Выбрать главу

– Odległość: czterysta. Współrzędne: jeden-sześć-trzy. Idzie w górę.

– Poszukiwania po okręgach. Pierwsza głębokość: trzydzieści.

– Wprowadzone – odparł Ralston.

O'Malley znów wystrzelił torpedę.

– Kopuła w górę. Bravo, pierwsze trafienie nie zniszczyło celu, zrzuciliśmy kolejny pocisk.

– Może po prostu chce wyjść na powierzchnię, by uratować załogę – odezwał się Ralston.

– Może też chcieć wystrzelić rakiety. Powinien uciekać. Ja bym tak właśnie zrobił.

Drugi cios dokończył dzieła. O'Malley poleciał prosto na "Reubena Jamesa". Pozwolił Ralstonowi posadzić maszynę na lądowisku. Kiedy tylko umocowano i zabezpieczono łańcuchami koła śmigłowca, wysiadł z kabiny. Morris spotkał go w przejściu między hangarami.

– Wyśmienita robota, Jerry.

– Dzięki, szefie – O'Malley, który zostawił hełmofon w helikopterze, miał przepocone, skołtunione włosy, a oczy piekły go od ściekającego godzinami potu.

– Chciałbym omówić parę spraw.

– Mógłbym najpierw wziąć prysznic i zmienić ubranie, szefie?

O'Malley minął mesę i udał się do swojej kabiny. Po niecałej minucie stał już pod prysznicem.

– Ile litrów wypacasz w taki dzień jak dzisiaj? – spytał Morris.

– Dużo – przyznał pilot, odkręcając kurek. Z góry chlusnął strumień zimnej wody. – Wiesz, od dziesięciu lat twierdzę, że te czterdziestki szóstki powinny mieć większe głowice. Może teraz te dupki od broni posłuchają moich rad.

– No dobrze. Co to było?

– Gdyby chodziło o zakład, postawiłbym na papę. Chłopcy z hydrolokacji wykonali kawał solidnej roboty. Sterowali nas idealnie – dodał gorącej wody i po minucie wynurzył się z kabiny. Znowu wyglądał i czuł się jak człowiek.

– Dowódca zarekomendował cię do krzyża oficerskiego Distinguished Flying Cross. To już twój trzeci, tak?

O'Malley zastanawiał się chwilę. Tamte dwa otrzymał za ratowanie ludzi; ten ma dostać za zabijanie.

– Kiedy znów będziesz mógł wystartować?

– Przyszły tydzień ci odpowiada?

– Ubieraj się. Porozmawiamy w mesie.

Pilot zaczesał włosy i nałożył świeże ubranie. Przypomniał sobie, że żona radziła mu używać zasypki dziecięcej, która chroniła skórę przed podrażnieniem przez pot i szorstkie ubranie. Był jednak na tyle głupi, by z brawurą lotnika wyśmiać jej dobre rady. Teraz mimo kąpieli w wielu miejscach ciała czuł swędzenie i piekący ból. Gdy wszedł do mesy, Morris czekał już na niego z dzbankiem lodowato zimnego soku owocowego.

– Masz na koncie jeden okręt o napędzie klasycznym i dwa rakietowe. Jaką demonstrują taktykę? Jest w niej coś charakterystycznego?

– Są strasznie agresywne. Ten papa mógł się spokojnie wymknąć. Charlie chytrze kluczył, ale też był napalony – O'Malley wypił pierwszą szklankę napoju. – Masz rację, idą na całego.

– Dużo agresywniej niż myślałem. Podejmują próby, na jakie normalnie nigdy by się nie zdecydowali. Czy to coś nam mówi?

– Mówi, że mamy przed sobą dwa kolejne, pracowite dni. Przepraszam kapitanie, ale jestem zbyt zmęczony, by myśleć.

– Odpocznij.

UCIECZKA POKRZYWDZONYCH

Stendal, Niemiecka Republika Demokratyczna

Druga nad ranem. Mimo wszelkich sprzeciwów Aleksiejewa atak miał się rozpocząć za cztery godziny. Generał ślęczał nad mapą z naniesionymi na nią pozycjami jednostek radzieckich i oddziałów wroga; te ostatnie dane pochodziły z wywiadu.

– Głowa do góry, Pasza – powiedział głównodowodzący Zachodnim Teatrem Wojny. – Wiem, twoim zdaniem zużywamy zbyt wiele paliwa. Ale to niszczy i ich zapasy.

– Mogą je uzupełnić.

– Nonsens. Jak donosi nasz wywiad, ich konwoje poniosły ciężkie straty. Obecnie zbliża się jedna ogromna flotylla, ale marynarka twierdzi, że posłała przeciw niej wszystko, czym dysponuje. Tak czy siak, amerykańskie okręty będą mocno spóźnione.

