Выбрать главу

– Przyładuj jej! – O'Malley przełączył sygnał sonaru na swoje słuchawki.

Willy z pasją wcisnął guzik i przetwornik hydrolokatora wysłał serię impulsów. Fala energii dźwiękowej odbiła się od kadłuba podwodnego okrętu i wróciła do przetwornika. Kontakt raptownie zwiększył obroty silników.

– Kontakt. Współrzędne: jeden-osiem-osiem. Odległość: osiemset metrów.

Ralston wprowadził te ostatnie dane do systemów sterowania ogniem.

– Gotowe!

Pilot przesunął dłoń z drążków na znajdujący się po prawej stronie guzik i wcisnął go do oporu. Torpeda Mark-46 zwolniona z klamer opadła do wody.

– Torpeda poszła!

– Willy, utrzymuj impulsy – O'Malley włączył radio.

– Romeo, wystrzeliliśmy torpedę w kierunku dwuśrubowej jednostki podwodnej. Jest około ośmiuset metrów od nas na pozycji jeden-osiem-osiem. Torpeda już w wodzie. Pozostawaj na nasłuchu.

Mark-46 zaprogramowany został na "wężowy" tor pościgu. Wykonał szereg falistych skrętów, które wprowadziły go na południowy kurs. Zaalarmowany sonarem śmigłowca kapitan rosyjskiego okrętu uciekał pełną parą, nabierając jednocześnie raptownie głębokości. Za wszelką cenę musiał ujść torpedzie.

– Młot, tu Romeo. Na wypadek, gdyby torpeda chybiła, leci już do was Topór.

– Przyjąłem – mruknął O'Malley.

– Mam go! – zawołał podekscytowany Willy.

Torpeda, kiedy zbliżyła się do celu, przeszła na automatyczne wysyłanie impulsów. Kapitan okrętu podwodnego wykonał gwałtowny skręt w prawo, ale "rybka" była już zbyt blisko, by ten manewr mógł ją zmylić.

– Trafiony! Trafiony! – ryknął Willy.

Tuż przed nimi woda uniosła się nieco, ale nie pojawiła się kipiel piany. Torpeda eksplodowała zbyt głęboko.

– Doskonale – odezwał się O'Malley.

Nigdy w życiu nie wystrzelił jeszcze osobiście prawdziwego pocisku w prawdziwy okręt podwodny. Dźwięki wydawane przez konający okręt odbierał jako najsmutniejszy ton, jaki w życiu słyszał. Na powierzchni pojawiło się parę bąbli ropy.

– Romeo, zniszczyliśmy jednostkę podwodną. Powiedz bosmanowi, by szykował pędzel. Pokrążymy jeszcze w okolicy w poszukiwaniu ewentualnych rozbitków

Jedna z fregat poprzedniego dnia wyłowiła całą załogę zestrzelonego beara. Rosjanie znajdowali się już na lądzie i byli przesłuchiwani. Ale tym razem nie było rozbitków. O'Malley krążył przez dziesięć minut, po czym zawrócił do domu.

Islandia

– Ogar, nabraliście już sił? – spytał Brytan.

– Można tak powiedzieć – Edwards od pewnego czasu z niecierpliwością oczekiwał tego pytania, lecz kiedy już padło, zabrzmiało bardzo złowieszczo.

– Musicie dokładnie przepatrzyć południowe wybrzeże Hvammsfjórduru i powiadomić nas o wszelkich ruchach Rosjan. Szczególnie interesuje nas miasteczko Stykkisholmur. To niewielki port w odległości jakichś sześćdziesięciu paru kilometrów na zachód od was. Tak jak poprzednio, macie unikać wszelkich kontaktów, obserwować i składać meldunki. Rozumiecie?

– Rozumiemy. Jak długo to jeszcze potrwa?

– Trudno powiedzieć. Nie wiem. Ale macie ruszać natychmiast.

– W porządku, wyruszymy za dziesięć minut.

Edwards rozmontował antenę i schował radio do plecaka,

– No panowie, czas opuścić to górskie ustronie. Sierżancie Nichols?

– Tak, sir? – Nichols zbliżył się w towarzystwie Smitha.

– Może pan wie, jakie mają plany względem nas?

– Nie wiem, sir. Dostaliśmy tylko rozkaz wzmocnienia waszej grupy. A poza tym mamy czekać na dalsze polecenia.

Edwards już wcześniej zapoznał się z mapami, które dostarczył Nichols. Mieli dokładne szkice całego zachodniego wybrzeża Islandii z wyjątkiem samego miejsca zrzutu. Naturalnie, cel ich obecnego rekonesansu na wybrzeże był jasny. Porucznik wyjął mapę taktyczną i wykreślił na niej czekającą ich trasę.

