Выбрать главу

Islandia

Po raz pierwszy mieli czas się nudzić. Edwards i jego ludzie przeżyli niejedną chwilę grozy, ale nigdy się nie nudzili. Obecnie tkwili już w jednym miejscu cztery dni, a żadne nowe polecenia nie nadchodziły. Składali raporty o niewielkiej aktywności Rosjan, lecz ponieważ nie mieli nic innego do roboty, wlokący się czas bardzo im ciążył.

– Poruczniku – Garcia wskazał niebo. – Samolot. Leci na południe.

Edwards podniósł lornetkę. Niebo popstrzone było białymi barankami. Tego dnia nie występowały żadne smugi kondensacyjne, ale… tam! Dostrzegł błysk, refleks światła. Wytężył wzrok.

– Nichols, co pan o tym sądzi? – wręczył sierżantowi szkła.

– To rosyjski backfire – odparł po prostu Nichols.

– Jest pan pewien?

– Całkiem pewien, poruczniku. Widywałem je wystarczająco często.

– Proszę liczyć – powiedział Edwards, rozpakowując radio.

– Widzę cztery maszyny. Lecą na południe, sir.

– I jest pan pewien, że to backfire – Edwards jeszcze raz domagał się potwierdzenia.

– Jak jasna cholera, poruczniku Edwards – odparł rozdrażniony Nichols. Obserwował, jak oficer manipuluje przy radiu.

– Ogar wzywa Brytana.

Odpowiedź przyszła dopiero po trzecim wezwaniu.

– Brytan, tu Ogar. Mamy dla was informację. Nad nami przelatują bombowce typu Backfire. Lecą na południe.

– Skąd wiesz, że to backfire'y? – chciał wiedzieć Brytan.

– Ponieważ sierżant Nichols z królewskiej piechoty morskiej jest tego pewien jak jasna cholera. Cztery sztuki – w tej samej chwili Nichols podniósł do góry piąty palec. – Poprawka: piąty samolot zmierzający na południe.

– Zrozumiałem. Dziękuję, Ogar. Coś jeszcze?

– Nie, nic. Jak długo mamy jeszcze sterczeć na tym wzgórzu?

– O wszystkim was powiadomimy. Cierpliwości, Ogar. Nie zapominamy o was.

Północny Atlantyk

Beary posuwały się zygzakami. Załogi badały wzrokiem przestrzeń powietrzną, kontrolując jednocześnie częstotliwości radiowe i radiolokacyjne. Prowadzący bear odkrył obecność amerykańskiego radaru. Po minucie zaklasyfikował go jako typ SPS-49 używany przez rakietowe fregaty typu Perry. Operatorzy natychmiast zmierzyli siłę tych sygnałów i nanieśli pozycję urządzenia na nakres. Ustalili, że są jeszcze poza zasięgiem wykrywalności amerykańskiego radaru.

Lecący na pokładzie trzeciego beara dowódca zadania otrzymał tę informację i porównał ją z danymi wywiadu o konwoju. Pozycja flotylli wypadła dokładnie w środku koła, które zakreśliłby na mapie. Rzeczy proste zawsze Rosjanina niepokoiły. Czyżby konwój obrał najkrótszą drogę do Europy? Dlaczego? Aż do teraz większość płynęła trasą okrężną, odbijając daleko na południe, aż do Azorów, co zmuszało backfire'y do zabierania tylko po jednej rakiecie, nie po dwie.

Coś tu było nie tak. Polecił samolotom patrolowym ustawić się na linii północ-południe i zmniejszyć wysokość. Dzięki temu znalazły się poniżej horyzontu radiolokacyjnego amerykańskiego radaru.

USS "Reuben James"

– Jaki zasięg mają wasze radary? – spytał Calloway.

– To zależy od wysokości i warunków atmosferycznych – odparł Morris, spoglądając na elektroniczny obraz na ekranie. Dwa tomcaty marynarki były gotowe do akcji. – Jeśli chodzi o beary, to gdy lecą na pułapie dziesięciu tysięcy metrów, możemy je wykryć z odległości mniej więcej dwustu pięćdziesięciu mil. Ale im niżej lecą, tym bliżej mogą podejść nie zauważone. Radar nie jest w stanie przebić horyzontu.

– Ale niski lot kosztuje więcej paliwa.

Morris popatrzył na dziennikarza.

– Te piekielne samoloty mają wystarczającą ilość benzyny, by utrzymywać się w powietrzu chyba przez tydzień – mruknął.

