Выбрать главу

– Dzień dobry – przywitał pilot pierwszego oficera.

– Witaj, Jerry. Próbowałem właśnie dodzwonić się do kapitana.

– Powinien jeszcze pospać, Frank.

Pilot, zanim opuścił kabinę Morrisa, wyłączył kapitański budzik. Ernst wyczytał to z twarzy O'Malleya.

– No cóż, w zasadzie do jedenastej nie jest nam potrzebny.

– Zawsze wiedziałem, że jesteś dobrym pierwszym oficerem, Frank.

O'Malley wybierał między kawą a sokiem owocowym. Tego ranka był pomarańczowy, którego woń nie przypominała pilotowi zapachu żadnego znanego owocu. O'Malley wolał bardziej czerwony, więc zdecydował się na kawę.

– W nocy osobiście nadzorowałem załadunek torped. Pobiliśmy rekord o minutę, po ciemku!

– To świetnie. Kiedy odprawa?

– O czternastej. Dwa budynki stąd. Mają stawić się kapitanowie, pierwsi oficerowie i kilka wybranych osób. Myślę, że pójdziesz.

– Pewnie.

Ernst zniżył głos.

– Myślisz, że z kapitanem wszystko w porządku?

Na okręcie trudno było zachować cokolwiek w tajemnicy.

– Walczy od Pierwszego Dnia tej awantury. Musiał się nieco rozluźnić. To odwieczna tradycja i przywilej marynarzy – podniósł głos. – Młodziaki nie potrafią tego zrozumieć.

– Nigdy jeszcze nie widziałem dinozaura – zauważył sotto voce młody oficer inżynier.

– To jeszcze go zobaczysz – wyjaśnił chorąży Ralston.

Islandia

Doktor zaordynował wszystkim dwa dni odpoczynku. Sierżant Nichols chodził już prawie normalnie, a Amerykanie, którym ryby dawno już wyszły bokiem, napychali żołądki dodatkowymi porcjami, których dostarczyła Piechota Morska Jej Królewskiej Mości.

Edwards znów obserwował horyzont. Dostrzegł ruch. Dziewczyna. Trudno było nie patrzeć. Wręcz niemożliwe. Tak naprawdę – przekonywał się Edwards – to niemożliwe stać na warcie i nie rozglądać się. Do licha, jej się to nawet wydawało zabawne. Ludzie, którzy przybyli im z odsieczą – Edwards wiedział, jak mają się sprawy, ale po co Vigdis martwić? – przywieźli też mydło. Niewielkie jeziorko, oddalone o osiemset metrów od ich kryjówki, było wymarzonym miejscem do kąpieli. We wrogim kraju naturalnie nikomu nie wolno było samotnie odchodzić tak daleko i porucznika wyznaczono na obstawę Vigdis – a ją na jego. Nawet gdyby w okolicy kręcili się Rosjanie, myśl, że ma z nabitym karabinem pilnować dziewczyny w kąpieli, wydawała mu się absurdalna. Gdy nakładała na siebie ubranie, spostrzegł, że rany na jej plecach prawie już się zagoiły.

– Skończyłam, Michael. – Nie mieli ręczników, lecz była to niewielka cena za to, że odzyskali ludzki zapach. Podeszła do niego. Miała wilgotne włosy, a na twarzy łobuzerski uśmiech. – Jesteś trochę skrępowany. Przepraszam.

– To nie twoja wina – nie potrafił się na nią gniewać.

– Przez to dziecko jestem już gruba – powiedziała.

Michaelowi trudno było coś na ten temat powiedzieć, ale ostatecznie to nie jego figura się zmieniała.

– Wyglądasz w porządku. Przepraszam, że kilka razy zerknąłem na ciebie w niewłaściwej chwili.

– I co w tym złego?

Edwards z trudem dobierał słowa.

– No cóż…, po… po tym, co ci się przytrafiło… chodzi mi o to, że prawdopodobnie wcale nie potrzebujesz grupy obcych mężczyzn kręcących się wokół, kiedy… kiedy jesteś… no, goła.

– Michael, ty jesteś inny niż tamten. Ty byś mnie nie skrzywdził. Wiesz, co mi zrobił, a mówisz, że jestem ładna, choć robię się gruba…

– Vigdis, z dzieckiem czy bez, jesteś najładniejszą dziewczyną, jaką znałem. Jesteś silna, jesteś odważna…

I myślę, że cię kocham, choć boję się to wyznać – dodał w duchu.

– Po prostu spotkaliśmy się w niewłaściwej chwili i w niewłaściwych okolicznościach.

– Dla mnie, Michael, zjawiłeś się w najbardziej właściwej chwili – chwyciła go za rękę. Ostatnio śmiała się już bardzo często. Miała miły, sympatyczny uśmiech.

