Выбрать главу

– Kolejny kontakt, sir. Pozycja jeden-dziewięć-dwa. Ceclass="underline" sierra-5. Okręt nawodny, dwuśrubowy, silnik spalinowy. Brzmi jak okręt klasy Natia. Pozycja zmienna; trochę w lewo, trochę w prawo; kurs wydaje się zbieżny z kursem naszego boomera. Prędkość około dwudziestu węzłów.

– A boomer?

– Szybkość i położenie bez zmian, kapitanie. Skończyli wypompowywanie zbiorników, są na powierzchni. Słyszymy łomot i przyśpieszone obroty ich śrub… chwileczkę… włączył się aktywny sonar, odbijamy rewerberacje, współrzędne mniej więcej jeden-dziewięć-zero. Pochodzą prawdopodobnie z natiii. Ich hydrolokator pracuje na bardzo wysokiej częstotliwości, poza zasięgiem słyszalności… dwadzieścia dwa tysiące herców.

McCafferty poczuł, jak żołądek wypełnia mu lodowata kula.

– Przejmuję prowadzenie okrętu.

– Tak jest, kapitanie. Przejmuje pan prowadzenie – odparł Pierwszy.

– Szefie, szasować balasty, dwadzieścia metrów w górę, może i wyżej, bylebyśmy się nie wynurzyli. Obserwacja! Wysunąć peryskop. – Urządzenie bezszelestnie pomknęło w górę i McCafferty, jak poprzednim razem, zlustrował okolicę, szukając cienia. – Jeszcze metr. W porządku, ciągle niczego nie widać. Co mówi wykrywacz radarów?

– Obecnie siedem aktywnych źródeł radiolokacji, kapitanie. Układ na siatce taki sam jak poprzednio plus nowe źródło, współrzędne jeden-dziewięć-jeden. Pasmo India. Wygląda na kolejny Don-2.

McCafferty wysunął peryskop na dwanaście stopni; maksymalna wysokość. Na powierzchni morza unosił się radziecki okręt rakietowy. Wystawał z wody dziwnie wysoko.

– Joe, powiedz mi, co widzisz? – odezwał się McCafferty; potrzebna mu jeszcze czyjaś opinia.

– Zgadza się, to delta-IIL Chyba wszystko wypompowali. Kapitanie, siedzi bardzo wysoko na powierzchni; wystaje z wody metr albo i wyżej niż normalnie. Zużyli większość powietrza… a tam chyba widać maszt radiowy natii, ale trudno powiedzieć.

McCafferty czuł mrowienie w zaciśniętych na peryskopie dłoniach; rura urządzenia przenosiła drgania powodowane uderzeniami fal. Woda siekła również kadłub delty, zalewając co chwila rozmieszczone wzdłuż burt rakietowego okrętu otwory przelewowe.

– Wykrywacz radarów wskazuje, że siła ich sygnałów wzrasta do tego stopnia, że mogą nas odkryć – ostrzegł technik.

– Wysunąć oba peryskopy – mruknął McCafferty, zdając sobie sprawę, że za długo już trzyma swój w górze. Nacisnął przerzutnik, by podwoić powiększenie. W okularze pojawiło się zbliżenie kiosku delty.

– Stanowisko dowodzenia na szczycie kiosku pełne ludzi. Wszyscy mają lornetki… ale nie patrzą w naszym kierunku. Peryskop w dół. Szefie, szasuj balasty, zwiększyć zanurzenie o trzy metry. Dobra robota, marynarze. Joe, przejrzyjmy taśmę.

Po kilku sekundach na ekranie pojawiły się obrazy. Od delty dzieliło ich dwa tysiące metrów. Za nią, w odległości jakichś ośmiuset majaczyła sferyczna kopuła radaru natii kołyszącej się mocno na bocznej fali. Obciążony szesnastoma pociskami SS-18 rosyjski okręt oglądany od tyłu przypominał nieco podjazd na rampę. Tak niezgrabną sylwetkę delta miała mieć aż do chwili odpalenia pocisków; Amerykanie nie żywili wątpliwości, że okazałyby się aż nadto skuteczne.

– Popatrz, wypchnęli ją tak wysoko, że widać połowę śrub – wskazał palcem pierwszy oficer.

– Nawigatorze, jak daleko do płycizny?

– Za tym torem wodnym; jakieś dziesięć mil stąd głębokość wynosi mniej więcej czterdzieści metrów.

Czemu więc delta wypłynęła na powierzchnię tak daleko?

McCafferty podniósł słuchawkę.

– Sonar, co słychać z natią? – zapytał.

– Kapitanie, jak oszalała wysyła sonarem impulsy ultradźwiękowe. Nie w naszą stronę, ale chwytamy wiele odbić i rewerberacji od dna.

