Выбрать главу

– Jak daleko od okrętu?

– Pięćdziesiąt metrów.

– No, no – mruknął pilot. – W porządku, mam już z Toporem kontakt wzrokowy. Bravo, ty prowadzisz mecz. Dokąd mamy lecieć?

Morris w pościgu za zniszczonym charlie'em zanadto się oddalił od terenu polowania. Teraz na polecenie dowódcy fregata ruszyła pełną mocą silników i zbliżała się do "Battleaxe" z szybkością dwudziestu pięciu węzłów. Z powodu tak licznych rosyjskich okrętów podwodnych konwój zboczył nieco na południe.

Seahawk O'Malleya unosił się w powietrzu w odległości siedmiu mil od "Battleaxe", Topór tymczasem wrócił na fregatę po paliwo i nowy zapas pław sonarowych. Znów trwał proces zanurzania sonaru.

– Nic – poinformował Willy.

– Bravo, tu Młot, czy możesz mi dokładnie powiedzieć, co robi cel?

– Dwukrotnie prawie przyskrzyniliśmy go nad interkliną. Generalnie utrzymuje kurs południowy.

– Jeśli sądzić na podstawie dźwięków, jest to chyba okręt rakietowy.

– Zgadza się – włączył się Perrin. – Ostatnio mieliśmy go tysiąc metrów od twojej aktualnej pozycji. Teraz głucha cisza.

O'Malley przestudiował dane z nakresu, które nadeszły z "Battleaxe". Jak zwykle przy tropieniu jednostki podwodnej były to wyłącznie zgadywanki, mgliste domysły, niepewne sądy i trochę szalonych przypuszczeń.

– Bravo, pływałeś na okrętach podwodnych. Co o tym myślisz?

– Młot, jedyna rzecz, która ma sens i przychodzi mi do głowy, to ta, że on jest nieprawdopodobnie szybki.

O'Malley przyjrzał się dokładniej wykresowi.

– Masz rację, Bravo.

Pilot przez dłuższą chwilę rozważał informację. Papa? – zastanowił się. – Podwójne śruby, samosterujące rakiety dalekiego zasięgu, szybki jak złodziej.

– Młot, tu Bravo, jeśli założymy, że jest tak szybki, powinieneś ruszyć na wschód, zanim Romeo wyjdzie ze sprintu. Może wtedy zdoła podać wam jakieś namiary.

– Przyjąłem, Bravo. Wskaż wektor.

Kierowany przez "Battleaxe" seahawk oddalił się dwadzieścia mil na wschód i zaczął opuszczać sonar. Załadunek torped Stingraj i nowych pław sonarowych oraz tankowanie paliwa zajęło Toporowi kwadrans.

– Szefie, jak sądzisz, kogo gonimy? – spytał Ralston.

– Co powiesz o papie?

– Ależ Rosjanie mają tylko jeden egzemplarz tego typu – sprzeciwił się drugi pilot.

– To nie znaczy, że zamierzają oddać go do muzeum.

– Cisza, sir – poinformował Willy.

"Reuben James" zwolnił i skręcając na południe, uruchomił sonar. Gdyby "Battleaxe" nie straciła swego hydrolokatora holowanego – pomyślał smętnie Morris – moglibyśmy przeprowadzić namiar triangulacyjny. Wtedy, dysponując dwoma helikopterami…

– Kontakt, przypuszczalnie okręt podwodny. Współrzędne: zero-osiem-jeden. Pozycja chyba się powoli zmienia… O! Teraz płynie z północy na południe.

Dane pojawiły się jednocześnie na ekranach "Battleaxe" i dowódcy okrętów eskortowych. Do polowania włączył się kolejny helikopter.

– Kopuła w dół!

To już trzydziesty siódmy raz dzisiaj – pomyślał ponuro O'Malley.

– Dupa mnie boli.

– Mnie również – roześmiał się Ralston pozbawionym wesołości śmiechem. Znów niczego nie namierzyli.

– Jak to się dzieje, że jakaś rzecz może być tak nudna i tak ekscytująca zarazem? – spytał podchorąży, nieświadomie powtarzając słowa wypowiedziane kilka dni wcześniej przez pilota tomcata.

– Kopuła w górę! Wiesz, też się nad tym parę razy zastanawiałem – O'Malley włączył radio. – Bravo, tu Młot. Mam pewien pomysł.

– Słuchamy cię, Młot.

– Topór stawia pławy w linii południowej. Zróbcie tak, by ktoś ustawił je również w linii zachodniej. Ja zacznę wysyłać impulsy. Być może wtedy ten cwaniaczek wykona jakiś ruch. Czy gonił cię helikopter, kiedy prowadziłeś okręt?

