Выбрать главу

– Doskonałe pytanie.

Aleksiejew rozejrzał się. Miał nadzieję, że ujrzy jakieś światła, ale w całej okolicy obowiązywało zaciemnienie, gdyż sowieckie jednostki w sposób nader przykry dowiedziały się już, co znaczy podróżować szosą na światłach.

– Musimy dotrzeć do jakiejś drogi. Chodźmy na południe. Na pewno jakąś znajdziemy.

– A gdzie jest południe?

– Naprzeciwko północy. Tam jest północ – generał wskazał gwiazdę, po czym odwrócił się i poszukał innej. – Ta zaprowadzi nas na południe.

Siewieromorsk, RSFRR

Admirał Jurij Nowikow obserwował przebieg wypadków ze swej umieszczonej pod ziemią kwatery, oddalonej kilka kilometrów od głównej bazy morskiej. Wstrząsnęła nim wiadomość o utracie podstawowej broni dalekiego zasięgu – bombowców Backfire – ale reakcja Politbiura na atak rakietowy stanowiła dla niego jeszcze większy szok. Wydawało się, iż politycy doszli do wniosku, że należy liczyć się z możliwością ataku pociskami balistycznymi i żadne argumenty nie trafiały im do przekonania. Jakby Amerykanie chcieli narazić na ryzyko swe drogocenne okręty podwodne uzbrojone w ten typ pocisków i przysyłali je na tak strzeżone wody! – parsknął admirał. Miał do czynienia z uderzeniem okrętów szybkiego reagowania – tego był pewien – co zmusiło go do wysłania w pościg połowy swych jednostek. A w tych okolicach nie dysponował zbyt wielką ich liczbą.

Jak dotąd naczelny dowódca Floty Północnej odnosił same sukcesy. Operacja zajęcia Islandii przebiegła nad wyraz sprawnie. To najbardziej brawurowy atak marynarki radzieckiej w historii! Następnego dnia zniszczył grupę bojową lotniskowca – było to wielkie święto. Opracowana przez niego taktyka atakowania konwojów połączonymi siłami jednostek podwodnych i uzbrojonych w rakiety bombowców sprawdziła się w praktyce znakomicie; zwłaszcza kiedy w pierwszej kolejności polecił bombowcom niszczyć eskortę. Straty floty podwodnej były ciężkie, ale tego się akurat spodziewał. Wszak NATO od lat doskonaliło swoją technikę zwalczania jednostek podwodnych. Jakieś straty musiały być. Nowikow przyznawał przed samym sobą, że popełniał błędy. Powinien dużo wcześniej przystąpić do systematycznej likwidacji okrętów eskortowych. Moskwa jednak życzyła sobie jak największej liczby zniszczonych statków handlowych i admirał nie miał innego wyjścia, jak przychylić się do tej "prośby".

Teraz sytuacja się zmieniła. Nieoczekiwana utrata backfire'ów – zostały wyłączone z akcji co najmniej na pięć dni – zmusiła go do pchnięcia przeciw konwojom formacji podwodnych, których przeznaczeniem była walka z lotniskowcami. Znaczyło to, że jednostki radzieckie, forsując barierę utworzoną przez okręty podwodne Paktu Atlantyckiego, ponosiły ciężkie straty. Znajdujące się w jego dyspozycji samoloty rekonesansowe Bear też zostały mocno przetrzebione. A przecież według założeń ta przeklęta wojna powinna się była już dawno zakończyć – pomyślał ze złością. Dysponował potężną flotą nawodną, czekającą tylko, by przerzucić na Islandię kolejny kontyngent wojsk. Nie mógł tego uczynić do chwili zakończenia kampanii niemieckiej. Przypomniał sobie starą prawdę, że plany batalii żyją tylko do chwili pierwszego zetknięcia z wrogiem.

– Towarzyszu admirale, nadeszły zdjęcia satelitarne – adiutant wręczył mu pudełko ze skóry.

Parę minut później pojawił się szef wywiadu marynarki w towarzystwie specjalisty do spraw interpretacji materiału fotograficznego.

Zdjęcia rozłożono na stole.

– Aha, tu mamy problem – stwierdził ekspert.

Nowikow wiedział o tym i bez specjalisty. Pirsy w Littre Greek w Wirginii były puste. Okręty desantowe z dywizją piechoty morskiej płynęły już do Europy. Nowikow bacznie obserwował zdążającą do Norfolk Flotę Pacyfiku. Potem oba satelity zostały zniszczone, a polecenie wystrzelenia trzeciego – cofnięte. Kolejne zdjęcie przedstawiało puste przystanie dla lotniskowców.

