Выбрать главу

– Tak. Ocalało. A co z amerykańskim lotnictwem?

– Żadnych informacji, towarzyszu. Ich samoloty zostały wyeliminowane podczas naszego ataku rakietowego. Te, które nie uległy zniszczeniu, zostały podpalone przez załogi. Jak już mówiłem, Amerykanie stawiali zaciekły opór.

– Doskonale. Niebawem przyślemy tu wasze dwa bataliony ze sprzętem. Trzeci będzie mi jeszcze niezbędny w porcie. Proszę rozstawić posterunki. Zabierajcie się do porządkowania terenu. Bardzo potrzebujemy tego lotniska. Proszę też zebrać wszystkich jeńców i przygotować ich do transportu. Zgłosimy się po nich w nocy. Mają być dobrze traktowani.

Związane z tym polecenia okazały się bardzo precyzyjne. Jeńcy stanowili cenny nabytek.

– Wedle rozkazu, towarzyszu generale. I proszę, przyślijcie paru inżynierów, to naprawimy rurociąg.

– Dobra robota, Mikołaju Gennadiewiczu.

Generał pobiegł z powrotem do helikoptera. Tylko dziewiętnastu zabitych. Spodziewał się większych strat. Wyeliminowanie na samym początku centrum dowodzenia okazało się bardzo pomyślnym zbiegiem okoliczności. Kiedy wrócił hipem do portu, trwał tam właśnie wyładunek sprzętu. Po barkach zamontowanych do luków towarowych bez trudu wyjeżdżały ze statku wozy bojowe. Poszczególne jednostki rozlokowano już bądź w samym porcie, bądź na przyległych terenach. Generał zauważył, że jego sztab doskonale zorganizował pracę. Jak dotąd operacja „Polarna Gloria" przebiegała nad wyraz pomyślnie. Natychmiast po powrocie generał udał się do oficera operacyjnego, a do śmigłowca przeciągnięto ze statku przewody i uzupełniano paliwo.

– Lotnisko w Reykjaviku gotowe, towarzyszu generale. Magazyny paliw nietknięte. Czy tam mamy przyjmować transporty lotnicze?

Generał zastanowił się. Lotnisko w Reykjaviku było wprawdzie niewielkie, ale czekanie, aż przygotują większe w Keflaviku, nie miało sensu.

– Tak. Prześlijcie hasło do centrali. Proszę, by natychmiast zaczęto wysyłać wojsko i sprzęt!

Wzgórze 152, Islandia

– Czołgi – Garcia patrzył przez lornetkę. – Cała grupa, na każdym czerwona gwiazda. Kierują się drogą 41 na zachód. To powinno ich przekonać, sir.

Edwards odebrał lornetkę. Pojazdy widział, ale żadnych gwiazd.

– Jaki to typ? Nie wyglądają jak normalne czołgi.

– To BMP. Może BMD – wtrącił Smith. – Wozy bojowe piechoty. Coś w rodzaju naszych amtraków, amfibii do wyładowywania sprzętu i ludzi z jednostek desantowych. Każdy dysponuje 73-milimetrowym działem i wiezie drużynę żołnierzy. Tak, to na pewno Ruscy, poruczniku. Naliczyłem jedenastu skurczybyków i ze dwadzieścia ciężarówek pełnych wojska.

Edwards uruchomił radio. Garcia miał rację. To powinno ich przekonać.

– W porządku, Edwards, kto jest z tobą.

Porucznik wymienił nazwiska i stopnie towarzyszących mu marines.

– Spieprzyliśmy, zanim Rosjanie zdążyli zdobyć bazę.

– Gdzie teraz jesteście?

– Na wzgórzu 152, cztery kilometry na wschód od Hafnarfjórduru. Mamy stąd świetny widok na port. Wyjeżdżają z niego do Keflaviku rosyjskie wozy bojowe. Poza tym na autostradzie 41, po północno-wschodniej stronie, widzimy jadące w stronę Reykjaviku ciężarówki, ale są za daleko, by dostrzec jakiekolwiek szczegóły. Posłuchajcie, chłopcy, jeśli przyślecie tu trochę aardvarków może uda się zlikwidować ten statek przed zakończeniem rozładunku.

– Obawiam się, że varki mają obecnie coś innego do roboty, kolego. Na wypadek, gdybyś nie wiedział, to informuję cię, że w Niemczech trwa wojna. Dziesięć godzin temu wybuchła trzecia wojna światowa. Spróbujemy wysłać do was satelitę zwiadowczego, ale to zajmie trochę czasu. Nie wiemy też jeszcze, co z wami zrobić. Na razie musicie liczyć tylko na siebie.

