Выбрать главу

– Mój ojciec twierdzi, iż jest to szczególnie znaczące.

– W pewnym sensie tak – odparł ostrożnie Aleksiejew. – Dopóki ich przywódcy podejmują próby rokowań, Niemcy nie zaprzestaną walki. Jeśli jednak my zaoferujemy im warunki do przyjęcia, a tym samym usuniemy ich z NATO, osiągniemy nasz cel i będziemy mogli, już bez pośpiechu, zająć się Zatoką Perską. Co proponujemy Niemcom?

– W tej sprawie nie zapadły jeszcze wiążące decyzje. Oni chcą, byśmy na początek cofnęli się na linie przedwojenne, a całą resztę ustali się później, na bardziej już formalnych podstawach i pod kontrolą międzynarodową. Ich wyjście z Paktu Atlantyckiego może nastąpić wyłącznie po podpisaniu ostatecznego traktatu.

– Warunki nie do przyjęcia. Nic na tym nie zyskujemy. Ciekaw jestem, czemu w ogóle chcą negocjować?

– Na pewno wpływ na to miał zamęt w rządzie spowodowany kłopotami z ewakuacją ludności cywilnej oraz wielkie straty ekonomiczne.

– Aha – Aleksiejewa nie obchodziło, jakie szkody w gospodarce ponoszą Niemcy. Ich rząd jednak bardzo bolał nad tym, że to, co budowały dwa pokolenia obywateli, jest niszczone przez radzieckie pociski. – Czemu ci z Moskwy o niczym nas nie informują?

– Politbiuro uważa, że wiadomość o możliwości rokowań osłabiałaby morale naszego żołnierza.

– Idioci! Przecież na tej podstawie ustalilibyśmy, jakie cele atakować w pierwszym rzędzie!

– Mój ojciec jest tego samego zdania. Pragnie znać waszą opinię.

– Powiedzcie ministrowi, że nie dostrzegam żadnych oznak tego, by NATO zamierzało zrezygnować z walki. Niemiecka wola walki jest szczególnie silna. Wszędzie stawiają opór.

– Ich rząd chce przystąpić do negocjacji poza plecami armii. Skoro oszukują sojuszników z Paktu Atlantyckiego, dlaczego nie mieliby robić tego samego w stosunku do własnego dowództwa wysokiej rangi? – odrzekł Siergietow. Ostatecznie w jego kraju taka polityka zdawała egzamin…

– To tylko jedna z możliwości, Iwanie Michajłowiczu. Istnieje inna – Aleksiejew wrócił do papierów. – To wszystko mydlenie oczu.

Nowy Jork

Odprawę prowadził kapitan. W miarę jego słów zebrani dowódcy i wyżsi oficerowie kartkowali pilnie dokumenty, jak studenci szkoły wyższej podczas przedstawienia Szekspira.

– W głównych punktach, z których może nadejść zagrożenie, rozmieścimy wysunięte pikiety hydrolokacyjne – kapitan przesunął po grafiku drewnianym wskaźnikiem. Fregaty "Reuben James" i "Battleaxe" znajdować się miały prawie trzydzieści mil od formacji. Z tego powodu zainstalowane na innych jednostkach eskortowych wyrzutnie SAM-ów nie mogły zapewnić im osłony powietrznej. Oba okręty wprawdzie dysponowały własnymi pociskami klasy ziemia-powietrze, ale praktycznie były zdane tylko na siebie.

– Przez większą część drogi – ciągnął kapitan – będą nas również chroniły jednostki z holowaną anteną sonarową. Obecnie trwa przegrupowanie statków. Spodziewamy się uderzenia radzieckiej floty podwodnej i ataków z powietrza. Główną osłonę lotniczą zapewnią nam dwa lotniskowce: "Independence" i "America". Jak już panowie pewnie zauważyliście, konwojowi towarzyszyć będzie nowy krążownik z systemami Aegis, "Bunker Hill". Ponadto siły powietrzne obiecują zniszczyć rosyjskiego satelitę zwiadowczego podczas jego kolejnego przelotu. Ma to nastąpić około dwunastej czasu Greenwich.

– To bardzo dobra wiadomość – mruknął kapitan niszczyciela.

– Panowie, wieziemy ponad dwa miliony ton wyposażenia oraz pełną pancerną dywizję rezerwową z formacji Gwardii Narodowej. Nie licząc sprzętu uzupełniającego, ten transport wystarczy na to, by nasz Pakt prowadził walkę przez kolejne trzy tygodnie. Musimy przejść. Czy są jakieś pytania? Nie ma? W takim razie życzę powodzenia.

