Выбрать главу

– Mamy już dosyć tych ryb, ale samo łowienie jest kapitalne.

– A jak twoja dama?

Mike'a rozśmieszyło to określenie.

– Nie hamuje nam tempa, jeśli o to ci chodzi. Coś jeszcze?

– Nie.

– W porządku, jak będziemy mieli coś ciekawego, połączymy się.

Edwards wyłączył radio.

– Nasi przyjaciele twierdzą, że lotnictwo morskie dało dziś Rosjanom nieźle w kość.

– W samą porę – odparł Smith.

Zostało mu jeszcze pięć papierosów. Teraz wpatrywał się w nie i myślał zapewne, czy uszczuplić ich liczbę do czterech. Obserwujący go Edwards spostrzegł, że sierżant wyjął jednak zapalniczkę i zaczął truć samego siebie.

– Idziemy do Hvammsfjórduru? – spytała Vigdis. – Po co?

– Ktoś widocznie chce wiedzieć, co tam jest – odparł Edwards.

Rozwinął mapę taktyczną. Wynikało z niej, że wejście do zatoki jest pełne skał. Po chwili dopiero uświadomił sobie, że na mapie wysokości podaje się w metrach, a głębokości w sążniach…

Keflavik

– Ile?

Dowódca pułku myśliwców wysiadł ostrożnie z helikoptera. Rękę miał przybandażowaną do piersi. Katapultując się ze zniszczonej maszyny, pułkownik wybił sobie bark, a kiedy lądował na skalistym, górskim zboczu, zwichnął jeszcze nogę w kostce i pokaleczył twarz. Odnaleziono go dopiero po jedenastu godzinach. Generalnie mógł mówić o dużym szczęściu… jak na durnia, który wpędził swój dywizjon w taką pułapkę.

– Pozostało pięć sprawnych maszyn. Z uszkodzonych naprawiliśmy dwie. – Pułkownik zaklął. Mimo zastrzyku z morfiny czuł narastającą wściekłość.

– A ludzie?

– Odnaleźliśmy sześciu, wliczając was. Dwaj są cali i zdrowi. Mogą lecieć choćby zaraz. Reszta trafiła do szpitala.

Niedaleko wylądował drugi helikopter. Wysiadł z niego generał wojsk powietrznodesantowych i ruszył w ich stronę.

– Cieszę się, że żyjecie.

– Dziękuję, towarzyszu generale. Kontynuujecie poszukiwania?

– Cały czas. Wyznaczyłem do tego celu dwa helikoptery. Co się właściwie wydarzyło?

– Amerykanie zainscenizowali nalot ciężkich bombowców. Nie spotkaliśmy żadnego. Słyszeliśmy tylko ich radiostacje zagłuszające. Równolegle przysłali myśliwce. Kiedy nadlatywaliśmy, bombowce czmychnęły.

Pułkownik lotnictwa starał się zachować twarz, a generał nie był zbyt dociekliwy. Pełnili służbę na wysuniętym posterunku, więc takich rzeczy należało się spodziewać. Migi nie mogły przecież zignorować amerykańskiego nalotu i nie było podstaw winić tego człowieka.

Generał poprosił już drogą radiową o nowe myśliwce, ale nie miał nadziei, że je dostanie. Według założeń samoloty nie były tu konieczne. Z drugiej strony jednak ten sam plan przewidywał, że dywizja o własnych siłach ma trzymać wyspę tylko przez dwa tygodnie. W tym czasie Niemcy miały zostać pokonane, a wojna w Europie wygasać. Otrzymał kilka doniesień z frontu o tym, że wiadomości radia moskiewskiego są przesadnie optymistyczne. Armia Czerwona miała dotrzeć do Renu – i docierała tak już od pierwszego dnia tej przeklętej wojny! Wszelkie harmonogramy czasowe diabli wzięli. Szef jego wywiadu, by zorientować się w ogólnej sytuacji, ryzykował życiem, słuchając potajemnie dzienników rozgłośni zachodnich – KGB traktowało to jako akt nielojalności. Jeśli doniesienia zachodnie były prawdziwe – tak naprawdę to niezbyt im dowierzał – w Niemczech trwała krwawa jatka. Do chwili jej zakończenia nie będą na Islandii bezpieczni.

Czy Pakt Atlantycki zaatakuje Islandię? Jego oficer operacyjny twierdził, że nie dojdzie do tego tak długo, jak długo Amerykanie nie uporają się z radzieckimi bombowcami dalekiego zasięgu mającymi bazy w Kirowsku. Przejęcie Islandii z kolei miało zapobiec przesunięciu amerykańskich lotniskowców na pozycje, w których mogłyby prowadzić skuteczne działania przeciw tym samolotom. Z tych planów na papierze wynikało, że generał winien spodziewać się wyłącznie ataków lotniczych. Po to miał pociski klasy ziemia-powietrze. A przecież nie został dowódcą dywizji dlatego, że przez całe życie grzebał w papierach.

