Akcja powietrzna nabrała w tym momencie wszelkich cech elegancji, która charakteryzuje walkę w barze. Krążące w pobliżu konwoju tom caty z patrolu maszyn bojowych pomknęły na spotkanie trzech bearów. W stronę jednego z nich pędziły już rakiety. Dwa pozostałe nie wykryły jeszcze konwoju; i nigdy nie miały go wykryć. Próbowały całą mocą silników uciec prosto na wschód. Był to próżny wysiłek. Samoloty ze śmigłami nie mogły umknąć ponaddźwiękowym myśliwcom.
Mewa Dwa została strącona pierwsza. Obok radzieckiej maszyny eksplodowały dwie rakiety Sparrow i całe skrzydło samolotu stanęło w ogniu. Pilot polecił swym ludziom skakać. Sam próbował jeszcze utrzymać maszynę w poziomie. Po minucie opuścił szybko fotel i wyskoczył przez umieszczony w podłodze luk ratunkowy. Bear eksplodował w pięć sekund później. Pilot obserwował spadającą do morza ognistą kulę i zastanawiał się, czy on sam się utopi. A nad nim w stronę backfire'ów pędziła eskadra tomcatów. Trwał wyścig, która strona pierwsza dotrze na pozycje ogniowe. Radzieckie bombowce poszły ostro w górę na dopalaczach i uruchomiły radary. Musiały znaleźć cele dla swych pocisków. Miały rozkaz zlokalizować i zniszczyć eskortę. Trzydzieści mil od konwoju wykryły dwa wyskoki na lampach oscyloskopowych. W duży wyskok wystrzeliły sześć pocisków. W mniejszy, odległy od większego o pięć mil – cztery.
– Na czterdziestym piątym stopniu szerokości północnej i czterdziestym dziewiątym długości zachodniej notujemy nalot kilku pułków backfire'ów – przeczytał Toland w pilnej depeszy.
– I co na to dowódca floty na Wschodnim Atlantyku?
– Zapewne uderzy z drugiej strony. Jesteśmy gotowi? – spytał pilota myśliwskiego.
– Jak jasna cholera!
Ustawiony w kącie pokoju dalekopis zaczął wypluwać z siebie papier:
ZACZYNAĆ OPERACJĘ DOOLITTLE.
– Wampir! Wampir! W naszą stronę nadlatują rakiety!
Znów się zaczyna – pomyślał Morris. Wykres taktyczny był dużo nowocześniejszy niż na "Pharrisie". Każdy nadchodzący pocisk oznaczono symbolami określającymi jego szybkość i kierunek. Rakiety nadlatywały na małej wysokości.
Morris podniósł słuchawkę.
– Mostek. Tu centrum bojowe. Wykonać manewr rozdzielenia.
– Tak jest. Manewr rozdzielenia – odparł Ernst. – Maszyny stop! Cała wstecz!
Sternik zamknął przepustnicę i raptownie odwrócił kierunek obrotu łopatek śrub napędowych. "Reuben James" zatrzymał się gwałtownie, po czym ruszył pełną parą do tyłu. Ludzie na pokładzie powpadali na siebie, a "Battleaxe", zwiększywszy prędkość do dwudziestu pięciu węzłów, wyrwała do przodu. Kiedy już brytyjska fregata znalazła się w bezpiecznej odległości, wykonała ostry skręt przez lewą burtę, a "Reuben James" przyśpieszył, dokonując zwrotu przez prawą.
Operatorzy radzieckich radarów byli zdumieni. Wystrzelone przez nich rakiety AS-4 skierowane zostały na pojedyncze cele. Teraz pojawiły się dwa i cały czas zwiększały między sobą dystans. Pociski sprawiedliwie podzieliły się rolami; po trzy na każdy z celów.
Morris bacznie obserwował to na ekranie. Odległość między dwoma okrętami gwałtownie rosła.
– Rakiety na naszym kursie! – krzyknął operator wykrywacza radarów. – Kilka głowic samonaprowadzających.
– Cała w prawo, odwrócić kurs. Wystrzelić paski aluminium!