– "Nimitz" wciąż stoi w Southampton – odezwał się szef wywiadu. – Do portu dotarł potężnie przechylony i nie mają na tyle dużego suchego doku, by pomieścić tak wielką jednostkę. Zacumowany został w doku oceanicznym. Nigdzie się nie wybiera. To daje Amerykanom trzy lotniskowce: "Coral Sea", "America" i "Independence". "Saratoga" została przydzielona do konwojów. Reszta Floty Atlantyckiej znajduje się na Oceanie Indyjskim.

Nowikow chrząknął. Była to bardzo niepomyślna wiadomość dla jednostek na Oceanie Indyjskim. Ale ponieważ wchodziły one w skład radzieckiej Floty Pacyfiku, nie był to problem admirała. Nowikow miał dosyć własnych kłopotów. Po raz pierwszy w tej wojnie zetknął się z tym, że miał więcej zadań niż okrętów. Wysłanie połowy jednostek do zwalczania sił podwodnych za okrętami, które i tak się wycofywały, sprawy nie poprawiło.

Northwood, Anglia

– Znów się spotykamy, admirale – powiedział Toland.

Beattie wyglądał dużo lepiej. Jego niebieskie oczy błyszczały, a kiedy stanął ze złożonymi na piersiach rękami przed zajmującą całą ścianę mapą, plecy miał proste.

– Jak sprawy w Szkocji, komandorze?

– Dobrze, sir. Ostatnie dwa naloty im nie wyszły. Czy mogę spytać co z "Operacją Doolittle"? Jednym z tamtych okrętów dowodzi mój przyjaciel.

Beattie odwrócił się.

– Którym?

– "Chicago", sir. Dan McCafferty.

– No tak. Wygląda na to, że jeden z okrętów został uszkodzony. Eskortuje go właśnie "Chicago" i jeszcze jakaś jednostka. Narobili rabanu w całej wschodniej części Morza Barentsa. Mamy informacje, iż Sowieci wysłali za nimi potężne siły. Pan w każdym razie wraca na swoje lotniskowce. Proszę odbyć naradę z moimi ludźmi z wywiadu. Poinformują pana o najnowszych wydarzeniach. Pragnę też osobiście podziękować panu za ów teleks o tropieniu backfire'ów aż do ich baz. Był to wspaniały pomysł. Jak zrozumiałem, jest pan rezerwistą. Na Boga, jak mogli pana wypuścić?

– Pewnego razu wprowadziłem niszczyciel na mieliznę.

– Rozumiem. No, ale już pan odpokutował swój grzech, komandorze.

Beattie podał mu rękę.

Wachersleben, Niemiecka Republika Demokratyczna

– Zatrzymaj tę przeklętą ciężarówkę! – wrzasnął Aleksiejew.

Stał na środku drogi, ryzykując tym, że pojazd go przejedzie. Kiedy maszyna przystanęła, generał podbiegł do szoferki.

– Kim, do cholery, jesteście? – spytał kapral.

– Jestem generał-pułkownik Aleksiejew – odpowiedział grzecznie Pasza. – A wy kim jesteście, towarzyszu?

– Kapral Władimir Iwanicz Mariakin – wydukał żołnierz, widząc dystynkcje generalskie.

– Kapralu, proszę zawieźć mnie i mego adiutanta do najbliższego punktu kontroli drogowej. Najszybciej jak możecie. Ruszajmy!

Aleksiejew i Siergietow wskoczyli na zapełniony skrzyniami tył ciężarówki. Usiedli na wiekach. Generał zaklął.

– Stracone trzy godziny.

– Mogło być gorzej.

Bruksela, Belgia

– To poważny atak, sir. Ruszą frontem szerokim na osiemdziesiąt kilometrów.

Naczelny dowódca wojsk sprzymierzonych w Europie popatrzył beznamiętnie na mapę. Wcale go to nie zaskoczyło. Wywiad, analizując ruchy radzieckich wojsk, przewidział to już dwanaście godzin wcześniej. Generał dysponował w tym sektorze dokładnie czterema brygadami. Dzięki Bogu, że przekonałem Niemców o konieczności skrócenia frontu pod Hanowerem – pomyślał. Połowa jego rezerw pochodziła właśnie stamtąd. Nadeszły w samą porę.

– Główna oś ataku? – spytał generał oficera operacyjnego.