– Depesza, kapitanie. – Oficer łączności wręczył mu blankiet:

MOŻLIWOŚĆ NALOTU BACKFIRE'ÓW. 1017 CZASU GREENWICH WIDZIANE NAD ISLANDIĄ. KIERUNEK: POŁUDNIOWY.

Morris przekazał tekst depeszy oficerowi taktycznemu, który natychmiast podszedł do nakresu.

– Jakieś pomyślne wieści? – Calloway wolał zapytać, niż samemu zaglądać do depeszy.

– Za mniej więcej dwie godziny mogą się tu pojawić backfire'y.

– By zaatakować konwój?

– Nie. Prawdopodobnie najpierw chcą zniszczyć nas. Mają całe cztery dni i, jeśli rozprawią się z eskortą, bardzo ułatwią sobie pracę.

– Niepokoi się pan?

Morris uśmiechnął się blado.

– Zawsze się niepokoję, panie Calloway.

Kapitan bacznym spojrzeniem omiótł wskaźniki na tablicy rozdzielczej. Wszystkie systemy operujące bronią i czujniki pracowały. Jednak przyjemnie jest dowodzić fabrycznie nowym okrętem – pomyślał Morris. Systemy ostrzegania nie wykazywały obecności jednostek podwodnych, lecz dane te należało traktować ostrożnie. Mógł połączyć się z przedziałami załogi, ale wiedział, że większość marynarzy jest jeszcze na lunchu. Niech się najpierw najedzą, a potem ogłoszę alarm – postanowił.

To przeklęte czekanie – myślał, obserwując w milczeniu nakres. Wyskoki na lampach oscyloskopowych wskazywały pozycje samolotów NATO krążących szerokimi kołami po niebie. One też czekały.

– Nadlatują kolejne jednostki z patrolu maszyn bojowych – zameldował oficer.

Na ekranie pojawiła się para tomcatów. "America" również dostała depeszę o możliwości nalotu. Lotniskowiec znajdował się w odległości dwustu mil i kierował się na zachód do Norfolk. Od Azorów nadpływał "Independence". Lotniskowce były na morzu od chwili wybuchu wojny i manewrowały tak, by nie wykryły ich rosyjskie radiolokacyjne rozpoznawcze satelity morskie. Te dwie olbrzymie jednostki potrafiły wielu konwojom zapewnić obronę przed okrętami podwodnymi, aczkolwiek wiązało się to z ogromnym niebezpieczeństwem dla samych lotniskowców. Ale jak dotąd żaden z nich nie wkroczył w pełni do akcji. Nie stanowiły jeszcze broni ofensywnej. Los grupy bojowej "Nimitza" był dla nich surową przestrogą. Morris zapalił kolejnego papierosa. Pomyślał, że jednak powinien rzucić palenie. Papierosy drażniły mu gardło, niszczyły smak i szczypały w oczy. Z drugiej jednak strony dawały jakieś zajęcie rękom w długich chwilach, kiedy musiał po prostu czekać.

Północny Atlantyk

Ustawione w linii północ-południe beary leciały prosto w kierunku sygnału emitowanego przez radar fregaty. Dowódca misji polecił im skręcić na wschód i jeszcze obniżyć pułap. A ponieważ dwie maszyny nie zastosowały się do polecenia, musiał rozkaz powtórzyć.

Dwieście mil na zachód od nich, na pokładzie samolotu wywiadowczego E-2C Hawkeye technik poderwał głowę. Przechwycił rozmowę po rosyjsku. Była kodowana, ale niewątpliwie prowadzona w języku nieprzyjaciela. W ciągu minuty wiadomość dotarła do okrętów eskortowych. Ze wszystkich nadeszła ta sama odpowiedź: to niemożliwe, by backfire'y zjawiły się tak szybko. To musiały być beary. Każdy chciał zestrzelić beara. "America" wysłała myśliwce oraz jeden samolot z zainstalowanym na pokładzie radarem. Ostatecznie to właśnie na ten lotniskowiec mogą polować Rosjanie.

USS "Reuben James"

– Leci prosto na nas – zauważył oficer taktyczny.

– Generalnie tak – zgodził się Morris.

– Jak daleko jest? – spytał Calloway.

– Trudno powiedzieć. Hawkeye przechwycił transmisję radiową. Chyba niezbyt daleko, ale zjawiska atmosferyczne mogą sprawić, że usłyszy pan coś takiego z drugiego końca świata. Panie Lenner, proszę iść do centrum bojowego i przygotować wszystko do akcji powietrznej. Pięć minut później fregata była gotowa do walki.