Amerykanie nie mieli czasu napawać się zwycięstwem. Dowódca misji zameldował o zbliżającej się drugiej grupie migów i eskadry przegrupowały się, tworząc potężny mur złożony z dwudziestu czterech maszyn. Kiedy migi znalazły się w strefie zakłóceń, amerykańscy piloci wyłączyli radary na dwie minuty. Zastępca dowódcy radzieckich myśliwców popełnił duży błąd. Lecący obok niego pilot znalazł się w poważnym niebezpieczeństwie, więc Rosjanin ruszył mu z pomocą. Jedna grupa tomcatów wystrzeliła pozostałe sparrowy, inna – sidewindery. Do ośmiu radzieckich maszyn zbliżało się trzydzieści osiem pocisków; radzieccy piloci nie zdawali sobie nawet sprawy, co podąża w ich kierunku. Połowa z nich nigdy się tego nie dowiedziała. Strąceni zostali z nieba przez amerykańskie rakiety powietrze-powietrze. Trzy migi uszkodzono.
Piloci tomcatów chcieli początkowo ścigać uszkodzone maszyny, ale nie pozwolił im na to dowódca. Mieli mało paliwa, a Stornoway odległe było o siedemset mil. Skręcili na wschód, trafiając w pozostawioną przez B-52 chmurę aluminium. Amerykanie byli przekonani, że zestrzelili trzydzieści siedem rosyjskich maszyn, choć spodziewali się zastać w powietrzu tylko dwadzieścia siedem. Tak naprawdę migów było dwadzieścia sześć; jedynie pięć radzieckich samolotów wyszło z walki bez szwanku.
Oszołomiony dowódca bazy lotniczej w Keflaviku natychmiast zorganizował akcję ratunkową. W poszukiwaniu rozbitków wysłał nad morze helikoptery bojowe dywizji spadochroniarzy.
Z Alfeld do Hameln jest trzydzieści kilometrów – pomyślał Aleksiejew. Dla czołgu godzina jazdy. Obecnie trasę tę pokonywały jednostki wchodzące w skład trzech dywizji, ale od chwili sforsowania rzeki przebyły jedynie osiemnaście kilometrów. Tym razem z powodu Anglików.
Maszyny Królewskiego Pułku Czołgów i 21. Pułku Lansjerów powstrzymały pochód radzieckich jednostek. Od osiemnastu godzin Brytyjczycy nie cofnęli się o krok. Było to rzeczywiste zagrożenie. Bezpieczeństwo jednostek zmechanizowanych udawało się zapewnić tylko wtedy, jeśli pozostawały w ciągłym ruchu. W wyłom dokonany w liniach nieprzyjaciela Rosjanie pchali coraz to nowe oddziały, ale NATO bez litości wykorzystywało swoje lotnictwo. Nowo powstałe mosty na Leinie natychmiast zostały zniszczone. Saperzy zorganizowali specjalne punkty, gdzie radziecka piechota w transporterach opancerzonych mogła pokonać wodę wpław. Ale czołgi nie mogły pływać, a wszelkie próby przebycia rzeki pod wodą – do czego maszyny były teoretycznie przystosowane – kończyły się niepowodzeniem. Zbyt wiele jednostek użytych zostało do przerwania frontu i pozostało ich za mało, by sukces ten wykorzystać. Aleksiejew dokonał zgoła podręcznikowego przełomu; po to tylko, by się przekonać, że strona przeciwna posiada własny podręcznik, mówiący, jak zahamować ofensywę, a następnie wyjść z opresji zwycięsko. Zachodni teatr dysponował sześcioma rezerwowymi dywizjami klasy A. Potem musiano by wprowadzić do boju dywizje kategorii B, złożone z rezerwistów – starszych ludzi z przestarzałym sprzętem. Były to wprawdzie jednostki bardzo liczne, ale w boju nie mogły się równać z formacjami, w skład których wchodzili młodzi żołnierze. Generał nie posyłał dotąd tych oddziałów w bój, gdyż żywił przekonanie, że poniosą dużo większe straty. Teraz jednak nie miał wyboru. Żądali tego polityczni władcy Aleksiejewa. On był tylko wykonawcą ich woli.
– Muszę wracać na linię frontu – oświadczył przełożonemu.
– Dobrze, Pasza, ale masz się trzymać co najmniej pięć kilometrów od pierwszej linii. Nie mogę cię stracić.
