– I jak płynie? – spytał Calloway.
– Nieźle – odparł reporterowi Morris. – Mamy stabilizatory na stateczniku. Dlatego okręt zanadto nie kolebie. Jeśli interesuje się pan czymś szczególnie, wyznaczę marynarza. Ten wszystko wyjaśni. O każdą rzecz może pan śmiało pytać.
– Postaram się nie być zbyt nachalny.
Morris skinął głową reporterowi Reutera. Zaledwie godzinę wcześniej kapitan otrzymał wiadomość, że dziennikarz przybędzie na pokład. Sprawiał wrażenie zawodowca, a w każdym razie miał na tyle duże doświadczenie, iż jego bagaż składał się tylko z jednej sztuki. Dziennikarz zajął ostatnią wolną koję w kajutach oficerskich.
– Admirał powiedział, że jest pan jednym z jego najlepszych dowódców.
– Mam nadzieję, że tak będzie – odparł Morris.
CZAS WYCZEKIWANIA
Pierwsze dwa dni minęły spokojnie. Okręty wojenne eskortujące konwój płynęły na przodzie, przeczesując sonarami przybrzeżny szelf. Żadnych łodzi podwodnych nie wykryły. Dalej ciągnęły uformowane w osiem kolumn po dziesięć jednostek każda statki handlowe. Flotylla płynęła z szybkością dwudziestu węzłów; spieszyła się, by w jak najkrótszym czasie dostarczyć ładunek do miejsca przeznaczenia. Kryty potężnym parasolem lotniczym, tworzonym przez mające swoją bazę na lądzie samoloty, konwój przez pierwsze czterdzieści osiem godzin płynął kursem prostym, unikając charakterystycznych dla statków handlowych zygzaków. Flotylla minęła Nową Anglię, Wschodnią Kanadę, wyspę Sable i Grand Banks. Tu skończyła się łatwa część podróży.
Gdy okręty opuściły wody przybrzeżne i wpłynęły na przestwór Atlantyku, znalazły się na terytoriach nieznanych.
Już prawie skończyłem depesze… – poinformował Morrisa Calloway.
– Może pan dwa razy na dobę korzystać z naszego nadajnika satelitarnego, jeśli naturalnie nie będzie to kolidowało z zadaniem. Sam pan rozumie, że wszelkie pańskie doniesienia przechodzą przez cenzurę w Norfolk.
– To oczywiste. Kapitanie, obiecuję solennie, że nie nadam ani jednej informacji, która mogłaby okazać się w jakiś sposób szkodliwa dla okrętu. Już dosyć strachu najadłem się w tym roku w Moskwie.
– Słucham? – Morris odwrócił się i odjął od oczu lornetkę.
Calloway pokrótce opisał swój ostatni pobyt w Związku Radzieckim.
– Patrick Flynn, mój kolega z American Press, przebywa na pokładzie "Battleaxe". Z pewnością zalewa się piwem – zakończył.
– A więc był pan świadkiem początku wszystkiego. Dlaczego ta wojna wybuchła?
Calloway potrząsnął głową.
– Gdybym wiedział, dawno bym już o tym napisał.
Na mostku pojawił się goniec ze spiętym klipsami plikiem papierów. Morris odebrał je, przestudiował trzy depesze i każdą z nich podpisał.
– Coś przykrego?
– Najnowsze informacje pogodowe i trochę o rosyjskim satelicie rozpoznawczym. Nad nami ma być za trzy godziny, ale siły powietrzne postarają się go do tego czasu strącić. Nic ważnego. Jest pan bezpieczny. Tak w każdym razie myślę. Ma pan jakieś życzenia?
– Żadnych, kapitanie. Nie ma to jak spokojna przejażdżka morska.
– To racja.
Morris wsunął głowę do sterowni.
– Przedziały załogi, alarm powietrzny!
Morris wprowadził reportera do centrum informacji bojowej, wyjaśniając, że zaraz zaczną się nocne ćwiczenia z gotowości bojowej
– Czy jedna z tych depesz zawierała ostrzeżenie?
– Nie, ale za sześć godzin znajdziemy się poza zasięgiem naszych myśliwców operujących z baz lądowych. A to znaczy, że zacznie nas szukać Iwan.
A jesteśmy zdani tylko na siebie – dodał w myślach.
