Republika Federalna Niemiec

Była to jednostka zebrana w pośpiechu. Amerykańska piechota zmotoryzowana i oddział czołgów z brytyjskiej brygady wzmocnił niedobitki Niemców i Belgów, którzy tego dnia stawili czoło pięciu dywizjom sowieckim. Czasu było niewiele. Saperzy, używając opancerzonych buldożerów, gorączkowo szykowali osłony dla czołgów, a żołnierze piechoty kopali stanowiska dla wyrzutni pocisków przeciwpancernych. Pierwszym ostrzegawczym znakiem była chmura kurzu na horyzoncie. W ich stronę sunęła dywizja rosyjskich czołgów, a przecież nie zakończono jeszcze ewakuacji ludności cywilnej z miasteczka. Trzydzieści kilometrów na zachód krążyły w powietrzu myśliwce nurkujące; czekały na sygnał.

– Nieprzyjaciel w polu widzenia – poinformował przez radio obserwator z wieży kościelnej.

W kilka chwil później na radzieckie kolumny spadła nawała artyleryjskiego ognia. Załogi wyrzutni rakiet przeciwczołgowych zdarły pokrowce z urządzeń celowniczych i uzbroiły pociski. Zapowiadało się ciężkie popołudnie. Challengery z 3. Królewskiego Pułku Czołgów tkwiły w swych okopach, a kanonierzy namierzali odległe cele.

Wypadki toczyły się zbyt szybko i w ogólnym zamieszaniu nie starczyło czasu, by precyzyjnie ustalić zasady kontaktu między poszczególnymi jednostkami. Pierwsi otworzyli ogień Amerykanie. Rakiety TOW-2 pomknęły tuż nad ziemią, wlokąc za sobą przewody niczym pajęcze nici i kierując się w stronę odległych o cztery kilometry czołgów T-80…

– Pierwsze nasze czołgi weszły w zasięg rażenia wojsk rakietowych wroga – poinformował pochylony nad nakresem oficer.

– Wybijcie nieprzyjaciela do nogi – polecił Aleksiejew dowódcy artylerii.

W niecałą minutę później wielolufowe wyrzutnie rakiet wypełniły niebo smugami dymu i ognia. Na linii walki rozpoczęła się prawdziwa rzeź. Potem włączyła się cała artyleria NATO.

– Pułk prowadzący natarcie poniósł ogromne straty.

Aleksiejew oglądał w milczeniu mapę. Nie było miejsca ani czasu na ruchy pozoracyjne. Jego żołnierze musieli jak najszybciej przedrzeć się przez linie nieprzyjacielskie, by przejąć mosty na Leinie. Znaczyło to ogromne ubytki w jednostkach pierwszego uderzenia. Przełamanie linii frontu było niezwykle kosztowne, ale generał musiał tę cenę zapłacić.

Dwanaście belgijskich myśliwców F-16 przemknęło z prędkością dziewięciuset kilometrów na godzinę tuż nad polem walki i zrzuciło na pierwsze radzieckie kolumny tony bomb. Niecały kilometr przed pozycjami sprzymierzonych zapłonęło nagle trzydzieści czołgów oraz dwadzieścia wozów bojowych piechoty. Samoloty ścigał rój rakiet. Jednosilnikowe myśliwce wykonały raptowny skręt na zachód i pomykając tuż nad ziemią, próbowały uniknąć śmiercionośnych pocisków. Trzy strącone maszyny spadły prosto na pozycje Paktu Atlantyckiego, powiększając jeszcze rozmiary jatki czynionej przez rosyjski ogień.

Dowódca angielskich czołgów zrozumiał, że nie zdoła powstrzymać szarży Rosjan. Miał po prostu za mało wozów. Mimo iż brytyjski batalion wciąż jeszcze był zdolny stawiać opór, postanowił go wycofać. Poinformował swoje kompanie, by przygotowały się do odwrotu i próbował przekazać wiadomość dalej. Ale walczący pod Alfeld żołnierze pochodzili z czterech różnych armii, mówili innymi językami, a także, dysponowali odmiennymi systemami radiowymi. Ponadto wcześniej nie starczyło czasu, by ustalić, kto sprawuje zwierzchnictwo nad całością. Niemcy nie chcieli się cofać. Nie ewakuowano jeszcze całego miasta, więc i niemieccy żołnierze postanowili tkwić na swych pozycjach do chwili, aż ich rodacy będą bezpieczni za rzeką. Brytyjskiego pułkownika posłuchali natomiast Amerykanie i Belgowie. Niemcy zostali. Spowodowało to kompletny chaos na liniach obronnych Paktu Atlantyckiego.