Naczelny dowódca wojsk sprzymierzonych w Europie zajrzał do swych pedantycznie sporządzonych wykazów. Wprowadził już do walki prawie całe rezerwy, a Rosjanie posiadali, wydawało się, nieograniczone zasoby ludzi i pojazdów i wysyłali do walki coraz to nowe oddziały. Jego wojska nie miały czasu zreorganizować się i przegrupować. Przeżywały największy koszmar, jaki mógł spotkać armię: potrafiły reagować na posunięcia przeciwnika, ale o przejęciu inicjatywy praktycznie nie było mowy. Dotąd udawało im się jeszcze sprawować kontrolę nad sytuacją – ale tylko w ogólnych zarysach. Zgodnie z mapą, na południowy wschód od Hameln znajdowała się angielska brygada. W rzeczywistości był to tylko wzmocniony pułk złożony z wyczerpanych ludzi dysponujących niesprawnym już w dużej mierze sprzętem. Przed całkowitym załamaniem ratowała go wyłącznie artyleria i lotnictwo. Ale i tego mogło okazać się za mało, gdyby nie nadeszły szybko dostawy sprzętu. Dużo gorzej rzecz się miała z amunicją.
Dowódca dysponował zaledwie dwutygodniowym zapasem, a dostawy z Ameryki opóźniały się z powodu szaleńczych rosyjskich ataków na konwoje. I co ma powiedzieć ludziom? By oszczędzali amunicję? Przecież Rosjan można powstrzymać wyłącznie nawałą ognia i sprzętu.
Rozpoczynała się poranna odprawa. Szefowi wywiadu NATO – Niemcowi w stopniu generała – towarzyszył holenderski major, który przyniósł ze sobą taśmę wideo.
Oficer wiedział, że wódz naczelny zawsze pragnie oglądać nie wygładzone analizy, lecz surowy, nie obrobiony jeszcze materiał. Holender włączył aparaturę.
Najpierw pojawiła się stworzona przez komputer mapa, a następnie wykaz jednostek. Na ekranie w ciągu dwóch minut wyświetlono dane, które zbierano przez pięć godzin. Informacje powtórzono kilkakrotnie tak, by oficerowie mogli dokładnie zorientować się w sytuacji.
– Generale, wedle naszych obliczeń Sowieci wysyłają do Alfeld sześć pełnych dywizji. Tutaj, na głównej drodze prowadzącej z Braunschweig widzi pan pierwszą z nich. Reszta nadciągnie niebawem. Te dwie, zmierzające na południe, to formacje rezerwowe, zabrane z grupy północnej ich armii.
– Zatem sądzi pan, że tu będzie główny punkt ich natarcia? – spytał głównodowodzący.
– Ja – skinął głową niemiecki generał. – Tu jest Schwerpunkt.
Dowódca wojsk sprzymierzonych w Europie zmarszczył brwi. Najrozsądniej byłoby wycofać się za Wezerę, skrócić linie obrony i przegrupować jednostki. Ale to oznaczałoby utratę Hanoweru. Na to Niemcy nigdy się nie zgodzą. Ich strategia walki o próg każdego domu kosztowała Rosjan bardzo drogo – ale jednocześnie sprawiła, że rozciągnięcie linii obronnych Paktu Atlantyckiego osiągnęło punkt krytyczny. Ze względów politycznych Niemcy nigdy by nie przystali na taką strategię cofnięcia linii frontu. Ich jednostki zostałyby na stanowiskach i toczyły walkę samotnie; mógł to odczytać w oczach szefa swego wywiadu.
A gdyby ktoś najechał twoje New Hampshire? – zadał sobie w duchu pytanie. – Czy też cofnąłbyś się do Pensylwanii?
Godzinę później połowa rezerw NATO skierowana została na wschód, z Osnabriick do Hameln. Bitwa o Niemcy miała rozegrać się na prawym brzegu Wezery.
Powracające tomcaty miały chwilę spokoju. Gdy tylko wylądowały, brytyjskie i amerykańskie załogi naziemne uzupełniły w nich paliwo i podwiesiły nowe rakiety. Teraz Rosjanie już dużo ostrożniej atakowali położone na północy brytyjskie lotniska. Radary pokładowe amerykańskich samolotów radiolokacyjnych w połączeniu z aparaturą angielskich nimrodów i shackletonów bardzo utrudniły życie nadlatującym z Andoyi w Norwegii dwusilnikowym bombowcom Blinder. W czasie, gdy angielskie tornada odbywały patrole w odległości dwustu mil od brzegu, załogi ze Stanów Zjednoczonych odpoczywały. Kilku przedsiębiorczych szefów malowało poniżej kabin pilotów czerwone gwiazdki, a oficerowie analizowali filmy nagrywane na taśmach wideo podczas potyczek oraz odczytywali zapisy sygnałów radzieckich radarów kierujących rakietami.