Natia była wykrywaczem min, ale również służyła do eskortowania okrętów podwodnych, ostrzegając je przed niebezpieczeństwem. Skoro więc jej pracujący na niezwykle wysokiej częstotliwości sonar działał… Boże wielki!

– Ster cała w lewo! – krzyknął McCafferty.

– Ster cała w lewo! – sternik uderzyłby głową w sufit, gdyby nie pasy, którymi przypiął się do fotela. Natychmiast przekręcił koło do oporu. – Ster, cała w lewo!

– Pole minowe – szepnął nawigator. Wszystkie głowy w kabinie odwróciły się w jego stronę.

– Idę o zakład – pokiwał posępnie głową McCafferty.

– Jak daleko jesteśmy od miejsca, gdzie boomer spotkał się z natią?

Nawigator dokładnie sprawdził wykres.

– Mniej więcej czterysta metrów dalej.

– Maszyny stop.

– Maszyny stop – sternik wykręcił numerator dzwonkowy.

– Maszyny stoją, sir. Mijamy po lewej pozycję jeden-osiem-zero.

– Bardzo dobrze. Tutaj powinniśmy być bezpieczni. Delta musiała się spotkać z trałowcem dobrych parę mil od pola, prawda? Chyba nikt nie sądzi, że Iwan narażałby okręt rakietowy?

Było to pytanie retoryczne; nikt nie bawi się boomerami. Centrum dowodzenia odetchnęło. „Chicago" zwolnił gwałtownie i ustawił się w poprzek dotychczasowego kursu.

– Ster zero – McCafferty polecił płynąć z jedną trzecią szybkości, a następnie połączył się z przedziałem sonaru.

– Co z okrętem rakietowym?

– Nic, sir. Pozycja stale jeden-dziewięć-zero. Prędkość stała: piętnaście węzłów. Ciągle odbieramy impulsy z natii jej prędkość również około piętnastu węzłów w pobliżu pozycji jeden-osiem-sześć.

– Nawigatorze, proszę wyznaczyć kurs, którym się stąd wydostaniemy. Musimy daleko odejść od tych okrętów patrolowych i przekazać jak najszybciej wiadomość.

– Tak jest. Wydaje się, że w tej chwili najodpowiedniejszy będzie kurs trzy-pięć-osiem – nawigator od dwóch godzin nieustannie nanosił na wykres poprawki.

– Jeśli Iwan naprawdę postawił pole minowe, jego część sięga wód eksterytorialnych – zauważył pierwszy oficer. – Miło.

– Cóż, kiepsko się składa, bo oni uważają, że te wody należą do nich, więc nikt nie powinien wpaść na miny.

– A w razie czego, to awantura międzynarodowa? – spytał Joe.

– Czemu więc w ogóle prowadzą ten nasłuch hydroakustyczny? – spytał oficer łączności. – Skoro mają przed sobą czysty tor, mogą płynąć normalnie.

– A jeśli tu nie ma żadnego toru? – odparł pytaniem Pierwszy. – Może zainstalowali miny denne na kablach, powiedzmy, długości szesnastu metrów i teraz obawiają się, że jedna czy dwie z nich mogą mieć nieco dłuższą cumę. Wolą więc uważać, tak samo jak my. Wiesz, co to znaczy?

– Nie mogliby prowadzić boomera, gdyby płynął w zanurzeniu… – zrozumiał porucznik.

– Naturalnie. Nikt nie twierdzi, że Iwan jest tępy. Wypracowali sobie idealny system. Okręty rakietowe umieścili tam, gdzie nie możemy ich dosięgnąć – ciągnął McCafferty. – Stąd, gdzie jesteśmy, do Morza Białego nie dosięgnie nawet SUBROC, rakieta wystrzelona z okrętu podwodnego. Ostateczny wniosek jest taki, że jeśli będą chcieli te jednostki gdzieś wysłać, nie muszą się tłoczyć na jednym torze. Mogą płynąć sobie po powierzchni, a w dzień się chować.

– A to, panowie, znaczy, że zamiast przydzielać każdemu boomerowi oddzielny torpedowiec do obrony przed takimi jak my, wsadzili rakietowce do jednego, bezpiecznego koszyka, a torpedowce wysłali gdzieś indziej. Do diabła, wynośmy się stąd.

Północny Atlantyk

– Do okrętu. Z lewej burty macie samolot marynarki Stanów Zjednoczonych. Kim jesteście?

Kapitan Kierow oddał mikrofon majorowi Armii Czerwonej.

– Do samolotu, tu statek „Doktor Lykes". Witajcie – Kierow słabo władał angielskim i południowy akcent majora równie ładnie brzmiał mu w uszach jak narzecze kurdyjskie. Z trudem dostrzegali szary samolot patrolowy, który krążył w odległości pięciu mil. Jego załoga z pewnością lustrowała statek przez lornetki.