Aleksiejew wmawiał w siebie, że przełożony ma rację. Ostatecznie stanowisko to sprawował tylko dlatego, że udało mu się zrobić błyskotliwą karierę. Niemniej…

– A gdzie widzicie mnie podczas bitwy?

– W punkcie dowodzenia grupami operacyjno-manewrowymi. Bliżej frontu nie podchodźcie.

Punkt dowodzenia grupami operacyjno-manewrowymi – pomyślał ironicznie Paweł. Najpierw grupą operacyjno-manewrową miała być 20. Gwardyjska Dywizja Czołgów, potem formacja złożona z dwóch dywizji, a następnie z trzech. Z każdą kolejną, nieudaną próbą przełomu określenie "grupa operacyjno-manewrowa" nabierało coraz bardziej szyderczego sensu. Powrócił pesymizm. Trzymane w odwodzie formacje rezerwowe, które miały wkroczyć do akcji natychmiast po przełamaniu frontu, znajdowały się zbyt daleko. Zajęcie odpowiednich pozycji pochłonęłoby parę godzin, a Pakt Atlantycki, jak już się tego generał nauczył, wykazywał niesamowitą umiejętność reagowania na takie nagłe przełomy dokonywane przez Rosjan. Aleksiejew przestał o tym myśleć i opuścił centrum dowodzenia.

Przywołał Siergietowa, razem odnaleźli helikopter, który miał zabrać ich na zachód. Towarzyszyła im eskorta myśliwców.

Oficerowie kontroli powietrznej NATO dawno już spostrzegli, że Rosjanie mają zwyczaj dawać pojedynczym helikopterom startującym ze Stendal eskortę myśliwską. Nigdy jednak nie dysponowali odpowiednią jednostką, by wiedzę tę wykorzystać.

Tym razem było inaczej. Samolot radarowy AWACS odbywający patrol nad Renem namierzył startujący w towarzystwie trzech migów helikopter. Kontroler sektora miał akurat do dyspozycji dwa myśliwce F-4 Phantom, które powróciły po wykonaniu misji na południe od Berlina. Natychmiast więc skierował je na północ. Samoloty z wyłączonymi radarami mknęły tuż nad czubkami drzew korytarzem powietrznym używanym przez Rosjan.

Aleksiejew i Siergietow siedzieli sami w tylnym przedziale helikoptera bojowego Mi-24. W maszynie było miejsce dla ośmiu żołnierzy, toteż dwaj mężczyźni mogli swobodnie wyciągnąć nogi. Siergietow drzemał. Tysiąc metrów nad ich głowami krążyła eskorta migów, wypatrując lecących na niskim pułapie myśliwców NATO.

– Dziesięć kilometrów – poinformował technik z samolotu AWACS.

Jeden z phantomów wzbił się w górę i wystrzelił w stronę migów dwie rakiety Sparrow. Drugi odpalił dwa sidewinder w śmigłowiec.

Piloci migów patrzyli akurat w przeciwnym kierunku, kiedy na tablicach rozdzielczych ich maszyn zapłonęły ostrzegawcze światła. Pierwszy rosyjski myśliwiec błyskawicznie znurkował, unikając amerykańskiej rakiety. Drugi eksplodował w powietrzu. Ten, który przetrwał, natychmiast przesłał przez radio ostrzeżenie. Aleksiejew, oślepiony nagłym rozbłyskiem nad głową, zamrugał oczyma i sięgnął do pasów bezpieczeństwa. W tej samej chwili helikopter skręcił gwałtownie w lewo i zaczął spadać niczym kamień. Był tuż nad wierzchołkami drzew, kiedy sidewinder trafił go w tylny rotor. Rozbudzony Siergietow krzyknął ze strachu i zdumienia. Mi-24 zawirował w powietrzu, runął na drzewa i już po gałęziach stoczył się ostatnich kilkanaście metrów na ziemię. Główne śmigło eksplodowało, rozpadło się na setki mknących we wszystkie strony kawałków. Przesuwane drzwi po lewej stronie maszyny pękły, jakby zrobione były z plastiku. Aleksiejew, wlokąc za sobą Siergietowa, natychmiast wyskoczył na zewnątrz. Znów instynkt uratował mu życie. Oficerowie oddalili się zaledwie dwadzieścia metrów od maszyny, kiedy detonowały zbiorniki z paliwem. Ani Aleksiejew, ani Siergietow nie dostrzegli i nie dosłyszeli phantomów które wracały właśnie bezpiecznie do domu, na zachód.

– Jesteś ranny, Wania? – spytał generał.

– Nawet się nie zeszczałem w gacie. A to znaczy, że jestem zahartowanym weteranem. – Żart nie wyszedł. Głos majora drżał równie silnie jak ręce. – Gdzie my, do diabła, jesteśmy?