Ćwiczenia trwały godzinę. Załoga w centrum informacji bojowej odbyła w tym czasie dwie komputerowe gry symulacyjne. W drugiej z nich rakieta przeciwnika przedarła się przez obronę.
Myśliwiec F-15 toczył się wolno po pasie i zatrzymał przed samym hangarem. Szef obsługi naziemnej przystawił do maszyny drabinkę i major Nakamura zeszła na ziemię. Popatrzyła na osmalony tył maszyny. Podeszła doń i zaczęła z uwagą oglądać uszkodzenie.
– Nie wygląda źle, pani major – zapewnił ją sierżant.
Odłamek eksplodującego silnika rakiety wybił w skrzydle dziurę wielkości puszki od piwa, mijając zaledwie o siedem centymetrów zbiornik z paliwem. – W kilka godzin to naprawię.
– Z panią wszystko w porządku? – spytał inżynier od Lockheeda.
– Wybuchł siedemnaście metrów ode mnie. Zdrowo rąbnęło. A swoją drogą bardzo się pan mylił. Kiedy już wybuchają, to jest to coś naprawdę szczególnego. Silnik rozpadł się na kawałki. Miałam dużo szczęścia, że trafił mnie tylko jeden odłamek – Buns wystraszyła się jak cholera, ale teraz miała w perspektywie godzinny odpoczynek. Była już tylko wściekła.
– Bardzo mi przykro, pani major. Cóż mam powiedzieć?
– Spróbujemy jeszcze raz – popatrzyła na niebo przez dziurę w skrzydle. – Kiedy znów się pojawi?
– Za jedenaście godzin i szesnaście minut.
– To do zobaczenia.
Udała się do bufetu pilotów. Ściany pomieszczenia wyłożone były płytkami dźwiękochłonnymi. Zabezpieczało to również pięści pilotów przed nadmiernym poranieniem.
Poruszający się bez przeszkód radiolokacyjny rozpoznawczy satelita morski sunął po orbicie i podczas kolejnego przelotu nad Północnym Atlantykiem dostrzegł potężną formację złożoną blisko ze stu okrętów płynących w równym szyku. Radzieccy analitycy zdecydowali, że musi to być konwój, o którym donosił wywiad. Stwierdzili również z zadowoleniem, że formacja znajduje się dokładnie w tym miejscu, gdzie przewidywali.
Dziewięćdziesiąt minut później dwa pułki uzbrojonych w rakiety bombowców Backfire, poprzedzane samolotami radarowymi Bear-D oderwały się z czterech lotnisk usytuowanych wokół Kirowska i pomknęły w stronę radarowej dziury nad Islandią.
– To ta niespodzianka, którą pan dla nich szykuje? – spytał Calloway. Wskazał palcem niektóre symbole na głównym ekranie taktycznym.
Morris kiwnął w zamyśleniu głową.
– Dotąd stosowaliśmy systemy ograniczania szkodliwych wyziewów i spalin oraz wyłączaliśmy radary. Okręty były przez to trudniejsze do wykrycia. Teraz wymyśliliśmy jeszcze coś innego. To jest obraz z radaru SPS-49…
– To ten czarny potwór nad sterownią?
– Zgadza się. Te symbole to tomcaty z lotniskowca "America". Ten to tankowiec powietrzny KC-135. Tamta dziecinka to radarowy E-2C hawkeye. Radar hawkeye'a nie pracuje. Kiedy pojawi się Iwan, będzie już zbyt blisko, by pojąć, co ma przed sobą.
– Ależ on już wie – sprzeciwił się Calloway,
– Nie, wie tylko to, że konwój znajduje się gdzieś w o k o l i c y. A to za mało, by wystrzelić rakiety. Nic ponadto, że mamy tu radar SPS-49. Będzie musiał uaktywnić radiolokator, by zobaczyć, co się dzieje na oceanie. Kiedy Mr. Bear to uczyni, my go namierzymy i natychmiast wyślemy mu na tyłek myśliwce. Nawet się nie zorientuje, kto do niego strzela.
– A jeśli backfire'y się dzisiaj nie pojawią?
– To pojawią się kiedy indziej. Beary przekazują też informacje okrętom podwodnym, panie Calloway. Te również warto niszczyć.