– Niech to szlag – mruknął porucznik, spoglądając na swoich towarzyszy.

– W porządku Edwards. Kombinujcie. I za wszelką cenę unikajcie kontaktu z nieprzyjacielem. Z tego, co wiem, jesteście jedynymi naszymi ludźmi na Islandii. Obserwujcie i o wszystkim składajcie raporty. Oszczędzaj baterie w radiu. Działajcie rozważnie i na zimno. Przyślemy wam pomoc, ale to chwilę potrwa. Kontakt o każdej pełnej godzinie. Macie dokładny czas?

A my – pomyślał oficer łączności – spróbujemy znaleźć sposób, by ustalić, kim naprawdę jesteś i postaramy się stwierdzić, czy Rosjanie nie przystawili wam pistoletu do głowy.

– Zrozumiałem. Będziemy w kontakcie.

– Kolejne czołgi – odezwał się Smith. – Jezu, ten statek to faktycznie istna forteca.

Hafnarfjórdur, Islandia

Generał nie mógł wprost uwierzyć w dopisujące im szczęście. Kiedy ujrzał nadlatującą rakietę Harpoon, był pewien, że to koniec całej operacji. Trzecia część jego pojazdów opuściła już ładownie okrętu i podążała do wyznaczonych punktów. Niebawem miała drogą lotniczą przybyć reszta jego dywizji, a potem następne śmigłowce. Na razie garstkę Rosjan otaczały setki tysięcy rodowitych Islandczyków, ze strony których najeźdźcy nie spodziewali się niczego dobrego. Nawet w tej chwili z odległej strony przystani generała obserwowało kilkanaście osób. Andrzejew wysłał tam oddział żołnierzy. Ilu mieszkańców wyspy zdążyło przekazać wiadomość drogą telefoniczną? Czy łączność satelitarna ciągle jeszcze funkcjonuje? A może w Stanach Zjednoczonych już wiedzą, co się wydarzyło na Islandii? Tyle kłopotliwych pytań; tyle zmartwień.

– Generale, transporty lotnicze w drodze. Pierwszy pod eskortą myśliwców wyruszył dziesięć minut temu. Powinni tu być za cztery godziny – zameldował oficer łączności.

– Cztery godziny – stojący na mostku generał popatrzył w błękitne niebo. Kiedy Amerykanie zareagują? Kiedy nadlecą dywizjony ich myśliwców bombardujących?

Skinął dłonią na oficera łączności.

– Na nabrzeżu mamy już za dużo transporterów. Proszę podzielić ludzi na plutony i powysyłać ich na posterunki. Nie mamy czasu na formowanie kompanii. Co z lotniskiem w Reykjaviku?

– Jest tam kompania piechoty; druga wyjechała dwadzieścia minut temu. Żadnego oporu. Kontrolerów ruchu cywilnego i personel lotniska trzymamy pod strażą. Patrole uliczne donoszą, że w mieście panuje niewielki ruch. Ambasada przekazała, że rząd Islandii zaapelował przez radio do obywateli, by nie opuszczali domów. Wydaje się, że większość wyspiarzy zastosowała się do tego polecenia.

– Proszę natychmiast wysłać żołnierzy, by przejęli centralę telefoniczną. Stacje radiowe i telewizyjne zostawcie w spokoju; tylko centralę telefoniczną.

Skierował wzrok na drugą stronę portu, gdzie do zgromadzonych ludzi podjechał oddział spadochroniarzy. Generał naliczył około trzydziestu osób. Ośmiu żołnierzy zeskoczyło z samochodu i z bronią gotową do strzału zbliżyło się do gapiów. Przed tłumek wysunął się jakiś człowiek i energicznie gestykulując zaczął coś tłumaczyć. Został zastrzelony. Reszta tłumu rozpierzchła się. Generał zaczął ordynarnie kląć.

– Znaleźć tego, kto to zrobił!

USS „Chicago"

Po krótkiej wizycie w swojej kabinie McCafferty wrócił do centrum bojowego. Kawa zawsze cię trochę postawi na nogi – zadecydował. Sprawy układały się nie najlepiej. Bez względu na to, który z geniuszów sztabowych polecił amerykańskim okrętom podwodnym, by wycofały się z Morza Barentsa i nie spowodowały „incydentu", udało mu się bardzo skutecznie usunąć je z drogi nieprzyjaciela.

I to akurat w chwili, gdy wybuchła wojna – mruknął kapitan, zapominając, że początkowo pomysł wydawał mu się całkiem sensowny.