– Za każdym razem, gdy mnie widzisz, gdy o mnie pomyślisz, przypominasz sobie tego… Rosjanina.

– Tak, Michael. Przypominam sobie. Przypominam sobie, że uratowałeś mi życie. Pytałam sierżanta Smitha. Powiedział, że miałeś rozkaz nie zbliżać się do Rosjan, bo groziło to wam dekonspiracją. Powiedział, że zjawiłeś się tam z mego powodu. Choć mnie nie znałeś, ruszyłeś na pomoc.

– Postąpiłem właściwie – teraz trzymał jej obie dłonie.

Co powiedzieć? – myślał. – "Kochanie, jeśli wyjdziemy z tego cało"… nie, to brzmi jak z kiepskiego filmu. Dawno minęły czasy, gdy Edwards miał szesnaście lat, ale w tej chwili wróciła cała niezdarność i nieśmiałość nastolatka, która tak zatruła mu młodość. W Eastpoint High School nigdy nie był królem podrywu.

– Vigdis, nigdy nie byłem dobry w tych sprawach. Z Sandy potoczyło się inaczej. Ona mnie rozumiała. Nie umiem rozmawiać z dziewczynami… cholera, w ogóle nie potrafię gadag z ludźmi. Mogę robić mapy pogody, bawić się komputerami, ale zanim zabiorę głos, muszę wlać w siebie kilka piw…

– Wiem, że mnie kochasz, Michael – jej oczy rozbłysły, kiedy oznajmiała mu ten sekret.

– No cóż, tak.

Wręczyła mu mydło.

– Teraz twoja kolej. Nie będę cię zanadto podglądać.

Fólziehausen, Republika Federalna Niemiec

Major Siergietow wręczył notatki. Wojska radzieckie sforsowały Leinę w drugim miejscu – w Gronau, piętnaście kilometrów na północ od Alfeld – i teraz na Hamejn szło sześć dywizji, a inne jednostki próbowały poszerzyć wyłom.

Sytuacja ciągle przedstawiała się nie najlepiej. W tej części Niemiec sieć dróg była stosunkowo rzadka, a te arterie, które kontrolowali, znajdowały się pod nieustannym ogniem artyleryjskim i lotniczym, dziesiątkującym maszerujące kolumny na długo przed tym, nim zdążyły włączyć się do walki.

Tam, gdzie przełomu miały dokonać trzy dywizje piechoty zmotoryzowanej, by sukces ten mogła wykorzystać dywizja czołgów, związane zostały w walce dwie radzieckie armie. Na pozycjach zajmowanych uprzednio przez dwie niepełne brygady Niemców, teraz stała murem zbieranina jednostek wszystkich armii NATO. Aleksiejew czuł głęboki ból na myśl o straconej szansie. A gdyby jego rakiety nie zbombardowały mostów? Czy dotarłyby do Wezery w zaplanowanym czasie? To już przeszłość – pomyślał Pasza. Przejrzał dane dotyczące możliwości paliwowych.

– Na miesiąc?

– Przy obecnym tempie zużycia tak – odparł posępnie Siergietow. – I tak już gospodarka narodowa się załamała. Mój ojciec pytał, czy moglibyśmy ograniczyć nieco zużycie na froncie…

– Pewnie! – wybuchnął generał. – Możemy się w ogóle poddać! To by zaoszczędziło mu drogocennego paliwa!

– Towarzyszu generale, sami prosiliście mnie, bym dostarczył informacji wiarygodnych. Zrobiłem to. Załatwił mi to mój ojciec – młody mężczyzna wyjął z kieszeni płaszcza dokument. Był to dziesięciostronicowy raport KGB oznaczony napisem: WYŁĄCZNIE DO WGLĄDU POLITBIURA. – To bardzo interesujące sprawozdanie. Ojciec prosił, bym podkreślił, że ponosi duże ryzyko, powierzając wam te papiery.

Generał potrafił bardzo szybko czytać, a ponadto nie był człowiekiem, który dawał ponosić się emocjom. Rząd Zachodnich Niemiec nawiązał bezpośredni kontakt z Rosjanami poprzez swoją ambasadę w Indiach. Wstępne rozmowy dotyczyły wyłącznie możliwości podjęcia jakichkolwiek rokowań. Zdaniem KGB próby negocjacji odbijały rozbieżności polityczne Paktu Atlantyckiego oraz wskazywać mogły na krytyczną sytuację zaopatrzenia po drugiej stronie frontu. Dalej następowały dwie kartki wykresów i ocena szkód, jakie poniósł dotąd morski transport NATO oraz analiza zużycia materiałów wojennych. KGB oceniało, iż mimo wszystkich transportów, którym udało się dotrzeć do Europy, Pakt Atlantycki dysponuje zapasami na dwa tygodnie. Żadna ze stron nie produkowała broni i paliwa w takich ilościach, by dźwignąć cały ciężar wojny.