– Okay. Łączymy się w pary. Sierżancie Smith, niech pan wybierze sobie któregoś z naszych nowych przyjaciół. Nichols, pan z Rodgersem osłaniacie tyły. Bierzcie radio. Ja wezmę pozostałą dwójkę. Poszczególne grupy posuwają się w zasięgu wzroku. Trzymajmy się w miarę możności terenów położonych jak najwyżej. Pierwsza droga bita, którą musimy przekroczyć, znajduje się szesnaście kilometrów na wschód stąd. Jeśli coś zauważycie, natychmiast kryć się i informować mnie. Mamy unikać wszelkich kontaktów. Żadnego strugania bohaterów, w porządku? Wyruszamy za dziesięć minut.

Edwards zaczął pakować dobytek.

– Michael, dokąd idziemy? – spytała Vigdis.

– Stykkisholmur. Jak się czujesz?

– Mogę iść – usiadła obok niego. – A kiedy już będziemy w Stykkisholmurze?

– Tego mi nie powiedzieli – uśmiechnął się Edwards.

– Czemu nigdy ci o niczym nie mówią?

– Nazywa się to względami bezpieczeństwa. Im mniej wiemy, tym lepiej dla nas.

– Głupota – odparła, a Edwards nie wiedział, jak jej wytłumaczyć, że ma i nie ma zarazem racji.

– Myślę, że gdy już tam dotrzemy, zaczniemy myśleć o normalnym życiu.

Wyraz jej twarzy zmienił się.

– A co to jest normalne życie, Michael?

Kolejne celne pytanie – pomyślał porucznik. – Ale zbyt wiele mam na głowie, by przeżuwać ten problem na okrągło.

– Zobaczymy.

Stendal, Niemiecka Republika Demokratyczna

Bitwa o Hameln i bitwa o Hanower przekształciły się już praktycznie w jedną wspólną akcję. Dwie godziny wcześniej broniące od południowej strony tego wielkiego przemysłowego miasta siły Paktu Atlantyckiego wycofały się na zachód, by skrócić swe linie i się przegrupować. Węsząc kolejny niemiecki podstęp, radzieckie jednostki ostrożnie ruszyły do przodu. Aleksiejew i dowódca Zachodniego Teatru Wojny ślęczeli nad mapami, analizując konsekwencje wycofania się wojsk NATO.

– To im da co najmniej jedną, a zapewne dwie rezerwowe brygady – zauważył Aleksiejew. – Do szybkiego przerzucenia żołnierzy z sektora do sektora mogą użyć autostrady 217.

– Jak często dotąd Niemcy dobrowolnie oddawali nam teren? – zapytał przełożony. – Zrobili tak, bo tak chcieli. Ich linie były zbyt rozciągnięte, a jednostki zdekompletowane.

– Tak samo jak nasze. Formacje kategorii B, które wprowadzamy do walki, ponoszą straty o jedną trzecią większe niż jednostki kategorii A. Za posuwanie się do przodu zaczynamy płacić ogromną cenę.

– Już zapłaciliśmy ogromną cenę! Jeśli teraz się nam nie uda, poniesione ofiary pójdą na marne. Pasza do ataku musimy wprowadzić wszystkie siły. Sektorjestjuż prawie nasz.

– Wybaczcie, towarzyszu generale, ale odnoszę inne wrażenie. -Obrońców przepaja duch walki. Mimo ofiar morale Niemców jest wciąż bardzo wysokie. Dobrze wiedzą, jak ogromne straty nam zadali. – Aleksiejew przed trzema zaledwie godzinami wrócił z wysuniętego posterunku dowodzenia w Fólziehausen.

– Obserwowanie akcji z bliska jest bardzo pożyteczne, Pasza, ale może zaciemnić obraz całości.

Aleksiejew nachmurzył się. "Obraz całości" ciągle był iluzją. Jego dowódca niejednokrotnie o tym mówił.

– Chcę, byś przeprowadził szturm na całej linii frontu. Formacje Paktu Atlantyckiego są już bardzo przetrzebione. Ich dostawy szwankują, są niewystarczające, a poza tym niszczymy je po drodze. Energiczny atak przerwie obronę na odcinku pięćdziesięciokilometrowym.

– Nie mamy dostatecznej ilości jednostek kategorii A, by przeprowadzić uderzenie na taką skalę – sprzeciwił się Aleksiejew.

– Trzymaj je w rezerwie, by poszły za ciosem, gdy dokonamy przełomu. Nasze najlepsze dywizje rezerwowe puścimy do ataku od Hanoweru na północy po Bodenweder na południu.