Kiedy w górze eksplodowały z hukiem cztery pojemniki, które wypełniły powietrze skrawkami aluminium, tworząc w ten sposób nowy cel dla rakiet, zgromadzeni w centrum informacji bojowej podskoczyli. Skręcająca gwałtownie fregata zakolebała się na falach. Wraz z jednostką obracała się wyrzutnia SAM-ów przygotowanych już do przywitania pierwszej nadlatującej radzieckiej rakiety. Fregata płynęła teraz prosto na północ. Od "Battleaxe" dzieliły ją już trzy mile.
– Mamy cel – oświadczył oficer ogniowy.
Na konsoli sterującego działem komputera rozbłysło światełko oznaczające rozwiązanie problemu.
Pierwszy, pomalowany na biało S M-1 wystrzelił w niebo. Zaledwie rakieta opuściła szyny wyrzutni, z owalnego magazynu wysunął się następny pocisk i wyrzutnia uniosła się. Rakieta pomknęła w siedem sekund po pierwszej. Procedurę powtórzono jeszcze dwukrotnie.
– O to chodziło! – powiedział O'Malley na widok pierwszej smugi dymu zostawianego przez rakietę. Nacisnął palcem wzmacniacz impulsów.
– Topór, wyłącz emiter i zrywaj się w lewo.
Oba helikoptery pełną mocą ruszyły przed siebie. Cztery pociski nieoczekiwanie straciły cel. Ciągnęły dalej na zachód w poszukiwaniu czegoś innego.
Ale tam niczego nie znalazły,
– Więcej aluminium! – polecił Morris, obserwując elektroniczne tory zbliżających się do siebie rakiet wroga i własnych. Centrum informacji bojowej ponownie się zatrzęsło, kiedy w powietrze wystrzeliła kolejna chmura aluminiowych płatków. Wiatr zaczął znosić je w stronę nadlatujących rakiet.
– Pociski ciągle na naszym kursie!
– Trafiony! – oznajmił oficer ogniowy. Pierwsza, znajdująca się szesnaście mil od okrętu rakieta zniknęła z ekranu. Ale druga wciąż parła przed siebie. Pierwszy SAM rozminął się z nią i eksplodował nieszkodliwie. Tak samo drugi. Wystrzelono kolejnego. Odległość zbliżających się rakiet zmalała do sześciu mil. Pięciu. Czterech. Trzech.
– Trafiony! Został ostatni. Zmienił kierunek. Wpadł w chmurę aluminium. Przeszedł za rufą.
Rakieta uderzyła w wodę dwa tysiące metrów za "Reubenem Jamesem". Mimo tej odległości huk był imponujący.
W centrum informacji bojowej zapadła głucha cisza. Ludzie w dalszym ciągu wpatrywali się w instrumenty w oczekiwaniu kolejnych rakiet i dopiero po dłuższej chwili zrozumieli, że więcej ich nie będzie. Marynarze spoglądali na siebie i oddychali z ulgą.
– Im mniej pierwiastka ludzkiego zawiera współczesna wojna, tym bardziej zyskuje na intensywności – zauważył Calloway.
– Racja – odparł Morris, opierając się w fotelu. – Co z "Battleaxe"?
– Stale mamy ją na radarze – odparł oficer taktyczny.
Morris sięgnął po radiotelefon.
– Bravo, tu Romeo. Słyszysz mnie?
– Jeszcze żyjemy – Perrin z uwagą spojrzał na wykres taktyczny i potrząsnął z niedowierzaniem głową.
– Jakieś straty?
– Żadnych. Topór zresztą to sprawdza. Sam śmigłowiec również w porządku. Zdumiewające – odparł kapitan Perrin. – Nic się więcej nie zbliża? Nasza aparatura niczego nie rejestruje.
– U nas też nic. Tomcaty przegoniły backfire'y. Zajmujemy poprzednie pozycje.
– Zrozumiałem, Romeo.
Morris odłożył słuchawkę i rozejrzał się po centrum informacji bojowej.
– Dobra robota, chłopcy – oświadczył.
Marynarze spoglądali po sobie. Ich twarze rozjaśniły uśmiechy. Szybko jednak spoważnieli.
Oficer taktyczny podniósł wzrok.
– Do pańskiej wiadomości, kapitanie. Iwan wystrzelił czwartą część swych pocisków. Jak mnie poinformowano, sześć zniszczyły tomcaty, a pozostałe – "Bunker Hill"… ale trafili jedną z naszych fregat i trzy jednostki handlowe. Myśliwce już wracają – starał się zachować spokojny ton.