Sala opustoszała i oficerowie, wyminąwszy strażników, wyszli na zalaną słońcem ulicę.

– Jerry? – odezwał się cicho Morris.

– Tak, kapitanie? – pilot włożył lotnicze okulary przeciwsłoneczne.

– Jeśli chodzi o ostatni wieczór…

– Kapitanie, wczoraj byliśmy bardzo pijani i, mówiąc szczerze, niewiele pamiętam. Pół roku może nam zająć, nim dojdziemy wreszcie do tego, co się wydarzyło. Spał pan dobrze?

– Prawie dwanaście godzin. Mój budzik nie zadzwonił.

– Może powinien pan kupić sobie nowy.

Przechodzili właśnie obok baru, w którym spędzili poprzedni wieczór. Pilot i kapitan obrzucili wzrokiem szyld i wybuchnęli śmiechem.

– I znów bierzemy na siebie główny impet uderzenia wroga, moi drodzy – przyłączył się do nichDoug Perrin.

– Tylko nie podchodź za blisko do tego nieprzyjacielskiego gnoju – poradził O'Malley. – To niebezpieczne jak cholera.

– To ty masz tych skubańców trzymać od nas z daleka, Jerr-O. Jesteś na to przygotowany.

– Dobrze by było – odparł lekceważąco Morris. – Nie znoszę tego jego gadania.

– Mamy tu bardzo sympatyczny zespół – odparł obrażony pilot. – Jezu, lecę sam, wynajduję ten Cholerny okręt podwodny, podaję go Dougowi jak na tacy, a tu żadnej wdzięczności.

– Tak to jest z pilotami. Jeśli nie będziesz ich co pięć minut chwalił, zaraz wpadają w depresję – wtrącił ze śmiechem Morris. Nie przypominał już człowieka, który marudził podczas ostatniej kolacji. – Potrzebujesz czegoś od nas, Doug?

– Możemy się wymienić żywnością?

– Żaden problem. Przyślij swojego ochmistrza. Z pewnością coś wynegocjujemy. – Morris popatrzył na zegarek. – Wypływamy dopiero za trzy godziny. Chodźmy coś zjeść. Potem omówimy kilka spraw. Mam pewien pomysł, jak nabić backfire'y w butelkę. Powiem wam…

Trzy godziny później dwa holowniki Moran wyprowadziły fregaty z pirsu. "Reuben James" posuwał się wolno z szybkością sześciu węzłów. Pracujące na małych obrotach silniki popychały okręt przez brudną wodę. Jakkolwiek cztery oriony patrolowały dokładnie okolicę, O'Malley siedział w prawym fotelu swej maszyny, gotów w każdej chwili runąć na rosyjski okręt podwodny zaczajony u wejścia do portu. Zapewne zniszczony przed dwoma dniami Victor miał za zadanie wytropić konwój, przekazać o nim informację backfire'om, po czym sam uderzyć. Choć tropiciel został unieszkodliwiony, nie znaczyło to wcale, że wieść o konwoju nie dotarła gdzie nie trzeba. Nowy Jork liczył sobie osiem milionów mieszkańców, więc z całą pewnością, któryś z nich stał właśnie w oknie z lornetką i zapisywał typ oraz liczbę wypływających jednostek… On, lub ona, wykona z pewnością niewinny telefon i za parę godzin odpowiednie dane trafią do Moskwy. Pojawią się kolejne okręty podwodne. Gdy tylko konwój znajdzie się poza zasięgiem osłony lotniczej z lądu, nadlecą radzieckie samoloty radiolokacyjne, a za nimi uzbrojone w rakiety backfire'y. Tyle statków – pomyślał O'Malley. Minęli kilka kontenerowców do przeładunku poziomego załadowanych czołgami, wozami bojowymi i ludźmi z dywizji pancernej. Na innych widniały kontenery gotowe do natychmiastowego przeładunku na ciężarówki i odjazdu na front. Ich zawartość zarejestrowana została w komputerach, które na miejscu rozdysponują ją bezbłędnie. Przypomniał sobie najnowsze doniesienia i sfilmowane sceny z pola walki w Niemczech, które oglądał był w telewizji. Dlatego właśnie są, gdzie są. Zadanie marynarki: utrzymać trasy morskie i dostarczać walczącym w Niemczech ludziom niezbędnego sprzętu. Przeprowadzać statki.