– Nie, Młot, nie gonił. Ale mocno zszedłem z kursu, by go uniknąć. Poczekaj chwilę, zorganizuję to.

– Ten skurwiel ma nerwy ze stali. Choć dobrze wie, że siedzimy mu na karku, wcale nie zamierza pryskać. Naprawdę sądzi, że nas w końcu dopadnie.

– Myśli tak od czterech godzin, szefie – zauważył Willy.

– Wiesz, na czym polega ta cała gra? Trzeba wiedzieć, kiedy odpuścić.

O'Malley wzbił maszynę w niebo i po raz pierwszy tego dnia włączył radar przeszukujący. Urządzenie to nie wykryłoby sterczącego z wody peryskopu, ale wysyłane przez nie impulsy mogły wystraszyć przebywającą blisko powierzchni jednostkę podwodną, a tym samym zmusić ją do wejścia pod interklinę. Słońce chowało się już za horyzont i tylko światła pozycyjne wskazywały O'Malleyowi miejsce, w którym znajdowały się dwa pozostałe, biorące udział w polowaniu helikoptery. Śmigłowce ustawiły już pod kątem prostym dwie ośmiomilowe linie pław sonarowych.

– Młot, linie pikiet założone – oznajmił kapitan Perrin.

– Zaczynaj.

– Willy, aktywnym!

Dwieście metrów poniżej helikoptera przetwornik sonaru zaczął chłostać przestrzeń wodną impulsami wysokiej częstotliwości. Urządzenie pracowało minutę. Potem podoficer wyciągnął je z wody i maszyna przeniosła się dalej na południowy wschód. Wszystko trwało pół godziny. O'Malleyowi mocno już ścierpły nogi, co znacznie utrudniało mu ruchy.

– Zaczekam chwilę – powiedział, zdjął stopy z pedałów i zaczął poruszać palcami, by przywrócić w nogach krążenie.

– Młot, tu Bravo, mamy kontakt. Pława sześć na linii echa – był to ciąg pław biegnących ze wschodu na zachód. Pława szósta zajmowała trzecie miejsce od strony zachodniej, gdzie zaczynała się November – linia północ-południe.

– Tym razem sygnał jest słaby.

O'Malley skierował helikopter na zachód. Tam pozostałe dwa śmigłowce krążyły nad postawionymi przez siebie hydrolokatorami.

– Ostrożnie, ostrożnie – mruknął w interkom. – Zanadto go nie wystraszmy.

Starannie wybrał tor lotu. Ani razu nie naleciał bezpośrednio nad kontakt, ale też i nie oddalał się zbytnio od celu. Minęło kolejne pół minuty. Każda sekunda wlokła się jak ślimak. W końcu namierzyli przeciwnika. Posuwał się na wschód z szybkością około dziesięciu węzłów i płynął głęboko pod interkliną.

– Mamy go już na trzech pławach – poinformował Perrin. – Topór leci na pozycję.

O'Malley obserwował błyskające czerwone światełka oddalone o jakieś trzy mile. Śmigłowiec z "Battleaxe" zrzucił dwie kierunkowe pławy sonarowe DIFAR i czekał. Na ekranie O'Malleya pokazał się obraz. Cel przepłynął właśnie dokładnie między DIFAR-ami.

– Torpeda poszła! – wykrzyknął Topór.

Pomalowany na czarno stingray spadł do wody pół mili przed zbliżającym się okrętem podwodnym. O’Malley przesunął lekko maszynę w tamtą stronę, zawisł nieruchomo w powietrzu i zrzucił własną pławę. Zaczął nasłuchiwać.

Stingray, podobnie jak amerykańskie marki-48, nie posiadał konwencjonalnego napędu, co powodowało, że był trudny do zlokalizowania zarówno przez sonar O'Malleya, jak i przez hydrolokator okrętu podwodnego. Nagle usłyszeli dźwięki kawitacyjne. Okręt podwodny włączył silniki na pełne obroty i skręcił. Potem dobiegły trzaski kadłuba. Jednostka, by ujść ścigającej ją torpedzie, gwałtownie zmieniała głębokość. Na końcu rozległa się detonacja głowicy bojowej.

– Trafiony! – zameldował Topór.

– Kopuła w dół!

Willy po raz ostatni spuścił przetwornik. Okręt podwodny wychodził na powierzchnię.

– Znowu? – zdumiał się Ralston. – To już drugi dzisiaj.