Północny Atlantyk

– Co mi się, do diabła, stało?

Kapitan popatrzył na przewód kroplówki podłączonej do jego ramienia. Ostatnią rzeczą, jaką pamiętał, była popołudniowa wachta i to, że szedł mostkiem…

Iluminator znajdujący się po prawej stronie jego kajuty został zasłonięty. Zaciemnienie. Na zewnątrz panowała noc.

– Zemdlał pan, kapitanie – odparł szef ekipy lekarskiej. – Proszę się nie…

Kapitan próbował jednak wstać. Uniósł głowę jakieś czterdzieści centymetrów i ponownie opadł na poduszkę.

– Musi pan odpocząć. Wystąpił u pana krwotok wewnętrzny, kapitanie. Zeszłej nocy wymiotował pan krwią Myślę, że pękł wrzód. Bardzo się już o pana niepokoiłem. Czemu się pan do mnie nie zgłosił wcześniej?

Szef wskazał buteleczkę z pigułkami "maalox".

Że też w każdym człowieku musi tkwić lekarz – pomyślał.

– Ciśnienie pańskiej krwi spadło i prawie wpadł pan w szok termiczny. Nie był to taki tam sobie ból brzucha, kapitanie. Zapewne czeka pana operacja. Niebawem przyleci helikopter, który zabierze pana na ląd.

– Nie mogę przecież opuścić okrętu. Ja…

– Rozkaz lekarza, kapitanie. Pańska śmierć zepsułaby mi statystykę. Przykro mi, sir, ale jeśli nie zostanie pan poddany solidnemu leczeniu, może się to skończyć bardzo źle. Wraca pan na ląd.

NOWE NAZWY, NOWE TWARZE

Norfolk, Wirginia

– Dzień dobry, Ed – odezwał się zza biurka zawalonego stosem posegregowanych pedantycznie depesz dowódca sił nawodnych amerykańskiej Floty Atlantyckiej.

Dzień! – pomyślał Morris. Pół godziny po północy. Kapitan tkwił w Norfolk od świtu poprzedniego dnia. Gdyby był wrócił do domu, przynajmniej by pospał…

– Dzień dobry, sir. Czym mogę służyć? – Morris nie chciał siadać.

– Chciałbyś znów pływać? – spytał wprost dowódca.

– Na czym?

– Kapitanowi "Reubena Jamesa" pękł wrzód żołądka. Przywiozą go tu z rana. Sam okręt przybędzie trochę później wraz z Flotą Pacyfiku. Włączyłem "Reubena Jamesa" do eskorty konwoju. W porcie nowojorskim formujemy właśnie ogromną flotyllę. Osiemdziesiąt jednostek. Wszystkie wielkie. Wszystkie szybkie. Wszystkie załadowane sprzętem wojennym przeznaczonym dla Niemiec. Konwój wypłynie za cztery dni w asyście potężnej eskorty amerykańsko-brytyjskiej wspieranej przez lotniskowiec. "Reuben James" znajdzie się w porcie na tyle wcześnie, by uzupełnić paliwo i zaopatrzyć się w żywność. W towarzystwie HMS "Battleaxe" odpłynie dziś wieczorem do Nowego Jorku. Jeśli chcesz, mogę ci dać ten okręt – wiceadmirał popatrzył Morrisowi prosto w oczy. – Jeśli chcesz, jest twój. Zależy to wyłącznie od ciebie.

– Swoje rzeczy mam ciągle na "Pharrisie" – grał na zwłokę Morris.

Czy naprawdę chciał wracać na morze?

– Pakuj manatki, Ed, i w drogę.

Znalazłby wielu chętnych – pomyślał Morris. W sztabie operacyjnym, gdzie pracował od chwili powrotu do Norfolk, wielu było ludzi, którzy marzyli tylko o takiej okazji. Wracać na morze, na pole walki… lub wracać każdego wieczoru do pustego domu i do koszmarów.

– Skoro daje mi pan tę jednostkę, biorę ją.

Fólziehausen, Republika Federalna Niemiec

Północny horyzont płonął ogniem artyleryjskim, który podświetlał odległą linię drzew. Po niebie nieustannie przetaczał się grom. Stanowisko dowództwa dywizji mieściło się zaledwie piętnaście kilometrów od Alfeld, ale trzy gwałtowne ataki lotnicze i trzykrotny zaporowy ogień artylerii zamienił poranną jazdę tam w jeden koszmar.